Chorwacja oddala się od Międzymorza – i od Polski

Chorwacki rząd coraz silniej podkreśla, że chce przynależeć do twardego jądra Unii Europejskiej. Jest więc to kolejny kraj, którego zainteresowanie projektem polskiego rządu, tzw. Międzymorza, okazuje się iluzoryczne. Wyraz dała temu ministra gospodarki Martina Dalić oficjalnie ogłaszając rozpoczęcie starań o przystąpienie do eurozony.

Chorwaci chcą w ciągu dwóch lat przeprowadzić niezbędne reformy, a kolejne dwa spędzić w „poczekalni”, w ramach ERM2. Jako wzór ministerstwo podaje Słowenię, z zastrzeżeniem jednak, że po przyjęciu do strefy euro Słoweńcy trafili na międzynarodowy kryzys finansowy. W ten sposób premier Plenković chce by Chorwacja pozostała w ścisłym centrum przemian UE, o których wspomina m.in. prezydent Francji Emmanuel Macron.

W podobnym tonie wypowiadał się premier Słowacji, populista Robert Fico, mimo wspólnego członkostwa z Polską w Grupie Wyszehradzkiej. Jego kraj przyjął już euro i nie zamierza zmieniać kierunku integracji. Na ostatnim szczycie Grupy Wyszehradzkiej przedstawiciele Czech i Słowacji podkreślali, że problem nierównego traktowania Europy Wschodniej przez producentów żywności Grupa rozwiąże razem z Komisją Europejską a nie przeciw niej.

Z innej nieco strony rzekomą wspólnotę interesów krajów Międzymorza zaatakował bułgarski prezydent. Po spotkaniu z Andrzejem Dudą wzywał do wycofania się z sankcji wobec Rosji. Czesi i Słowacy zachowują też dystans obawiając się dominującej roli Polski.

Dotychczas więc wydawało się, że najpewniejszym sojusznikiem poza Węgrami jest Chorwacja reprezentowana przez prezydent Kolindę Grabar-Kitarović. To ona była inicjatorem zaproszenia Donalda Trumpa na szczyt Międzymorza w Warszawie. Mimo wzajemnej sympatii z Prezydentem Dudą i wysłania wojsk chorwackich na wschodnią flankę NATO, Grabar-Kitarović próbuje też jednak ocieplić stosunki z Rosją. Mimo negatywnej opinii premiera rządu spędziła trzy dni w Moskwie, spotykając się z Władmirem Putinem i Dmitrijem Miedwiediewem. Zabiegała tam o rozłożenie zadłużenia największej chorwackiej firm żywnościowej Agrokor, która jest bliska upadłości. Po nieudanych inwestycjach i być może finansowych malwersacjach spółka przestała być wypłacalna. Dla Chorwatów to sprawa wagi państwowej, ponieważ Agrokor z firmami córkami produkuje 16 proc. PKB kraju.

Rozkrok w jakim stara się utrzymać swoją politykę prezydentka kraju pozostaje w sprzeczności z działaniami premiera Plenkovicia. W jego opinii miejsce Chorwacji jest w twardym jądrze UE. W tym roku już kilkukrotnie spotykał się z Donaldem Tuskiem. Dyskutował z nim m.in. o przyszłości Unii oraz rozmawiał o członkostwie Chorwacji w strefie Schengen i przyjęciu euro. W pierwszym przypadku wejście do strefy miałoby nastąpić w pierwszej połowie 2019 roku. Wspólna waluta miałaby zostać wprowadzona w ciągu czterech, pięciu lat. Liczby te wydają się jak najbardziej realne, zwłaszcza, że na początku tego roku Donald Tusk bardzo chwalił Chorwatów za postępy w reformach, podkreślając, że to jeden z najlepszych partnerów dla Rady. Dobrego wrażenia nie zacierają jak się zdaje nawet powracające zatargi z sąsiadami, np. ze Słowenią o przebieg granicy.

Wesprzyj Fundację Dziennikarską mediumpubliczne.pl

Również podczas spotkania obydwu panów na początku bieżącego roku Plenković podkreślał, że Chorwacja chce być częścią pogłębiającej się integracji UE. Nie dziwi więc, że na początku tego tygodnia rząd dał zielone światło projektowi przyjęcia wspólnej waluty. Najpierw Chorwacki Bank Narodowy ma przygotować w tej sprawie mapę drogową.

W związku z pomysłami Komisji Europejskiej, Niemiec i Francji by zacieśnić współpracę w ramach strefy euro, chorwacki rząd nie chce pozostawać z boku. Tamtejsi politycy mają świadomość potencjalnych konsekwencji ekonomicznych, gdyby kraje ze wspólną walutą uzyskały własny budżet. To jeden z kilku powodów, dla których Andrej Plenković nie jest zainteresowany ideą Międzymorza. Dochodzą do tego kwestie polityczne, ponieważ za sprawą Polski projekt ten będzie ciążył na wschód, a dla Chorwacji ważniejsze jest południe i południowy-wschód. Przede wszystkim zaś sąsiedzi z byłej Jugosławii. Międzymorze nie zapewni też środków finansowych, którymi dysponuje UE. Poza tym społeczeństwo chorwackie jest zainteresowane właśnie kwestiami ekonomicznymi a nie „wstawaniem z kolan”.

Nie znaczy to jednak, że chorwacki rząd zamknie się na współpracę z polskimi władzami. Dla Chorwatów ważny jest na przykład rozwój połączeń drogowych z centralnej Polski, przez Słowację i Węgry. Drugi istotny temat to infrastruktura gazowa. Chorwaci budują gazoport na swoim wybrzeżu, jako alternatywę dla rosyjskiego gazu. Połączenia gazowe z Polską poprzez kraje Europy Środkowej obydwu państwom zapewniłoby dywersyfikację źródeł energii.

 


O SOBIE: Przebywam obecnie pół roku w ramach wymiany na studiach doktoranckich w Zagrzebiu. Kilkukrotnie pisałem już na MP artykuły o sytuacji na Bałkanach. Jestem studentem studiów doktoranckich na Wydziale Filologii Polskiej i Klasycznej UAM (w Instytucie Filologii Słowiańskiej na tym Wydziale) i absolwentem fil. chorwackiej i stosunków międzynarodowych na tejże uczelni.

red. Rafał Betlejewski
Chcesz napisać polemikę? Wyślij swój tekst na kontakt@mediumpubliczne.pl
Czy zgadzasz się z tezą artykułu? NieTak (Ocena: 0, liczba głosów: 2)
Loading...
Foto: Rafał Betlejewski
The following two tabs change content below.

Michał Kucharski

Absolwent stosunków międzynarodowych na UAM w Poznaniu na specjalizacjach integracja europejska i dyplomacja i stosunki konsularne. Student filologii chorwackiej. Działacz lokalny w Poznaniu, radny osiedlowy.