Jak zostać poliglotą? – wywiad z Mariuszem Włochem, założycielem ośrodka językowego „Władca Języków”

Zapraszamy na wywiad Magdy Czaplińskiej z Mariuszem Włochem – założycielem ośrodka językowego Władca Języków, autorem książek i podręczników, a także trenerem kompetencji językowych. Porozmawiamy o dziecięcej ambicji, pasji do języków oraz tajnikach pracy z ludźmi.

30 lat minęło od dnia, w którym dzisiejszy Władca Języków podjął rękawicę i zaczął się uczyć niemieckiego. Skąd ta chęć bycia lepszym od chłopaka znajdującego się w studiu telewizyjnym „Sobótki”? (przedpołudniowego programu dla młodzieży)

To była chyba kwestia dziecięcej ambicji. Skoro taki w telewizorze umiał – a przynajmniej tak twierdził, to czemu nie miałbym też gadać po niemiecku? Może także dlatego, że to było możliwe. Gdyby tamten chłopak opowiadał, że właśnie leci na Księżyc, pewnie nie poszedłbym w jego ślady, chociaż dziecięce marzenia nie mają ograniczeń, więc może teraz unosiłbym się gdzieś w przestworzach i szukał mieszkańców innych planet (śmiech).

Rodzice z pewnością byli dumni. Powiedz, jak zareagowali na podjętą przez ciebie decyzję? Nie odradzali, nie bali się „słomianego zapału”?

Chyba nie, bo czytać rosyjskie słowa nauczyłem się już w pierwszej klasie. Na szkolne lekcje musiałem czekać aż do klasy piątej, więc niemiecki wydawał się czymś naturalnym. Tu mogłem liczyć na rodzicielskie wsparcie.

W wieku 11 lat zacząłeś uczęszczać na zajęcia i… złapałeś bakcyla.

Wesprzyj Fundację Dziennikarską mediumpubliczne.pl

Tak.

Jak to wyglądało w kolejnych latach? Planowałeś?

W ogólniaku nastał czas na angielski, a także naturalne rozszerzenie skrzydła germańskiego. W międzyczasie trochę łaciny, później pojawiły się języki skandynawskie. A czy to było planowane? I tak, i nie – lubię posługiwać się językami, które mi się po prostu podobają.

Który brzmi najpiękniej?

Najpiękniej brzmi polski. Języki słowiańskie mają w sobie coś szczególnego, takie osobliwe bogactwo, którego trochę brakuje językom germańskim – choć to tylko moja opinia i z pewnością znajdzie się sporo osób, które twierdzą inaczej. Szwedzki i norweski mają cudowną śpiewność, duński fantastyczną wymowę, angielski jaki jest, każdy słyszy. Natomiast o niemieckim zawsze mówiłem, że to język romantyczny i w takiej sytuacji najbardziej bawiła mnie reakcja rozmówcy, który wytaczał ciężkie, zwykle historyczne działa przeciw herezji, którą ode mnie słyszał. Do dziś nie mogę wyjść z podziwu, co można mówić na temat języka, który sam w sobie nie jest niczemu winien.

W tym momencie przychodzi mi na myśl językowy żart. Otóż motylek po polsku brzmi przyjemnie i lekko, butterfly po angielsku też nie najgorzej. A po niemiecku… schmetterling!

Widocznie w krajach niemieckojęzycznych są cięższe motyle, które wymagają specjalnego nazewnictwa (śmiech).

Jestem skłonna podzielić twoją opinię, ale zostawmy motyle. Zdarza ci się czasem myśleć w obcym języku, albo toczyć ze sobą wewnętrzny dialog?

Zdarza się. Wewnętrzny dialog też toczę, zwłaszcza wtedy, kiedy potrzebuję jakiegoś słowa po angielsku, a ono mi się właśnie przypomniało po niemiecku.

Miewasz tak na zajęciach? Jak sobie wtedy radzicie?

Pewnie. Powiedziałbym nawet, że to swego rodzaju standard. Mówię wtedy do uczestników zajęć, że wprawdzie nie pamiętam w tym momencie, jak dane słowo brzmi po angielsku, wiem za to jak brzmi po niemiecku, więc sobie zapiszcie, później przetłumaczcie i załatwione (śmiech).

Pewnie jest przy tym sporo śmiechu.

Tu muszę jedno wyjaśnić – na takie rzeczy pozwalam sobie z uczestnikami, z którymi już mamy nawiązaną relację i wtedy jest dużo śmiechu. Warto przy tym dodać jeszcze jedną rzecz, jeśli ktoś się postara i znajdzie interesujące go słowo, to jest bardziej prawdopodobne, że się go nauczy. Dlatego unikam podawania słów w wersji ‘gotowiec’ – każdy uczący jest w stanie sobie poradzić, a przez to szybciej się uczy.

Kursanci nie protestują? Wszak ludzie bardzo lubią gotowce, są rozleniwieni.

Owszem. Najprościej, kiedy trener poda wszystko, tyle że wtedy mówię: No dobra, a czy ja będę z tobą chodził po Norwegii i szeptał ci do ucha słowa, których teraz nie chcesz się nauczyć? Z reguły działa.

To trochę tak, jak z twoją książką Władca Języków, czyli prawie wszystko o tym, jak zostać poliglotą. Gros ludzi oczekiwało, że znajdzie w niej gotowy wzór. Krok po kroku, jak bez trudu nauczyć się języka obcego. Skąd taka a nie inna postawa?

Być może chodzi o to, że dziś technologia wyręcza ich w większości działań, stąd też niektórzy myślą, że jest też coś takiego, co nauczy się za nich języka czy czegokolwiek innego. Tak się niestety nie stanie. Bez wkładu pracy własnej nic się nie wydarzy, a na książce odłoży się jedynie ładna warstwa kurzu.

Przychodzą mi na myśl „nie chce misie”, o których pisałeś na blogu (wpis pt. Ballada o misiach, czyli jak pokonać wewnętrznego lenia). Jak to z tobą jest? Skąd czerpiesz siłę, motywację i optymizm?

Czasem mi się chce, choć nie zawsze. Niekiedy trójpak siła – motywacja – optymizm schodzi do poziomu zerowego, a wtedy trzeba się z tego poziomu na nowo wybijać. Nie sądzę, że można być na najwyższych obrotach cały czas. To może być nawet groźne, bo jest najszybszą drogą do wypalenia. Dlatego warto mieć jeszcze inne rzeczy, które dostarczają bodźców do rozwoju.

Co działa na ciebie? 

Długie trasy na rowerze, granie i słuchanie muzyki, pisanie opowiadań. A czasami po prostu wykopanie dziury w ziemi czy rozwalenie kupy piachu, tak dla totalnego oczyszczenia.

Z tą dziurą w ziemi to na poważnie?

Tak na 50% (śmiech).

Wiedziałam! A skoro już dobrnęliśmy do emocji…

Jesteś trenerem kompetencji komunikacyjnych i językowych, zajmujesz się NLP – programowaniem neurolingwistycznym oraz pomocą w rozwoju osobistym – nie jest ci czasem ciężko z tym bagażem ludzkich przeżyć, problemów, wewnętrznych blokad? Jesteś na to szczególnie narażony pracując z drugim człowiekiem.

Cóż, bywają ciężkie momenty, jak to w kontaktach międzyludzkich. Często mam do czynienia z blokadami, które dopiero po rozbrojeniu uwalniają człowieka, pozwalają mu się trochę otworzyć i zacząć uczyć czy robić nowe rzeczy. Inna sprawa to nabyte, najczęściej w dzieciństwie, przeróżne szkodliwe przekonania, które w niektórych przypadkach są tak silne, że uniemożliwiają jakąkolwiek pracę. Optymalnym byłoby całkowite zdystansowanie się od tego, co nosi w sobie drugi człowiek, jednak nie zawsze jest to możliwe. Energia sobie krąży i dotyka każdego z nas. I nie jest to zawsze przyjemny dotyk.

Jak sobie radzisz z tymi wciąż krążącymi emocjami?

Od ludzkich przeżyć nie da się całkiem uwolnić, jednak tu muszę powiedzieć o jednej rzeczy. Z biegiem lat ludzie nauczyli mnie traktować ich opowieści wybiórczo. Chodzi o to, że niektórzy wymyślali tak niestworzone historie, wymówki pełne trupów w rodzinie i tego typu rzeczy, że z czasem zacząłem traktować te opowieści jako swoiste science – fiction. Choć to nie do końca dobre podejście, bo niektórzy nie zmyślają…

Które blokady, przekonania najtrudniej przezwyciężyć?

Nawyk uczenia się w typowo szkolny sposób, który jest totalnie nieefektywny, jednak wiele osób upiera się, że tylko tak chcą. Odrzucają wszelkie propozycje czy sugestie, odbierając to jako atak personalny. Inne to „nie mam zdolności językowych”, „mój mąż mówi, że rozwój osobisty nie jest dla mnie” itd.

Nie denerwuje cię to? Nie masz czasem ochoty wyjść z sali albo podziękować za współpracę?

Pewnie, że mam taką ochotę i czasami faktycznie delikwenta o tym informuję. Co ciekawe, efekt jest oczyszczający i ktoś taki stwierdza, że faktycznie mógł przesadzić z tym narzekaniem. Budujący ochrzan w pewnych przypadkach spełnia ważną rolę w kwestii sięgnięcia do zasobów i wykopania dawki motywacji. Ciągłe głaskanie mija się po prostu z celem.

Czasem tego właśnie potrzeba – „kopa w tyłek.”

Dokładnie. Ważne jest tylko, aby kopniak miał właściwą siłę. Za słaby nic nie da, za silny zniechęci.

Umiesz je wyczuć skoro działają. Lubisz ludzi?

Trudne pytanie, choć gdybym ludzi nie lubił, to zająłbym się czymś innym. Każda forma kontaktu międzyludzkiego uczy mnie czegoś nowego, więc jest w tym trochę egoizmu z mojej strony.

Co cię z ich strony napędza?

Ujmę to tak. W wersji uczuciowej są to podziękowania za wszystko co dobre, czego dana osoba doświadczyła z naszej strony. W wersji ekonomicznej: „poproszę kolejną fakturę” (śmiech).

red. Natalia Wilk-Sobczak
Chcesz napisać polemikę? Wyślij swój tekst na kontakt@mediumpubliczne.pl
Czy zgadzasz się z tezą artykułu? NieTak (Ocena: +2, liczba głosów: 4)
Loading...
The following two tabs change content below.
mm

Magdalena Czaplińska

Magdalena Czaplińska - absolwentka dziennikarstwa i komunikacji społecznej na Uniwersytecie Gdańskim. Typ idealistki i społecznika, który nie przejdzie obojętnie wobec ludzkich krzywd i dramatów. Zwierzolub i wegetarianka, zafascynowana etyką. Zakochana w książkach i odpoczynku na łonie natury. Prywatnie mama 5 letniego Łobuziaka.