8 rzeczy, których uchodźcy uczą o Polakach

Polska dała się przestraszyć i zmieniła się w agresywny, ziejący nienawiścią, rasitowski tłum, gdzie określenia typu: robactwo, bydło, brudasy i ciapaci nie tylko nie budzą sprzeciwu, lecz wzbudzają poklask. Język rasistowskich uprzedzeń stał się językiem racjonalnego opisu rzeczywistości, a przestrzeń rozmowy zawęziła się do obelg i plugastw. Sprzeciw wobec „uchodźców” ma w tej chwili niewyczerpany potencjał polityczny. Trudno będzie jakiejkolwiek partii zbudować inną narrację i odnieść polityczny sukces.

Przez ostatni miesiąc prowokowałem Polaków do rozmowy na temat „uchodźców” rozwieszając w różnych miejscach transparent: Witajmy Uchodźców – Odwagi Polsko! Relacje z tych wydarzeń publikowałem w formie filmów na YT i na FB. Moją intencją było przede wszystkim sprowokowanie rozmowy – gdyż nie liczę na jakiś efekt polityczny. Ciekaw byłem, jak się ma sytuacja z naszym mentalem w tym temacie i czy jesteśmy w stanie ze sobą o tym rozmawiać. Uderz w stół – i nożyce się odezwały.

Filmy wzbudziły olbrzymie emocje i zalew gniewnych komentarzy oraz listów. Osoby mieniące się „obrońcami Polski” często zupełnie nie kryją się z własnymi rasistowskimi postawami, a nawet wprost deklarują rasizm, stwierdzając bezceremonialnie: jestem rasistą! – i to chyba jest nowe zjawisko. Pod filmamy na YT oraz postami na FB rozgorzała nieokiełznana dyskusja, a niektóre wątki miały nawet po kilka tysięcy komentarzy.

Pierwszy film z udziałem Omeny Mensah powstał w sierpniu:

Ostatni, będący zapisem awantury w Słupsku, 23 września:

Wesprzyj Fundację Dziennikarską mediumpubliczne.pl

Przytłaczająca większość internautów zareagowała na filmy i sam transparent bardzo niechętnie, czy wręcz agresywnie. Pojawiały się pogróżki kierowane do mnie wprost, wezwania do opuszczenia Polski, oskarżenia o zdradę ojczyzny, UBecką przeszłość, agenturalny charakter działalności itd. Wielokrotnie pojawiały się życzenia zgwałcenia mnie i mojej rodziny. W komentarzach właściwie nie ma granic dla brutalności i nienawiści.

Nieliczne słowa wsparcia właściwie toną w przygniatającej masie hejtu i – choć niezwykle cenne – ze statystycznego punktu widzenia właściwie nie istnieją.

Oto główne refleksje, jakie mi się nasuwają po przeczytaniu tej całej korespondencji.

1. „Nachodźcy” chcą podbić Europę – czyli Polacy są ciężko przestraszeni.

Większość internautów wyraża wprost przekonanie, że oto jesteśmy świadkami najazdu muzułmanów na Europę. Powstało nawet nowe określenie „nachodźcy”, które ma odzwierciedlać ich prawdziwe intencje. Muzułmanie malują się z jednej strony jako dzicz i tłum, który plądruje, gwałci, bije i niszczy (niczym naturalna katastrofa przyrodnicza, powódź lub huragan), a z drugiej strony jako zorganizowana i zdyscyplinowana armia terrorystów. Powszechny jest też obraz „młodych jurnych Bolków” zsiadających z pontonów, którzy mają stanowić poborowych muzułmańskiego wojska. Muzułmanie to z jednej strony brudasy, których nie da się ucywilizować, a z drugiej strony „młode byczki w dżinsach i z komórkami”, które jadą tu po socjal. Nie można wpuścić nikogo z nich, bo każdy zaraz sprowadzi sto osób rodziny i każdy jest niebezpieczny. Te „młode byczki” to z jednej strony groźni terroryści i gwałciciele, z drugiej strony tchórze, którzy porzucili swoje rodziny i uciekli przed wojną. Gdyby wierzyć internautom, w Syrii walczą same kobiety i dzieci.

Polacy są tak przestraszeni, że chcą się zbroić. Dosłownie. Z utęsknieniem czekają na ustawę liberalizującą dostęp do broni. Czytając komentarze ma się wrażenie, że część z nich już należy do jakichś oddziałów paramilitarnych i głosi, że są gotowi umrzeć za Polskę. Będą bronić ojczyzny, domów i kobiet. Będą zabijać. Niskie morale bojowe muzułmanów skontarstowane jest z niełomną postawą Polaków podczas wojen, na których „my nigdy nie uciekamy”, zawsze walczymy – a jako przykład przywoływana jest II Wojna Światowa, Powstanie Warszawskie i Jan III Sobieski.

Język militarystyczny idzie dalej. Wszystkie osoby, które myślą inaczej, lub starają się podawać jakieś odmienne argumenty, są posądzane o zdradę ojczyzny, o Targowicę, o sprzymierzenie się z wrogami. Opisywany jest międzynarodowy spisek pod wodzą Georga Sorosa i Unii Europejskiej, który zmierza do zniszczenia Polski, a osoby myślące o przyjęciu uchodźców muzułmańskich są w zmowie, oraz biorą za to pieniądze. Nikt o zdrowych zmysłach nie chciałby przecież muzułmanów w Polsce z własnej woli. Chyba, że jest kompletnym kretynem i nie wie, co się dzieje na świecie.

Wobec osób takich jak ja, żąda się kar. Życzy się uśmiercenia, wygnania, upokorzenia, odrzucenia. Często, czy wręcz obsesynie postulowaną karą, jest zgwałcenie tej osoby lub całej jego/jej rodziny. Gwałcenie żony i córek powraca najczęściej, oraz wizje gwałtów homoseksualnych. Będę o tym jeszcze pisał poniżej.

2. To jest bydło – czyli Polacy są rasistami.

To jest chyba najbardziej zaskakujące odkrycie: wielu internautów deklaruje wprost, że są rasistami. Być może się mylę, ale tego chyba wcześniej nie było. Dziś można powiedzieć śmiało: jestem rasistą! – i ma to brzmieć jako deklaracja patriotyzmu. I wielu to mówi wprost.

Rasistowskie kalki i uprzedzenia wygłaszane są bez żenady. Począwszy od degradujących określeń typu: „bydło”, „dzicz”, „robactwo”, „brudasy”, „terroryści”, „gwałciciele”, „nieroby” przez opinie o wrodzonym lenistwie muzułmanów, o ich mizoginicznym stosunku do kobiet, o zamiłowaniu do przemocy, współżyciu ze zwierzętami (kozojebcy) aż do wybujałych teorii opartych o „znajomość” Koranu, które wywodzą wszystko od proroka Mahometa i jego oczywistej pedofilii. Muzułmanie słyną też z tego, że obrzezują kobiety, co będą niewątpliwie robić w Polsce, oraz że lubią żenić się z dziewięciolatkami, a najlepiej czterema na raz. Są też i bardziej subtelne opowieści, że Muzułmanie śmierdzą, lub „źle pachną”, co czuła jedna czy druga pani w pociągu w Niemczech. W zasadzie trudno sobie wyobrazić zarzut, któremu muzułmanie nie podlegają.

Niewątpliwie rasistowskie jest przekonanie o tym, że muzułmanie to tchórze, którzy porzucili kobiety na pastwę wojny, oraz o ich nieokiełznanej chuci, która powoduje, że gwałcą w sposób niekontrolowany – jak to przedstawia jeden z często szerowanych artykułów – że „nawet policjant nie mógł odciągnąć imigranta od czternastoletniej dziewczynki, którą ten dopadł na ścieżce rowerowej w spokojnym niemieckim miasteczku”. Jak to ujął jeden z krzykaczy podczas pikiety w Słupsku: „oni mają małe móżdżki i wielkie kutasy”. To samo pobrzmiewa także w rozpowszechnianym jako pewnik poparty statystykami, że muzułmanie mnożą się na potęgę, a muzułmańska płodność przypomina bardziej króliki, niż ludzi.

Dość wyrafinowana jest też teoria o niskich kompetencjach „nachodźców”, wygłaszana w stylu: „nawet do obrabiarki go nie postawisz…” albo: „nikt w Europie nie potrzebuje ludzi do łopaty”, co sumowane jest generalnym: „ich się nie daje ucywilizować”, a co ma oznaczać, że to dzicy z buszu są. Busz zresztą pojawia się często. Te opinie podpierane są osobistymi doświadczeniami w fabrykach na Zachodzie, gdzie Polacy ciężko i uczciwie pracują, a „brudasy” do niczego się nie nadają. Oczywiście brakowi kompetencji towarzyszy wrodzona niechęć muzułmanów do pracy, ich organiczne lenistwo i roszczeniowość, która każe im żądać socjalu. To przekonanie ma swoje odbicie w powszechnym odczuciu niesprawiedliwości i opiniach, że oni dostają po kilka tysięcy euro za nic, a my musimy „zapierdalać za wszy”.

Oczywiście wszystko ma swoje uzasadnienie w Koranie, na którego czołową specjalistkę wysuwana jest Miriam Shaded. Internauci co chwilę cytują wersety Koranu, które wzywają muzułmanów do wszystkiego co najgorsze. Jedna z internautek wysunęła postulat o delegalizacji Islamu, jako zorganizowanej grupy przestępczej i zakazaniu Koranu jako legitymizującego przemoc wobec kobiet, zoofilię, nekrofilię i pedofilię.

Powszechny śmiech wśród internautów wzbudza opinia, że „Islam jest religią pokoju”. Mało jest rzeczy śmieszniejszych. Ten kto tak uważa, powinien pojechać do stref szariatu, które znajdują się w Szwecji i Francji, do których „nawet policja boi się wchodzić”. „Tam już mu wytłumaczą”.

Na tym tle groteskowo wyglądają rozpaczliwe próby podejmowane przez wieloletnią pracownicę szwedzkiej pomocy społecznej, Anitę Magnusson, która na moim FB próbuje tłumaczyć Polakom, że jest inaczej. Wzbudza powszechne kpiny, gdyż wszyscy wiedzą lepiej. Chylę czoła dla jej starań.

3. Wielki czarny kutas – czyli homofobiczne wizje Polaków.

Wizje seksualnej przemocy, a w szczególności przemocy homoseksualnej są chyba najczęściej powracającymi fantazjami wygłaszanymi przez internautów, szczególnie przez mężczyzn. Pojawia się to także w wypowiedziach kobiet, ale raczej jako strach przed gwałtem, u mężczyzn urasta jednak do wybujałych fantazji erotycznych, pełnych scen przemocy. Jest to chyba najbardziej tajemniczy i najbardziej uporczywy aspekt rasistowskich i homofobicznych uprzedzeń, jakie można dostrzec w wypowiedziach przeciętnych Polaków.

Polacy (szczególnie mężczyźni) mają tu dwa rodzaje fobii: że ich kobiety zostaną zgwałcone, oraz że oni sami zostaną zgwałceni analnie lub oralnie.

Zaczyna się od „jebać uchodźców”, gdzie aspekt seksualny jest jeszcze dość ukryty, przez „jebać pedałów”, „jebać pedałów w dupę” po wyrafinowane obrazy gwałtów dokonywanych przez „jurnych bolków” na mnie, lub na mojej rodzinie, gdzie dominuje „soczyst czarny kutas”. Oczywiście wszystko zaczyna się od tego, że mam „zaprosić tych brudasów (dzikich brutali?) do domu, a wtedy oni już się tobą (mną) zajmą. Zobaczymy, co powiesz, jak cię zruchają w dupę!” – aż strach pomyśleć, że mógłby to być jęk rozkoszy…

Wizji jest wiele, szczególnie dotyczących seksu oralnego. Te wizje, snute z trudno skrywaną przyjemnością, projektowane są na mnie. Pisze się do mnie więc: „Chciałbyś Betlej possać czarnego bolca”, albo: „niech cię porządnie wyruchają, pedale”, albo wręcz: „pokaż im cipkę”, jakbym miał jakąś cipkę do pokazania. W tym ostatnim przejawia się podejrzenie, że być może ja jestem kobietą, co wspaniale odsłania mizoginistyczne podłoże homofobii.

4. Zgwałcą nasze kobiety – czyli narrację o uchodźcach tworzą Polscy mężczyźni.

Polskie kobiety są jak owce, należy ich bronić. Same się nie obronią. Bez nas, prawdziwych Polaków, mężnych rycerzy, zostaną wydane na pastwę chuci dzikich. W ogóle ma się wrażenie, że Czarnoskóry (Ciapaty), jest usposobieniem pierwotnej seksualnej chuci, którą my Polacy – można się domyślać – zatraciliśmy wraz z rozwojem wygód miejskich, i w porównaniu z tymi „jurnymi Bolkami”, jesteśmy sflaczali. To ich czarne soczyste kutasy sterczą groźnie gotowe do niekończącej się kopulacji, podczas gdy nasze, Polskie, leżą oklapłe na sofach, ociężałe po trzech Tyskich. Oczywiście nie ma mowy, by jakakolwiek Polska kobieta mogła zachcieć takiego „soczystego czarnego kutasa”! Skąd! Dobrowolny seks pomiędzy Polką a Ciapatym jest nie do pomyślenia. Jaka Polka chciałaby „jurnego Bolka”!? Brudasa i terrorysty! Muzułmanin może białą kobietę wziąć tylko siłą.

Pamiętam lata siedemdziesiąte i osiemdziesiąte w Sopocie, gdy przez miasto przewijało się wielu Arabów, a każda dziewczyna chciała mieć chłopaka o śnadej cerze. Wtedy też to było dla nas niepojęte – jak to możliwe, że odrzucały nas, a chciały wiązać się z „Asfaltami”. Teraz te zdziwienia powracają ze zwieloktotnioną siłą. Nikt nie podejrzewa, by Biała chciała Ciapatego. Jednak z łatwością wyobrazić sobie można, że w Człuchowie czy innym Piątkowie znalazłyby się panny, które mogłyby być żywo zainteresowane kimś innym niż Heniek mechanik lub spawacz Mirek.

Zresztą okazało się, że wizja gwałtu jest jedyną dopuszczalną formy współżycia pomiędzy Polakami a Muzułmanami, gdy – niezręcznie, przyznaję – zażartowałem w filmie z Omeną, że chętnie przyjąłbym do domu osiemnastoletnią Syryjkę. Żart – przyznaję, niestosowny – został zinterpretowany w jeden sposób: że oto będę tę Syryjkę niewolił i gwałcił – jakby to była jedyna forma relacji seksualnych istniejących pomiędzy rasami. Zarzucano mi seksizm i rasizm, właśnie, niedopuszczając możliwości, że było to wyrażenie marzeń starzejącego się lowelasa o flircie z egzotyczną pięknością, która pochodzi z innej kultury (pomijając fakt, że mam żonę i dzieci, więc ziszczenie tych wizji byłoby mało możliwe). Nie, jedyna wyobrażalna relacja jest oparta o przemoc.

Podsumowując: obsesyjne wizje przemocy seksualnej oraz przemocy homoseksualnej w szczególności wskazują moim zdaniem na głęboko osadzoną homofobię, oraz ukryte i wyparte pragnienia homoseksualne wielu polskich mężczyzn. Ich próby lub pragnienia homoseksualne, które mogli przejawiać na wczesnym etapie rozwoju seksualnego, zostały brutalnie zdławione przez homofobiczne środowisko i powracają teraz już tylko jako wizje przemocy. Ich powszechność jest zastanawiająca i ukazuje – w mojej ocenie – skalę problemu ukrytej lub wypartej homoseksualności Polaków. A stąd już tylko krok do postaw faszystowskich – co tak drobiazgowo pokazał Klaus Theweleit w swojej książce „Męskie fantazje”. I to wcale nie jest śmieszne. 

5. Ty nie jesteś Polakiem – czyli, nie widziałem cię u nas we wsi. 

Co chwilę słyszę to w komentarzach: nie jesteś Polskiem. Jesteś zdrajcą. Podszywasz się. Przywieziono cię z armią Stalina. Jesteś żydem. Betlejemski. Nazarejski. Pogonimy jeszcze takich jak wy. Ciągle i w kółko wysuwane podejrzenie, że jestem kimś innym, niż za kogo się podaję.

A więc ja nie jestem Polakiem – ja, urodzony z polskich rodziców i dziadków, w polskim Gdańsku, po polskich szkołach, z polskiej literatury, mający polskie obywatelstwo i polski pesel, całe życie żyjący w Polsce nie jestem Polakiem. Wydaje się to komiczne, a jednak wraca uporczywie. Jaką logiką się kieruje? Skąd to się bierze? Częstość tego zarzutu, oraz jego bezrefleksyjność wskazuje – moim zdaniem – na jakiś głębszy mechanizm. To musi być coś prostego, niemalże automatycznego – jakaś intuicja.

I myślę sobie, że być może przeciętny Polak rozpoznaje innych Polaków po twarzy. Po prostu: patrzy i widzi. Polak, nie Polak. Nasz, nie nasz. Widziałem go, czy nie widzialem? Znam go, czy nie? Jeśli nie widziałem go tu nigdy wcześniej, to znaczy, że nie jest nasz. Ludzie, których znam i widziałem ograniczają się – z natury rzeczy – do niewielkiej liczby ludzi, a więc – najprościej mówiąc – do ludzi z naszej wsi. Albo jakby powiedziała doktor Środa: z naszego plemienia. Plemie nie jest duże i scementowane jest osobistymi relacjami. Poza plemieniem jest wróg. Jednak plemię w polskiej nomenklaturze brzmi dość egzotycznie, jak lud z Afryki, więc do Polski dużo lepiej pasuje określenie wieś. Ludzie z naszej wsi – to są prawdziwi Polacy. Nie jesteś z naszej wsi – nie jest Polakiem. Patrz, wylazł z lasu, zobacz, idzie zza wzgórza – a tam jest już inna wieś, dziwna wieś, pokrętni ludzie – obcy. Jeśli jesteś obcy, to najprawdopodobniej jesteś zły. Trzeba na ciebie uważać. Jeśli podajesz się za Polaka (naszego), to w oczywisty sposób kłamiesz. Wyuczył się polskiego, by oszukiwać, by coś nam zabrać – przebieraniec, szpieg, złodziej. Polska jest więc najbliższym otoczeniem, ludźmi, których się zna od dzieciństwa, osobiście. Polska jest wsią.

Być może zresztą stąd też wynika ten silny sentyment Polaków do siół i wierzby, do chaty pachnącej chlebem i bigosu?

Przede wszystkim „nasz” jest biedny. Biedny i cierpiący. Poniżony. Jeśli nie jest poniżony, to zapewne nie jest nasz. To się rozpoznaje na pierwszy rzut oka.

Jeśli ten mechanizm jest prawdziwy, to oznacza, że przeciętny Polak jest rozłączony z polską przestrzenią symboliczną, tym polskim metajęzykiem kulturowym, na którym przynależność do narodu realizuje się poprzez bardziej abstrakcyjne zjawiska, takie jak literatura, poezja, muzyka, idea. Przeciętny Polak być może wcale nie czyta i po prostu zupełnie nie wie, co przez Polskę rozumieją poeci. Przeciętny Polak zna swój sad, płot za wsią, łąkę, chatę i wychodek. Nic go nie łączy z wsią poza wzgórzem, oprócz tego, że „tata kiedyś tam byli, ale się pobili”.

Inna sprawa, że polscy poeci i pisarze także często „siedzą na wsi” i śnią o babie w haftowanej spódnicy.

Pojawiają się nawet dość szczegółowe teorie, jakoby w Polsce około 3 milionów ludzi to byli zdrajcy i „przebierańcy”, w tym rzecz jasna Żydzi, którzy pasożytują na „prawdziwych Polakach”, co – ma się wrażenie – jest przypomnieniem antysemickich kalek sprzed Wojny. Mówi się o tym, że wkrótce „prawdziwi Polacy” będą mieli broń i pozbędą się tych „zdrajców”. Często internauci odnosili się do mnie per „tacy jak wy”, jakbym stanowił element jakiejś szerszej „grupy zdrady”. Owa grupa określana jest mianem TVN. To oprawcy i krwiopijcy, których należy wygnać z Polski. Pobrzmiewają w tym jeszcze zaborowe pieśni.

6. Będziemy na nich pracować – czyli Polak może być tylko parobkiem.

Często w komentarzach pojawia się opinia, że gdy „uchodźcy” do nas przyjadą, będziemy musieli płacić im socjal i generalnie na nich zasuwać. Właściwie nie ma opinii, że ci ludzie mogliby się nam na coś przydać, że coś mogliby wnieść. Wydaje mi się, że wiele to zdradza na temat naszego poczucia własnej wartości, oraz rozumienia naszego losu, jako parobków.

Bardziej czy mniej świadomie internauci wyrażają obawę, że we własnym domu, w Polsce, nie są u siebie. Ich pozycja jest słaba, poczucie własności zachwiane. Obcy, który pojawi się we wsi, może chcieć tylko zabrać, a Polaka zniewolić i kazać mu pracować dla siebie.

Ta wizja wychodzi jeszcze czytelniej, gdy się ją zestawi z opiniami o uchodźcach w Niemczech: nie podejrzewamy przecież, że uchodźcy w Niemczech mogliby w jakiś sposób zepchnąć Niemców do poziomu sług. Wiadomo, że do Niemiec (zresztą tak jak my) uchodźcy jadą, by korzstać z niemieckiego bogactwa oraz by ewentualnie pracować w niemieckich fabrykach. Wiadomo, Niemcy sprowadzają robotników z Turcji i teraz reszty świata, tak jak kiedyś sprowadzali z Polski. Ma natomiast – w naszym przekonaniu – nie umiemy tego robić (choć przecież fakty związane z Ukraińcami świadczą o czymś przeciwnym), a jeśli ktoś przyjeżdża do nas, to tylko jako pan i władca.

Ten kompleks niższości wychodzi zresztą także, gdy pojawiają się zarzuty o „zdrajcach, krwiopijcach”, fałszywych Polakach, którzy wyzyskują prawdziwych Polaków. Prawdziwy polski naród to naród uciemiężony.

7. Wypierdalaj cwelu – czyli Polska to więzienie.

Wiele kmentarzy wygłaszanych jest tylko po to, by sprowadzić romówcę niżej w hierarchii – co jako żywo przypomina walkę o pozycję w więzieniu. Polscy mężczyźni używają języka więziennego, pełnego przemocy i homofobicznych odzywek, które mają rozmówcy wyznaczyć jego podrzędną pozycję. Co chwilę słyszę, że jestem cwelem, momentami mając wrażenie, że trafiłem do więzienia, a osadzeni próbują mnie zgnoić. Piszą do mnie pogróżki w gwarze więziennej, w większości dotyczące wizji homoseksualnej przemocy. Są w nich też zapowiedzi zwyczajnej przemocy fizycznej, typu „spuścić wpierdol”.

Mówi się o brutalizacji języka. I rzeczywiście, sposób w jaki „prawdziwi patrioci” potrafią się odezwać jest kompromitujący zarówno dla nich, jak i dla ich domów rodzinnych, jak i dla Polski. Nie chcemy chyba mieć takich obrońców… aż strach sobie wyobrazić, że na Reducie Ordona stoi prostak, który wyzywa wszystkich od cwelów i opowiada, jak to ich zerżnie w dupę. Wydaje mi się jednak, że brutalizacja nie jest zjawiskiem samym w sobie, a wynika z tej ciekawej dynamiki: język internetu stał się językiem więzienia, w którym mężczyźni osadzeni na dożywocie zmuszeni są do używania przemocy w negocjacji własnej pozycji spolecznej. W tym świetle nie dziwi, że tak wiele młodych osób kontempluje „spierdalanie z Polski do Irlandii”, jakby to rzeczywiście była ucieczka z więzienia.

I to być może jest najbardziej dosadna metafora, jaka wyłania się z mojej Prowokacji Transparentem. Być może Polska to nie getto zamknięte na przybyszów z zewnątrz, ale duszne więzienie dla własnych obywateli. I jest to zjawisko podsycane przede wszystkim przez mężczyzn, którzy duszą się we włsnych nierozwiązanych problemach seksualnych.

8. Jestem patriotą, będę umierał za Polskę – czyli patriotyzm to najtańszy pieniądz polityczny. 

Pisałem już o tym wyżej: Polscy mężczyźni coraz częściej deklarują, że są wojownikami, którzy nie zawachają się pójść umierać za ojczyznę. I chwała im za to, gdyby nie były to puste stwierdzenia.

Są puste nie dlatego, że ci chłopcy w to nie wierzą, ale dlatego, że nie ma żadnej wojny, za nic nie trzeba umierać, a gdyby nawet wybuchła wojna, to przy obecnym arsenale zbrojnym, trudno sobie nawet wyobrazić, czy musielibyśmy gdziekolwiek iść, żeby umierać. Być może kilka bomb załatwiło by nas w naszych domach.

Nota bene, „umierać za ojczyznę” jest wizją pasywną i pesymistyczną. By umrzeć za ojczyznę wystarczy przecież tylko stać.

Po drugie, ta deklaracja jest tania. Nic nie oznacza. Do niczego nie zobowiązuje. Można bumelować całe dnie, uchylać się od płacenia alimentów, nie uczyć się, nie czytać, nie rozwijać, nikim i niczym nie zajmować, a w dalszym ciągu być „gotowym umierać za ojczyznę”. Zadeklarowanie patriotyzmu nic nie kosztuje. Każdy chłystek może wstać i zakrzyknąć: Cześć Wielkiej Polsce! i dodać: jebać pedałów!, oraz zadeklarować: jestem rasistą! I nic. Nawet nie nadwyrężył gardła.

I politycy dobrze o tym wiedzą. Wiedzą, że tą tanią walutą można obdzielić wszystkich, a jak mają za mało, to jeszcze im dosypać, a nawet wcisnąć im w gardła i nadal będą tego pełne garście. Każdy na wiecu może powiedzieć: to ja jestem wielkim patriotą, to ja bronię Polski razem z wami, a tu jest moja flaga. I każdy może przyklęknąć i flagę pocałować, nie narażając się nawet na zakwasy.

I na koniec powiem: nigdy polski patriota nie będzie rasistą. Nigdy polski patriota nie będzie używał języka więzienia. Honor Polaka zmusza go do szacunku wobec siebie. Siebie przede wszystkim! gdyż szanując siebie szanuje się wszystkich ludzi. Jeśli mówisz, że wszyscy są złodziejami i kanaliami, najpewniej dokładnie to sądzisz o sobie i swoich bliskich. Wielka Polska to polska różnorodna, otwarta, a przede wszystkim odważna!

Bo odwaga to już jest wyzwanie.

Jestem przekonany, że Polska potrzebuje dziś nie edukacji historycznej, a seksualnej. Uporanie się z homofobią powinno diametralnie odmienić obraz polskiego społeczeństwa, a można tego dokonać w 20 lat, co pokazali Szwedzi w latach osiemdziesiątych.

Wesprzyj autora red. Rafał Betlejewski
Chcesz napisać polemikę? Wyślij swój tekst na kontakt@mediumpubliczne.pl
Czy zgadzasz się z tezą artykułu? NieTak (Ocena: +2, liczba głosów: 6)
Loading...