Wyspiański byłby zachwycony. O „Klątwie” z Teatru Powszechnego

Monika Płatek

Gręboszów w tarnowskim istnieje naprawdę i na zdjęciu zrobionym z lotu ptaka wygląda prześlicznie. Samych ptaków na zdjęciu nie widać. Pewnie raczej z powodu, że nie uchwycone okiem obiektywu, a nie wciąż jeszcze spłoszone dymem i swędem spaleniska, na którym dokonała się krwawa ofiara z dzieci spłodzonych przez księdza i przez obojętność i księdza zakłamanie wydanych na śmierć; jak i kochanka księdza na ukamienowanie.

Młoda sama na ofiarę dzieci swoje z księdzem spłodzone w ogień wrzuciła. Wieś Gręboszów to właśnie, odróżnia od dwóch innych w Polsce o takim samym imieniu. Tarnowski Gręboszów dotknęła susza. Ale ta nieobca jest i innym wioskom. Jak nieobce jest na wsiach księdza seksu z parafiankami uprawianie i dzieci płodzenie. W Gręboszewie, tym tarnowskim, w czasie suszy co zawitała ze schyłkiem wieku dziewiętnastego, parafianie poczuli jednak, że mają dość księdza, co im z ambony wyrzuca niemoralne się prowadzenie, a sam przecie wiejską dziewkę chędoży i bachory z nią płodzi. Nie ksiądz jednak, do końca w swym strachu i niemocy odwrócony i milczący, cenę za oburzenie ludzi zapłacił. Nie nastąpiło tu nic z rozdzierającej sceny „Szkarłatnej litery” Nathaniela Hawthorne’a, gdy prowadzoną za nieślubne dziecko spłodzone nie wiadomo z kim na szubienicę Hester Prynne, prawowity ojciec dziecka, ksiądz, spod szubienicy przez wieśniaków ustawionej, uwolnił, na siebie biorąc winę. To nie Ameryka, a to Polska właśnie.

W Ameryce historia Hester Prynne i księdza działa się w roku 1622. W Polsce historia Młodej i księdza działa się całkiem niedawno, w roku 1899.  

Ksiądz bezpiecznie zatrzaśnięty na parafii, w modłach i na kolanach o swoje bezpieczeństwo wypraszał boga, gdy przed kościołem kolejny kamień, łup, pac, łubudu, spadał na głowę, na piersi, na łono Młodej, które ksiądz tak jeszcze niedawno, bo noc wcześniej pieścił, całował i sobą przenikał, a matce swojej tłumaczył, że Młodą kocha. Na strzępy wieś Młodą kamieniami ubiła i przez to wieść o tym w kraj poszła i się rozniosła. Usłyszał to Wyspiański. Co się dziwić, że przez ten romans księdza, co tak ciała potargał i dusze, Wyspiański sięgnął po pióro i sztukę stworzył. Jego „Klątwa” powstała w 1899 roku.

Susza, romans, skandal, główni bohaterowie: ksiądz, Młoda, matka księdza, a w roli antycznego chóru – wieśniacy. Teatr prawie grecki w młodopolskim krakowskim wydaniu. Prawie Medea, tylko a rebus. W „Klątwie” zaczęło się to, co wybrzmi też z pełną siłą w „Weselu”. Fabuła oparta na faktach, na deski teatru przenosi dzieło rodem z antycznych dramatów, spłodzone przez Młodopolskiego romantyka. Aż dziw, że w lekturach od zawsze jest „Wesele” i od zawsze „Klątwy” brak.

Wesprzyj Fundację Dziennikarską mediumpubliczne.pl

Dziw? A może wcale nie dziw. Czy gdy „Klątwę” Wyspiańskiego po raz pierwszy wystawiano, kler inaczej reagował niż dziś? Czy i wtedy nie wzywano dyżurnego argumentu, że swołocz w Święty Kościół Katolicki uderza? Czy i wtedy nie wymawiano w tonie rozmodlonego oburzenia, że trzeba znać granice i świętości nie szargać? Czy i wtedy nie zabrakło trzeźwego – hello?

Kto świętości szarga, czy ten co je szarga, czy ten co o tym szarganiu opowiada? 

I czy gdyby chorwacki reżyser Oliver Frljić w Teatrze Powszechnym w Warszawie, słowo w słowo teatr Wyspiańskiego wystawił dziś, od siebie nie dodając nic, ani mrumru, reakcja byłaby inna?

Kiedy mówi się o tym, co bywa, kryje patos słów walących z ambony przez ludzi umundurowanych w sutanny; kiedy na świat wychyna brzydota faktów przez te słowa skrywana, wtedy bywa, że wrzask przed Teatrem Powszechnym odtwarza ten, który na scenie Teatru wydają aktorzy uprzedzając, że tak właśnie będzie się zagłuszać zdarzenia z życia o których na scenie symboliczna zaledwie gra idzie. I nie przez przypadek o tym na deskach teatru właśnie. W Sejmie i w kościele bowiem, podobnie jak na policji, w prokuraturze czy w sądzie – słuchać, choć wie, nie chce nikt, i odwraca głowę, zaciska oczy i na głucho zatrzaskuje uszy.

Myślę, że sam Stanisław Wyspiański przedstawieniem „Klątwy”, którą wyreżyserował Oliver Frljić w Teatrze Powszechnym w Warszawie, byłby zachwycony. Premiera z lutego 2017 przypadłaby mu do gustu. Choć i on pewnie, jak każdy i każda na widowni dostałby, swoją porcję „wciur”. Przyglądając się sztuce i sobie przyjrzeć się krytycznie, by musiał. Po molierowsku, zaśmiewając się z dobrze skrojonej satyry, musiałby i on uświadomić sobie, że „z czego się śmiejecie? – z samych siebie się śmiejecie”. 

Wyspiański pokazał jak za grzechy kleru, za wyrządzoną przez księdza nieprawość o których wierni dobrze wiedzą, i pomimo, że wiernych to wkurza, to jednak milcząco godzą się, by, płacili niewinni.

Oliver Frljić aktorom i aktorkom pozwalając na popis maestrii, i wyśmiewając postmodernistyczną skłonność do dekonstrukcji, jednocześnie jednak dekonstruuje przecież to, co w sztuce Wyspiańskiego, na scenie, wśród publiczności, przed teatrem i w opinii publicznej na temat tego, co w Teatrze, się dzieje.

Publiczność przed teatrem, przedstawienia nie oglądając ma możliwość wciągnąć na siebie stroik utkany z moralizatorskich piór i z trzech słów papież, krzyż, kościół, sklecić podręczny zestaw do potępienia. To daje im poczucie lepszości; wywyższa w moralnym dla siebie uwielbieniu, we wspomnieniu jak to płakało się ze wzruszenia na dźwięk głosu świętego. Bez tego mieliby się gorzej; dzięki Teatrowi Powszechnemu czują się spełnieni. Z zaciśniętą na różańcu pięścią w kułak mogą wymyślać (i wymyślać muszą, sztuki w teatrze nie oglądając), że ksiądz, że papież, że szubieniczny sznur, krzyż, z krzyża pistolet, że obraza, bo tu słowa Papieża o miłości, a w tym czasie jawne branzlowanie….

Ten wściekły z rozmodlenia hałas zagłuszyć ma pytanie, które wciąż przez Teatrem nie padło: zaraz, zaraz  – zastanówmy się; jak to się dzieje, że w Stanach był „Spotlight”, w Irlandii, kościół musiał przeprosić, zapłacić i wyznać, w Austrii wyraźnie powiedziano – 7 procent kleru molestuje dzieci i osoby w kościele; przeproszono i płacą; w Stanach przyznano, ten procent jest wyższy i zapłacono za zbrodnie księży na dzieciach; w Australii przestano ukrywać, zaczęto płacić.

A w Polsce?!… hałas ma z całą mocą nie dopuścić do pytań i do jawnego postawienia problemu?

W Polsce od lat wiadomo, że to było, że jest, że się dzieje; i? …Był Wyspiański, była „Klątwa”, była próba, by nazwać po imieniu ludzi, co przerzucają winę na molestowanych krzycząc, że to same dzieci lgną, prowokują, że to one są winne i gubią i siebie i księdza. Ale tak jak w „Klątwie” antyczny chórek wieśniaków nie zniósł, że robiąc zarzut Młodej trzeba by było przyznać, że się na to godzimy, tak i my murem stajemy za księdzem, razem z księdzem i całą hierarchią kościelną, obwiniając przez księdza zgwałconych.

Ksiądz Oko biegał od Sejmu do prestiżowych sal wykładowych Uniwersytetu Warszawskiego opowiadając o tym, że w więzieniach za molestowania księża w Polsce nie siedzą. I ma racje. Nie siedzą. Nie oznacza to, że dzieci nie gwałcą, że z kobietami nie śpią, że dzieci nie płodzą, na które my łożymy, a oni nie dbają… No chyba, że umrą po drodze. Wtedy w procesie można było dawniej jeszcze, choć nie wiadomo, czy i teraz, wygrać sprawiedliwość. Tak było chociażby w procesie o spadek dla syna księdza Profesora, Rektora Papieskiego Wydziału Teologicznego we Wrocławiu.

Przestępcy seksualni w sutannach nie siedzą, bo procesy, to nie jest to, co Watykan lubi najbardziej. Pokazała to sprawa biskupa Wesołowskiego. Wiadomo było co robił, korzystając z pozycji i noszonej sukienki, ale w Watykanie procesu nie doczekał. Pochowany zaś został z honorami godnymi lepszej sprawy.

Władz świeckich idiosynkrazje Watykanu nie powinny obchodzić. Ale wygląda na to, że jednak obchodzą. Może nie poświęcą każdego dla dobrych z kościołem układów, ale „prywyczka” z czasów komuny, by słuchać tych, co rządzą, działa. Dawniej to była partia; dziś kościół. To w praktyce sprawia, że w Polsce za przestępstwa seksualne się najczęściej księży nie wsadza, a jak wsadza to na krótko, ale najczęściej zwyczajnie przenosi się na następną parafię i przyzwala na to, by i w tym miejscu…aż do przeniesienia w nowe. Nie jest więc nawet tak, że my o tym nie wiemy. Wiemy; prokuratura wie, sądy wiedzą, i rozmodlony przed Teatrem Powszechnym tłumek też wie, mając nadzieje, że pacierzami sprawę zagada. Bo księży się nie wsadza.

Wsadza. Wsadza do więzienia. Wsadza w odbyt. Wsadza w usta. Wsadza  – ta scena co tak oburza, to fellatio z figurą na podobieństwo świętego, co nam z „Naszym” świętym się kojarzy…. Wstrętne? Obrzydliwe? Wstrętne i obrzydliwe. Zgoda.

To zastanówmy się, jak pokazać, jak to się odbywa i jak czuje się dziecko, któremu spocony, cuchnący ksiądz macając nieprzyzwoicie młode ciało, śliską dłonią na siłę wpycha dziecku nabrzmiałego, śmierdzącego kutasa do ust i zmusza do ssania. Jak pokazać, że wie o tym policjant, prokurator, sędzia, kurator, nauczycielka od matematyki i dyrektorka szkoły. I wie przełożony księdza, i przełożony przełożonego tego księdza, i tak aż do biskupa, arcybiskupa, aż…tak, niestety… aż do Papieża właśnie.

I wie i o tym, że potem, gdy już w te dziecięce usta ten w sutannie wytryśnie spermą, a dziecko to wyrzyga, ksiądz mówi mu, że dziecko, dziewczynka, chłopiec, nastolatka, nastolatek, młoda dziewczyna, młodzieniec, musi o tym milczeć bo inaczej matka jej/jemu umrze, ojciec z domu wyrzuci, nikt jej/jemu nie uwierzy, a to będzie taka nasza słodka tajemnica, a ono przecież samo lgnęło, prowokowało, no więc pewnie że samo tego chciało.

Obrzydliwe? Obrzydliwe. Ale właśnie tak i właśnie o tym opowiadały dzieci,  także jego własne dzieci w murach Watykanu. Ale Ojciec Marcial Maciel Delgado suto się Watykanowi wypłacał, a jako założyciel Zakonu Legionów Chrystusa był przez Papieża błogosławiony i wskazywany za wzór. Działo się to za pontyfikatu Jana Pawła II.

No, ale jest chyba jakieś prawo?! Jest. To z XVIII wieku o przestępstwach seksualnych dokonywanych na dzieciach przez kleryków zmieniono w roku 1922. Crimen Solisitacionis wydane przez Święte Oficjum znów zmieniono w 2001 roku. Z dawnych przepisów zachowano jednak jedno: obowiązek milczenia, tajemnicy, nakaz, by nie mówić, nie opowiadać, nie zgłaszać, po swojemu badać i po swojemu sądzić. Podpisał to nowe już prawo, kard. Ratzinger. Zatwierdził Jan Paweł II.

Mijają kolejne dziesięciolecia. Rodzą się nowe dziewczynki i nowi chłopcy. W innych krajach coś ruszyło. W rozmodlonym kraju nad Odrą i Wisłą jedynie Teatr potrafił skutecznie się wtrącić. 

Możemy więc razem, i ci oburzeni przed Teatrem, co sztuki nie widzieli i ci, którzy z teatru wyszli zachwyceni przedstawieniem, kunsztem gry aktorskiej, świetną reżyserią i poruszeni przesłaniem, zastanowić się. Teatr to sprawił, że miejsca na znów zatykanie nam gęby, już brak.

Nie ma zgody na zgodę na przemoc seksualną w kościele. Nie ma zgody na udawanie, że nie ma problemu. Nie ma zgody na zbywanie i uciszanie ofiar.  Nie, to nie księża są tymi, którzy najczęściej molestują młodych. Tak, to księża są tymi, których gwałty i nadużycia seksualne najczęściej skrzętnie się utajnia, a winą obciąża pokrzywdzonych, Żydów, gejów, feministki i gender .

Widać więc, że trzeba nam dobrej sztuki, dobrej gry, dobrego teatru, który się wtrąca. Zapraszam więc na spektakl „Klątwy” do Teatru Powszechnego. Z przyjemnością i szczerze zapewniam Państwa – to jest świetne przedstawienie. Sztukę warto obejrzeć.


Główne zdjęcie artykułu: Plakat promujący spektakl „Klątwa” na motywach dramatu Stanisława Wyspiańskiego. Reżyseria: Oliver Frljić

Chcesz napisać polemikę? Wyślij swój tekst na kontakt@mediumpubliczne.pl
Czy zgadzasz się z tezą artykułu? NieTak (Ocena: +53, liczba głosów: 69)
Loading...
The following two tabs change content below.
mm

Monika Płatek

Monika Płatek, prof. dr hab. Uniwersytetu Warszawskiego. Prawniczka, wykładowczyni na Wydziale Prawa i Administracji UW i Gender Studies PAN. Członkini Polskiego Stowarzyszenia Edukacji Prawnej. Z Medium Publicznym od jego początku.