Mama popiera strajk

Z mojej perspektywy polska szkoła bardzo się zmieniła. Zdecydowanie na lepsze. To nie znaczy, że wszystko jest idealnie, bo szkoła to ludzie, ale nieruchawy system obrał dobry kurs. Galopująca „dobra zmiana” w błyskawicznym tempie cofa nas do czasów mojego dzieciństwa, a nie były to dobre czasy. I dlatego popieram wasz strajk, drodzy nauczyciele, całym sercem.

Mali ludzie uczą się od dorosłych, w dużym uproszczeniu, przez podpatrywanie, potem próbują naśladować i czekają na efekt: będą brawa, śmiech, albo złe miny i „tak nie wolno’. Dlatego wybuch śmiechu dorosłych na „o, kulwa” trzylatka nie jest najszczęśliwszym działaniem wychowawczym, bo dziecko uczy się, że przekleństwami sprawia dorosłym radość i będzie powtarzać. Ale można później pogadać i wyjaśnić to i owo, w tym od kogo słówko złapał. Bo słabo jest naprawdę, kiedy rodzic karci dziecko, tłumiąc śmiech – maluch czuje niespójność, więc na wszelki wypadek będzie sprawdzał jak jest, naprawdę często i w różnych konfiguracjach.

W szkole jest podobnie, nauczyciele swoją postawą dają uczniom liczne komunikaty na temat wartości, zgodnie z którymi żyją. Wiedza wiedzą, ale do dziś pamiętam tylko tych pedagogów, którzy wywarli nam mnie jakikolwiek wpływ: pani od muzyki, która rewelacyjnie się z pierwszakami bawiła i zaraziła miłością do Mozarta, ciepła wychowawczyni-matematyczka, wszystkie polonistki i poloniści, którzy we mnie coś tam zobaczyli, anglista, który uwierzył w problem rodzinny i jak mógł pomógł. Z czasem pojęłam, jak trudno im było pozostać sobą i zachować posadę, mówić prawdę i zdobyć wymarzone m2, uczyć geografii i nie dostać do ręki paszportu. Chylę czoła przed każdym pedagogiem, który w PRL nie dał sobie przetrącić kręgosłupa, a dla nas miał czas na długie rozmowy, zabawę w teatr, czy realną pomoc.

Nie odtrącam także tej większości, która niechcący nauczyła nas konformizmu, kłamstwa i  manipulacji, począwszy od oka puszczonego przed „bardzo ważnym apelem na cześć towarzysza sekretarza…”, na kłamstwie prosto w oczy. W każdych czasach mniej jest bohaterów, pewnie dlatego nimi są.

Moje dzieci mają szczęście do nauczycieli i wychowawców. Trafiają z reguły na normalnych ludzi, którzy swój zawód wybrali nieprzypadkowo i każdy wnosi coś dobrego do rozwoju najważniejszych dla mnie ludzi. W początkach nauki mojego syna byłam „roszczeniowym rodzicem”, jak nazywają nas nauczyciele, trzęsłam się, że mój skarb największy oddaję w niepowołane ręce. I z czasem po prostu mi przeszło, bo dotarło do mnie, że to naprawdę inne czasy, nie ma żadnych chorych nacisków, w książkach piszą prawdę i nawet jak historyczka wygłasza pogląd, że „rodzice biją dzieci z miłości’, to stanowi nieszkodliwy margines idiotów – w każdym zawodzie tacy są, niestety. W szkołach pojawił się sprzęt, kolory, zajęcia dodatkowe, porządek.

Miałam też szczęście pracować warsztatowo z setkami nauczycieli – to naprawdę fajni ludzie, którzy wykonują katorżniczą pracę w przepełnionych klasach, w strasznym hałasie i pod presją oczekiwań rodziców. Nie wiem, skąd czerpią energię, żeby podejść do każdego z trzydziestki ancymonów indywidualnie i jak to robią, że z reguły mają rację. I prawdą jest, że większość problemów naszych dzieci ma źródło w domu i system prawny chroni rodziców, piętnując nauczycieli, poznałam mrożące krew w żyłach historie i ich nie zawsze szczęśliwe zakończenia.

Wesprzyj Fundację Dziennikarską mediumpubliczne.pl

I dlatego popieram wasz strajk, drodzy nauczyciele, całym sercem. System jest wadliwy i choć wiele zmian przeszedł, bardzo powolny.  Nadal zarabiacie za mało, pracujecie w ciężkich warunkach – wytrzymaliście państwo kiedyś dłużej, niż jedną hałaśliwą przerwę w szkole? – w zbyt licznych klasach, w za małych salach, czy szkołach. Macie miliony papierów do wypełnienia, co tylko was wkurza i zabiera czas na sensowną pracę. Mimo to eksperymentujecie, ustawiacie ławki w półokrąg, uczycie się, rozwijacie i zwyczajnie kochacie te nasze dzieciaki.

I właśnie spada na was czapa „reformy edukacji”. Czy wiecie państwo, jaki blady strach padł na wszystkich na początku roku szkolnego? Jak zamartwiają się rodzice, jak płaczą dzieci – bo nie wiedzą, czy muszą się rozstawać ze sobą, ze szkołą, z wychowawcą – jak i nauczyciele, dyrektorzy szkół nie wiedzą, co powiedzieć, bo nadal jest bajzel i nikt nic nie wie? Pod jaką presją są wszyscy, którzy muszą podjąć decyzje, co dalej w oparciu o mgliste przesłanki? Jak nie wiecie, wyobraźcie sobie kopalnię, w której górnicy muszą nadal normalnie pracować po wybuchu metanu. I z podobnym brakiem nadziei, bo w finale czekają wszystkich „bardzo ważne apele ku czci ojca…” i poprzetrącane kręgosłupy.

fot. Christopher Dombres/flickr.com

Wesprzyj autora red. Joanna Konieczna
Chcesz napisać polemikę? Wyślij swój tekst na kontakt@mediumpubliczne.pl
Czy zgadzasz się z tezą artykułu? NieTak (Ocena: 0, liczba głosów: 4)
Loading...
The following two tabs change content below.
mm
Coach i trener rozwoju osobistego (certyfikat TROP/PTP), dziennikarz. Od ponad 20-tu lat skutecznie pomaga podjąć decyzje i wdrożyć je w życie: ludziom, organizacjom i społecznościom lokalnym. Bazuje na zasobach psychologii humanistycznej Gestalt oraz Dramy. W dziennikarstwie skupia się na człowieku - pasji, marzeniach, upadkach i zwycięstwach. Rozmawiała m.in. z: Rafałem Betlejewskim, Jackiem Santorskim, Jerzym Stępniem, Pawłem Kasprzakiem, Katarzyną Piekarską, prof. Moniką Płatek, Henrykiem Sikorą, Leszkiem Talko, z Agnieszką Pajurek prowadzi wspólnie audycje "Przepaść i przestrzeń". Zorganizowała i prowadzi akcję "Stop alimenciarzom". Poza MP prowadzi także bloga joannakonieczna.natemat.pl oraz bywa częstym gościem-ekspertem w Polskim Radio Dzieciom. Zarządza Fundacją Dziennikarską Medium Publiczne i Radiem #MP.