KOD i krajobraz po bitwie. Część II

Na wstępie dziękuję Pawłowi Wimmerowi, że raczył się pochylić nad moim tekstem i w dodatku znalazł czas, by zadać mi parę pytań, jak rozumiem retorycznych, bo przecież wszyscy znamy na nie odpowiedź.

Lecz zanim przejdę do odpowiedzi, nadmienię, że i mnie jest żal straconego czasu i straconych szans. Że miast pożytkować swoje siły ku pożytkowi wspólnemu przesiadujemy na Fejsie. Oto Parada Równości, Marsz dla Wolności, Strajk Kobiet, Kontrmiesięcznica, a tymczasem my tutaj boksujemy się wzajemnie.

KOD i krajobraz po bitwie – ad vocem

Wyciszenie emocji, które postuluje mój adwersarz, nie stanowi wartości samej w sobie. Skoro są, należy je nazwać i poznać ich przyczyny. I dopiero wówczas przymierzyć się do ich wytłumienia. Posłużę się cytatem, by oddać również moje osobiste refleksje:
„Działacze wierni Krzysztofowi Łozińskiemu, nowemu przewodniczącemu, zamierzają reanimować KOD. Ale po spodziewanym rozłamie będzie to już tylko pudrowanie trupa.”

Jeden z marszów KOD-u. 2016. Żródło: KOD
Jeden z marszów KOD-u. 2016. Żródło: KOD

Tak napisał Jarosław Karpiński w artykule z 1 czerwca br., pt. „KOD właśnie przegrał na wszystkich polach. Czas pomyśleć o zwijaniu sztandaru. I tylko zwykłych ludzi żal”.
http://natemat.pl/209295,w-kod-powinni-chyba-pomyslec-o-wyprowadzeniu-sztandaru-i-tylko-tych-ideowych-dzialaczy-i-sympatykow-jakos-zal

Pyta mnie Paweł o ambicje i kariery członków nowego zarządu. O tych kwestiach mówił sam Krzysztof Łoziński, postulując, że czas na skok do Europarlamentu. Czyżby Paweł zapomniał? To prawda, że potem autor tych słów się z nich wycofał, bo napotkał totalną naszą krytykę, ale cóż, słowo się rzekło!

Wesprzyj Fundację Dziennikarską mediumpubliczne.pl

Następnie pyta mnie mój polemista o brak ataków na Łozińskiego ze strony prasy prawicowej, pisowskich gadzinówek i portali. Czy aby stwierdzając ów fakt nie insynuuję tego lub owego. No, nie insynuuję, a jedynie stwierdzam fakt. Kijowski był, jest i prawdopodobnie będzie atakowany, natomiast Łoziński nie był i nie jest. Czy go wreszcie organy władzy zaatakują tego nie wiem. Na razie cieszy się wielkim pobłażaniem, żeby nie powiedzieć przyzwoleniem. Nie do mnie należy wyjaśnienie przyczyn tego stanu rzeczy.

Fakt, tu przyznam Ci rację, Pawle: nie nowy zarząd jest stary w zasadniczym zrębie, a jedynie stary zarząd w zasadniczym zrębie przeszedł do nowego. To moja niezręczność słowna, ale i intuicja, która mi podpowiada, że ci „starzy – nowi” członkowie zarządu będą nadawali mu ton.

Potem mi zarzucasz  „dość brzydką metodę insynuacyjną” pytając „Czy współistnienie Łozińskiego z pisowskimi politykami 30-40 lat temu ma go dezawuować i odbierać mu wiarygodność?” Otóż, to nie jest z mojej strony żadna metoda insynuacyjna, tylko stwierdzenie, że kombatancka karta opozycjonisty PRL-owskiego nie stanowi żadnej rękojmi ani gwarancji, że obecnie dysydent ówczesny się odnajdzie w tej naszej rzeczywistości.

Potem mi zarzucasz paskudztwa, kiedy przyrównuję „nowe otwarcie” KOD do „dobrej zmiany”, a Hartmana do Pawłowicz. Cóż, lepsze jest wrogiem dobrego, a myśmy sobie zafundowali lepsze. I tu, i tam. Kiedy PiS wygrał wybory, byliśmy natarczywie atakowani postulatem respektowania prawideł demokracji i uznania wyniku wyborów, które przecież miały demokratyczny przebieg. Zupełnie jak teraz. A jeśli chodzi o stronników z tytułami, to zwyczajnie trzeba się pogodzić z tym, że każdy widocznie musi mieć swojego nadwornego profesora.

A teraz najważniejszy akapit w Twoim tekście: „W jednym miejscu się z Tobą zgodzę – sam apelowałem o dopuszczenie mediów do obrad i pozostaję przy tym zdaniu także teraz”. To kompromitacja KOD-u, że nie wpuścił mediów na Walne, tymczasem Ty się zaledwie nad tą kwestią zgrabnie prześlizgujesz. To nie zwykła gafa wizerunkowa, to zaprzeczenie istoty KOD-u, o czym pisałem wcześniej. Ba, sam Łoziński kilka dni wcześniej obiecywał, że będzie za tym, żeby prasę wpuszczono, że to nie on podejmował decyzje i że uważa obecność prasy za właściwą. Byłeś na tym spotkaniu, na którym to mówił. Ja też tam byłem. Jest nagranie jego zapewnień.

KOD i krajobraz po bitwie

Pytanie: dlaczego organizatorzy prasy nie chcieli wpuścić?
Odpowiedź: bo dzięki temu łatwiej przekazać mediom takie treści, które dysponentom informacji wydadzą się korzystniejsze. Dowód: korespondencja z Torunia Tomasza Ciechońskiego, pomieszczona w GW, a zatytułowana: „Wybory w KOD. Łoziński liderem, Kijowski pod sąd”.

Pan redaktor GW zamieścił (w papierowej wersji) następujący passus: „(…) W ślad za tym poszedł wniosek o postawienie Kijowskiego przed sądem koleżeńskim KOD. Został przyjęty. Wtedy Kijowski ogłosił, że sprawozdanie komisji rewizyjnej jest nieprawidłowe, i zrezygnował z wyborów”. To kłamliwe przedstawienie zdarzeń, o czym wiem, bo to śledziłem z kuluarów. Kijowskiego nie było na sali podczas kwitowania sprawozdania komisji rewizyjnej. Zrezygnował dopiero, kiedy przyjeto sprawozdanie finansowe, które uznał za niepełne.

Mateusz Kojowski. Autor zdjęcia: Katarzyna Pierzchała
Mateusz Kojowski. Autor zdjęcia: Katarzyna Pierzchała

Pikanterii całej sprawie niech doda fakt, że post factum ten inkryminowany artykuł został w internecie przeredagowany. W tytule pan redaktor dodał „sąd koleżeński”,  z treści zniknął m.in. kłamliwy cytat. Nie muszę dodawać, że tej prawdziwej wersji nikt już nie przeczyta, wszyscy zapoznali się z wersją wcześniejszą… Kto wprowadził redaktora w błąd, jak myślisz, Pawle? Czy gdyby mógł przysłuchiwać się obradom, to by taki kardynalny błąd popełnił?

Reasumując, nie postuluję wyciaszania emocji, tylko wyjaśnienie wszelkich spraw i zaległości, które przecież rzutują na dalsze nasze funkcjonowanie. Nie zgodzę się na zamiatanie czegokolwiek pod dywan w imię świętego spokoju.

Chcesz napisać polemikę? Wyślij swój tekst na kontakt@mediumpubliczne.pl
Czy zgadzasz się z tezą artykułu? NieTak (Ocena: +4, liczba głosów: 14)
Loading...

Główne zdjęcie artykułu pochodzi ze strony Facebook pana Mateusza Kijowskiego.
Inne użyte w artykule zdjęcia są upublicznione na stronach facebook Przemysława Wiszniewskiego oraz KOD.
The following two tabs change content below.
mm

Przemysław Wiszniewski

Przemysław Wiszniewski, warszawianin. Dwadzieścia lat pracował w TVP jako dziennikarz TV Edukacyjnej i TV Polonia, z wykształcenia pedagog, UW. Ukończył psychoanalizę szkoleniową. Był aktywistą Otwartej Rzeczpospolitej, prowadząc szkolne pogadanki na temat wielokulturowości. Zaangażowany w dialog żydowsko-polski na blogu FaceJew. Aktywnie wspiera Komitet Obrony Demokracji.