Pamięć to pasożyt, który truje Polskę. Czy będziemy potrafili zapomnieć?

Powieść Pasożyt napisałem bazując na wielu latach zajmowania się przemocą. Przemocą strukturalną, symboliczną jak i tą codzienną, intymną. Dziś wiem, że głównym źródłem problemów w polskim życiu społecznym i rodzinnym jest pamięć okrucieństw jakiemu zostaliśmy poddani – oto ten Pasożyt. Pytanie, czy potrafimy się uleczyć?

Pierwszy raz z ogromem okrucieństwa spotkałem się prowadząc projekt fotograficzny związany z Powstaniem Warszawskim – A ja, czy poszedłbym? W 2003 roku zaciekawiły mnie ślady na ścianach budynków w Warszawie oraz architektoniczna dziwaczność tego miasta, która wydała mi się zdeformowanym ciałem, jakby odrośniętym po brutalnej amputacji w burchlach i koślawych zniekształceniach. Co tu się zdarzyło? – zastanawiałem się dotykając dziur w tynkach, patrząc na przestrzelinę w balustradzie mojego balkonu na Powiślu, spoglądając w oczy starych ludzi w parku. Odkryłem szybko, że w głowach wielu warszawiaków siedzi zagnieżdżona pamięć o niewyobrażalnym wręcz horrorze, jaki tu się zdarzył. O ludziach płonących żywcem, zgwałconych kobietach wyrzucanych przez okna, ludziach mordowanych w piwnicach, o walce wręcz, na pręty stalowe, na siekiery, na pazury. Stałem jak skamieniały słuchając wspomnień ocalonych, przetrwałych, którzy w oczach noszą obrazy niecywilizowane. „Kule leciały jak żywy płomień”, mówiła do mnie stara kobieta odsłaniając zabliźnioną dziurę w obojczyku, jakby kawał ciała wyżarł z niej żelaznym dziobem ptak.

Następnie odkryłem Zagładę. Zagładę, której skala przerasta możliwości percepcyjne pojedynczego człowieka, a która ma jeszcze wymiar tajemnicy i winy. Współsprawstwo – to słowo przeszkadza nam, Polakom, w pełnym i czytelnym spojrzeniu w te rany zadane nam w sposób najbardziej perfidny i zdradziecki, gdyż przy użyciu najbardziej podłego podstępu: rasizmu. Trudno wyrazić horror pamięci ludzi, których rodziny zostały spalone żywcem, pognane batami, zdradzone i ograbione przez sąsiadów wespół z najeźdźcami, podczas gdy cały świat się walił.

A te wielkie historie, te koszmarne doświadczenia, które historycy ujmują w statystyki i procesy, ja poznawałem jako człowiek, artysta, dziennikarz, który widzi to przez oczy ofiar, przez indywidualne opowieści, przez spotkania w miejscach, w których się dokonywały. Powiem tak: trudno się otrząsnąć z jednej choćby opowieści usłyszanej wprost od warszawskiego Powstańca wygłoszonej w warszawskiej piwnicy, gdzie spośród zdetonowanych granatami trupów czternastolatek wygrzebał żywego wuja…

Ale poszedłem dalej. Postanowiłem zainteresować się starością i jej ekonomicznym wykluczeniem. Odwiedzałem ludzi starych i pomarszczonych, chorych i umierających na starość, walczących o zachowanie resztek godności i radości, gdy trudno jest się ruszać, a domowy budżet to czterysta złotych. Zrozumiałem, że przemoc – także ekonomiczna – jest doświadczeniem dotyczącym nas stale. Także dziś.

Maska – fragment drugiej części powieści Pasożyt

Wesprzyj Fundację Dziennikarską mediumpubliczne.pl

I wtedy poznałem Agnieszkę Pajurek, która opowiedziała mi, jak była gwałcona przez ojczyma. Ojczyma, który przedstawił się jej jako Bóg. Najpierw w polskim radiu, a następnie na blogu niechcetego.blogspot.com przedstawiałem dziesiątki opowieści kobiet, które doświadczyły tego samego. Seksualnej przemocy. Jej najbardziej przerażającym wymiarem jest molestowanie dzieci, istot bezbronnych i zdradzanych przez ludzi, którzy mają się nimi opiekować. Natomiast najbardziej zaskakującym odkryciem jest powszechność doświadczenia przemocy wśród współczesnych Polek. A to odkrycie jest na wyciągnięcie ręki: wystarczy zwrócić się do kobiet we własnym otoczeniu z pytaniem o to doświadczenie, by usłyszeć drastyczne historie.

Patrzę i obserwuję polską współczesność, nasze nerwowe i wściekłe odruchy, nasz pełen niechęci i wulgarności język, brak serdeczności i całkowity kryzys wzajemnego zaufania, pełne paniki reakcje na płynące z zagranicy zarzuty, prostackie oskarżenia jakie kierujemy do siebie nawzajem, pogarda jaką serwujemy innym narodom, strach z jakim bronimy się przed przyjęciem ofiar światowych konfliktów, niskie poczucie własnej wartości i brak wiary w nasze siły i dochodzę do wniosku, że jesteśmy narodem zgwałconym.

Zgwałconym okrutnie. Narodem, który zachował pamięć o tym zgwałceniu w najgłębszych strukturach swojego organizmu. To ta nieuleczona trauma zatruwa polskie relacje w przestrzeni publicznej jaki i prywatnej.

To pasożyt pamięci wstrzykuje w nas raz po raz dawki strychniny, która powoduje w nas skurcze i spazmy, podskoki i konwulsje, a my, Naród, przypominamy animowanego prądem Zombie, które rzuca się i sieje nienawiść. Mało tego, nasza zbiorowa wyobraźnia jest pod wpływem bardzo silnych stymulantów, które unoszą ją w świat halucynacji i złudzeń. Naszym chlebem powszednim jest fantazmat. Ojczyzna, Jezus, Świętość, Flaga – to ikonografia tej halucynacji. A jej napędem jest strach. Stąd te chochole tańce wokół żołnierzy wyklętych, grobów Katynia i Wołynia, stodoły w Jedwabnem, kazamatów więzienia na Rakowieckiej itd. stąd nasza chorobliwa skłonność do narodowej nekrofilii i rozgrzebywania grobów – w sensie jak najbardziej dosłownym. Stąd wieszane na płotach zdjęcia zakrwawionych płodów, stąd powracające żądania rozkopania mogiły w Jedwabnem, czy ekshumacje smoleńskie. Czy dziwią doniesienia, że w latach pięćdziesiątych wieśniacy rozgrzebywali zbiorowe groby Treblinki? Można odnieść wrażenie, że wyobraźnia współczesnego Polaka każe mu na przedwcześnie wpełznąć do grobu i uznać się za nieboszczyka. To jedyne godne miejsce.

Moje odkrycia dały mi jeszcze jeden wniosek: głównym celem okrucieństwa w Polsce, w języku, symbolice, religii i zabobonie, oraz zwyczajnie, w życiu jest KOBIETA. To kobieta i jej wagina wchłaniają w siebie codzienne i przeszłe polskie okrucieństwo.

To odkrycie może wydawać się groteskowe, ale groteskowe nie jest. Wszystko, co nam się stało, jest ukryte w naszych ciałach, a te upokorzone ciała wracają do nas symboliką gwałtu, wulgarnością, seksualnym prymitywizmem, językiem przemocy i więzienia. Ty cwelu – oto seksualny refren polskiej debaty publicznej.

Jak artysta tworzę alegorie. Myślę, że najbardziej wyrazistą alegorią współczesnej Polski jest alegoria waginy jako grobowej krypty, pamięci jako pasożyta, świni jako mężczyzny i burdelu jako narodowego etosu. Holocaust natomiast stanowi najistotniejszą oś współczesności.

O tym jest Pasożyt. Pasożyt jest listem napisanym do zbrodniarza, który nas zgwałcił i zostawił. Listem, który trzeba przeczytać na głos i spalić, by proces leczenia i wychodzenia z traumy mógł się zacząć. Po to też napisałem tę powieść: by wyrazić okrucieństwo, które nas dotknęło i by móc na nie wreszcie spojrzeć. Tylko w taki sposób, my, Polacy, możemy zacząć proces leczenia. Ktoś jednak musiał postawić diagnozę i tym kimś chcę być ja.

Mamy w sobie Pasożyta.


 

Postanowiłem wydać tę książkę sam. Nie chcę nikogo obciążać potencjalnymi skandalami.

Potrzebuję około 20 000 złotych.

10 000 złotych kosztować mnie będzie zlecenie profesjonalnej korekty u korektora literackiego oraz złożenie książki do e-booka. Około 10 000 złotych potrzebuję na promocję książki. Moim celem jest sprzedaż 1 500 e-booków, co pozwoli mi sfinansować wydanie papierowe książki na jesień.
Stan mojej zbiórki na 17 kwietnia 2018 to 2.500 złotych.

Proszę o wsparcie finansowe tego wydania:

Wpłaty:
paypal.me/pools/c/82TyuFzEn4

Lub po prostu przelewem na konto:
mBank: PL 18 1140 2004 0000 3102 5784 2286

Każdy, kto dokona wpłaty otrzyma plik z gotowym wydaniem.

Wesprzyj autora red. Rafał Betlejewski
Chcesz napisać polemikę? Wyślij swój tekst na kontakt@mediumpubliczne.pl
Czy zgadzasz się z tezą artykułu? NieTak (Ocena: +2, liczba głosów: 4)
Loading...