Müller: „Przyszłymi nauczycielami zostają osoby, które ledwo zdają maturę.” Niestety coraz częściej tak jest

Dzisiejsi studenci anglistyki studiów licencjackich, a nawet magisterskich, a nawet absolwenci tego kierunku Uniwersytetu Warszawskiego (sic!) nie nadają się do tego, by uczyć języka angielskiego. Wykładowcy i władze uczelni powinny zweryfikować swoje podejście w zaliczaniu przedmiotów każdemu studentowi.

Müller: „Przyszłymi nauczycielami zostają osoby, które ledwo zdają maturę.” – Kontrowersyjne? Nie sądzę.

Tak w dzisiejszym poranku TOK.fm powiedział wiceminister nauki i szkolnictwa wyższego Piotr Müller. Kontrowersyjne? Nie sądzę. Moje doświadczenie nauczyciela i rekruterki do własnej szkoły językowej mówi, że dzisiejsi absolwenci anglistyki UW nie nadają się do uczenia angielskiego.

Z mojego doświadczenia pracy jako nauczyciel angielskiego i jako założyciel szkoły językowej oraz osoba rekrutująca lektorów, mogę powiedzieć z pełnym zażenowaniem i zgrozą: Dzisiejsi studenci anglistyki studiów licencjackich, a nawet magisterskich, a nawet absolwenci tego kierunku Uniwersytetu Warszawskiego (sic!) nie nadają się do tego, by uczyć języka angielskiego.

Przychodzą na interview, nie znając… angielskiego. Robią kardynalne błędy w gramatyce, stosują ubogie słownictwo, nie mówią płynnie i zdają się sprawiać wrażenie, jakby kontakt z tym językiem był dla nich swego rodzaju… zmaganiem, tak! zmaganiem! a nie przyjemnością. Naprawdę bardzo trudno było mi znaleźć tak wspaniałą kadrę do mojej szkoły językowej, jaką obecnie mam. Jeśli chodzi o akcent, może być różnie – podróżowanie po świecie nauczyło mnie tolerancji dla akcentów, oby to, co się przekazuje było zrozumiałe.

Choć prawdę mówiąc, dziwi mnie to, gdy dzisiejsi studenci lub absolwenci studiów językowych, przy tak wielu możliwościach kontaktu z językiem (Internet, Skype, anglojęzyczne TV, filmy bez lektorów, obcokrajowcy w PL) nie pracują nad swoim akcentem. Raz nawet, podczas interview, zapytałam jedną dziewczynę – kandydatkę na lektora, która po kilka zdaniach w języku angielskim poprosiła…by przejść na polski – co musiała zrobić, by skonczyć studia i jak ona to zrobiła, że zdała egzaminy. No po prostu zdała. Uniwersytet (Warszawski!) jej nie uwalił, pozwolił jej skończyć studia i wejść do grona szanownej elity absolwentów studiów wyższych.

Wesprzyj Fundację Dziennikarską mediumpubliczne.pl

Również maturzyści, których przygotowywałam do matury z angielskiego, a którzy ze swoimi stanem wiedzy powinni byli zacząć swoje przygotowania dużo, dużo wcześniej szokowali mnie swoim pomysłem, by po maturze iść na studia językowe, a potem uczyć angielskiego!

Przecież ich poziom wiedzy nie tylko z angielskiego, ale w ogole wiedzy na temat świata i rozumienia zagadnień abtrakcyjnych był okrutnie niski. Akurat z tymi zagadnieniami nie dziwię się, że licealiści nie rozumieją np. tezy „Społeczeństwo konsumpcyjne prowadzi siebie do upadku. Co o tym sądzisz?” Nie rozumieją, bo jak mają rozumieć skoro nie mają myśleć, a nie mają myśleć, bo mają robić pod klucz. Więc robią pod klucz, nie poddając własnej krytycznej analizie nie tylko zagadnień maturalnych, ale swojego własnego postępu lub jego braku. I wychodzą z liceum ( nie mówię np. o technikum, bo stamtąd wychodzą z jakąś wiedzą praktyczną, być może z jakimś fachem) z poczuciem, że są zajebiści w czymś, w czym nie są, i przekonani o tej swojej zajebistości chcą robić coś, do czego się po prostu nie nadają. Tylko czy to ja mam im te skrzydła podcinać, skoro chcą spróbować? Tylko dlaczego kosztem moich dzieci, które za kilka lat pójdą do szkoły? I tak bardzo chciałabym, by mieli fajnych i kompetentnych nauczycieli.

Mam 32 lata. To jakaś, być może istotna informacja mówiąca, z jakiego jestem pokolenia. Miałam 4-letnie liceum i maturę bez klucza, na której mogłam popłynąć.

Ludzie, którym dawałam bardzo małe niestety szanse na maturze, szli i ją zdawali. A potem szli na studia. Dlaczego nikt im po drodze nie powiedział, hola, może nie tędy droga? Bo może mamy takie czasy? Czasy samoukontentowania, w których nauczyciele, trenerzy, wykładowcy nie wymagają za dużo od uczniów i swoich wychowanków, bo taki mamy klimat: Nie zrażać do nauki, nie zrażać do sportu, generalnie bezstresówka, i utwierdzają ich w poczuciu, że nie robią błędów, że nie ma nad czym pracować, a jak jest, to i tak się zda, i tak się zaliczy.

Dlatego moim zdaniem powinniśmy odzyskać prestiż nauczyciela na każdym poziomie: nauczyciel szkoły podstawowej, wykładowca uniwersytecki, wychowawca na świetlicy, nauczyciel licealny, przedszkolanka. Możemy to zrobić poprzez taką dyskusję, w której wyjdzie, że jednak nauczycielki takie, jak przykładowa Ola i Magda mają doktorat i podyplomowe. I Pasję przez duże P. I chcą się dalej rozwijać. A wykładowcy i władze uczelni powinny zweryfikować swoje podejście w zaliczaniu przedmiotów każdemu studentowi. Bo to, że mamy wysoki odsetek absolwentów studiów wyższych, nie znaczy tego, co chcemy by oznaczało.

red. Natalia Wilk-Sobczak
Chcesz napisać polemikę? Wyślij swój tekst na kontakt@mediumpubliczne.pl
Czy zgadzasz się z tezą artykułu? NieTak (Ocena: 0, liczba głosów: 4)
Loading...
The following two tabs change content below.
mm

Natalia Wilk-Sobczak

Absolwentka studiów pedagogicznych i filozoficznych na Uniwersytecie Warszawskim, studiowała też dziennikarstwo i pedagogikę teatru na UW oraz filozofię edukacji na Uniwersytecie w Glasgow. Właścicielka szkoły językowej. Nauczyciel angielskiego z powołania i z przypadku. Globtroterka backpackerka. Czuła mama dwojga małych bliźniąt i jeszcze mniejszej córeczki. Przyjaciółka mistycznie odratowanej ze śpiączki cudownej suki o imieniu Maja.