List do mężów i ojców: Drodzy mężczyźni, weźcie się w końcu do roboty!

 

Bo wolicie się wyspać i nie wstajecie do dzieci w nocy? Bo myślicie, że niemowlaki są jeszcze nie kumate, a wy nie odczuwacie tzw. „więzi”? Bo sądzicie, że wasz dzień pracy jest cięższy, niż nasz dzień pracy z dziećmi w domu? Bo tylko Ty, mężczyzno, masz prawo do odczuwania frustracji wynikającej z poczucia utraty przyjaciółki i kochanki, więc bidny musisz utopić smuteczek w kuflu piwa, na siłowni, romansach lub hazardzie? Bo po ciąży straciłyśmy figurę i chwilowo nie jesteśmy takimi „dupami”, jak kiedyś? Bo na krzyk dziecka czekasz, aż to ona pierwsza się poderwie? Hola hola drodzy mężczyźni! Chyba coś Wam się pomyliło. Czemu tak mało jest Was w tym wspólnym projekcie zwanym rodzicielstwem??

Powinnam mojemu mężowi wystawić laurkę. Za to, jak się zajmuje dziećmi od samiuteńkiego momentu ich narodzin, jak rozumie lub stara się zrozumieć moje potrzeby, jak jego „ogarniactwo” i troska o mnie pozwala mi dalej być Natalią, która czasem chce zająć się jedynie sobą, czuć się atrakcyjną kobietą i czasem także potrzebuje odpoczynku. Tylko… dlaczego właściwie mam mu dawać laurkę za coś, co powinno być normą w partnerstwie, które wspólnie zajmuje się dziećmi?!

W szpitalu na Karowej, w którym rodziłam swoje bliźnięcze wcześniaki spędziłam w sumie ponad dwa tygodnie. Miałam przez ten czas okazje zobaczyć, jak mężczyźni zajmują się swoimi partnerkami. I przyznaję – piękny to był widok! Marcus zawsze dbał o porządek na łóżku i szafce swojej Dominiki, która była w zagrażającej ciąży z dwiema bliźniaczkami. Zza książki wychylałam swoje wścibskie spojrzenie, by zobaczyć, z jaką pieczołowitością i wojskową wręcz precyzją porządkuje jej łóżko i ustawia poduszki. Nie nie tak, tak będzie lepiej, Marcus ZAWSZE poprawiał, bo chciał, by było jej najwygodniej. Był uroczy, zabawny i rozmowny. I przymykał oko na narzekania Dominiki.

Do innej dziewczyny przychodził jej chłopak i nie mówił za dużo. Siadał przy jej łóżku, trzymał ją za rękę, smyrał po smukłym udzie, wachlował w te upalne sierpniowe dni. I patrzyli się sobie w oczy. I tyle. Lub aż tyle.

Patrzyłam na kobiety niosące te ogromne brzuszyska, poruszające się ciężko i niezbyt zgrabnie i powabnie, i przenosiłam wzrok na mężczyzn – w ich twarzach i właściwie całej ich postawie dało się wyczuć ogromny respekt dla tych kobiet.

Wesprzyj Fundację Dziennikarską mediumpubliczne.pl

Co dzieje się potem? Czy mężczyźni pomagają swoim partnerkom w tym wspólnym projekcie, który nazywa się ‚rodzicielstwo”? Przy bliźniakach być może łatwiej jest podzielić tę opiekę. Słyszę opowieści o tym, jak to mężczyźni na początku tacierzyństwa unikają opieki nad dzieckiem. Sytuacja wrzeszczącego noworodka i zmęczonej partnerki ich po prostu przerasta, wolą spędzić nadgodziny w pracy, bo „naprawdę, kochanie, ale dziś to ja muszę zostać dłużej, tyle się dzieje w firmie”. Wolą ść do baru i grzdylnąć kielona. Poszukują zainteresowania u innych dziewczyn, bo czują, że poszli w tzw. odstawkę, nie rozumiejąc, że ich partnerka też siebie samą odstawiła na bok, by zrobić miejsce dla nowej istoty. Dla istoty, która wyrwana ze świata, gdzie było różowiutko i cieplutko, w tym momencie, teraz właśnie, potrzebuje jak najwięcej naszej uwagi, troski i ciepła.

Albo boją się uwag ze strony partnerki: „nie tak się zakłada pieluchę!”, „nie, źle ubierasz, daj ja to zrobię!”. Być może niektóre kobiety same są sobie winne, gdyż nie dały mężczyznom spokojnej okazji, by sami nauczyli się zajmować dzieckiem. A potem mamy do czynienia z kobietami zombie, które cały dzień i całą noc są ze swoimi „cudeńkami”.

Bo uwierzcie mi drodzy panowie, mama na urlopie macierzyńskim nie siedzi w domu. Mama na urlopie macierzyńskim zapierdala tak, że wióry lecą, odwalając kawał fantastycznej pracy. Wy potem przychodzicie do domu i nie widzicie tych wszystkich cudów, które one wyprawiają z waszymi dziećmi: oprócz oczywistej pielęgnacji i karmienia, tam w domu odbywa się istne show! Mamy recytują wierszyki, opowiadają historie, śpiewają, tańczą, ćwiczą z dziećmi, jeśli te wymagają rehabilitacji, a wcześniaki zazwyczaj potrzebują rehabilitacji, więc robią z nimi te ćwiczenia, przytulają swoje zapłakane dzieci po zastrzykach, pozwalając by ten płacz wlał się w nie, w ich uszy, dusze i serce, i one od tej pory wiedzą, że już zawsze w te uszy, dusze i serce będę wlewać się łzy ich dzieci, bo syna w przyszłości rzuciła panna, a córka pożarła się z przyjaciółką.

Drodzy mężczyźni, powinniście bardziej się postarać. Zajmijcie się swoimi dziećmi już teraz. Bo już jutro będą inne, starsze, większe. Budujcie z nimi więzi, a nie dopiero jak będą mieć kilka lub kilkanaście lat.

Poświęćcie im więcej czasu, tak byśmy my mogły zrobić coś dla siebie: rower, przyjaciele, śpiew, taniec, joga. Albo zróbmy to razem, spędźmy czas WSPÓLNIE z dziećmi. Doceńcie nasze zainteresowania i projekty, którym także chcemy się poświęcić, nawet jeśli niektóre z nas muszą wrócić na czas karmienia piersią. Mówcie nam miłe rzeczy, bo nie jesteśmy tylko mamami, ale przede wszystkimi kobietami, które chcą czuć się piękne, a będziemy piękne, jeśli zobaczymy w waszym spojrzeniu zachwyt i zainteresowanie nami. (Choć nie jest to jedyny warunek, wszak piękno emanuje od środka…) Lecz czyż nie jest tak, że człowiek pięknieje pod zakochanym i życzliwym spojrzeniem drugiego człowieka…? Oczywiście my kobiety – mamy, żony, partnerki – też powinniśmy pamiętać o pasjach naszych mężów i o tym, by ich doceniać. Czas poświęcony samemu sobie służy naszemu osobistemu zdrowiu i jest z korzyścią dla nas wszystkich. Czas poświęcony drugiemu człowiekowi także procentuje. Endorfiny, które dzięki temu się wyzwalają i świadomość mijającego czasu możemy spożytkować na pogłębianie relacji z naszymi dziećmi i naszymi partnerami.

Drodzy mężczyźni, bariera między nami jest nieprzekraczalna – nigdy nie zrozumiecie jak to jest być w ciąży, rodzić i karmić piersią. To są metasprawy ponad waszym rozumieniem. I nie ma w tym nic złego, po prostu tak to sobie wymyśliła Natura. To, co możecie nam dać od siebie, niezależnie od rozumienia czy nierozumienia tych metaspraw, to Wasz uśmiech, czułe spojrzenie skierowane w naszą stronę, Wasze serca i więcej Waszego czasu.

*tytuł felietonu to komentarz mojego kolegi Kamila  do artykułu o mamach:

http://mediumpubliczne.pl/2017/01/wspaniala-mama-egoistka-kochanka-rzeczy-sa-pogodzenia/

red. Natalia Wilk-Sobczak
Chcesz napisać polemikę? Wyślij swój tekst na kontakt@mediumpubliczne.pl
Czy zgadzasz się z tezą artykułu? NieTak (Ocena: +2, liczba głosów: 10)
Loading...