Pamięć to pasożyt, który truje Polskę. Czy będziemy potrafili zapomnieć?

Powieść Pasożyt napisałem bazując na wielu latach zajmowania się przemocą. Przemocą strukturalną, symboliczną jak i tą codzienną, intymną. Dziś wiem, że głównym źródłem problemów w polskim życiu społecznym i rodzinnym jest pamięć okrucieństw jakiemu zostaliśmy poddani – oto ten Pasożyt. Pytanie, czy potrafimy się uleczyć?

Pasożyt to moja pierwsza powieść. Napisałem ją między 2011 a 2013 rokiem i odłożyłem do szuflady zajęty projektami bardziej bezpośrednimi, wiążącymi się z osobistą obecnością w przestrzeni publicznej. Razem z nią odłożyłem do szuflady moje towarzyszące mi od dzieciństwa marzenie, by stać się pisarzem. Zawsze mi się zdawało, że mam powołanie do bycia artystą, a pisarzem w szczególności. Artystą zacząłem być – lub bywać – w roku 2001, gdy w zielonogórskim BWA zacząłem realizować pierwszy projekt. Pisarzem byłem zawsze, tyle że w krótkich formach, a jeśli publikowanych to raczej dziennikarskich. Dziś chcę zadebiutować dłuższą formą. Powieścią o przemocy i okrucieństwie, które są prawdziwym polskim etosem.

Pierwszy raz z ogromem okrucieństwa spotkałem się prowadząc projekt fotograficzny związany z Powstaniem Warszawskim – A ja, czy poszedłbym? W 2003 roku zaciekawiły mnie ślady na ścianach budynków w Warszawie oraz architektoniczna dziwaczność tego miasta, która wydała mi się zdeformowanym ciałem, jakby odrośniętym po brutalnej amputacji w burchlach i koślawych zniekształceniach. Co tu się zdarzyło? – zastanawiałem się dotykając dziur w tynkach, patrząc na przestrzelinę w balustradzie mojego balkonu na Powiślu, spoglądając w oczy starych ludzi w parku. Odkryłem szybko, że w głowach wielu warszawiaków siedzi zagnieżdżona pamięć o niewyobrażalnym wręcz horrorze, jaki tu się zdarzył. O ludziach płonących żywcem, zgwałconych kobietach wyrzucanych przez okna, ludziach mordowanych w piwnicach, o walce wręcz, na pręty stalowe, na siekiery, na pazury. Stałem jak skamieniały słuchając wspomnień ocalonych, przetrwałych, którzy w oczach noszą obrazy niecywilizowane. „Kule leciały jak żywy płomień”, mówiła do mnie stara kobieta odsłaniając zabliźnioną dziurę w obojczyku, jakby kawał ciała wyżarł z niej żelaznym dziobem ptak.

Następnie odkryłem Zagładę. Zagładę, której skala przerasta możliwości percepcyjne pojedynczego człowieka, a która ma jeszcze wymiar tajemnicy i winy. Współsprawstwo – to słowo przeszkadza nam, Polakom, w pełnym i czytelnym spojrzeniu w te rany zadane nam w sposób najbardziej perfidny i zdradziecki, gdyż przy użyciu najbardziej podłego podstępu: rasizmu. Trudno wyrazić horror pamięci ludzi, których rodziny zostały spalone żywcem, pognane batami, zdradzone i ograbione przez sąsiadów wespół z najeźdźcami, podczas gdy cały świat się walił.

A te wielkie historie, te koszmarne doświadczenia, które historycy ujmują w statystyki i procesy, ja poznawałem jako człowiek, artysta, dziennikarz, który widzi to przez oczy ofiar, przez indywidualne opowieści, przez spotkania w miejscach, w których się dokonywały. Powiem tak: trudno się otrząsnąć z jednej choćby opowieści usłyszanej wprost od warszawskiego Powstańca wygłoszonej w warszawskiej piwnicy, gdzie spośród zdetonowanych granatami trupów czternastolatek wygrzebał żywego wuja…

Ale poszedłem dalej. Postanowiłem zainteresować się starością i jej ekonomicznym wykluczeniem. Odwiedzałem ludzi starych i pomarszczonych, chorych i umierających na starość, walczących o zachowanie resztek godności i radości, gdy trudno jest się ruszać, a domowy budżet to czterysta złotych. Zrozumiałem, że przemoc – także ekonomiczna – jest doświadczeniem dotyczącym nas stale. Także dziś.

Wesprzyj Fundację Dziennikarską mediumpubliczne.pl

Maska – fragment drugiej części powieści Pasożyt

I wtedy poznałem Agnieszkę Pajurek, która opowiedziała mi, jak była gwałcona przez ojczyma. Ojczyma, który przedstawił się jej jako Bóg. Najpierw w polskim radiu, a następnie na blogu niechcetego.blogspot.com przedstawiałem dziesiątki opowieści kobiet, które doświadczyły tego samego. Seksualnej przemocy. Jej najbardziej przerażającym wymiarem jest molestowanie dzieci, istot bezbronnych i zdradzanych przez ludzi, którzy mają się nimi opiekować. Natomiast najbardziej zaskakującym odkryciem jest powszechność doświadczenia przemocy wśród współczesnych Polek. A to odkrycie jest na wyciągnięcie ręki: wystarczy zwrócić się do kobiet we własnym otoczeniu z pytaniem o to doświadczenie, by usłyszeć drastyczne historie.

Patrzę i obserwuję polską współczesność, nasze nerwowe i wściekłe odruchy, nasz pełen niechęci i wulgarności język, brak serdeczności i całkowity kryzys wzajemnego zaufania, pełne paniki reakcje na płynące z zagranicy zarzuty, prostackie oskarżenia jakie kierujemy do siebie nawzajem, pogarda jaką serwujemy innym narodom, strach z jakim bronimy się przed przyjęciem ofiar światowych konfliktów, niskie poczucie własnej wartości i brak wiary w nasze siły i dochodzę do wniosku, że jesteśmy narodem zgwałconym.

Zgwałconym okrutnie. Narodem, który zachował pamięć o tym zgwałceniu w najgłębszych strukturach swojego organizmu. To ta nieuleczona trauma zatruwa polskie relacje w przestrzeni publicznej jaki i prywatnej.

To pasożyt pamięci wstrzykuje w nas raz po raz dawki strychniny, która powoduje w nas skurcze i spazmy, podskoki i konwulsje, a my, Naród, przypominamy animowanego prądem Zombie, które rzuca się i sieje nienawiść. Mało tego, nasza zbiorowa wyobraźnia jest pod wpływem bardzo silnych stymulantów, które unoszą ją w świat halucynacji i złudzeń. Naszym chlebem powszednim jest fantazmat. Ojczyzna, Jezus, Świętość, Flaga – to ikonografia tej halucynacji. A jej napędem jest strach. Stąd te chochole tańce wokół żołnierzy wyklętych, grobów Katynia i Wołynia, stodoły w Jedwabnem, kazamatów więzienia na Rakowieckiej itd. stąd nasza chorobliwa skłonność do narodowej nekrofilii i rozgrzebywania grobów – w sensie jak najbardziej dosłownym. Stąd wieszane na płotach zdjęcia zakrwawionych płodów, stąd powracające żądania rozkopania mogiły w Jedwabnem, czy ekshumacje smoleńskie. Czy dziwią doniesienia, że w latach pięćdziesiątych wieśniacy rozgrzebywali zbiorowe groby Treblinki? Można odnieść wrażenie, że wyobraźnia współczesnego Polaka każe mu na przedwcześnie wpełznąć do grobu i uznać się za nieboszczyka. To jedyne godne miejsce.

Moje odkrycia dały mi jeszcze jeden wniosek: głównym celem okrucieństwa w Polsce, w języku, symbolice, religii i zabobonie, oraz zwyczajnie, w życiu jest KOBIETA. To kobieta i jej wagina wchłaniają w siebie codzienne i przeszłe polskie okrucieństwo.

To odkrycie może wydawać się groteskowe, ale groteskowe nie jest. Wszystko, co nam się stało, jest ukryte w naszych ciałach, a te upokorzone ciała wracają do nas symboliką gwałtu, wulgarnością, seksualnym prymitywizmem, językiem przemocy i więzienia. Ty cwelu – oto seksualny refren polskiej debaty publicznej.

Jak artysta tworzę alegorie. Myślę, że najbardziej wyrazistą alegorią współczesnej Polski jest alegoria waginy jako grobowej krypty, pamięci jako pasożyta, świni jako mężczyzny i burdelu jako narodowego etosu. Holocaust natomiast stanowi najistotniejszą oś współczesności.

O tym jest Pasożyt. Pasożyt jest listem napisanym do zbrodniarza, który nas zgwałcił i zostawił. Listem, który trzeba przeczytać na głos i spalić, by proces leczenia i wychodzenia z traumy mógł się zacząć. Po to też napisałem tę powieść: by wyrazić okrucieństwo, które nas dotknęło i by móc na nie wreszcie spojrzeć. Tylko w taki sposób, my, Polacy, możemy zacząć proces leczenia. Ktoś jednak musiał postawić diagnozę i tym kimś chcę być ja.

Mamy w sobie Pasożyta.

Reakcje pierwszych czytelniczek i czytelników:

Czy istnieją granice auto fikcji? Jeśli tak, to gdzie i co mogłoby je wyznaczać? Język, tabu podmiotowe, kulturowe, bariery psychiczne, moralne, estetyczne? Pasożyt może się wydawać kompulsywną i agresywną manipulacją gdyby nie był podpisany z imienia i nazwiska. To nie jest fejk.

Zasadnicze wątki fabuły nie zdarzyły się i nie mogłyby zdarzyć się faktycznie, na zewnątrz autora. Gdyby jednak za realnie istniejące przyjąć, a trudno nie, życie wewnętrzne, emocjonalne, psychologiczne, duchowe – jak najbardziej. Pasożyt jest w tym sensie projekcją nieustannego dojrzewania jako elementu kultury, dojrzewania do klęski, zwycięstwa zwierzęcia nad kulturą, uniwersalnego mechanizmu przetwarzania namiętności w instytucje przemocy i mordu …. No właśnie …. Trzeba by chyba przeczytać żeby sobie wyrobić zdanie co my tak właściwie zabijamy, każdy na swój rachunek.

Po za wszystkim wydaje się, że Betlejewski próbuje granice auto fikcji wyznaczyć lub udowodnić, że jednak nie istnieją. Jakie są granice dialogu z własnym pasożytem? To takie dodatkowe ćwiczenie zawarte w tekście. Ćwiczenie może i duchowe ale mocny i pusty żołądek jak w większości ćwiczeń duchowych zalecam.

— Zbigniew Wiszniewski, poeta.

Niejednoznaczność, zmuszanie do myślenia, przekora, ironia, sarkazm. Po chwili czas na oddech i znowu zaskoczenie.  Wiele tematów, które porusza autor, można z powodzeniem rozwinąć w minieseje albo felietony na temat kondycji współczesnej sztuki. Z drugiej strony ostra krytyka zaściankowości, ciasnoty myślenia.

Od samego początku sceny z Kurwami, które łączą sacrum i profanum, a raczej sferę publiczną (przemyślenia na temat współczesnego świata i współczesnych ludzi) ze sferą prywatną (sceny seksu) są odbiciem tego, co się dzieje. I na ekranie i w świecie sztuki. Granice albo brak granic, obnażanie się dla sławy albo wręcz przeciwnie – stawianie kogoś na świeczniku tylko dlatego, że oferuje bełkot albo doznania niedające się nawet opisać.

Od razu była zauważalna wiedza. Ponadprzeciętna. I lekkość, z jaką zestawia Pan codzienność i wielkość. Wielkość sztuki, kultury, która odbija się nie tylko w znajomości stylu pisarzy, rzeźbiarzy czy malarzy, lecz przede wszystkim w krytycznym podejściu narratora do siebie i swojego życia. Poza tym nienachalnie żongluje Pan nazwiskami – aż miałam ochotę krzyknąć: „Więcej!”

Grażyna Jaskólska – redaktor literacka. 

Fabuła:

W książce śledzimy losy Michała Olendra, krakowskiego artysty, który pod wpływem niezwykłem siły ukrytej w grzybie z niemrawego hipokryty przekształca się w malarskiego demona, po drodze siejąc spustoszenie wśród napotkanych przez siebie kobiet, a główną ofiarę czyniąc z pięknej Żanety czy Żenaty, o przezwisku Pipcia.

Michała Olendra poznajemy jako niepewnego siebie asystenta na krakowskiej ASP. Olender wiedzie nędzne życie artystycznego hipokryty. Jednak na plenerze wyjazdowym w Szydłowcu poznaje czternastoletnią dziewczynę, której niezwykły erotyzm obezwładnia wszystkich, a najbardziej Olendra. Oszalały z nagłego uczucia malarz postanawia porwać ją do Krakowa. Mieszkają w akademiku ASP, gdzie dziewczyna otrzymuje przezwisko Pipcia. Olender nie jest w stanie ani zapanować nad niezwykłym czarem dziewczyny ani stać się dla niej mężczyzną. Wszystkie jego lęki i niepewności się potęgują, a Olender jest bliski szaleństwa. W tym czasie na ścianie akademika ASP pojawia się pasożyt – paskudny ścienny grzyb. Pipcia ma dość nędzy i niezdarności Olendra, więc gdy poznaje słynnego krytyka sztuki z Warszawy i postanawia odejść. Dochodzi do kłótni a Olender uderza Pipcię, a ta upada i … przykleja się do ściany. Wkrótce okazuje się, że grzyb całkowicie pochłonął jej ciało. Olender zastawia ją szafami i ukrywa przed światem. 

Pasożyt powoduje niezwykłą zmianę w artyście. Nagle Olender zmienia się w krakowskiego guru artystycznej bohemy. Dziennikarka Urszula zaczyna odkrywać ciemną tajemnicę akademika, który w czasie okupacji był nazistowskim burdelem. Okazuje się, że Olender jest z tą przeszłością ściśle powiązany. Całość opowiadana jest z perspektywy współczesnej a narratorem jest cyniczny grubas leżący na szezlągu i otoczony ukraińskimi Kurwami, przez duże K.


 

Postanowiłem wydać tę książkę sam.

Potrzebuję około 20 000 złotych.

10 000 złotych kosztować mnie będzie zlecenie profesjonalnej korekty u korektora literackiego oraz złożenie książki do e-booka. Około 10 000 złotych potrzebuję na promocję książki. Moim celem jest sprzedaż 1 500 e-booków, co pozwoli mi sfinansować wydanie papierowe książki na jesień.
Stan mojej zbiórki na 20 maja 2018 to 5.000 złotych.

Proszę o wsparcie finansowe tego wydania:

Wpłaty:
paypal.me/pools/c/82TyuFzEn4

Lub po prostu przelewem na konto:
mBank: PL 18 1140 2004 0000 3102 5784 2286

Każdy, kto dokona wpłaty otrzyma plik z gotowym wydaniem.

Wesprzyj autora red. Rafał Betlejewski
Chcesz napisać polemikę? Wyślij swój tekst na kontakt@mediumpubliczne.pl
Czy zgadzasz się z tezą artykułu? NieTak (Ocena: +2, liczba głosów: 4)
Loading...