Czy określenie „Niepodległa” ma kontekst seksualny?

Uważam, że określenie „Niepodległa”, jakim wyrażona zostaje dziś nasza narodowa obsesja, ma w sobie ciekawą wieloznaczność i doskonale wyraża polskie kompleksy.

Narodowa propaganda za pomocą Narodowej Telewizji, oraz Narodowych Pieniędzy usiłuje podnieść to słowo do skali Narodowego Symbolu choćby przez wpisanie go w kontekst biało czerwonej flagi oraz użycie charakteru pisma Marszałka Józefa, który to charakter jak i sam Marszałek należą do panteonu Narodowych Świętości. Pompa jest tak przemożna, że trudno już wokół tego słowa oddychać normalnie, nie mówiąc już o krytyce. A jednak kusi, by to słowo dekodować – nawet prostymi narzędziami zdrowego rozsądku. Wtedy widać nagle, że „Niepodległa” doskonale wyraża sedno polskiego kompleksu.

Po pierwsze, słowo to ma w sobie zaprzeczenie, a więc coś negatywnego, brak zgody, wyparcie, protest. Składa się z partykuły „nie” oraz słowa „podległa”. „Nie” jest dość słabo rejestrowane i wybija w zasadzie słowo „podległa”, które – moim zdaniem – doskonale opisuje stan polskiego ducha – tak wtedy, jak i dziś, a może jeszcze precyzyjniej mówiąc, stan ducha prawicowych myślicieli, owładniętych nacjonalistyczną euforią, których obsesją jest zagrażający Polsce spisek. Dwa negatywne słowa zbite w jedno, które ma mieć pozytywny charakter…

Polska „wstaje z kolan”, wyrywa się z kajdanów niemieckiej, ruskiej, żydowskiej niewoli. Znamy to myślenie doskonale, więc nie będę go cytował, ale jedna rzecz jest istotna: jest to myślenie oparte o doświadczenie zniewolenia, albo mówiąc wprost, jest to myślenie charakteryzujące niewolników. Znowu: „nie-wolników”. W prawicowej narracji Polsce zagraża zniewolenie i jest otoczona przez wrogów, a nieuchronnym losem Polaków jest rola sług. To fatalistyczne myślenie obrazowane jest doświadczeniem poprzednich pokoleń, które wyprodukowały utopione we krwi powstania, żołnierzy wyklętych, ofiary ubeckich kazamatów, bezimiennych i pominiętych bohaterów Solidarności – krótko mówiąc Ofiary. Owe Ofiary uzyskały dziś swoje nowe ciało w postaci trupów ze Smoleńska oraz „nienarodzonych dzieci”. Ma się z tego rodzić wizja Polaka jako „uczciwego ale oszukanego i wyzyskanego przez obcych”. Polak jako ofiara.

Ostatnio żywym wyrazem tej mentalności była histeria związana z „uchodźcami”, którzy mieli tu przyjechać po socjal, a Polacy mieli na nich pracować, lub histeria antyżydowska, mająca ten sam motyw, czyli wyzysku bogatych Żydów nad uciemiężonym Polakiem. Tak samo malowana bywa Unia Europejska, jako wyzyskiwacz i źródło zniewalającego nas prawa, nie mówiąc już o Niemcach. Mentalność sługi widoczna jest też w opowieściach o wewnętrznym zniewoleniu, o uwłaszczonych postkomunistach, antypolskich zdrajcach, złodziejach, kapitalistycznych krwiopijcach, obcym kapitale, niemieckiej prasie, żydowskim TVNie itd. których z Polski należy wyrzucić, by Polska wreszcie była „niepodległa”. W gruncie rzeczy najogólniejszym określeniem na wroga narodu jest „inteligent”, chyba że jego dziadek zginął w Katyniu.

Wesprzyj Fundację Dziennikarską mediumpubliczne.pl

Pociąg jaki mamy do tego typu myślenia widać, gdy zestawi się słowo „Niepodległa” ze słowem „Wolna”. W sumie moglibyśmy obchodzić dzisiaj 100lecie odzyskania Wolności, a we flagę wpisać słowo „Wolna”, jednak czuć, że słowo to nie dość dobrze odmalowuje skalę polskiej krzywdy, nie zaspokaja masochistycznego impulsu, który w nas drzemie. Jest w nas potrzeba, by podkreślić nasze cierpienia, a słowo Niepodległa robi to znacznie lepiej. Mamy pociąg do krwi – szczególnie własnej, polskiej, świętej.

Zresztą perwersyjne marzenia o zniewoleniu, w którym moglibyśmy wreszcie odetchnąć, wyrażane są zupełnie wprost przez wezwania „by ktoś to wszystko chwycił wreszcie za mordę” i zrobił porządek. Z jakiegos powodu nie domagamy się „większych swobód obywatelskich” czy wzmocnienia organizacji pozarządowych a właśnie dyktatora. Być może ukryte jest w tym stare chłopskie przyzwyczajenie do pana dziedzica. 

Po drugie, odnoszę wrażenie, że słowo „podległa” ma też w sobie wyraźny kontekst seksualny, a mówiąc wprost, negatywnie odnosi się do seksualności kobiecej i homoseksualnej. „Podległa seksualnie” – niewolnica. Wyrażenie „Niepodległa” jest w mojej ocenie także próbą odrzucenia tego typu seksualności, czyli seksualności pasywnej. Ta seksualność konotuje w sobie ofiary gwałtu szczególnie gwałtu wojennego, a pamięć o tej traumie – jak najbardziej realnej – jest w polskiej mentalności jednym z najbardziej żywych źródeł lęku. Oficjalnie właściwą dla Polaków seksualnością jest seksualność aktywna, męska. Seksualność zwycięzcy – aczkolwiek widać od razu, że w tej roli polski mężczyzna wypada słabo, że tak powiem, niewiarygodnie. Wystarczy sobie przypomnieć widok zamaskowanych wyrostków krzyczących patriotyczne brednie w neofaszystowskich marszach – jeśli to ma być wyraz tej seksualności, to słabo to wygląda. Niemniej to męska seksualność jest seksualnością patrioty. Patrioty, czyli mężczyzny. Patrioty, czyli wojownika, rycerza. Rycerza przegranego, który umarł za ojczyznę.

Wyobrażam sobie, że już samo wspomnienie kontekstu seksualnego związanego ze słowem „Niepodległa” wzbudza oburzenie, gdyż przecież nic co publiczne i narodowe nie może być nasączone seksualnością. A jednak, gdy się obserwuje prawicową narrację i nacjonalistów Polskich trudno nie ulec wrażeniu, że seksualność jest najgłębszym narodowym kompleksem. Wyraża się to na wielu płaszczyznach: od religijności i Maryji zawsze Dziewicy, ślubów czystości, celibatu księży, przez kontrolę seksualności kobiet, aż do skrajnej homofobii i odrzuceniu tzw. „sodomii”. Ostatnio jeden z prawicowych publicystów krzyczał: „kto to rucha?” w stronę kobiet idących w marszu parasolek. Dla niego wyzwolona kobieta manifestująca swoją wolę w oderwaniu od mężczyzny jest niepojęta. Rucha się te, które posłusznie w domu robią obiad. Marsze Niepodległości są świętem paramilitarnego zrywu mężczyzn, którzy krzyczą do wrogów o „ruchaniu w dupę” a wszystkich inaczej myślących nazywają „pe…ami”. „Cwelowanie” jest jednym z najczęstszych postulatów wobec „zdrajców” ojczyzny. Co drugi nienawistny komentarz w internecie odnosi się do seksu widzianego jako kara: np. gwałt homoseksualny, albo stosunek z psem. Jednocześnie „uchodźcy” malowani są jako seksualne bestie idące gwałcić „nasze” kobiety, na świecie panuje gender, a masoneria i lewacy dążą do zdemoralizowania polskich dzieci poprzez uczenie ich masturbacji już na etapie przedszkolnym. Za to wszystko płaci Soros, Żyd. Powszechnie i publicznie wyrażane są lęki kastracyjne – jak choćby w kpinach pod adresem Anny Grodzkiej i homofobiczne oburzenie na ohydę męskich aktów seksualnych ITD. ITD.

Oczywiście realna ocena stanu polskiej seksualności dokonywana przez seksuologów maluje ponury obraz zdziczenia: od pedofilii po lęki, wyparcia, domowe gwałty, brak normalnej rozmowy, oschłość i zabobon.

Do czego zmierzam… otóż chcę powiedzieć, że obchody 100lecia odzyskania Niepodległości dają nam niezwykłą okazję do przyglądania się Polsce i Polakom oraz analizowania tego, kim jesteśmy, jak tworzymy mity na swój temat, jak wyrażamy nasze lęki i psychiczne procesy na poziomie zbiorowym. Jedni będą się z tego uczyć. Inni nie.

A no i jeszcze to, że ja bym chyba wolał jakieś bardziej pozytywne słowo na Narodową Celebrę. Być może już czas, byśmy zaczęli szukać pozytywów.

Wesprzyj autora red. Rafał Betlejewski
Chcesz napisać polemikę? Wyślij swój tekst na kontakt@mediumpubliczne.pl
Czy zgadzasz się z tezą artykułu? NieTak (Ocena: +1, liczba głosów: 1)
Loading...