s. M. Chmielewska zdobyła inwestora, który za darmo wybuduje nowoczesne schronisko dla bezdomnych. Teraz walczy o działkę w Warszawie

Siostra Chmielewska dokonuje rzeczy niemożliwych. Znalazła inwestora, który zgodził się wybudować nowoczesny i ekologiczny budynek, dla osób bezdomnych i chorych, który wszedłby w skład 8 domów prowadzonych przez Wspólnotę „Chleb życia”. Brakuje tylko działki w granicach m. st. Warszawa.


Tomasz W. Michałowski: Dlaczego warto pomagać osobom bezdomnym? Wiele osób uważa, że są to pieniądze wyrzucone w błoto?

s. Małgorzata Chmielewska: Należy sobie uzmysłowić, że osoby bezdomne to nie tylko ludzie chorzy, kalecy. Oczywiście wśród bezdomnych jest wiele osób wyjątkowo bardzo niedomagających fizycznie i psychicznie; są jednak tacy, których „losowe sprawy” wytrąciły gdzieś z drogi „normalnego” życia; stracili swoje domy, mieszkania, rodziny – poczucie bezpieczeństwa. Czasem były to nieudane związki, czasem śmierć kogoś bliskiego, jak w wypadku ojca, który załamał się, gdy jego córka zginęła pod kołami rozpędzonego auta, stracił pracę, a za tym potoczyła się lawina konsekwencji; bywa i tak, że niektórzy mają zbyt mało wiary we własne siły, aby żądać podwyżki a nawet wypłacenia pensji.

Historie naszych podopiecznych odsłaniają dziesiątki, setki a nawet tysiące sposobów na to, jak człowieka można złamać. Niemniej jednak, wielu z nich jest gotowych pracować, mają umiejętności, energię i chęci. Wykorzystanie tego, co w nich nie zgasło, jest wielką szansą, która może dać wymierne efekty nam wszystkim.

Pracujemy i prowadzimy nasze ośrodki dla nich, tych którzy mogą powrócić do bycia obywatelem, choć w naszych placówkach znajdują się osoby, którym chcemy dać już tylko opiekę, pomoc; chcemy zapewnić im  trochę ciepła, jedzenia i wspólnoty. Są to często osoby chore fizycznie i psychicznie, samotne, połamane przez życie i innych ludzi. Dla nich ważna jest już tylko chwila, pozwolę sobie użyć stwierdzenia, ich chwila; my dajemy im bezpieczeństwo, że nikt ich nie pobije, nie napastuje, nie zgwałci, nie zostawi gdy będą chorzy.

Inni są gotowi do pracy. Aby mogli zacząć wszystko od nowa, muszą mieć swój kawałek podłogi, swój kawałek podparcia. Znajdują go w naszych placówkach, ale też w kontakcie z drugim człowiekiem, czasem w wierze. Różnie to bywa. Fakt jest jeden, pozostawieni sami sobie, będą mieli dużo mniejsze szanse na bycie tym kim chcą. Wzrosną natomiast szanse na to, że stracą do końca wszystko to, co jeszcze mają; w tym godność, bo ona znika, gdy inni zaczynają odwracać od nas wzrok, gdy zauważamy, że nasze istnienie traci swoją wartość. W przypadku bezdomnych tak właśnie jest, albowiem system „wypluwa” ich poza nawias społeczeństwa, poza nawias bycia obywatelem. Być może dlatego nasza praca jest ważna. Ponieważ nie odwracamy od nich wzroku, nie są dla nas dzicy, śmierdzący, chorzy i brudni.

Wesprzyj Fundację Dziennikarską mediumpubliczne.pl

TWM: Dokonała Siostra  czegoś, co mogłoby wydawać się niemożliwe. Znalazła Siostra sponsora, który zgodził się wybudować dla Waszej wspólnoty nowoczesny budynek ekologiczny, który prócz tego, że będzie spełniał wysokie normy jakości, będzie do tego tani w utrzymaniu, albowiem część zużywanej energii, paliw i wody, będzie do niego z powrotem wracała.  Wiem, że walczy teraz Siostra o działkę w granicach Warszawy.

s. M.Ch: Tak, chodzi o co najmniej 1500 metrów kwadratowych  w obrębie granic m. st. Warszawy, bo wówczas jest szansa na wsparcie i dofinansowanie działalności, mającej powstać tam placówki.

TWM: Kto mógłby pomóc?

s. M.Ch: Pomóc może każdy, od osób prywatnych, przez deweloperów po Urząd Miasta, Urząd Marszałkowski, Urząd Wojewódzki i inne instytucje. Jest to o tyle ważne, bowiem w ostatnich dniach otrzymaliśmy informacje, że działka, z której korzystaliśmy na Odolanach w Warszawie, zostanie nam w najbliższym czasie odebrana.

TWM: Po co pomagać osobom bezdomnym?

s. M.Ch: Odpowiem Panu krótko; aby świat był piękniejszy. Aby każdy z nas mógł spokojnie zasnąć z myślą, że zrobił wszystko, aby inni także mieli ciepłe łóżko.

Często słyszę, że bezdomni sami są sobie winni sytuacji, w której się znajdują. Piją, biją żony albo dzieci, śmierdzą i są brudni. Po pierwsze nie jest to prawda. Według statystyk przemoc występuje równie często wśród tzw. „normalnych” w tym wypadku, tych którzy mają jakieś lokum. Wszelkie więc doprawianie gęby, jest nie tylko niesprawiedliwe, ale wypacza rzeczywistość. Po drugie to, że ktoś jest silny, nie pije wódki, nie szuka protez, aby dawać sobie w życiu radę, stara się być dla innych uczynny, szanuje i godnie traktuje tak siebie jak i inne osoby, to nie jest zasługa, to nie jest wyczyn; to jest nasze zadanie, nasz obowiązek.

Być może Ci, którym udaje się go wykonać, otrzymali więcej miłosierdzia od Boga, może mieli więcej szczęścia, bo ktoś nauczył ich kochać, ktoś o nich zadbał. Proszę pamiętać, że grzech to nie tylko złe uczynki; grzechem jest także zaniechanie czegoś, co powinno mieć miejsce.

I powiem panu jeszcze jedno. Tak zdarza się, że bezdomność jest konsekwencją złych wyborów. Znam jednak wielu, którzy dokonują podobnych wyborów, co kiedyś nasi podopieczni, i mają się dobrze. Mają domy, pieniądze i drogie samochody. Niby ich życia są lepsze. Nie śmierdzą, ładnie wyglądają. Podobno są szczęśliwi. Czy na pewno? Widzi Pan, na tym poziomie, na którym my dyskutujemy są dwa wyjścia, aby zrozumieć pomoc, aby chcieć zrobić coś dla tych, którym jest gorzej. Albo czynimy to, bo wierzymy, jesteśmy osobami, mamy odpowiedzialność, która wynika z tego, że jesteśmy bytami moralnymi. Nie wszyscy jednak tak uważają. Sugerują więc solidarność gatunkową, współodpowiedzialność wynikającą z tego, że wszyscy jesteśmy równi pod względem bycia tym samym rodzajem organizmu.

TWM: Kto zyskuje na pomocy bezdomnym?

s. M.Ch: Wszyscy! Absolutnie wszyscy. Placówki, które prowadzimy są dla ludzi schronieniem; w nich możemy się ludźmi zająć. Zyskujemy wszyscy, a rachunek jest prosty. Dużo mniej kosztuje pomoc sprawnemu człowiekowi, który ma szanse wrócić do normalnego życia w społeczeństwie, niż zająć się nim po odmrożeniu, w wyniku którego stracił kończyny.

Proszę jednak pamiętać, że trafiają do nas osoby nie tyle bezdomne, co osoby, które w wyniku urazu straciły np. pamięć. Poszukują je rodziny i bliscy. Są w naszych ośrodkach kobiety z dziećmi, których partnerzy np. podpalili wspólne mieszkanie. Historii jest mnóstwo i w nich jest szaleństwo, które ma swoje źródło w braku miłości. Proszę pamiętać, że każdy dzień na ulicy degraduje. Każdy dzień bez miłości, pogłębia to czego nam brak.

TWM:  Czy ludzie wychodzą z bezdomności?

s. M.Ch: Tak. Oczywiście nie zawsze jest łatwo, a proces jest dość długotrwały. Trafiają do nas młodzi mężczyźni, których bezdomność wynika często z przeszłości kryminalnej. Mamy swój program, osoby wspomagające proces wychodzenia z bezdomności, i w przypadku tych młodszych jest łatwiej. W ciągu kilku miesięcy potrafią znaleźć pracę, zacząć wynajmować miejsce dla siebie. Te życiowe metamorfozy nie są krótkoterminowe. Bezdomność boli. Potrafi odcisnąć na człowieku swoje piętno i człowiek nigdy nie chce już do tego wrócić.

TWM: Jak pomagacie?

s. M.Ch: Jest to pełna „pscyhosomatyczna” opieka. Tak więc od wsparcia terapeutycznego przez fizyczne. W szczegółach polega to np. na pomocy w uzyskaniu, dokumentów, świadectw pracy, pomocy prawnej itd. Przywracamy ludzi do bycia obywatelami.

Na koniec powiem panu tak, otóż pomoc jest ważna. Znam osoby, które tłumaczą świat widząc w nim jedną zasadę – egoizm. To prawda, jesteśmy egoistami. Wiedziemy nieładne życia. Kto jednak został pierwszym świętym? Łotr. Wierzę w ten ważny dla mojej religii wniosek płynący  z tej i innych historii. W ostateczności miłość nas wyzwala. I tego, który upadł i jest na ulicy, i tego, który wiedzie „piękne” życie egoisty. Obaj mogą być szczęśliwi, gdy otworzą się na miłość. W obu przypadkach wszystko może wyglądać inaczej; łączy je jedno, dzielenie się dobrem jest jedyną rzeczą, która się mnoży.


 

Wspólnota prowadzi 8 domów, dla ludzi bezdomnych, starych, chorych i matek z dziećmi, starając się  stworzyć miejsce do godnego życia i umożliwić powrót do społeczeństwa . Nasza Fundacja  walczy z barierami edukacyjnymi na jakie napotykają dzieci i młodzież z ubogich rodzin, bezrobociem i wykluczeniem osób niepełnosprawnych.


Więcej:

Posłuchaj wykładu s. Chmielewskiej na konferencji TEDx


Zdjęcia użyte w artykule:

Chcesz napisać polemikę? Wyślij swój tekst na kontakt@mediumpubliczne.pl
Czy zgadzasz się z tezą artykułu? NieTak (Ocena: +11, liczba głosów: 15)
Loading...
  1. Euan
  2. Karim Corban
The following two tabs change content below.
mm
Tomasz W. Michałowski, polski dziennikarz, filozof, społecznik. Absolwent ekonomii i filozofii. Studiował na Uniwersytecie Łódzkim oraz Rheinische Friedrich-Wilhelms-Universität Bonn. Od 2015 roku doktor filozofii. Założyciel Stowarzyszenia Czemu Nie? Współzałożyciel m.in. grup HaMakom i Nietykalni. Autor kilkunastu artykułów z dziedziny etyki i filozofii prawa. Redaktor i współredaktor kilku książek, autor przekładów. Zajmuje się także produkcją artystyczną. Od 2015 roku związany z Medium Publicznym.