Czy kościół to miejsce dyskusji? – Betlejewski i Tymański profanują Świątynię Opatrzności

Polska staje się kwoką, która nam siadła na czole i mówi: ssij tę cipę do końca i powtarzaj Polska, Polska, Polska. Ja tu przyszedłem, żeby was z Polski wyzwolić – deklaruje Tymon.

Spotkaliśmy się z Tymonem Tymańskim w Świątyni Opatrzności Bożej. Chcieliśmy pogadać i mieć w tle coś, co aspiruje do matecznika polskości – taki narodowy kościół – symbol wprzęgnięcia katolicyzmu w patriotyzm. Dla nas – ludzi ciągle poszukujących i wątpiących – takie miejsce powinno być miejscem ciągłej debaty, żywej dyskusji, sporu i ekspresji – takiego miejsca potrzebujemy. Czy takim miejscem jest Świątynia Opatrzności? Raczej nie.

Tymon zaczął mocno. Opowiedział mi o tym, jak się onanizuje. Metodą taoistyczną robi to bez wytrysku. Coś tam przyciska, coś tam przytrzymuje i… – spuszczam się sobie do dupy – mówi. Jak to brzmi w Świątyni? Jak wrzucony do niej granat. Do sakrum wkroczyło profanum. Nie mogę powstrzymać śmiechu, choć jednocześnie jestem przerażony. Wszystko mi mówi, że tak nie można, że w kościele trzeba z szacunkiem. Że w kościele nie ma zwykłego życia, nie ma ciała i jego procesów. Jest duch.

Zobacz rozmowę Betleja z Tymonem:

Ale Tymon nie daje odetchnąć. Na pytanie, czy jest duchowy, odpowiada, że tak, a na pytanie, czy czuje ducha tu, w tej świątyni, mówi: tu Boga nie ma. I cytuje swojego buddyjskiego nauczyciela Rama Krisznę: odkąd ludzie budowali kościoły, żaden bóg w nich nie mieszkał. Odkąd istnieją serca ludzkie bóg nigdy ich nie opuścił. Wszystkie miejsca, które nam Boga narzucają są totalnie antyboskie.

Wesprzyj Fundację Dziennikarską mediumpubliczne.pl

– Czyli boisz się tego?

– Dobrze, że nie mam kaca, bo gdybym miał kaca, czułbym się jak Jurand ze Spychowa, który się podczołgał pod Malbork – mówi Tymon patrząc na gigantyczny budynek Świątyni.

Obaj odczuwaliśmy lęk. To jest chyba najwyraźniejsze pierwsze odczucie ze Świątyni Opatrzności. Lęk przed tą gigantyczną przeskalowaną przestrzenią, w której nie ma nic ludzkiego, a wszystko ma być boskie – czyli doskonałe, wspaniałe, nie nasze. Przestrzeń narodowego mitu i tabu. Na ścianach „Wielcy Polacy” – tak wielcy jak ta budowla. Nieosiągalni, nieludzcy. Doskonali za życia i po śmierci czczeni. Można tylko paść przed nimi na kolana i dziękować i przepraszać i się ukorzyć. Wielbić. W podziemiach „narodowy kamień węgielny”, ołtarz Jana Pawła II z fiolką jego krwi. Urny z prochami ze Smoleńska. Symboliczna średniowieczna zgroza.

Czy w tych murach jest miejsce na błazenadę? Na żart, na figiel? Odpowiedź jest jasna i oczywista: nie. Tu jest miejsce tylko na szacunek, pobożną ciszę i czczenie. Inaczej mówiąc: morda w kubeł i suń na kolanach z pochyloną głową.

Patrząc na to symboliczne upakowanie do głowy przychodzi inny tego typu wytwór megalomanii: Licheń. Afirmacja małomiasteczkowej Polski, gigantyczna cukiernia zbudowana w środku pola, sprzedająca lukrowane religijne ciastka i zdobione heroiczne obrazki. Ale tam przynajmniej banał zabobonnego patriotyzmu ma jakieś ludowe umocowanie. Jest legenda o uzdrawiającej wodzie, są tłumy prostych ludzi z prowincji. A tu? Tu nie ma nic. „Wyciskarka do cytryn” – jak ją ochrzcili złośliwcy – stoi pośrodku nowej korporacyjnej Polski, a w swojej parafii w 80% ma brand managerów z kredytem na 90 metrów. Czy oni tu będą przychodzić, by spowiadać się ze swojej marketingowej przemocy?

Przełamujemy pierwsze drżenie i zaczynamy rozmawiać. Po chwili okazuje się, że rozmawia się zaskakująco dobrze, ale obaj czujemy – a przynajmniej ja, który jestem pełen nabożnej trwogi – że przekraczamy granice. Chociażby używając wulgarnych słów. Poruszając tematy, których tu się nie porusza. Wątpiąc w boskość Jezusa, w istnienie Boga. To przecież nie tu! Nie tu!

Myślę, że ten facet, który tam wisi na krzyżu był fajnym człowiekiem. Jeśli on swoją walką o dobro ogóle, ponad podziałami społecznymi przedkładał duchowość i jeśli za to został zabity będąc człowiekiem, to mi to pasuje. Dawno temu zrozumiałem, że Jezus był człowiekiem. Fajnym człowiekiem. Jeżeli był Bogiem, to co to jest za mesydż? Bóg jest silniejszy od nas. Bóg nie daje nam żadnej inspiracji, bo jest lepszy. Nigdy nie widziałem Boga. Pieprzę Boga! Ja wierzę w człowieka.

 

No właśnie, czymże jest Bóg – zadajemy sobie to pytanie co i rusz. Miłością i współczuciem, czy tyranem patrzącym surowo z sufitu? Kogo ceni Bóg? Oddanych, wiernych i dziewiczych, czy poszukujących i wątpiących?

Tymon opowiada przygodę ze swojego ślubu, na którym – jak mówi – dokonał ostatniego hepeningu kościelnego, czyli kłamał, by uzyskać sakrament. Musiał kłamać, gdyż nikt nie był gotowy, by z nim rozmawiać. – Poszedłem do Dominikanów – niby fajnych księży, a oni mnie pytali, czy jestem chory psychicznie. Prosiłem, by zmienić słowa liturgii, lecz nie było mowy. Powiedziałem im wtedy, że według mnie ta ich religia nie żyje.

No właśnie… czy to żyje? Czy kościół żyje? Tyle się w kościele mówi o życiu, o Bogu żywym obecnym pod postacią ciała – kościół ma być tą strażnicą życia w cywilizacji śmierci, ale czy kościół żyje? Czy też kościół jest zamrażarką życia, trumną dla papieży, prezydentów, Boga i myślenia? Po co nam ten silos betonowy, skoro Bóg mieszka we wszystkich tych krzewach i zwierzątkach wokół nas? Tymon – jak każdy artysta – poszukuje szczerości, prawdy, życia. A życie biologiczne rodzi się z chaosu, z brudu, z nieporządku. Życie religijne z pasji, miłości, współczucia. Życie umysłowe rodzi się z pytań i wątpienia. Nie istnieje bez poczucia humoru.

Ja już tutaj nie mieszkam. Odrzuciłem tę skorupę, którą jest kościół. To jest dom ślimaka, który ma dwa tysiące lat i jest ciężki. Tam jest czarna biblia – mówi Tymon.

Zanim odejdzie do swoich spraw, wymyśla jeszcze nazwę dla mojego początkującego zespołu. Błoto.

I to jest świetna nazwa. Z Błota wyrasta piękny kwiat. Z betonu nic nie wyrasta.

 

Wesprzyj autora red. Rafał Betlejewski
Chcesz napisać polemikę? Wyślij swój tekst na kontakt@mediumpubliczne.pl
Czy zgadzasz się z tezą artykułu? NieTak (Ocena: -1, liczba głosów: 9)
Loading...