I Ty możesz zmartwychwstać

Czy jesteś pewien, że żyjesz? I czy to na pewno jest Twoja, niepowtarzalna, pełna zachwytów i awarii podróż, czy trwanie, bo jakoś trzeba dociągnąć ten wózek? A może odgrywasz tylko role w teatrze, który sobie fundujesz na obraz i podobieństwo postaci, którą chciałbyś być, ale nie jesteś?

Nie lubię świąt. To mój osobisty kawałek, którego też nie lubię, ale to nie znaczy, że społecznych zwyczajów nie akceptuję. Wręcz przeciwnie, to przymusowe „zatrzymanie w kadrze”, jak nazywam ciszę pozamykanych domów, puste ulice i wyczyszczone sklepy, jest niezwykle pożyteczne dla procesu myślenia. Tak ten czas od lat wykorzystuję, bo obce mi są niechciane spotkania przy stole z ludźmi, których nie lubię. Polecam, wszak już wszyscy na pewno najedzeni.

No i jak tam odpowiedź na pytanie: żyjesz? Pewnie myślisz, co za głupota, oczywiście, że żyję i w dodatku nie mam czasu się w tyłek podrapać, ciągle praca, kasa, długi, wszystko dla dzieci a i tak mnie nikt nie docenia. Kocham jedną, żyję z drugą, a od czasu do czasu trzecia, czwarta i piąta się przyplączą. Walczę z nałogami, albo przeciwnie, oddaję się im na całego, bo po co się męczyć, carpe diem!

A, że nie jest jak chciałem? Życie, musiałem dorosnąć i porzucić głupie mrzonki o czymś tam, o czym łatwo zapominam, jak porządnie przyćpam w dobrym towarzystwie. Za to jestem kimś: rozpoznawalnym, uwielbianym, znienawidzonym, wielokrotnie nagrodzonym, utytułowanym, naśladowanym, dowolne skreślić. I tu Cię mam, stań przed lustrem i powtórz sobie to wszystko, co właśnie powyżej z siebie wypluwasz za każdym razem, gdy jakiś impertynent śmie zapytać, czy jesteś szczęśliwy? Powoli, na głos, prosto w oczy. To jak, na pewno żyjesz?

Jak nie wyszło, bo nawet do tego lustra nie poszedłeś, nie wściekaj się, ani nie załamuj. Czytaj dalej, prawdopodobnie od dawna jesteś w pułapce, w której jest jakieś 90 procent mieszkańców naszej planety: spełniasz oczekiwania rodziców, braci i sióstr, nauczycieli, kościoła, sąsiadów lub widzów przed dowolnym ekranem. Ale nie czujesz się spełniony, no bo jak, skoro twój matrix kręci się wokół nie twojej osi. Błąkasz się jak zombie po utartych ścieżkach, które udeptałeś trochę manipulując, czasem kłamiąc, a na sto procent udając kogoś, kim nie jesteś. Kogoś, kim ktoś chciał, żebyś był. Kogoś, kto łapie zewsząd lajki i inne głaski, ale nie czuje miłości. Kogoś innego, niż Ty.

I w tych rzadkich momentach przymusowo-świątecznych, jak jedna z powyższych myśli przemknie Ci przez głowę, zaczynasz szukać winnych. A są, jest ich mnóstwo: rodzina, Bóg, w którego nie wiesz, czy wierzysz, sąsiedzi, klauni z pracy, którzy klepią Cię po plecach z przyklejonymi uśmieszkami, była żona, kochanka i komornicy. Wszyscy źli jak jeden mąż, że gorszych już nie znajdziesz!

Wesprzyj Fundację Dziennikarską mediumpubliczne.pl

No dobrze, ale skąd twój pech, że trafiasz z reguły na takie tałatajstwo, nic niewartych pożeraczy dusz i dostarczycieli fałszywej energii? Czy to na pewno przypadek? Czy człowiek, który zdradził samego siebie jest w stanie pozostać wiernym? Czy nie kochając siebie, umiesz kogoś pokochać? Czy skoro unikasz luster i zapijasz każde niepowodzenie, reprezentujesz wartości, którymi możesz się podzielić z innymi wartościowymi ludźmi? Nie złość się już, olej poczucie winy! Zawsze zdążysz zatrzymać się, odpaść na chwilę z korowodu a’la Fellini i zmienić. Cokolwiek, czasem wystarczy wyjąć jeden puzzel.

Bo może całe życie uciekasz przed tym, żeby nie być jak Twój ojciec. Ale jesteś, a im starszy, tym częściej to widzisz. Może stajesz na rzęsach, żeby spełnić oczekiwania mamy, kompletnie wbrew swoim talentom i pasjom. Może boisz się bliskich związków, więc masz ich na pęczki, nic nie wartych wyrobów miłościom-podobnych. Albo przeżyłeś traumę i siedzisz w ciemnym lesie,  wyskakując tylko na chwilę w pełnym makijażu na scenę, żeby nikt nie rozpoznał, jaki naprawdę jesteś. Może słuchasz rad guru, żeby nie posłuchać siebie. Może w każdej sekundzie wykonujesz polecenia żony, uciekając najdalej przed komputer.  Może już się poddałeś i cierpisz, a każdy dzień, witasz jak bohater „Dnia świra”. 

To może właśnie dzisiaj, do tekstu Adasia Miauczyńskiego: „Kurwa mać!” dodasz: „Dość tego!”. Zobaczysz siebie, wybaczysz sobie, popłaczesz i wstaniesz. I zaczniesz prosić o siłę, wiarę i nadzieję, o talent i spokój dla siebie. 

I skierujesz te modły do siebie właśnie z głęboką wiarą, że i Ty możesz zmartwychwstać.

fot. Bea Serendipity/flickr.com

Wesprzyj autora red. Joanna Konieczna
Chcesz napisać polemikę? Wyślij swój tekst na kontakt@mediumpubliczne.pl
Czy zgadzasz się z tezą artykułu? NieTak (Ocena: +1, liczba głosów: 3)
Loading...
The following two tabs change content below.
mm
Coach i trener rozwoju osobistego (certyfikat TROP/PTP), dziennikarz. Od ponad 20-tu lat skutecznie pomaga podjąć decyzje i wdrożyć je w życie: ludziom, organizacjom i społecznościom lokalnym. Bazuje na zasobach psychologii humanistycznej Gestalt oraz Dramy. W dziennikarstwie skupia się na człowieku - pasji, marzeniach, upadkach i zwycięstwach. Rozmawiała m.in. z: Rafałem Betlejewskim, Jackiem Santorskim, Jerzym Stępniem, Pawłem Kasprzakiem, Katarzyną Piekarską, prof. Moniką Płatek, Henrykiem Sikorą, Leszkiem Talko, z Agnieszką Pajurek prowadzi wspólnie audycje "Przepaść i przestrzeń". Zorganizowała i prowadzi akcję "Stop alimenciarzom". Poza MP prowadzi także bloga joannakonieczna.natemat.pl oraz bywa częstym gościem-ekspertem w Polskim Radio Dzieciom. Zarządza Fundacją Dziennikarską Medium Publiczne i Radiem #MP.
mm

Ostatnie wpisy Joanna Konieczna (zobacz wszystkie)