Legenda polskiego Rock and Rolla lat 80-tych, Ziemowit Kosmowski, powraca z zespołem Rendez-Vous

Kosmowski jest przez wielu kojarzony jako założyciel i wokalista zespołów, które na stałe weszły do historii polskiego Rock and rolla. Były to założony z końcem lat 80-tych zespół Brak. W 1992 roku powstaje zespół Subway, który dwa lata później wydaje pop-rockową płytę „Biegnę i płonę”, z gościnnym udziałem Jana Borysewicza. W między czasie, w 1983 roku, Kosmowski wraz z Bogdanem Banasiakiem, postanawia zagrać w nowej formule. Proponuje współpracę Andrzejowi Stańczakowi i Kamilowi Bilskiemu. Tak tworzy się zespół Rendez-Vous, z którego krystalizuje się w krótkim czasie trio: Ziemowit Kosmowski, Andrzej Stańczak i Wojtek Młotecki. Zespół zawiesza dzialalność w 1987 (wówczas Kosmowski rozpoczyna nowy projekt zatytułowany Ziemek). Zespół zaczyna z powrotem grać dopiero w 2000 roku, 12 lat po śmierci Młoteckiego (w składzie pojawia się wówczas Andrzej Rusinek. W jednej z sesji biorą także udział Jacek Januszewicz i Agata Wiśniewska). W 2002 roku pojawia się reedycja albumu oraz powstają nowe nagrania. Zespół wycisza swoją działalność w 2005 roku. Od tego czasu Ziemek Kosmowski podejmuje pracę nad projektami solowymi.

 

Tomasz W. Michałowski: Ziemku, czekaliśmy kolejne 12 lat na album Rendez-Vous. Wiem, że reaktywacja, powrót do nazwy nie były dla Ciebie łatwe.  Kilka osób czynnie brało udział w tym, aby w efekcie można było dziś słuchać nowej płyty.

Ziemowit Kosmowski: Bez wątpienia Rendez-Vous to ważny rozdział w mojej muzycznej podróży. Z jednej strony sam jestem tym wszystkim zaskoczony, z drugiej czuje pewne zrozumienie dla tego, że płyta została ciepło przyjęta. Bez wątpienia muszę zaznaczyć kilka rzeczy. Otóż nie jest to pełna reaktywacja, albowiem dwóch ważnych członków Rendez-Vous zmarło a Bogdan Banasiak kilka lat temu zawiesił swoją działalność muzyczną. W związku z tym jest to dla mnie bardzo osobisty powrót do zjawiska, wydarzeń i ludzi, którzy są i kryją się pod nazwą Rendez-Vous. To mój ukłon wobec zmarłych kolegów, z którymi udało mi się stworzyć pewną muzyczną, wolałbym powiedzieć muzyczno-estetyczną, wartość. Klimat i styl, który miało Rendez-Vous, mam wrażenie, utrzymał się i w nieco odświeżonej formie znajduje się na krążku.

Do, choćby jednorazowego powrotu namawiała mnie Agata, która od lat wspólnie ze mną gra i śpiewa, oraz Johny Cash, muzyk z Szwajcarii, z którym także pogrywam. Uznałem, że jest to ważne, znalazł się Wydawca, który postanowił płytę wydać, pojawił się patron muzyczny w postaci Trójki Polskiego Radia. Wszystkie te czynniki zadecydowały o powrocie z tym, nie lubię tego słowa, projektem.

TWM: Twoja płyta to styl lat 80-tych. Ludzie to lubią; zarówno Twoje pokolenie, jak i Ci młodsi.

Wesprzyj Fundację Dziennikarską mediumpubliczne.pl

ZK: To miłe, że płytą zainteresowani są nie tylko Ci, którzy bywali na koncertach w połowie lat 80-tych, tylko że ludzie urodzeni z końcem lat 90-tych i początkiem dwutysięcznych, chcą słuchać starego rock and rolla. To o tyle ciekawe, że rock się zmienił, ewoluował od czasu, w którym powstawało Rendez-Vous. Okazuje się jednak, że powrót do pewnej rebelii artystycznej, jest znów ceniony. Cieszę się, że dziś słuchacze dość świadomie poszukają tego, czego chcą słuchać. To duża wartość, że w tych poszukiwaniach potrafią się cofnąć i poznać ten okres w historii polskiej muzyki, który był jeden i niepowtarzalny. Marzenia, wolność, miłość – w czasach komuny wszystkie te słowa miały trochę inne znaczenie. Teksty, wiersze, dźwięki instrumentów – chodziło o to, aby wydobyć z tego wszystkiego pewną intelektualną i estetyczną wartość; możliwość „czytania” tego co tworzymy między wierszami. Niezwykle miłe jest to, że odbiór płyty jest tak ciepły. Z dystansem obserwuję, że piosenki, które znalazły się na płycie zostały dostrzeżone przez młodszych słuchaczy, którzy okrywają zespoły lat 70-tych i 80-tych.

Szczerze powiedziawszy Rendez-Vous to był dobry rock, to była dobra muzyka i cieszę się, że udało mi się na płycie zachować ten styl i klimat, znany słuchaczom z pierwszej płyty. Mam wrażenie, że wydanie tego krążka to dopięcie pewnej klamry, zarówno w sensie artystycznym, ale też symbolicznym. Mam więc nadzieję, że najbliższy czas, koncerty i spotkania z słuchaczami będą świadczyły o tym, że zrobiliśmy zwyczajnie dobrą robotę… choć znając mnie, można zakładać, że ewolucja trwa i koncerty mogą zaskoczyć.

Na zdjęciu Agata Wiśniewska, którą można usłyszeć na nowej płycie Randez-Vous Raz dane
Na zdjęciu Agata Wiśniewska, którą można usłyszeć na nowej płycie Rendez-Vous Raz dane

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

TWM: Jak powstawała nowa płyta Rendez-Vous?

ZK:  Nagrywaliśmy ją rok. Zasadniczo 80% płyty powstało w moim domowym „studiu” w Łodzi. Kilka elementów tj. trzy partie solowe Wojtka Waglewskiego, instrumenty perkusyjne, m.in. bębny, na których grał Piotr Pniak, i harmonijka ustana, powstawały w studiach w Warszawie.

Na płycie znajduje się 13 piosenek, w tym niektóre znane z poprzedniej płyty, zagrane w nieco innej aranżacji.

TWM: Czy dobrze mi się wydaje, że ta płyta jest o miłości?

ZK: W pewnym sensie wszystkie płyty są o miłości…

TWM: Ziemku, powiedziałeś mi, że na tej płycie można usłyszeć pewien rodzaj rebelii. Co masz na myśli?

ZK: Chciałbym, abyś dobrze mnie zrozumiał. W styl jakim jest rock and roll naturalnie wpisany jest pewien rodzaj rebelii. Na tej płycie to jest; mam tu na myśli pewną niezależność artystyczną, skłonność i predyspozycję do burzenia pewnych ścian i ograniczeń… bo niby jak się ma piosenka Raz Dane do utworu Blue, Blue, Blue, czy nowej wersji Przez Auta Szybę?

Minęło ponad 30 lat od czasu, kiedy Rendez-Vous powstało. Wszystko wokół się zmieniło. Ja żyjąc w świecie, który nas otacza także się zmieniłem. Nie zmieniło się jednak to, że rebelii nie postrzegam jedynie w wymiarze walki. Rebelia artystyczna wymaga pewnej pokory, także intelektualnej.  Burząc musisz wiedzieć co burzysz. Burzenie dla samego odkształcania to tylko osamotniony element owej rebelii. Free jazz jest tylko wtedy prawdziwy, gdy grający go muzycy znają abecadło i kontekst.

Mam wrażenie, że na nowej płycie Rendez-Vous można to usłyszeć. Ja wciąż staram się mówić między wierszami; ja w ogóle lubię walor mózgowy w muzyce.

Ziemek Kosmowski wraz z Agatą Wiśniewską

TWM: Płyta, którą nagrałeś nie jest produktem. Nie miałeś zamiaru flirtować z publicznością i namawiać kogokolwiek do tego, co zrobiłeś.

ZK: Osoby obserwujące moją karierę muzyczną nie mają wątpliwości, że nie flirtuję a raczej eksperymentuję tworząc w trakcie mojej drogi różne projekty artystyczne. Rendez-Vous to efekt wynikający z potrzeby ducha; ta płyta mówi sama za siebie i bezwątpienia nie staram się nią wtopić w pewne zasady i reguły, które mi nieodpowiadają. Mam nadzieję, że za to m.in. cenią mnie Ci, którzy słuchają mojej muzyki.

TWM: Co dla Ciebie znaczy być artystą?

ZK: Wiesz, nie chce być domorosłym filozofem i spekulować na tematy, na które nie powinienem wypowiadać się, jak teoretyk sztuki. Być może to pewna predyspozycja, której nie chciałbym w ogóle wartościować w tym sensie, czy jest jakąś zaletą czy ułomnością egzystencji.

Artystyczność czy bycie artystą to chyba pewien rodzaj prawdziwości, który łatwo zagubić, łatwo skrzywić. Chodzi o niezblokowanie zdolności do ekspresji treści, które wytwarzamy. Myślę, że w tym wszystkim jest też zdolność do odkrywania samego siebie. Artysta to często też twardość i pokora w jednym. Pewnie mógłbym użyć innych słów, innych porównań do opisania tego czym jest artystyczność. Najlepiej chyba jednak powiedzieć, to co często słyszymy i jest dość wiarygodne, tj. że artystyczność to specyficzny rodzaj ludzkiej aktywności.

TWM: Jakie są Twoje najbliższe plany?

ZK: Zawsze kręciło mnie robienie nowych rzeczy. W tym sensie nie byłem jednoznacznie przekonany do powrotu do Rendez-Vous. Na ten moment chciałbym skoncentrować się na promowaniu płyty, przypomnieniu tej historii, choć czasem i mnie zaskakuje w jakim kierunku zaczynam zmierzać. Powiem kolokwialnie, uczę się poddawać chwili, z poczuciem prawdopodobieństwa, że w świecie nie ma przypadku.

TWM: Na koniec jeszcze jedno pytanie. Kim jest Yan Shary, który wraz z Waglewskim wystąpił na płycie?

ZK: To pytanie padało już kilka razy w trakcie różnych spotkań. Otóż Yan Shary jest gościem na płycie, jest jej muzycznym producentem, mastermanem. Tym razem powiem krótko. Yan Shary to ja.


Zdjęcia użyte w artykule pochodzą z biblioteki zdjęć Ziemowita Kosmowskiego.

Płyta została wydana przez Polskie Radio S.A.

           

Chcesz napisać polemikę? Wyślij swój tekst na kontakt@mediumpubliczne.pl
Czy zgadzasz się z tezą artykułu? NieTak (brak ocen)
Loading...
The following two tabs change content below.
mm
Tomasz W. Michałowski, polski dziennikarz, filozof, społecznik. Absolwent ekonomii i filozofii. Studiował na Uniwersytecie Łódzkim oraz Rheinische Friedrich-Wilhelms-Universität Bonn. Od 2015 roku doktor filozofii. Prezes Stowarzyszenia Czemu Nie? Współzałożyciel grupy HaMakom. Autor kilkunastu artykułów z dziedziny etyki i filozofii prawa. Redaktor i współredaktor kilku książek, autor przekładów. Zajmuje się także produkcją artystyczną. Od 2015 roku związany z Medium Publicznym.