Po atakach w Londynie i Manchesterze najwyższy czas na zmianę w kwestii bezpieczeństwa

Typowa reakcja na ataki jest militarystyczna i „siłowa”, ale czy zwiększa to w jakimkolwiek stopniu nasze bezpieczeństwo? Czy kraje zachodnie poradzą sobie z bliskowschodnimi rewolucjonistami-rebeliantami?

Od Tłumacza

Liczba zamachów terrorystycznych w krajach zachodnich szybko rośnie. Służby wywiadowcze i policja wydają się byc w znacznym stopniu nieskuteczne wobec zamachowców – „samotnych wilków” nie mających żadnych oficjalnych powiązań z ISIS, wbrew jej przechwałkom.

Jeśli liczba ataków będzie rosła, rządy krajów zachodnich mogą stanąć w obliczu klęski w wojnie czwartej generacji z bliskowschodnimi rewolucjonistami-rebeliantami, spowodowanej kosztami politycznymi i pieniężnymi zamachów. Być może to właśnie doprowadziło do przełamania tabu przez Jeremy Corbyn’a. Po raz pierwszy wysokiej rangi polityk wielkiej zachodniej partii politycznej powiedział otwarcie coś, o czym eksperci mówią od dawna – że jedną z głównych przyczyn terroryzmu są zachodnie interwencje na Bliskim Wschodzie i wywołany przez nie krwawy chaos.  Czy będzie to miało jakikolwiek wpływ na realną politykę, nie wiadomo.


RAF exercise. Flickr/Defence Images. Some rights reserved. 
RAF exercise. Flickr/Defence Images. Some rights reserved.

Tradycyjna reakcja na ataki terrorystyczne wcale nie poprawia naszego bezpieczeństwa. O wiele za często politycy koncentrują się nad kwestią bezpieczeństwa dopiero po tragicznych atakach jak te w Manchesterze i Londynie. Typowe reakcja jest militarystyczna i „siłowa”, ale czy zwiększa to w jakimkolwiek stopniu nasze bezpieczeństwo?

Przywódca angielskich lejburzustów, Jeremy Corbyn, miał rację twierdząc – po potępieniu sprawców – że to kombinacja cięć socjalu i ciągłych zagranicznych interwencji prowadzi wzrostu zagrożenia terroryzmem [1].

Nie zostało to przychylnie przyjęte przez Sekretarza Obrony, Michael Fallon’a, który nazwał wypowiedź „nieprzemyślaną” i „niebezpieczną”. Zawtórował mu Sekretarz Spraw Zagranicznych, Boris Johnson, nazywając ją „ohydą”, choć sam używał podobnych argumentów przed objęciem stanowiska [2].

Opinię Corbyn’a zdaje się podzielać większość społeczeństwa Wlk. Brytanii. Jest ona również echem licznych analiz osób i organizacji związanych z brytyjskim „establiszmentem”, np. byłej dyrektorki MI5, baronesy Mannigham-Buller, The Joint Intelligence Committee (Połączonego Komitetu DS. Wywiadu) i Defence Academy – zespołu ekspertów (think tank) pracującego dla Ministerstwa Obrony, które wszystkie potwierdziły, że zagraniczne wojny, a zwłaszcza ta w Iraku, zwiększyły zagrożenie terroryzmem na terenie Zjednoczonego Królestwa.

Wesprzyj Fundację Dziennikarską mediumpubliczne.pl

Tymczasem jednak politycy i media traktują „Wojnę z terrorem” i wywołane przez nią konflikty jak gdyby należały do przeszłości, choć jest ona wciąż aktualną polityką, a jej skutki są jak najbardziej na czasie dla mieszkańców bombardowanych, zrujnowanych i zdestabilizowanych krajów. Tylko podczas ostatnich dwóch tygodni:

  • doszło do dwóch krwawych zamachów samobójczych w Afganistanie, które zabiły 90 osób;
  • potwierdzono, że amerykańskie bomby zabiły ponad 100 cywilów w Iraku;
  • dziesiątki ludzi straciły życie w starciach w Libii [3].

Jeśli celem naszej „Wojny z terrorem” było wyzwolenie tych narodów i zapewnienie im bezpieczeństwa, to stała się ona sromotną porażką.

Wszystkie te kraje są obecnie „państwami upadłymi”, z bezsilnymi rządami i ciągłym zagrożeniem terrorystycznym. Najbardziej efektywnym lekarstwem do naprawy tej sytuacji byłaby poprawa infrastruktury i sensowne inwestycje. Tymczasem jednak w ciągu czterech lat od brytyjskiego bombardowania Libii angielski rząd wydał na odbudowę tego kraju 13 razy mniej pieniędzy niż na samo bombardowanie. Brak poważnego podejścia do budowy instytucji państwowych po zbrojnej interwencji wydatnie zwiększa prawdopodobieństwo powstania wylęgarni terrorystów.

Zamiast tego jednak mamy politykę prowadzenia niekończących się wojen i nieograniczonego interwencjonizmu, z równoczesnym intensywnym zaopatrywaniem w broń i popieraniem arabskich dyktatur.

Angielskie uzbrojenie i poparcie polityczne odegrały kluczową rolę w dwuletniej, brutalnej, agresywnej wojnie toczonej przez Arabię Saudyjską w Jemenie. Brytyjskie samoloty aktywnie uczestniczyły tam w bombardowaniach, zrzucając bomby „Made in Great Britain”. Bombardowania lotnicze zabiły już w Jemenie ponad 10 tysięcy ludzi, podsycając wojnę domową i prowadząc do  humanitarnej katastrofy będącej wyjątkowo żyznym gruntem dla ugrupowań w rodzaju Al-Kaidy.

Wielka Brytania zbroi nie tylko Arabię Saudyjską, ale także inne brutalne i represyjne reżymy regionu, bez oglądania się na los ludzi przeciw którym ta broń jest używana. Obecnie 2/3 angielskiego eksportu broni trafia na Bliski Wschód. Zanosi się na to, że po Brexit’cie eksport ten jeszcze wzrośnie sądząc z serii wizyt brytyjskich ministrów w Arabii Saudyjskiej, Bahrajnie, Zjednoczonych Emiratach, Omanie i Turcji, podczas których z całą pewnością omawiano handel uzbrojeniem.

Tymczasem jednak nie wiadomo w czyje ręce ta broń może trafić. Niedawny audyt rządowy wykrył, że Stany Zjednoczone „zagubiły” w Iraku uzbrojenie warte ponad miliard USD, a problemy tego typu nie ograniczają się do Amerykanów. Amnesty International zdobyła w zeszłym roku dowody, że broń angielskiej produkcji znalazła się w rękach ISIS, co nie powinno nikogo dziwić, biorąc pod uwagę, że region obfituje zarówno w uzbrojenie jak i w niestabilne rządy.

Wszystkie te interwencje i dostarczanie broni nie poprawiły w najmniejszym bezpieczeństwa na gruncie domowym. Nie ma też szans na taką poprawę, tak długo jak brytyjski rząd trzyma się kurczowo zdyskredytowanych doktryn i polityki. Jeśli Londyn chce odegrać konstruktywną rolę na Bliskim Wschodzie i gdzie indziej, musi wypracować nowe podejście do bezpieczeństwa narodowego, bez względu na to kto wygra czwartkowe wybory. Podejście które skoncentruje się nie na zyskach z eksportu broni, pojektowaniu siły militarnej zagranicą i katastrofalnych, kończących się chaosem interwencjach, mających przeciwny do zamierzonego wpływ na bezpieczeństwo wewnętrzne [4].


O Autorze

Andrew Smith jest rzecznikiem Campaign Against Arms Trade.


Przypisy Tłumacza

[1]  Tekst przemówienie Corbyn’a http://www.newstatesman.com/politics/staggers/2017/05/jeremy-corbyn-speech-terrorism-and-foreign-policy-full-text

[2] W obecnych warunkach jest to typowe zachowanie polityków na usługach rządzącej oligarchii.

[3] Politycy i media wydają się nie przejmować liczbą ofiar cywilnych zachodnich interwencji na Bliskim Wschodzie, mimo że jest ona wielokrotnie większa niż liczba ofiar terroru na Zachodzie. Społeczeństwom nikt więc nie uświadamia i nie przypomina, że dla ludzi poczuwających się do wspólnoty kulturowej i plemiennej z tamtymi bezsilnymi i przemilczanymi ofiarami może to być, obok instrumentalnie traktowanej religii, motywem do drastycznych aktów odwetu tak ślepego, jak ślepe są zachodnie bomby i rakiety z dronów.

[4] Ani opinie ekspertów, ani poglądy większości społeczeństwa nie odgrywają roli w polityce wasali hegemonicznych Stanów Zjednoczonych. Tak długo jak elity krajów satelickich posłusznie idą na pasku imperialnej oligarchii USA, tak długo ich polityka się nie zmieni, interwencje i „Wojna z terrorem” będą kontynuowane, a gwałt na Bliskim Wschodzie będzie odciskał się gwałtem na Zachodzie.


This article is published under a Creative Commons Attribution-NonCommercial 4.0 International licence. If you have any queries about republishing please contact us. Please check individual images for licensing details.


Autor tekstu: Andrew Smith


Przekład: Krzysztof Woźniak

Chcesz napisać polemikę? Wyślij swój tekst na kontakt@mediumpubliczne.pl
Czy zgadzasz się z tezą artykułu? NieTak (Ocena: +4, liczba głosów: 4)
Loading...