Wyobrażacie sobie, że istnieje przezroczysty kościół, który zmienia postrzeganie rzeczywistości?

Normalnie istnieje przezroczysty kościół. Wyobrażacie sobie? Zaprojektowali go belgijscy młodzi projektanci, nazywa się „Czytając między wierszami” i stoi w miejscowości Looz, w Belgii.

Czy w architekturze wymyślono już wszystko? Na szczęście nie. Architekci wciąż zaskakują nowatorskimi pomysłami, a transparentny kościół w Belgii jest tego dowodem.

Kościół, na którego zdjęcie przypadkiem trafiłam, stał się moją inspiracją do rozważań na temat architektury, jej wpływu na nas, nasze postrzeganie rzeczywistości i zmianę naszego spojrzenia. Konstrukcja wygląda jak jedna, nieprzerwana linia narysowana w przestrzeni. Wygląda nieco tak, jak byśmy podejrzeli pracę architektów nad budowlą: rysunek wstępny, model, itp. Nie odwołuje się do żadnych klasycystycznych wzorców i może być odbierana jako dziedzictwo wypełniające obecną pustkę – wszak w okolicy nie znajduje się żaden kościół.

Budowla autorstwa projektu duetu młodych belgijskich architektów Pieterjana Gijsa (34 l.) i Arnouta Van Vaerenbergha (34 l.) jest nowatorska, a u jej źródeł leżą takie założenia, jak eksperyment, namysł i fizyczne zaangażowanie się odbiorcy miejsca.

‚Reading Between the Lines’ w Belgii. Fot. Filip Dujardin/ archdaily.com

Przezroczysty kościół stoi w Looz, Limburg, w Belgii. Składa się z 30 ton stali i 200 kolumn, i zbudowany jest na fundamencie betonu zbrojonego, czyli posiadającego specjalne wzmocnienie z prętów bądź drutów stalowych w miejscach, które przekraczają wytrzymałość betonu na rozciąganie. Dzięki zastosowaniu horyzontalnych ram żeliwnych transparentny kościół wygląda jak… dzieło sztuki. Dokładnie tak.

W zależności od tego, gdzie staniesz, zobaczysz kościół jako masywną bryłę albo wręcz przeciwnie – konstrukcję, która wtapia się częściowo lub kompletnie w otaczający go krajobraz. Jeśli z wnętrza spojrzysz na zewnątrz to doświadczysz abstrakcyjnej gry linii, które nadają nowy kształt otoczeniu kościoła. To niezwykłe, ponieważ dzięki temu zarówno kościół, jak i krajobraz mogą być postrzegane jako dzieła sztuki! Sama nazwa projektu „Reading Between the Lines”, która wskazuje na czytanie między wierszami, domyślanie się spomiędzy linijek „tekstu”, jednocześnie sugeruje odbiorcy, że musi on także czytać „słowa” zawarte w owych „wierszach”, w owych ledwie odczytywanych „palimpsestach”. Innymi słowy, poprzez kościół zaczynamy subiektywnie doświadczać krajobrazu i zaczynamy go naprawdę widzieć. I odwrotnie: krajobraz sprawia, że dostrzegamy kościół raz w takiej, raz w innej formie i odbieramy go na różne sposoby, lecz za każdym razem jest to nasz subiektywny sposób.

Wesprzyj Fundację Dziennikarską mediumpubliczne.pl

Z drugiej strony w tym subiektywnym doświadczeniu kryje się jakaś niepewność. Gdy patrzę na zdjęcia transparentnego kościoła widzę, że „Czytając między wierszami” to niespotykany projekt, niespotykany nie tyko w sensie rzadki i niespodziewany, lecz oznaczający także to, iż konstrukcja w momencie spotkania wymyka się samemu spotkaniu. Gdy tylko odrobinę zmienisz perspektywę, zobaczysz już coś innego i to coś jest w nieustannym ruchu.

‚Reading Between the Lines’ w Belgii. Fot. Filip Dujardin/ archdaily.com

Jacques Derrida, francuski filozof i teoretyk dekonstrukcji (nurtu w architekturze i filozofii) twierdził, że architektura dekonstrukcji notuje „teraźniejszość”, bowiem za chwilę czas teraźniejszy stanie się „przeszłością”. To oznacza, że zmiana tylko (a może aż!) miejsca, perspektywy, choćby odrobinę, sprawia, że to co teraz widzę, już nie jest takie, jakie było.

Transparentny kościół zdaje się być pretekstem do zmiany perspektywy w ogóle i doświadczania nieustannie innego spojrzenia na rzeczywistość.

Rozdzielono tu funkcję od formy. To typowe dla dekonstrukcjonizmu. Czy to nie piękne założenie? Architektura kościoła nie narzuca ani konstrukcji, ani mi jako odbiorcy wykonywania konkretnych czynności. Wyobrażam sobie, że w takim miejscu obydwoje – ja i kościół – jesteśmy wolni od funkcji i nieuzbrojeni w przedsądy i przekonania, co do tego, jak powinnam się zachować. Po prostu jesteśmy, ja, kościół i krajobraz. Zupełnie samodzielni, a jednocześnie jakoś związani ze sobą.

„Czytając między wierszami” może być także pretekstem do namysłu nad skalą, terenem, bryłą, ale także – a może przede wszystkim – nad architekturą w ogóle i jej wpływem na nasze życie i postrzeganie rzeczywistości.

W końcu architektura jest szalenie istotna dla naszego życia,  funkcjonowania w pracy i w domu, dla naszej wyobraźni, rozwoju umiejętności poznawczych, zachowań seksualnych i wielu innych aspektów naszego działania. W liceum zawsze wybierałam miejsce z tyłu, ale nie na samym końcu, i przy oknie, po to oczywiście, by – gdy lekcja była do bólu nudna – dać popłynąć swoim myślom, lecz przede wszystkim pogapić się na fajnych chłopaków grających w gałę na boisku. W sali od polskiego zawsze przeszkadzał mi w tym cholerny szpros i musiałam nieźle nagimnastykować szyję, żeby niezauważenie dla profesorki dać przestrzeń moim skrytym i typowym dla dorastającej nastolatki pragnieniom.

Zresztą nie było w tym nic niewłaściwego, bo przestrzenie, jak i wysokie sufity, sprzyjają  rozważaniom wzniosłym i abstrakcyjnym (a gapienie się na ludzi ma w sobie przecież coś wzniosłego), w przeciwieństwie do sufitów niskich, które rozwijają myślenie pragmatyczne. Badania nad wysoką przestrzenią i widokiem na ocean, morze, niebo lub choćby niebieską ścianę wskazują na uruchomienie u badanych ich potęgi wyobraźni, a najczęściej powtarzanymi przez nich motywami są „wolność” i „brak ograniczeń”. Stąd może niektórzy z nas dobrze czują się w kościołach, ze strzelistą fasadą, jak w Kościele Dominikanów w Krakowie albo Katedrze św. Jana Chrzciciela w Warszawie.

Kościół Św. Trójcy (Dominikanów) w Krakowie

Daniel Libeskind, polsko-amerykański architekt urodzony w 1946 r. w Łodzi powiedział kiedyś, że

„obojętność nie jest zaletą, a neutralność nie stanowi wartości. Nie widzę na świecie miejsca dla obojętnych, prostokątnych budynków, bo świat nie bogaci się poprzez obojętność i neutralność, a poprzez pasję, miłość i wiarę…”

Wydaje mi się, że konstrukcja w Looz powstała z głębokiej pasji, miłości i wiary.

Marzę o tym, by zobaczyć ten transparentny kościół w Belgii.

Zdjęcie pochodzi z flickr.com

 

red. Natalia Wilk-Sobczak
Chcesz napisać polemikę? Wyślij swój tekst na kontakt@mediumpubliczne.pl
Czy zgadzasz się z tezą artykułu? NieTak (Ocena: +3, liczba głosów: 3)
Loading...