Nie ma drogi powrotnej, czyli jak komputery pojechały do Buszmenów

Wielu twierdzi, że powinno się Afrykę zastawić w spokoju. Że ona musi się sama ułożyć. Że turyści przyjeżdzający na Czarny Kontynent z przyjemnością odwiedzają plemiona zakonserwowane w starej tradycji. Za to w końcu turyści płacą i chcą odkrywać ostatnie białe plamy na mapach czując się Davidem Livingstonem. Tylko czy Afrykanie chcą tego samego?

Kilka dni temu ogłosiłem na FB akcję zbierania używanych laptopów dla społeczności plemiennej San, żyjącej na obrzeżach pustyni Kalahari, po stronie RPA. Akcja przeszła moje najśmielsze oczekiwania – w ciągu tylko kilku pierwszych dni dostałem 12 laptopów a kolejne urządzenia są w drodze. Poza sprzętem dostałem wiele maili, wiadomości, słów wsparcia oraz zapytań o przyszłe podobne akcje pomocowe.

Dostałem tez kilka listów z prośba o wyjaśnienie całej akcji, komu i czemu ona służy, czy jest na pewno słuszna i czy da się przewidzieć jej skutki. Oto spieszę z wyjaśnieniami.

W okresie kolonialnym (XIX – XX w) zdecydowana większość Afryki została zdominowana i podzielona przez kraje Zachodniej Europy (głównie przez Wlk. Brytanię, Francję, Belgię, Portugalie, Niemcy). Pomimo wcześniejszych arabskich, portugalskich i holenderskich wpływów na kontynencie, dopiero druga połowa XIX wieku była decydująca dla przyszłości mieszkańców Afryki.  To właśnie wtedy dokonywały się największe podziały terytoriów i pomimo, że okres niewolniczy definitywnie zakończono, rozpoczęto zarazem okres eksploatacji kolonialnej. Czas afrykańskich rewolucji oraz walki o niepodległość ex-kolonii przypadł głównie na 60 lata XX wieku, choć proces ten trwał w bardziej lub mniej krwawy sposób aż do początku lat 90-tych. Kolonialne władze opuściły bezpowrotnie swoje europejskie flagi i spakowawszy się na okręty i samoloty odjechały do swoich ojczyzn położonych na północ od Morza Śródziemnego. Afryka wydawała się niepodległa i znowu wolna, ale czy na pewno…?

Kobiety z ludu San

Uzyskanie przez byłe kolonie niepodległości, rozpoczęło etap budowania bardzo wrażliwej tożsamości narodowej młodych afrykańskich krajów, który trwa nieprzerwanie do dzisiaj. Sztucznie podzielona przez kolonizatorów Afryka sto lat później stała się polem bitwy o władzę, o wpływy plemienne i klanowe, o dostęp do naturalnych zasobów, ale też o zwykłą społeczną sprawiedliwość i o szanse uczestniczenia w procesie globalnego rozwoju.

Większość afrykańskich krajów od początku swojego istnienia (czyli od ponad 60 lat) nie jest w stanie poradzić sobie z kluczowymi dla każdego państwa problemami – społecznymi, gospodarczymi, ekonomicznymi i zdrowotnymi.  Straszliwa korupcja, plemienne egoizmy, okrutna walka o pieniądze i władze doprowadziły wiele państw na skraj wyniszczenia,  biedy i beznadziei.  Innym, bardzo poważnym problemem w okresie kolonializmu, było przetrącenie kulturowego kręgosłupa Afryce. Po około 80 latach dominacji kolonizatorów, bezpowrotnie utracono większość tradycji i zwyczajów plemiennych, zniknęły sposoby tradycyjnego pojmowania świata, dotychczasowe metody edukacji plemiennej, tradycyjne religie itd.

Wesprzyj Fundację Dziennikarską mediumpubliczne.pl

Europeizacja Afryki, w wielu aspektach i z perspektywy globalnych procesów, niewątpliwie wniosła na Czarny Kontynent współczesną myśl technologiczną, ale w tym samym czasie zaburzyła ewolucyjny proces społecznych przemian. Tak więc nagle tradycyjnie żyjące plemiona zobaczyły broń automatyczną, policjanta, bite drogi, telefon, windy, samochody, samoloty, stalowe okręty, książki, komputer, stół i krzesła.

Kolonizacja zapoczątkowała więc zmiany, których powstrzymać już się nigdy nie dało. W większości krajów wprowadzono europejski system edukacyjny, systemy monetarne, otworzono banki, a nawet giełdy papierów wartościowych. Na sawanny wjechały żelazne koleje, powstały narodowe parki i rezerwaty, do których zaczęli przyjeżdżać turyści. Tak zmasowane działania zmieniły Afrykę na dobre i na złe  bez możliwości powrotu do swojej  tradycyjnej afrykańskiej  tożsamości.

Krótko rzecz ujmując – Afryka pod wpływem tak gwałtownych procesów po prostu rozsypała się społecznie. Nowe technologie, nowe wartości, nowe cele, wszystko nowe i importowane. Starej Afryki zostało tu jak na lekarstwo. Procesy zmian są procesami jednokierunkowymi – powrotu do starego już nie ma. Bo do czego i w jaki sposób Afryka miałaby powrócić? Przeszłość wszak zniknęła wraz z koloniami…

Wojownicy z doliny Omo w Etiopii noszą dziś dumnie przewieszone na ramieniu AK-47, które skutecznie zastąpiły łuki i włócznie. Masajscy morani z Wielkiej Doliny Ryftowej kontaktują się ze sobą za pomocą telefonów komórkowych i regularnie odwiedzają banki w miastach deponując pieniądze za sprzedane bydło lub korzystając z bankomatów. Kikuyu jeżdżą na traktorach uprawiając swoje sławne „shamba”,a wojownicy zuluscy właśnie zajmują najbardziej eksponowane polityczne stanowiska w Afryce Południowej. Oczywiście tylko nieliczni z nich. Wiele grup plemiennych zostało wyrzuconych na brzeg społeczeństw i rozdarte pomiędzy rzeczywistością a niemocą próbuje przeżyć. Wielu Afrykanów nie wie, co ze sobą zrobić i migruje do wielkich miast za „ lepszą wizją” życia. Wielu z nich migruje niestety jeszcze dalej…

Prowincja i obszary wiejskie wydają się zupełnie osamotnione. Bezrobocie, nędza, brak elementarnej edukacji prowadzi do coraz większych frustracji, demoralizacji i często niestety – agresji.  Podobnie jak w innych częściach świata bieda topiona jest w alkoholu, w narkotykach, w przemocy. Rozszczepienie i rozwarstwianie się społeczeństw powoduje narastanie złości, gniewu, frustracji.

W Afryce wciąż jednak istnieją plemiona zawieszone pomiędzy dwoma światami – tradycyjnym, powoli zanikającym i współczesnym – dla wielu plemion obcym pomimo, że rozpoznawalnym. Droga zmian w  Afryce, w takim czy innym wymiarze, na skutek dobrych czy złych procesów historycznych, jest faktem.  Nie da się tego zmienić. Problem w tym, że pomimo niewątpliwego ludzkiego ogromnego potencjału, Afryka nie nadąża, nie rozumie, nie ma wystarczających siłaby sama „ nauczyć się” globalnego świata.

Dzieci z plemienia San

Często spotykam się z twierdzeniem, że powinno się Afrykę zastawić w spokoju. Że ona musi się sama ułożyć. Że turyści przyjeżdzający na Czarny Kontynent z przyjemnością odwiedzają plemiona zakonserwowane w starej tradycji. Za to w końcu turyści płacą i chcą odkrywać ostatnie białe plamy na mapach czując się Davidem Livingstonem.

Tylko czy Afrykanie, a przynajmniej ogromna część z nich, chcą tego samego? Czas biegnie  dla nas i dla nich tak samo. Potrzeby i oczekiwania zaczynają być bardzo podobne. Technologia istnieje tam dokładnie w takim samym wymiarze jak w innych częściach świata. Ale zdecydowana większość społeczeństwa nie ma żadnych szans na wykorzystanie jej w taki sposób aby była pomocna w życiu codziennym czy zawodowym. Część technologii jest zbyt skomplikowana i zbyt zaawansowana, aby mogła się przydać przeciętnym Afrykanom. Ale proces zmian jest już tak wielki, że nie ma sposobu aby zatrzymać tradycyjnie żyjących Afrykanów w ich kurczących się wioskach i na plemiennych terytoriach.

Są  jeszcze inne czynniki dodatkowo degradujące część grup społecznych w Afryce. Wewnętrzny rasizm, antropologiczne różnice, różne możliwości adaptacyjne, wrodzone zdolności i fizyczna siła. Tak więc niektóre plemiona dyskryminują (z różnych powodów) inne grupy plemienne, które są zbyt słabo zorganizowane lub za słabe fizycznie, aby się bronić przed tymi bardziej ekspansywnymi.

Jedną z takich społeczności plemiennych są ludy San (same nazywające siebie w języku klikowym – Ludzie, Pierwsi Ludzie) zwane niepoprawnie Buszmenami. Zamieszkują one okolice pustyni Kalahari czyli północną część RPA, Namibię i Botswanę, a inne grupy należące do szerzej pojmowanych grup Buszmenów KhoiSan zamieszkują centralną Tanzanię oraz południową część RPA.  Ludzie KhoiSan przez cały historyczny okres, od przybycia białych kolonizatorów aż po czasy obecne, byli dyskryminowani a wcześniej (do początku XX wieku) nierozpoznawani jako gatunek ludzki (sic!).

Buszmenki przyjaciółki

Niżsi, słabiej zbudowani, o łagodnym usposobieniu, nie znający agresji, nie prowadzący wojen, mający wyjątkowo „ duchowe” połączenie z naturalnym środowiskiem nie mieli żadnych szans na adoptowanie się w powstającym nowym społeczeństwie. Wyrzucenie ich przez władze państwowe z parków narodowych, zepchniecie ich do bieda-osiedli na obrzeżach pustyni, zakaz polowań i zbieractwa – w zasadzie zakończyły historie plemienną San i KhoiSan. Oderwani od tysiącletnich tradycji i korzeni zaczęli szybko degenerować się kulturowo i mentalnie. Zostawieni samym sobie starają się przetrwać w swoich osiedlach, ale alkohol, narkotyki, beznadzieja i brak jakiejkolwiek pomocy stacza tę grupę w czarna dziurę niebytu szybciej niż inne grupy plemienne.

Odwiedzamy podczas naszych komercyjnych wycieczek i wypraw kilka grup San. Turyści mają więc okazję zobaczyć i poznać niektóre z ich tradycji i wyjątkowe umiejętności, ale też wesprzeć ich „biletem wstępu” do wioski, drobnym datkiem czy poprzez zakup pamiątek wyrabianych przez kobiety. Niemniej potrzeba tu czegoś więcej. Potrzeba tutaj regularnej edukacji, która przybliży im współczesny świat. Stąd organizujemy akcje wspomagające wszelkie pomysły na edukowanie San, na przekierowanie ich beznadziei czy zainteresowania alkoholem na inne, bardziej produktywne i twórcze przestrzenie.

Wielu z nich widziało telewizję, komputery i inne technologie, ale nie mają żadnego pojęcia, jak one działają, jak można zdobywać, przetwarzać i wykorzystywać informacje. Dodatkowo, wiele dzieci San jest dyskryminowanych przez inne plemiona w publicznych szkołach i raz zrażone nie chcą wracać do szkół. Korzystając z projektu tzw. School in Cloud, skutecznie działającego w innych krajach, chcemy dostarczyć jednej z grup San – Khomani, żyjącej w RPA przy samej granicy z Botswaną – laptopy, które pomogą im w samo-edukacji i zaznajomieniu się z możliwościami współczesnego zglobalizowanego świata. Rada plemienna zgodziła się na takie działania i poprosiła o wsparcie techniczne, bo sama starszyzna nie za bardzo wie czy i w jaki sposób można pomóc młodzieży San. Komputery będą opatrzone darmowym oprogramowaniem lub przeinstalowane na angielsko-języczne wersje i będą służyły San w miejscowości Andriesvale, pod nadzorem miejscowego nauczyciela. Mamy nadzieję, że używane komputery z Polski, pomogą przynajmniej w minimalnym stopniu w edukacji i skutecznie zmienią choć trochę smutną rzeczywistość niektórych San. Niniejszym bardzo dziękuję za całe zaangażowanie i wsparcie moich FB przyjaciół, ale też osób całkowicie mi nieznanych w realizacji tego projektu. Wasze laptopy właśnie jadą w kierunku Kalahari…

Artykuł pojawił się także na blogu autora artykułu: http://jaxa-kwiatkowski.blog.pl/2017/05/03/nie-ma-drogi-powrotnej-czyli-jak-komputery-pojechaly-do-buszmenow/ 

red. Natalia Wilk-Sobczak
Chcesz napisać polemikę? Wyślij swój tekst na kontakt@mediumpubliczne.pl
Czy zgadzasz się z tezą artykułu? NieTak (Ocena: +1, liczba głosów: 3)
Loading...
The following two tabs change content below.
mm

Kris Jaxa Kwiatkowski

Krzysztof Jaxa Kwiatkowski, ur. 1969 w Krakowie, jest absolwentem wydziału dziennikarstwa UJ, wydziału turystyki AWF Kraków oraz Nature College w RPA. Jest nauczycielem tradycyjnej jogi tantrycznej - uczniem Bhagavana Shri Shan Anantha Natha z Indii. Od ponad 20 lat pracuje jako pilot i przewodnik klasy Field Guide specjalizujący się w safari wsród dzikich zwierząt w Afryce Wschodniej i Południowej oraz w wyprawach górskich. Jest współautorem serii przewodników po Afryce Wschodniej, publikował w Polsce w czasopismach i w serwisach poświeconych podróżowaniu i wyprawom oraz sprawom kulturalnym. Podczas swych podróży zajmuje się badaniem genezy filozofii religijnych i wierzeń wsród tradycyjnie żyjacych plemion.Obecnie dzieli życie pomiędzy RPA, Brazylią i Polską.