Legenda polskiego Rock and Rolla lat 80-tych, Ziemowit Kosmowski, powraca z zespołem Rendez-Vous

Kosmowski kojarzony jest przez wielu, jako członek i wokalista zespołów, które na stałe weszły do historii polskiego Rock and Rolla.

Były to m.in. grupy Brak i Subway. W 1983 roku, Kosmowski wraz z Bogdanem Banasiakiem założyli nowy zespół. Do składu zostali zaproszeni  Andrzej Stańczyk i Kamila Bilski. Tak powstało Rendez-Vous, z którego w krótkim czasie krystalizuje się trio: Kosmowski, Stańczak i Młotecki. W 1987 grupa zawiesza działalność. W roku 2000, 12 lat po śmierci Młoteckiego, w składzie pojawia się Andrzej Rusinek, a zespół powraca na scenę. Rok 2002 to reedycja albumu. W tym czasie powstają nowe nagrania, w których udział wzięli Jacek Januszewicz oraz Agata Wiśniewska. Zespół wycisza swoją działalność w 2005 roku. Od tego czasu Ziemek Kosmowski podejmuje pracę nad projektami solowymi.

Tomasz W. Michałowski: Ziemku, czekaliśmy 12 lat na album Rendez-Vous. Wiem, że reaktywacja i powrót do nazwy, nie były dla Ciebie łatwe.

Ziemowit Kosmowski: Bez wątpienia Rendez-Vous to ważny rozdział w mojej muzycznej podróży. Muszę zaznaczyć jednak kilka rzeczy. Otóż nie jest to pełna reaktywacja, albowiem dwóch ważnych członków Rendez-Vous zmarło a Bogdan Banasiak kilka lat temu zawiesił swoją działalność muzyczną. W związku z tym jest to dla mnie bardzo osobisty powrót do zjawiska, wydarzeń i ludzi, którzy są i kryją się pod nazwą Rendez-Vous.

To mój ukłon wobec zmarłych kolegów, z którymi udało mi się stworzyć pewną muzyczną – wolałbym powiedzieć muzyczno-estetyczną – wartość. Mam wrażenie, że klimat i styl, który miało Rendez-Vous, pozostał i w nieco odświeżonej formie. Można usłyszeć to na nowym krążku.

Na powrót Rendez-Vous, miały wpływ dwie osoby. Jedną z nich jest Agata, która od lat wspólnie ze mną gra i śpiewa. Drugą jest Johny Cash, muzyk ze Szwajcarii, z którym łączy mnie nie tylko pasja do grania, ale także zbliżona wrażliwość na kwestie estetyki i muzyki. Finalnie ta dwójka mnie przekonała, że  jest sens i warto wrócić do starych czasów. Później znalazł się wydawca i patronat muzyczny w postaci Trójki Polskiego Radia. Wszystkie te czynniki zadecydowały o powrocie z tym wyjątkowym – nie lubię tego słowa – projektem.

Wesprzyj Fundację Dziennikarską mediumpubliczne.pl

TWM: Twoja płyta to styl lat 80-tych. Ludzie to lubią, zarówno Twoje pokolenie jak i młodsi.

ZK: To miłe, że płytą zainteresowani są nie tylko ci, którzy bywali na koncertach w połowie lat 80-tych. Cieszę się, że ludzie urodzeni z końcem lat 90-tych i początkiem dwutysięcznych, chcą słuchać starego rock and rolla. Jest to o tyle ciekawe, że rock się zmienił i ewoluował od czasu, w którym powstawało Rendez-Vous. Okazuje się jednak, że powrót do pewnej rebelii artystycznej, jest znów ceniony.

Cieszę się, że słuchacze dość świadomie znajdują „swoją” muzykę. To duża wartość, że w tych poszukiwaniach potrafią się cofnąć do lat 70-tych i 80-tych i wynajdują takie zespoły jak Rendez-Vous. Z resztą ten okres polskiej muzyki był jeden i niepowtarzalny. Marzenia, wolność, miłość – w czasach komuny wszystkie te słowa miały trochę inne znaczenie. Teksty, wiersze, dźwięki instrumentów – chodziło o to, aby wydobyć z tego wszystkiego pewną intelektualną i estetyczną wartość; możliwość „czytania” tego, co tworzymy między wierszami.

Szczerze powiedziawszy Rendez-Vous, to był dobry rock, to była dobra muzyka i cieszę się, że udało mi się na płycie zachować ten styl i klimat, znany słuchaczom z pierwszej płyty. Mam wrażenie, że wydanie tego krążka to dopięcie pewnej klamry, zarówno w sensie artystycznym, ale też symbolicznym. Mam więc nadzieję, że najbliższy czas, koncerty i spotkania ze słuchaczami będą świadczyły o tym, że zrobiliśmy zwyczajnie dobrą robotę, choć znając mnie, można zakładać, że ewolucja trwa i koncerty mogą zaskoczyć.

Na zdjęciu Agata Wiśniewska, którą można usłyszeć na nowej płycie Randez-Vous Raz dane
Na zdjęciu Agata Wiśniewska, którą można usłyszeć na nowej płycie Rendez-Vous Raz dane

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

TWM: Jak powstawała nowa płyta Rendez-Vous?

ZK:  Nagrywaliśmy ją rok. Zasadniczo 80% płyty powstało w moim domowym „studiu” w Łodzi. Kilka elementów tj. trzy partie solowe Wojtka Waglewskiego, instrumenty perkusyjne, m.in. bębny, na których grał Piotr Pniak, i harmonijka ustana, powstawały w studiach w Warszawie.

Na płycie znajduje się 13 piosenek, w tym niektóre znane z poprzedniej płyty, zagrane w nieco innej aranżacji.

TWM: Czy dobrze mi się wydaje, że ta płyta jest o miłości?

ZK: W pewnym sensie wszystkie płyty są o miłości…

TWM: Ziemku, powiedziałeś mi, że na tej płycie można usłyszeć pewien rodzaj rebelii. Co masz na myśli?

ZK: Chciałbym, abyś dobrze mnie zrozumiał. W styl jakim jest rock and roll, naturalnie wpisany jest pewien rodzaj rebelii. Na tej płycie to jest. Mam tu na myśli pewną niezależność artystyczną, skłonność i predyspozycję do burzenia pewnych ścian i ograniczeń. Bo niby jak się ma piosenka Raz Dane do utworu Blue, Blue, Blue, czy nowej wersji Przez Auta Szybę?

Minęło ponad 30 lat od czasu, kiedy Rendez-Vous powstało. Wszystko wokół się zmieniło. Ja żyjąc w świecie, który nas otacza, także się zmieniłem. Nie zmieniło się jednak to, że rebelii nie postrzegam jedynie w wymiarze walki. Rebelia artystyczna wymaga pewnej pokory, także intelektualnej.  Burząc musisz wiedzieć, co burzysz. Burzenie dla samego odkształcania to tylko osamotniony element owej rebelii. Free jazz jest tylko wtedy prawdziwy, gdy grający go muzycy znają abecadło i kontekst.

Mam wrażenie, że na nowej płycie Rendez-Vous można to usłyszeć. Ja wciąż staram się mówić między wierszami; ja w ogóle lubię walor mózgowy w muzyce.

Ziemek Kosmowski wraz z Agatą Wiśniewską

TWM: Płyta, którą nagrałeś nie jest produktem. Nie miałeś zamiaru flirtować z publicznością i namawiać kogokolwiek do tego, co zrobiłeś.

ZK: Osoby obserwujące moją karierę muzyczną nie mają wątpliwości, że nie flirtuję a raczej eksperymentuję, tworząc w trakcie mojej drogi różne projekty artystyczne. Rendez-Vous to efekt wynikający z potrzeby ducha. Ta płyta mówi sama za siebie i bezwątpienia nie staram się nią wtopić w pewne zasady i reguły, które mi nieodpowiadają. Mam nadzieję, że za to m.in. cenią mnie Ci, którzy słuchają mojej muzyki.

TWM: Co dla Ciebie znaczy być artystą?

ZK: Wiesz, nie chce być domorosłym filozofem i spekulować na tematy, na które powinienem wypowiadać się raczej teoretyk sztuki. Być może to pewna predyspozycja, której nie chciałbym w ogóle wartościować, w tym sensie, czy jest ona jakąś zaletą czy może jednak ułomnością egzystencji.

Artystyczność, czy bycie artystą to chyba pewien rodzaj prawdziwości, który łatwo zagubić, łatwo skrzywić. Chodzi o niezblokowanie zdolności do ekspresji treści, które wytwarzamy. Myślę, że w tym wszystkim jest też zdolność do odkrywania samego siebie. Artysta to często też twardość i pokora w jednym. Pewnie mógłbym użyć innych słów, innych porównań do opisania tego czym jest artystyczność. Najlepiej chyba jednak powiedzieć, to co często słyszymy i jest dość wiarygodne, tj. że artystyczność to specyficzny rodzaj ludzkiej aktywności.

TWM: Jakie są Twoje najbliższe plany?

ZK: Zawsze kręciło mnie robienie nowych rzeczy. W tym sensie nie byłem jednoznacznie przekonany do powrotu do Rendez-Vous. Na ten moment chciałbym skoncentrować się na promowaniu płyty, przypomnieniu tej historii, choć czasem i mnie zaskakuje w jakim kierunku zaczynam zmierzać. Powiem kolokwialnie, uczę się poddawać chwili, z poczuciem prawdopodobieństwa, że w świecie nie ma przypadku.

TWM: Na koniec jeszcze jedno pytanie. Kim jest Yan Shary, który wraz z Waglewskim wystąpił na płycie?

ZK: To pytanie padało już kilka razy w trakcie różnych spotkań. Otóż Yan Shary jest gościem na płycie, jest jej muzycznym producentem, mastermanem. Tym razem powiem krótko. Yan Shary to ja.


Zdjęcia użyte w artykule pochodzą z biblioteki zdjęć Ziemowita Kosmowskiego.

Płyta została wydana przez Polskie Radio S.A.

           

Chcesz napisać polemikę? Wyślij swój tekst na kontakt@mediumpubliczne.pl
Czy zgadzasz się z tezą artykułu? NieTak (brak ocen)
Loading...
The following two tabs change content below.
mm
Tomasz W. Michałowski, polski dziennikarz, filozof, społecznik. Absolwent ekonomii i filozofii. Studiował na Uniwersytecie Łódzkim oraz Rheinische Friedrich-Wilhelms-Universität Bonn. Od 2015 roku doktor filozofii. Założyciel Stowarzyszenia Czemu Nie? Współzałożyciel m.in. grup HaMakom i Nietykalni. Autor kilkunastu artykułów z dziedziny etyki i filozofii prawa. Redaktor i współredaktor kilku książek, autor przekładów. Zajmuje się także produkcją artystyczną. Od 2015 roku związany z Medium Publicznym.