Słupsk chce mieć ambitny teatr. Dlatego sięgnął po Rumunów

Dwoje biednych Rumunów mówiących po polsku zabłąkało się do Słupska. W Nowym Teatrze Paweł Świątek zrobił przedstawienie brawurowe, kolorowe i iskrzące się. Szkoda tylko, że nie zauważył, że wystawia je w Słupsku.

 
Sobota, godzina 18:00, podekscytowany tłum wlewa się do sali. Twarze raczej dojrzałe, młodzieży nie widać. Jest za to prezydent Słupska, znany szerzej Polakom jako gej, Robert Biedroń. Witam się z nim i pytam, czy będziemy siedzieli obok siebie. Śmieje się i widać, że nie miałby nic przeciwko takiemu rozwiązaniu, ale odpowiada przecząco: wykręca się partnerem, który nie byłby zadowolony. Czyli zazdrosny… No cóż. Zmierzam więc na swoje miejsce próbując zeskanować twarze. Wygląda mi, że wśród publiczności mamy słupską klasę średnią. Ładnie ubraną. Przeważają kobiety. Sciszone głosy, atmosfera wyczekiwania, jak to w teatrze. 
 
Na scenie siedzi już aktor (Igor Chmielnik), który raczy kokoszącą się publiczność zapętlonym fragmentem dialogu Masłowskiej. Gasną światła, zapada cisza, po czym aktorzy z werwą zabierają się do roboty… i cisną, cisną jak wariaci przez następne dziewięćdziesiąt minut. Moniką Janik, odtwórczynią roli Dżiny, wyjawiła mi później, że spektakl „jest ciężką tyrą fizyczną”, że po pierwszej scenie „się z niej lało jak po saunie” i że najgorzej, jak musi wisieć na rękach przez trzydzieści sekund na sam koniec! I to widać. Aktorzy dają z siebie wszystko i są naprawdę świetni. Młodzi, wysportowani, naoliwieni, piękni i nawet dochodzi do tego, że na koniec Monika Janik pokazuje się nam golusieńka jak ją pan Bóg stworzył! Poważnie!
Monika Janik
Cóż z tego jednak, skoro aktorzy pędzą przez pogmatwany i pozawijany tekst Masłowskiej, który – ma się wrażenie – jast tak napisany, by iść obok. Wszystko jest spętlone, przekoszone, wyrażone metaforycznie lub lirycznie, lub jakoś zbyt inteligentnie, tak że biedny widz, taki jak ja, staje na przeciwko ściany. Płaczu. Niewiele da się pojąć. A w zasadzie tyle da się pojąć, że z pewnością można by pojąć więcej, gdyby tylko w głowie jakiś szybszy procesor siedział. Ale nie siedzi. Człowiek za to siedzi i patrzy jak wół w malowane wrota i mruga oczami w oszołomieniu. Z kakofonii niepojętych słów wyskakują tylko czasami takie bardziej zrozumiałe – i się ich człowiek chwyta, jak haków na gołej ścianie wspinaczkowej i się człowiek wtedy śmieje razem z innymi z ulgi, że wreszcie coś zajarzył. A są to swojsko brzmiące słowa typu pizda i jebać, oraz wyrażenia typu: „narkotyki są jednak chujowe” i „wyliż jej cipę”. 
 
W tych rzadkich chwilach pauz patrzyłem z niepokojem na moje sąsiadki słupskie urzędniczki i zastanawiałem się, jak to łykną. Gdybym siedział tam z mamą, wierzącą mocno w Jezusa, historykiem sztuki ze specjalizacją meble gdański i elbląskie, byłbym się wstydził i wiercił na krzesełu – które nota bene są tak niewygodne w tym słupskim teatrze, jak te słowa obelrzywe. Cisną w tyłek. Piją w pupę. Odrętwiają nogi. I przypominają człowiekowi o jego marnym ziemskim losie. 
Wojciech Marcinkowski
Mówiąc prościej: tekst Masłowskiej nie nadaje się do teatru, chyba że mówimy o ćwiczeniach dykcyjnych i pamięciowych na akademii aktorskiej. Nie ma w nim intrygi, publiczność nie zostaje zaproszona „do środka”, nie ma żadnej dynamiki pomiędzy papierowymi postaciami, których intencje są niejasne, z nikim nie można się zidentyfikować, żadnego problemu przeżyć – to jest o kimś innym. Po prostu, nie ma czego się uczepić, poza zabawnie karykaturalnym obrazem Polski, który jednak zajeżdża latami dziewięćdziesiątymi.
 
Mówiąc jeszcze prościej, aktorzy grają to świetnie i są bardzo zabawni. Szczególnie Wojtek Marcinkowski, z jego zabawnym głosem, lekkim seplenieniem i sceniczną miękkością/rozkosznością, która mogła się podobać wszystkim mężczyznom na sali. Inscenizacja doskonała. Oświetlenie jaskrawe. Scenografia wymyślona fajnie. Albo, jak to się teraz mówi, czujnie. Sporo inteligentnych pomysłów, jak ten, że człowiek miś udaje samochód, czy że sufit opuszcza się, by umożliwić aktorce podwieszenie się, a jej nogi dyndające pod girlandami dają bardzo dramatyczny efekt. Świetnie wymyślona jest też postać baby hotelowej oraz warszawskiej pindzi, która napruta pędzi samochodem – obie te postaci fantastycznie zagrane przez Martę Turkowską, która pojawia się na scenie niczym wybuch supernowej.
Marta Turowska

Ale jednak pozostaje niedosyt. Czy my jesteśmy w Słupsku? Czy gdzie? Czy my jesteśmy dla reżysera istotni, czy nie? Czy on jest nami jakoś zaintrygowany, czy służymy mu, jako przedłużenie scenografii? Niestety miałem wrażenie, że Pawła Świątka Słupsk nie zaciekawił, a jego przedstawienie wpisuje się w trend przedstawień odizolowanych od publiczności, które mają skrzyć się przed nią jak piękny ale zimny diament.

Paweł Świątek
Pojechałem do Słupska, co z Warszawy jest wyprawą sześciogodzinną, a w Gdańsku musiałem nawet zmienić samochód, bo mi się zepsuł, i chętnie czegoś bym się o Słupsku dowiedział – a nawet nie tyle o Słupsku, ile o mieszkańcach Słupska, o mentalu Słupska. Chciałbym poczuć, jak mi Słupsk ryje beret, jak mnie chwyta za jaja i ściska, mówiąc – oto, kuźwa, jest Słupsk. Tymczasem nie dosiwiedziałem się nic, gdyż reżyer przedstawienia nie zauważył, że robi przedstawienie w Słupsku. Straszna szkoda, szczególnie, że dysponował tekstem o Warszawianach zagubionych gdzieś w pizdu, na polskiej prowincji, wśród wariatów, duchów i pająków, co Maslowska próbuje w Rumunach opisać. Miał tekst, który można by podsumować zdaniem: Zbawix trafia do Slupska – ale Świątek Słupsk przegapił. Zrobił przedstawienie dla kolegów z Didaskaliów i mogliśmy je obejrzeć w Warszawie bez tego całego jeżdżenia. Dlatego zapewne Słupsk go nie zauważy. I nie zmieni tego figurka Matki Boskiej, która została ostentacyjnie wstawiona w scenografię, ani lalka Czarnego dziecka, które wypada z rąk gołej aktorki w ostatnim akordzie spektaklu. 
 
Obym się mylił. Bo widać, że dyrektor Dominik Nowak chce teatru odważnego, na który najwyraźniej pozwala mu prezydent gej. 

 

Wesprzyj autora red. Rafał Betlejewski
Chcesz napisać polemikę? Wyślij swój tekst na kontakt@mediumpubliczne.pl
Czy zgadzasz się z tezą artykułu? NieTak (Ocena: -1, liczba głosów: 9)
Loading...