Gdybyśmy molestowanie potraktowali jako chorobę…

Wydaje się, że gdybyśmy molestowanie potraktowali jako chorobę i podeszli do niej od strony epidemiologii, czyli statystyki, a oderwali je od sfery seksualności, która budzi zawstydzenie, moglibyśmy skuteczniej jej przeciwdziałać. Molestowanie da się opisać jako chorobę wieku dziecięcego, niezaraźliwą, ale statystycznie istotną. Ocenia się, że 10 do 20 proc. dzieci przeżywa te dolegliwości. Innymi słowy, w klasie w której jest trzydzieścioro dzieci trójka dzieci może wykazywać objawy molestowania. TRÓJKA!

Przedruk rozmowy z Rafałem Betlejewskim z onet.pl – Pytania zadaje Damian Gajda, Gala/onet. Na zdjęciu Agnieszka Pajurek.

 
Amerykańska aktorka Alyssa Milano opublikowała na Twitterze post: „jeśli ty też byłaś molestowana seksualnie, napisz #metoo jako odpowiedź na ten tweet”, uruchamiając w ten sposób lawinową dyskusję na temat molestowania. Ucieszyło Pana tak powszechne zainteresowanie tym tematem?

Tak i nie. Tak, bo czekałem na przełom w tej sprawie, nawet sam próbowałem go wykreować — a nie, bo mam przed sobą kolejny namacalny dowód na skalę zjawiska, czyli skalę cierpienia spowodowanego przemocą seksualną.

Milczenie przerywają nie tylko światowe, ale też polskie gwiazdy. Do tej pory to był temat tabu. Dlaczego nagle wszyscy tak chętnie mówią o molestowaniu?
Mówi Pan zapewne o moich przyjaciółkach: Paulinie Młynarskiej i Małgosi Halber, ale też o Krystynie Kofcie czy Dorocie Naruszewicz i innych dzielnych kobietach, które postanowiły mówić. Mam dla nich podziw. Nie sądzę, by robiły to chętnie.
 
Powiedzenie prawdy o tym doświadczeniu zawsze jest trudne. Niestety.
Akcja #jateż kreuje jednak właściwe warunki dla wyznań: otoczenie, w którym osoby dotknięte prześladowaniem, nie czują się samotne, mogą liczyć na zrozumienie i wsparcie. #metoo jest wielką, ogólnoświatową grupą wsparcia — taka powinna być codzienność. Niestety jest odwrotnie.
Pan tym tematem zajmuje się od dłuższego czasu, publikując na swoim blogu zwierzenia kobiet, które doświadczyły przemocy seksualnej. Dlaczego Pan to robi?
Pozwoli pan, że zrobię krótkie wprowadzenie: otóż, przemoc zawsze stanowiła najistotniejszy temat moich zainteresowań. Zajmowałem się wykluczeniami, czy to ze względu na starość, czy bezdomność, poglądy, rasę, czy narodowość. Prowadząc projekty, próbuję zrozumieć, jaki wpływ na życie społeczne ma przemożny popęd do okrucieństwa, z jakich źródeł on wynika, oraz jak mu przeciwdziałać. Sam, jako dziecko, doświadczałem przemocy fizycznej, więc wiem, jakie problemy rozwojowe rodzi to u kształtującej się osoby, jak silna jest później skłonność do destrukcji.
To pozwala Panu lepiej zrozumieć swoich bohaterów?
Identyfikuję się z nimi, ale staram się także wejść w buty prześladowcy i odkryć impulsy nimi kierujące. Odkryć je w sobie. Prawda na swój temat, odarcie się ze złudzeń co do własnej świętości, wydaje mi się kluczem do rozwiązania problemów społecznych na globalnym poziomie. Inaczej mówiąc, dawno zrozumiałem, że skłonność do przemocy, która tak mnie przeraża w innych, jest we mnie.
Ale Pana postawa świadczy o tym, że jest w Panu również dobroć, szczodrość, troska o innych.
Ale także bezinteresowność, która pozwala mi pracować z wyłączeniem własnego zysku. Chcę pokazać światu, że możemy być piękni, wspaniali — wybór w dużej mierze zależy od nas. Trzeba chcieć być dobrym. Szlachetność należy wybrać. A żeby to mogło się urzeczywistnić, musimy odrzucić przemoc.

Podpisz petycję żądającą wprowadzenia powszechnego badania dzieci na okoliczność molestowania.  

Pisze Pan, że przemoc wobec kobiet, manifestująca się przez pogardę wobec ich seksualności, oraz poprzez próby podporządkowania ich potrzebom mężczyzn, to jeden z najistotniejszych elementów przemocy w ogóle, a nawet jej źródło.
Taka przemoc ma swoje źródło w męskich fobiach dotyczących roli kobiety w akcie seksualnym, głębokiego niezrozumienia i odrzucenia możliwości, że można czerpać przyjemność z pasywnej postawy w seksie, z bycia penetrowanym. Dla większości mężczyzn — na całym świecie — bycie penetrowanym w akcie seksualnym jest największym horrorem, jaki mogą sobie wyobrazić. Penetracja ich ciał kojarzy im się z upokorzeniem. Karą, jaką otrzymuje się od współwięźniów w celach, najgorszym życzeniem wypowiadanym pod adresem wrogów. Stąd też kibolskie przyśpiewki typu „chuj ci w dupę” — jako opis ostatecznej kary fundowanej pokonanym.
To także źródło homofobii, która, proszę zauważyć, ma swoje źródło właśnie w pogardzie wobec kobiecej seksualności lub wobec mężczyzn, którzy chcieliby przyjąć rolę kobiet – czyli gejów.
Dominacja w seksie, która zmierza do wzmożenia pożądania, nie ma nic wspólnego z dominacją nad osobą. Dominacja nad osobą, w której pojawia się seks, nie ma nic wspólnego z seksem. Seks w takiej relacji jest tylko narzędziem przemocy.
Skoro przemoc jest dla mnie tak ważnym zjawiskiem i kiedy zrozumiałem, że przemoc seksualna jest jej najważniejszym źródłem, musiałem się nią zająć. Jednak temat jest niezwykle skomplikowany, więc postanowiłem podejść do niego ostrożnie, poświęcając pierwsze lata na badania. Tym dla mnie jest projekt „niechcetego”, który realizuję na blogach niechcetego.blogspot.com oraz niechcetego.war-saw.pl. Pragnę zrozumieć, czym jest prześladowanie kobiet z ich perspektywy. Chcę zobaczyć to ich oczami. Uczę się. Uczę się za wszystkich mężczyzn.
Ale jak się stało, że anonimowe kobiety, zaczęły do Pana wysyłać te często bardzo intymne, bolesne zwierzenia?
Po prostu, dałem im do tego platformę. Otworzyłem blog i ogłosiłem to w sieci. Zacząłem od wyznania, że prześladowca seksualny jest także we mnie, że sam dopuściłem się zachowań, które były przemocą. Opisałem swoją drogę do zrozumienia, co było we mnie złe. Być może właśnie ta uczciwość pozwala kobietom mi zaufać. Zresztą często o tym wspominają.
Ile przesyłek dziennie odbiera Pan ze skrzynki w warszawskim barze Syrenka, na adres którego pokrzywdzone kobiety wysyłają do Pana listy?
To nie jest aż tak obfita korespondencja. Większość tekstów trafia do mnie poprzez adres niechcetego@mail.com lub też na Facebooku. Jednak docierają również listy pisane odręcznie i są to być może najbardziej poruszające wyznania, gdyż mam je w ręku, jako dowód, jako symbol. Widzę charakter pisma, w którym uwidacznia się emocja piszącej.
Co Pana, jako mężczyznę, najbardziej uderza w tych historiach?
Uderzają mnie dwie rzeczy: po pierwsze, że przemoc seksualna dotyka tak wielu kobiet, kiedy są jeszcze dziećmi — to są wyznania najstraszniejsze — takie jak historia Agnieszki Pajurek, bohaterskiej dziewczyny, która opowiedziała swoją historię do kamery. A prześladowcami są mężczyźni z najbliższego otoczenia: ojcowie, ojczymowie, dziadkowie, bracia, kuzyni, wujkowie, mężowie, księża. Koszmarem jest czytać, że te dziewczynki były pozostawione na pastwę swoich oprawców przez długie lata, że nikt im nie pomógł. Po drugie, że dla kobiety zgwałconej najistotniejsza jest reakcja jej zaufanego mężczyzny: męża czy partnera. I tu, my mężczyźni, zawodzimy po całości. Większość kobiet relacjonuje, że jej partner ją zawiódł, że potraktował jej doświadczenie jako atak na siebie, że się obraził, poczuł zazdrosny, że ją zostawił — tak jakby to ona była odpowiedzialna. Wielu z tych mężczyzn pyta, czy ona miała z tego przyjemność, czy sama tego chciała, czy prowokowała. Czują się zagrożeni. I to jest ponowne fiasko, nas, mężczyzn.
Trzecie fiasko ponosimy jako funkcjonariusze prawa…
Muszę wspomnieć, że gdy miałem dziewiętnaście lat, moja ówczesna dziewczyna, szesnastolatka, została zgwałcona na plaży w Orłowie przez nieznanego sprawcę. Ja także wtedy poniosłem porażkę jako mężczyzna, któremu ona wyznała prawdę. Przykro mi to mówić, ale tak ona to zapamiętała, i tak to dziś przedstawia. Jest mi niezmiernie przykro i mam do siebie żal. Ale mam też żal do moich wychowawców, że w żaden sposób nie zostałem na taką sytuację przygotowany. W szkole nie miałem żadnych zajęć z zakresu seksualności i przemocy, byłem zielony.
Dla mnie najboleśniejsze jest milczenie – nie tylko ofiar, ale też tych, którzy są wokół nich. Ta zmowa milczenia jest leitmotivem prawie każdej z historii, którą opisuje Pan na swoim blogu.
Tak, to prawda. Określenie „zmowa milczenia” jest jednak mylące, gdyż sugeruje, że nastąpiło zawarcie jakiegoś świadomego kontraktu: nie mówimy o tym. Tak nie jest. Na poziomie deklaracji większość osób powie, że temat jest poruszany, że należy o nim mówić, a nawet, że jest „wałkowany” przez media. Inaczej rzecz wygląda, gdy do zdarzenia dojdzie. Doświadczenie ofiary jest doświadczeniem koszmaru, który przerasta jej normalne możliwości komunikacyjne — ona po prostu nie wie, jak powiedzieć, nie ma narzędzi, którymi może się posłużyć, nie ma nawet języka, którym mogłaby to nazwać.

Poza tym, o czym wspominają Pana bohaterki, jest jeszcze uczucie upokorzenia, które wiąże się z przemocą, a to utrudnia mówienie. 
Nakłada się na to tabu związane z seksualnością, przesądy, które tego dotyczą, „chichotkowanie”, wiążące się z seksem, wulgarność, z jakim jest traktowany, wyparcie go na margines. W pornografię, ohydne dowcipy, niedomówienia itd. — to wszystko tworzy środowisko „wymuszonego milczenia”.
Jakie emocje pojawiają się w głowie dziecka, które pozostawione jest samemu sobie? Co mówiły Panu te dziewczyny?
To bardzo trudne do opisania, wymagałoby książki. Zależy, kto molestuje, sąsiad czy tata, i w jakim wieku jest dziecko. Najmłodsze dzieci, 8-, 9-letnie, które doświadczyły molestowania, a mówiąc wprost: gwałcenia, przez ojca czy opiekuna, nie są w stanie pojąć, co się dzieje i co to oznacza. Nie mają także języka, którym mogłyby to opisać. Nie znają słowa penis, pochwa, cipka, stosunek płciowy, wytrysk, sperma — żadnego z nich nie potrafią użyć. Nie mając opisu zjawiska są pozostawione na to, co mówi im tata. A tata mówi, że je kocha i że tak ma być, że to normalne.
Jednocześnie wszystkie ofiary, z którymi Pan rozmawia, opowiadają, że nawet bez odpowiednich słów molestowanie budzi w nich poczucie wstydu…
A to tworzy wrażenie tajemnicy, która musi je otaczać. Tę tajemnicę wzmaga i wykorzystuje prześladowca wmawiając dziecku, że musi to pozostać między nimi, bo jest czymś specjalnym, wyjątkowym, czego nikt inny nie zrozumie. W konsekwencji dziecko osuwa się w izolację, w samotność. Z czasem doznanie wstrętu, niechęci, bunt narasta, ale pętla tajemnicy jest już zaciśnięta tak szczelnie, że nie ma jak jej zerwać. Dziecko zaczyna się czuć współwinne, a nawet odpowiedzialne za to, co się dzieje. W końcu sama ofiara staje się najgorliwszym strażnikiem tajemnicy o własnym cierpieniu, a sprawca może z tego w coraz bardziej brutalny sposób korzystać. Przerażający mechanizm tego zaklętego kręgu jest wcieleniem zła i okrucieństwa. Trudno sobie wyobrazić większy koszmar — szczególnie, że odbywa się z udziałem coraz bardziej świadomego dziecka. Te historie czytam w najczarniejszej rozpaczy. Osoby, które mają zapewnić bezpieczeństwo i rozwój, stają się najstraszliwszymi prześladowcami. To zaburza cały świat tych dzieci i powoduje kolosalne problemy w wieku dorosłym. Z tym większym podziwem patrzę na osoby, które z tego doświadczenia wyszły i potrafią budować życie od podstaw. Jakiej siły to wymaga! Dlatego właśnie wspólnie z Agnieszką Pajurek zaproponowaliśmy wprowadzenie do szkół ogólnopolskiego programu przesiewowego wykrywającego potencjalne ofiary molestowań.

Wesprzyj autora red. Rafał Betlejewski
Chcesz napisać polemikę? Wyślij swój tekst na kontakt@mediumpubliczne.pl
Czy zgadzasz się z tezą artykułu? NieTak (Ocena: +2, liczba głosów: 2)
Loading...
Jakie cechy musi mieć mężczyzna, który molestuje, że wszyscy obawiają się konsekwencji ujawnienia tego, co robi?
Wszystkie ofiary molestowania wskazują na podstawową cechę: umiejętność manipulacji. Sądzę, że molestator to człowiek o niskim poczuciu własnej wartości, który zapewne doznał zaburzeń na etapie własnego rozwoju, niepotrafiący budować relacji opartych na współpracy i zaufaniu, który posługuje się kłamstwem do osiągania własnych celów. Molestator potrafi tworzyć fałszywy obraz siebie i kreować nieprawdziwe opinie na własny temat. O molestatorach najczęściej słyszymy później: a taki z niego był porządny człowiek, taki miły, dusza towarzystwa. Molestowanie dziecka — zdominowanie go — służy molestatorowi do budowania własnej wartości opartej na poczuciu całkowitej kontroli, niemalże boskiej sprawczości. To zresztą są dokładnie słowa, które ojczym Agnieszki Pajurek wypowiedział do niej przed pierwszym gwałtem: ojciec jest jak Bóg, jestem jak Bóg.
Proszę opowiedzieć o mechanizmach zastraszania stosowanych przez molestujących.
Zastraszanie to drugi etap budowania klatki, w której uwięziona jest ofiara. Pierwszy polega na związaniu emocjonalnym: wzbudzeniu w ofierze poczucia wstydu, powtarzaniu, że wszyscy się będą śmiać, winie — tatuś tak bardzo cię kocha, nie skrzywdziłabyś przecież tatusia…— i współudziale, kiedy ofiara namawiana jest do kłamania w imię zachowania tajemnicy — to będzie nasz sekret, tylko nasz. Później, gdy jej opór rośnie, pojawia się zastraszanie wprost — zabiję cię, pośrednio — matka się zabije — oraz straszenie utratą bliskich i zrujnowaniem świata — zabiorą cię do poprawczaka, a tatuś pójdzie do więzienia.
Jak to, czego doświadczyły kobiety, z którymi Pan rozmawiał, przełożyło się na ich relacje z mężczyznami, innymi ludźmi w dorosłym życiu?
To są kobiety, które ze strony najbliższych mężczyzn nie mogą się spodziewać niczego dobrego, dlatego tak trudno jest im zaufać. Po drugie są to osoby, które mają trudności z akceptacją własnego ciała, jego seksualności, wykazują skłonności do okaleczeń, zachowań destrukcyjnych. Często doświadczenie molestowania jest ciągle tylko ich tajemnicą, którą boją się zdradzić, by nie doznać odrzucenia. Wymagają długotrwałej i profesjonalnej pomocy.
Która z tych historii była dla Pana najbardziej przerażająca?
Wszystkie historie dotyczące molestowania w dzieciństwie, jak choćby opowieść Ani, która urodziła dziecko ojczymowi. Ale też historia Agaty, która doznała gwałtu zbiorowego we wsi w Bieszczadach, a następnie jej prześladowcy przyjeżdżali do niej pod Warszawę, bo odbierać „gratisy”.
Te opowieści okazały się na tyle sugestywne, że postanowił Pan określić molestowanie mianem choroby.
Wydaje się, że gdybyśmy molestowanie potraktowali jako chorobę i podeszli do niej od strony epidemiologii, czyli statystyki, a oderwali je od sfery seksualności, która budzi zawstydzenie, moglibyśmy skuteczniej jej przeciwdziałać. Molestowanie da się opisać jako chorobę wieku dziecięcego, niezaraźliwą, ale statystycznie istotną. Ocenia się, że 10 do 20 proc. dzieci przeżywa te dolegliwości. Innymi słowy, w klasie w której jest trzydzieścioro dzieci trójka dzieci może wykazywać objawy molestowania. TRÓJKA!
A czy molestowanie ma swoje objawy?
Są one dość precyzyjnie opisane, wydaje się więc, że przygotowanie odpowiedniego programu ich wykrywania na masową, przesiewową, skalę nie powinno być trudne. Można by to było zrobić w taki sposób, by dzieci nie orientowały się nawet, że podlegają ocenie na okoliczność tej choroby. Czy dziecko jest rozdrażnione? Czy dziecko wykazuje chorobliwe zainteresowanie seksem? Czy dziecko dotychczas wesołe i towarzyskie zaczyna się izolować i chodzi ponure? Czy dziecko wykazuje objawy samookaleczania lub autodestrukcji? A może rysuje niepokojące rysunki, tworzy dziwne wiersze, jest agresywne? To wszystko można by oceniać na poziomie wychowawcy i kwestionariusza. Takie dzieci mogłyby być kierowane na obserwację specjalistyczną, a wreszcie interwencyjną. Wyobraźmy sobie, że zaczęlibyśmy wykrywać molestowanie na wczesnym etapie! I ratować dzieci!