Jedwabne: Mija 76 lat od okrutnego mordu

Nasi rodacy, Polacy, katolicy, dokonali tu kainowej zbrodni na swoich sąsiadach. (…) Ci, którzy są z nimi związani, nie mogą być zwolnieni z moralnej odpowiedzialności za ofiary, nie mogą mieć luksusu spokoju”– tak o mordzie w Jedwabnem mówił Władysław Bartoszewski.

Dokładnie 76 lat temu w małej miejscowości na Podlasiu doszło do przerażającego mordu…

1941 rok, 10 lipca

Od rana Polacy z Jedwabnego i sąsiednich miejscowości zaczęli wyciągać jedwabińskich Żydów z domów i spędzać ich na rynek, gdzie musieli sprzątać plac, byli bici, a kilku zostało zamordowanych. Kilkudziesięciu Żydom Polacy kazali rozbić pomnik Lenina postawiony przez Sowietów, a potem zmusili ich do zaniesienia resztek pomnika za miasto. Tam zostali zabici i wrzuceni do dołu. Po południu ok. 300 Żydów – mężczyzn, kobiet i dzieci – motłoch zapędził za miasto do drewnianej stodoły, gdzie ofiary zostały zamknięte i spalone żywcem. Według śledztwa IPN tego dnia zginęło nie mniej niż 340 osób, a zbrodniarzy inspirowali Niemcy”.

Jan Tomasz Gross, autor książki „Sąsiedzi”, dowodził, że prowodyrami i przywódcami tłumu było czterech Polaków, współpracowników NKWD, którzy w ten sposób próbowali się uwiarygodnić wobec nowego okupanta. 

Wesprzyj Fundację Dziennikarską mediumpubliczne.pl

Sąsiedzi” odbili się echem w całej Europie. Książkę komentowali nie tylko sami historycy, dziennikarze, ale także- co najważniejsze- świadkowie tamtych strasznych zdarzeń. Ci, którzy zapamiętali lato 1941 roku tak wspominali 10 lipca:

Relacja Stanisława D., Polaka, mieszkańca Jedwabnego: 

Burmistrz Marian K. i wiceburmistrz Józef S. (…) polecili mieszkańcom Jedwabnego zapędzić wszystkich Żydów w ilości około 1800 osób różnej płci i różnego wieku, do stodoły Bronisława Ś. Widziałem na własne oczy, jak wówczas K. i S. z batami w ręku zapędzali zgromadzonych Żydów do stodoły burmistrza Ś. Po tym wszystkim na polecenie K. i S. wezwani mężczyźni oblali benzyną całą stodołę, która miała dach słomiany, i później tę stodołę podpalili. W ten sposób w stodole tej spalili się wszyscy Żydzi i całą tą akcją kierowali K. i S. Na to wszystko patrzyłem własnymi oczami i wszystko to utkwiło w mojej pamięci”.

Relacja Witolda M., Polaka, mieszkańca Białegostoku:

W czasie tamtego zdarzenia mieszkańcy Jedwabnego w jednym z domów na górze znaleźli ukryte niemowlę żydowskie i, mimo próśb, jak zrozumiałem, bliskich tego dziecka, nie było „zmiłuj” i niemowlę wyrzucono na bruk. Zginęło na miejscu. To zdarzenie szczególnie utkwiło mi w pamięci”.

Relacja Rywki F., Żydówki, mieszkanki Jedwabnego:

Żydów trzymano w upale od godziny jedenastej rano do wieczora. Wybrano czterdziestu ludzi, którzy zostali wysłani na cmentarz, gdzie zmuszono ich do wykopania dołów, w których miano zakopać ich żywcem. Na rynku goje postawili na desce pomnik Lenina i zmusili Żydów, by go nieśli i śpiewali bolszewickie pieśni. Położyli duży kamień na głowie rabbiego Awigdora B. i zmusili go, by niósł go po całym rynku. Goje złapali córkę Judki N., Gidele, odcięli jej głowę i bawili się nią niczym piłką. Nim zapadła noc, mężczyzna nazwiskiem W. przyszedł i wydał na wszystkich Żydów wyrok śmierci poprzez spalenie na stosie. (…) Goje, z bronią i nożami w rękach, bili i zabijali na prawo i lewo, aż wreszcie, po pokonaniu wszystkich, wepchnęli Żydów do stodoły Sz., która znajdowała się blisko cmentarza. Wtedy oblali benzyną stodołę i podpalili ją. Z miejsca, w którym ukrywaliśmy się, słyszeliśmy krzyki i lamenty ludzi, którzy cierpieli przed śmiercią”.

***

Przez blisko sześćdziesiąt lat rzecz nie była znana opinii publicznej (oczywiście poza Jedwabnem, gdzie wszyscy znali prawdę, ale nie byli zainteresowani jej propagowaniem). Jan Tomasz Gross dysponował dwoma głównymi źródłami. Relacją jednego z kilkunastu zaledwie Żydów jedwabieńskich, którzy dożyli końca wojny, Szmula Wassersztejna, z 5 kwietnia 1945 roku, złożoną przed żydowską komisją historyczną. I aktami dwóch procesów karnych przeciwko uczestnikom pogromu w Jedwabnem, z 1949 i 1953 roku. Relacja Wassersztejna znana była gronu fachowców, a nawet bywała cytowana w piśmiennictwie historycznym, co jednak nie doprowadziło do ujawnienia prawdy o zbrodni. Także Gross przyznał, że upłynęło kilka lat, zanim w pełni zrozumiał sens tej relacji. Akta sądowe były mniej znane, ale przecież procesy w Łomży i Białymstoku nie były tajne, a jednak też poszły w zapomnienie. Dopiero publikacja „Sąsiadów” spowodowała przełom w historiografii i przeorała świadomość społeczną.

***

Dzisiaj do Jedwabnego przyjechał m.in. Naczelny Rabin Polski Michael Schudrich, przedstawiciele ambasad: Izraela, Niemiec oraz USA, przedstawiciele kancelarii prezydenta Andrzeja Dudy i premier Beaty Szydło, wiceprezes IPN dr Mateusz Szpytma, duchowni różnych wyznań, m.in. reprezentujący Episkopat bp Rafał Markowski, duchowni ewangeliccy i ewangelicko-reformowani, przedstawiciele Polskiej Rady Chrześcijan i Żydów. Anna Chipczyńska, przewodnicząca warszawskiej gminy wyznaniowej żydowskiej, powiedziała, że uroczystości są jak co roku „wspólnym przeżyciem”, modlitwą, bo obowiązkiem jest pamiętać. Schudrich powiedział, że to dzień, w którym należy pamiętać o „morderstwie niewinnych ludzi”.

Cytaty pochodzą z: Akta śledztwa S1/00/Zn ws. spalenia osób narodowości żydowskiej 10 lipca 1941 r. w Jedwabnem, IPN Białystok; cyt. za: Mirosław Tryczyk, Miasta śmierci. Sąsiedzkie pogromy Żydów, Wyd. RM, Warszawa 2015, s. 143.

red. Rubinstein Ewelina
Chcesz napisać polemikę? Wyślij swój tekst na kontakt@mediumpubliczne.pl
Czy zgadzasz się z tezą artykułu? NieTak (Ocena: +5, liczba głosów: 7)
Loading...
The following two tabs change content below.
mm

Rubinstein Ewelina

Ewelina Rubinstein-polsko- izraelska dziennikarka, pisarka, prawniczka. Autorka książek oraz wielu reportaży związanych głównie z Bliskim Wschodem. Jej teksty ukazywały się m.in. na łamach czasopisma "Midrasz", izraelskiego "Haaretz" oraz "The Jeruzalem Post". Obecnie współpracuje także z telawiwskim "Ynetnews". Z Medium Publicznym związana od samego początku.