A ja, czy poszedłbym? – 1 sierpnia 1944 to też był wtorek

Obchodzimy dziś 73. rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego. Z tej okazji warto przypomnieć projekt fotograficzny pt. „A ja, czy poszedłbym?”, który kilka lat temu wykonał Rafał Betlejewski. Projekt stanowi serię plakatów przedstawiających historie uczestników Powstania Warszawskiego, obecnie ludzi starszych, których codziennie mijamy na ulicy, nie zdając sobie sprawy, kim są i co przeszli. Zapraszamy Was do zapoznania się z galerią.

Dziewiętnastoletni Staszek walczył od pierwszego dnia powstania na Woli do kapitulacji 2 października w Śródmieściu – 63 dni na pierwszej linii frontu. Nie pamięta, ilu Niemców położył. Ale jego szmajser rzadko stygł. To on ze swoimi chłopcami jako ostatni zamknął właz do kanału na Starym Mieście. Tam, gdzie teraz jest pomnik, byli elitą – chłopcami z „Parasola”.

W Powstaniu walczyli tacy ludzie jak my. Ta prosta myśl – jeśli ją naprawdę zrozumieć – jest piorunująca. Wyszli z podobnych domów, w podobnych ubraniach, bez mundurów i w większości nawet bez broni. Ginęli w okrutny sposób zabijani na własnych ulicach, pod swoimi domami, wśród własnych sąsiadów, na boiskach swoich szkół. Ci, którzy przetrwali, przez lata żyli wśród nas, robiąc swoje, jak my, niczym się nie wyróżniając – ot, starsi ludzie z klatek obok. Dziś, po latach, ciągle nurtuje nas to samo pytanie: czy gdyby takie zadanie stanęło przed nami – potrafilibyśmy się go podjąć?

18-letnia sanitariuszka Marysia wpadła w ręce hitlerowców 6 sierpnia. Pognali ją do obozu przejściowego na Zieleniak – dzisiejsze targowisko pod halą Banacha, gdzie przez cztery dni widziała, jak własowcy gwałcą i mordują. Udało jej się ukryć ładną buzię pod brudnym bandażem. Jedzenia nie było. Na szczęście jakiś chłopiec przyniósł jej trochę wody, którą ukrył w doniczce.

Wyobraź sobie ten moment, w którym wybucha powstanie, odgłosy strzelaniny, wybuchy granatów, krzyki, ale i opanowujący mieszkańców Warszawy entuzjazm i podekscytowanie. Wyobraź sobie, że żyjesz w tamtych czasach. Co robisz? Czy działasz impulsywnie, jak bohaterowie tej galerii, którzy dosłownie wyskakiwali z domu i biegli walczyć? Czy jednak wahasz się, analizujesz decyzję o wzięciu udziału w powstaniu? Czy może ogarnia cię strach, które paraliżuje cię tak, że nie jesteś w stanie podjąć żadnego działania.

20-letni Romek dostał do obrony stanowisko godne żołnierza AK – duży pokój na I piętrze kamienicy przy uniwersyteckiej, w garści zacięty sten, naprzeciwko bunkier i czołgi. Przez rozwalone okno Romek wypatrzył esesmana do odstrzału. Kiedy kula karabinowa przeszyła mu ucho, odejmując słuch, zrozumiał, że to Niemiec wypatrzył jego…

-W 2003 r. kiedy zabrałem się za ten temat, jeszcze nikt tym tematem się nie zajmował. – mówi Rafał Betlejewski, twórca projektu „A ja, czy poszedłbym?”.  – Nie było prywatnych inicjatyw dotyczących tego wydarzenia. Powstanie pokazywane było pomnikowo tak, jak to TVP 1 potrafi robić z pieśniami powstańczymi i poważnym głosem lektora. W związku z tym była to po prostu jakaś data w kalendarzu dość odległa emocjonalnie. Ja przyjechałem do Warszawy z Gdańska i obserwując to miasto nagle mnie trafiło, że to miasto przeżyło jakąś niezwykłą historię, która ciągle na tym mieście ciąży, która całkowicie to miasto przeorientowała, i która jest ciągle w tym mieście obecna.

18-letnia Janina uciekła z domu przed mamą, by stawić się na Niemcewicza 5 w powstańczym punkcie zbornym. Zupełnie zapomniała zaopatrzyć się w jedzenie i picie. Ona i jej koleżanki dostały po jednej gazie i po jednym plastrze do opatrzenia ewentualnej rany, co stanowiło ich cały ekwipunek wojenny. Dobrze, bo Niemcy walili już po oknach z cekaemu znajdującego się po drugiej stronie ulicy.

-Gdy przyjechałem z Gdańska do Warszawy nie za dużo widziałem ani o powstaniu warszawskim, ani o powstaniu w getcie. – mówi Rafał Betlejewski. – Zacząłem pytać i rozmawiać, i nagle mi wyszło, że powstanie zostało zrobione przez osiemnastoletnich gówniarzy i siedemnastoletnie siusiary. A kiedy zacząłem z nimi rozmawiać okazało się, że są to ludzie weseli, młodzi duchem, którzy potrafią ze swadą opowiadać o makabrycznych historiach. I wreszcie spłynęło na mnie olśnienie.

18-letni Czesiek wysiadł z wagonu WKD na stacji Reguły z kolegami z oddziału, do którego zgłosił się na ochotnika dzień wcześniej. Poszli przez pola wprost w niemiecką zasadzkę pod Pęcicami. Czesiek przeżył ostrzał, ale wzięli go i innych do zbierania trupów. Potem przyszła kolej na nich. Niemcy odliczali do 10 i rozwalali w parku. Czesiek był szczupły, więc udało mu się schować w piecu chlebowym.

Zastanawialiście się kiedyś, kim bylibyście podczas powstania? Jaka rola zostałaby wam przydzielona? Czy bralibyście czynny udział w walkach? Czy ty, kobieto lub młoda dziewczyno, nosiłabyś karabin gotowa z niego strzelać? Czy zajmowałabyś się prymitywnie i naprędce przygotowywaną amunicją? A może pełniłabyś rolę sanitariuszki opatrującą rannych?

14-letni Olek był chyba najmłodszym patrolowym z Szarych Szeregów. Pewnego sierpniowego dnia przekradał się na Niemcewicza, by pochować swojego kolegę łącznika trafionego w głowę przez niemieckiego snajpera, aż tu nagle słyszą tupot butów – Olek i jego dowódca wpadli na wermachtowca. Dość łatwo jednak zabrali mu broń. Jakież było ich zdziwienie, kiedy Niemiec okazał się Francuzem, a Francuza jakoś szkoda było kropnąć…

-Gdy tak rozmawiałem z powstańcami, dotarło do mnie czym było powstanie Warszawskie, jakim było koszmarem. – opowiada twórca projektu. –  Że ludzie zabijali się prętami metalowymi, że w każdej kamienicy są trupy, że cała Warszawa to cmentarz. Zrobiłem więc całoroczny festiwal powstania warszawskiego składający się z plakatów, spotkań z powstańcami, wycieczek po mieście.

12-letni Boguś nie był żołnierzem AK, nie był też harcerzem Szarych Szeregów. Po prostu mieszkał z rodzicami w domu obok placówki „Gustawa”, zwanej redutą kaliską, a że ulica pomiędzy budynkami była pod ostrzałem, to Boguś nie chodził, a latał z prześcieradłami do powstańczego szpitala…

– Wydaje mi się – kontynuuje Rafał – że była to jedna z pierwszych, jeśli nie pierwsza akcja wykonana przez prywatną osobę na prywatne zamówienie zmierzająca do przybliżenia powstania warszawskiego jako wysiłku zwyczajnych ludzi.

20-letnia sanitariuszka Zosia pędziła przez ogród sierocińca „Antonin”, jakby miała skrzydła u nóg. Pierwszy raz była pod silnym ostrzałem. Pierwszy raz była pod silnym ostrzałem! Przypomniały jej się filmy kowbojskie – należy uciekać zygzakiem! To ją uratowało. A może wnęka w murze, w której mogła przycupnąć.
– Warto o tym mówić i przypominać, gdyż ci ludzie są wśród nas, jeszcze, i można się wiele od nich nauczyć. – mówi autor projektu, Rafał Betlejewski.
17-letni Wojtek wyszedł z kanału przy Wawelskiej jako ostatni ze swojego oddziału. Miał metalowy odłamek w kolanie i nie chciał wstrzymywać kolegów. Jak duchy zniknęli pod tarasem przy Langiewicza, by przeczekać dzień. Dom płonął. Po tarasie dudnili butami Niemcy. Kiedy po wiekach oczekiwania wyszli wreszcie na zewnątrz, Wojtek był tak słaby, że musiał wspinać się po siatce, by stanąć.
18-letnia Halina przebiegła ostrzeliwaną uniwersytecką, by dostać się do swoich kolegów i koleżanek broniących Reduty Wawelskiej. Niemiecki strzelec w bunkrze przy akademiku zrobił dla niej wyjątek, kładąc trupem dwóch następnych śmiałków. Wejście od Mianowskiego zawalone było barykadą. Na szczęście z okna na pierwszym piętrze zwisała przygotowana dla niej lina.
20-letnia Basia poszła na powstanie jako sanitariuszka. Dostała rozkaz obserwowania budynku koszarów SS na Pl. Narutowicza. W tym czasie 15-letnia Ania leżała krzyżem na podłodze, modląc się do dziadka powstańca z 1863 roku o rozkaz powołujący do walki. Nic z tego – była za młoda. Siostry spotkały się ponownie dopiero dwa lata poźniej.
17-letni Tadek niemało się napracował, by zostać żołnierzem batalionu szturmowego „Zośka”. Nazajutrz po wybuchu Powstania biegł przez pole słoneczników pod Pęcicami, patrząc jak Niemcy koszą jego kolegów. W ręku trzyma całe swoje uzbrojenie – filipinkę, domowej produkcji granat. Cisnął nim przed siebie i pobiegł po karabiny.
21-letni Romuald dostał do obrony odcinek muru wychodzący na ul. Kaliską. W ręku dobry sprzęt – ruska pepesza, ta słynna, z magazynkiem jak puszka taśmy filmowej. Romek przyładował z niej w dwa czołgi, które nadciągnęły od Grójeckiej. Po chwili tynk jego muru zaczął latać w powietrzu. Romek zsunął się po gruzach, jak po ślizgawce. Ze spodni zostały strzępy, a nowych ni jak kupić się już nie dało.

 

 

Wesprzyj Fundację Dziennikarską mediumpubliczne.pl

 

 

red. Natalia Wilk-Sobczak
Chcesz napisać polemikę? Wyślij swój tekst na kontakt@mediumpubliczne.pl
Czy zgadzasz się z tezą artykułu? NieTak (Ocena: +3, liczba głosów: 3)
Loading...