Nikt nie pomaga tak, jak Polacy

Tradycje pomagania ludziom w potrzebie mamy długie. Przecież to my, Polacy, mamy najwięcej drzewek w Yad Vashem – aż sześć tysięcy osiemset sześćdziesiąt trzy. Tylko Holandia ma podobną liczbę (5669), inne państwa mają ich kilkaset, większość rzadko przekracza liczbę stu. Co jak co, ale my potrafimy pomagać.

Udowadnia to wiceminister Spraw Zagranicznych Andrzej Papierz, który pod koniec sierpnia odwiedził Liban i Syrię. W państwie, w którym ciągle na północnych terenach trwa wojna pomiędzy siłami Asada a siłami rebeliantów (przez Asada nazywanych terrorystami), spotkał się z wiceszefem syryjskiej dyplomacji – Fayssalem Mikdadem. Panowie uścisnęli sobie dłonie i zapewnili o chęci współpracy, o czym pisze rządowa agencja SANA. Syria cieszy się, że Polska sprzeciwia się przymusowej relokacji syryjskich uchodźców w krajach Unii Europejskiej. Polska podkreśla, że od 1943 roku oba kraje ani na chwilę nie przerwały stosunków dyplomatycznych. I, że Polska od dawna twierdzi, że pomagać trzeba, ale na miejscu.

Plan pomocy jest prosty. Umożliwić Syryjczykom powrót do domu. Brzmi szlachetnie, brzmi rozsądnie. Tak samo widzi to rząd Asada. To rząd Syrii wskaże nam miejsce, a my sfinansujemy budowę domów dla uchodźców, którzy z powodu wojny znaleźli się w Libanie. Syria zapewni im edukację i opiekę zdrowotną. Program „pomocy na miejscu” ma objąć sto szczęśliwych rodzin, które dzięki Polskiemu rządowi będą mogły wrócić tam, skąd uciekły, pod opiekuńcze skrzydła tego, który ich z kraju wygonił. Używając do tego bomb, kul i gazów bojowych. 

Twitter/MSZ
Twitter/MSZ

Zdaję sobie sprawę z tego, że część uchodźców uciekła z kraju nie z powodu Asada, tylko z powodu eskalującej wojny. Znaleźli się pomiędzy dwiema (a często nawet i więcej) wrogimi siłami. Ratowali się ucieczką do Turcji, Libanu, Jordanii – i z czasem dalej, do Europy. I wiem, że Syryjczycy chcą do Syrii wrócić – mówili to już w 2013 roku, kiedy z Wojciechem Tochmanem zbierałam materiały do książki „Kontener” o życiu w Zaatari, jordańskim obozie dla uchodźców. Akurat nasi rozmówcy wyobrażali sobie Syrię wolną od Asada, ale kto by się kłócił o szczegóły i kto bałby się wracać do kraju, w którym – tylko dlatego, że uciekł przed śmiercią – przypięto mu łatkę terrorysty? Tym bardziej, że rząd polski podkreśla (na oficjalnej stronie MSZ), że powracającym zostaną zapewnione odpowiednie warunki bezpieczeństwa. To, kto je zapewni jest przecież sprawą drugorzędną.
Ale i tak wielu uchodźców zapewne zdecyduje się na powrót. Pomimo tego, że u władzy pozostanie reżim, który przez lata inwigilował, zamykał bez wyroków w więzieniu, urządzał masakry, a przez ostatnie siedem lat torturował, przymusowo wcielał do armii i strzelał do cywilów. Zaryzykują, bo życie tam, u siebie, nawet jako obywatel drugiej kategorii, wydaje im się lepsze niż uchodźcza tułaczka. Pomoże im w tym polski rząd, który przez ostatnie lata stanowczo powtarzał „nie chcemy was”. Niektórzy, jak senator Bonkowski po wizycie na granicy Egiptu i Izraela, nie kryli się ze swoimi opiniami o uchodźcach: „Powiem kolokwialnie: syf, kiła i mogiła. Tych ludzi nie da się ucywilizować”.

Polski rząd, który umiejętnie dolewał oliwy do ognia społecznych niepokojów związanych z uchodźcami, teraz z troską pochyla się nad biednymi Syryjczykami. Tak, budowa tych domów (jeśli dojdzie do skutku) będzie realną pomocą dla stu rodzin, które chcą dobrowolnie do Syrii wrócić. I z pewnością rodziny te – posiwiałe dzieci, okaleczeni ojcowie, straumatyzowane matki – będą Polakom wdzięczne. A my będziemy mogli mówić o pięciuset szczęśliwych Syryjczykach i milczeć o tysiącach tych, którym zamknęliśmy drzwi przed nosem, którymi straszyliśmy (dezynteria! cholera!), i których oczernialiśmy. Przecież co jak co, ale my Polacy potrafimy pomagać, nawet jeśli wiążę się to ze podawaniem ręki ludziom z rządu oskarżonego o używanie broni chemicznej przeciwko swoim obywatelom. Tradycje mamy długie. Sześć tysięcy osiemset sześćdziesiąt trzy drzewka w Yad Vashem. 6863 z 24 milionów Polaków (tyle nas było według spisu z 1946 roku). To jest zero przecinek zero dwa procent. 0,02 %. Nawet nie jedna dziesiąta.
Wszystko się zgadza.

Chcesz napisać polemikę? Wyślij swój tekst na kontakt@mediumpubliczne.pl
Czy zgadzasz się z tezą artykułu? NieTak (Ocena: +2, liczba głosów: 2)
Loading...
The following two tabs change content below.
mm

Katarzyna Boni

Reporterka. Specjalizuje się w pisaniu o Azji, spędziła na tym kontynencie ponad cztery lata pracując w Japonii, Chinach, Kambodży, Tajlandii, na Filipinach i w Indonezji. Współpracuje z Gazetą Wyborczą, Kontynentami, National Geographic, Podróżami i Kuchnią. Razem z Wojciechem Tochmanem wydała książkę "Kontener" o życiu syryjskich uchodźców w Jordanii. Autorka książki "Ganbare! Warsztaty umierania" o japońskiej rzeczywistości pięć lat po tsunami.