Nierówność płciowa: o tym, jak mężczyzna i kobieta zamienili się w pracy na tydzień imionami

Pewien mężczyzna przekonał się o tym, że kobiety są traktowane w pracy inaczej po tym, jak przypadkowo podpisał wysyłane przez siebie e-maile nazwiskiem swojej koleżanki z pracy.

Tekst autorstwa Zlaty Rodionowej z portalu independent.co.uk przetłumaczyła Magda Gontarek.

Historia stała się popularna na portalach społecznościowych dzięki panu Schneiderowi, który dokładnie opisał w Internecie, z czym kobiety zmagają się w miejscach pracy każdego dnia.

Kobiety i mężczyźni pracują ramię w ramię, często zmagają się z tymi samymi biznesowymi problemami, uczęszczają na te same spotkania i chodzą tymi samymi korytarzami, ale to może być wszystko, co jest w ich pracy wspólne.

Martin R. Schneider, edytor pracujący dla strony Front Row Central, która zajmuje się recenzowaniem filmów, z siedzibą w Philadelphii, zdał sobie sprawę, że kobiety i mężczyźni są inaczej traktowani w miejscu pracy, kiedy przypadkowo odpisał na e-maile, używając nazwiska swojej współpracowniczki.

Wesprzyj Fundację Dziennikarską mediumpubliczne.pl

Na swoim Twitterze opisał doświadczenie, które uświadomiło mu, że kobiet nie darzy się w pracy takim samym szacunkiem, jak mężczyzn. Tweet został polubiony prawie 7 tysięcy razy, a udostępniono go ponad 5 tysięcy 400 razy.

Pan Schneider opowiedział o tym, jak w czasie, gdy pracował w innej firmie, jego koleżanka z pracy Nicole była krytykowana przez ich szefa za dłuższe radzenie sobie z zadaniami, które polegały na komunikowaniu się z klientami.

Schneider, jako że był jej przełożonym, wiązał to ze swoim większym doświadczeniem, dopóki pewnego dnia nie zobaczył, jak jeden z klientów nadzwyczajnie utrudniał współpracę.

„Był po prostu NIE DO WYTRZYMANIA: niegrzeczny, lekceważący, ignorował moje pytania” – powiedział, jednocześnie dodając: – „Mówił mi, że jego metody były standardowe w tej branży (nie były) oraz że nie rozumiem terminów, które stosował (rozumiałem)”.

Pan Schneider zdał sobie sprawę, że problem wynika z pomyłki w podpisie – przypadkowo wszystkie swoje e-maile podpisał imieniem „Nicole”, ponieważ używali z koleżanką jednej skrzynki pocztowej, a to ona do tej pory zajmowała się projektem.

Kiedy tylko sprostował pomyłkę, wszystkie problemy zniknęły.

„Nastąpiła NATYCHMIASTOWA POPRAWA. Pozytywny odbiór, podziękowania za wszelkie sugestie, bezzwłoczne odpowiedzi, padały słowa typu «świetne pytania!». Stał się modelowym klientem” – powiedział pan Schneider.

„Warto zauważyć, że moje metody i rady w ogóle się nie zmieniły. Jedyna różnica była taka, że zacząłem się podpisywać męskim imieniem” – dodał.

W konsekwencji tego incydentu postanowił przez dwa tygodnie zamieniać swój podpis na podpis wspomnianej już koleżanki.

„To było piekło. Wszystkie moje pytania czy sugestie były podważane. Klient, z którym normalnie poradziłbym sobie we śnie, był wobec mnie protekcjonalny. Jeden spytał mnie, czy jestem singlem” – komentował.

W tym samym czasie, jak twierdzi pan Schneider, jego koleżanka Nicole doświadczyła najbardziej produktywnego czasu w swojej karierze.

„Zdałem sobie sprawę, że dlatego dłużej jej zajmowało wykonywanie obowiązków, ponieważ musiała najpierw przekonać klientów, żeby ją szanowali. Do czasu, kiedy jej udało się ich przekonać, że faktycznie zna się na tym, czym się zajmuje, ja mogłem już realizować zlecenie z kolejnym klientem” – mówił Schneider.

„Dla mnie to było szokujące. Ona była do tego przyzwyczajona. Myślała o tym jako o części swojej pracy” – podsumował.

red. Natalia Wilk-Sobczak
Chcesz napisać polemikę? Wyślij swój tekst na kontakt@mediumpubliczne.pl
Czy zgadzasz się z tezą artykułu? NieTak (Ocena: +25, liczba głosów: 29)
Loading...
Grafika jest autorstwa Esther Lui. Polecamy do zapoznania się z jej fantastycznymi pracami.