„Kraina wielkiego nieba” – jak rozbudzona świadomość wytycza nam inny horyzont życia. Szerszy? Lepszy?

Historia opowiada o małżeństwie, w którym kryzys między partnerami przychodzi wraz z budzącą się w nich świadomością siebie samych – siebie jako mężczyzny, siebie jako kobiety i siebie jako człowieka w ogóle. Świadkiem tych szczególnych zmian i wydarzeń jest ich dorastający syn Joe.

Coraz mniej ludzi czyta książki, chodzi do kina czy do teatru, czyli uczestniczy w tzw. świecie kultury, sami siebie pozbawiając pewnych istotnych kodów kulturowych.  W tej życiowej pogoni za niewiadomo czym, warto zatrzymać się i wybrać na film pt. „Kraina wielkiego nieba” w reżyserii Paula Dano. Uwaga: by go obejrzeć trzeba się na niego wybrać do kina, a więc wyjsć z dresa, zorganizować  babcię albo nianię do dzieci, jeśli się takie ma i ruszyć tyłek. Może dla niektórych będzie to sposób na spędzenie randki albo po prostu spędzenie wieczoru przy wartościowym kinie.

Mamy lata 50. XX wieku w Stanach Zjednoczonych. Nie nadeszła jeszcze rewolucja seksualna i emancypacja kobiet. Lata 50. to czasy, w których kobieta zajmuje się domem i dzieckiem, a mężczyzna zarabia na dom.

He provides for the family.

Kobiety w tamtych czasach były bardzo samotne, gdyż brak pracy uniemożliwiał im nawiązywanie kontaktów towarzyskich i rozwój.  Samotność i znużenie skłaniały wiele kobiet do zażywania barbituranów i innych narkopodobnych substancji. Tego film nie pokazuje, o tym mówią różne badania, lecz warto to wiedzieć, widząc znużoną Jeanete Brinson, graną przez znakomitą Carey Mulligan.

Wesprzyj Fundację Dziennikarską mediumpubliczne.pl

Początek kryzysu między dwojgiem ludzi następuje w momencie, gdy mąż Jeanette, Jerry Brinson, (świetnie grany przez Jake’a Gyllenhaala) traci pracę. Dociera do niego, że to, co robił było poniżej jego godności. Gdy tylko dowiaduje się, że w okolicy panuje straszny pożar, jedzie na akcję gaśniczą wraz z innymi mężczyznami. Niektórzy krytycy filmowi i widzowie interpretują to jako ucieczkę od problemów. To bardzo możliwe, lecz moim zdaniem Jerry Brinson pragnie i musi odnaleźć w sobie mężczyznę. Nędzny dolar z niegodnej jego aspiracji i zdolności pracy sprawiły, że utracił wiarę we własną męskość. A więc wyjechał, bo pragnął poczuć się odważnym i wartościowym facetem.

Te uświadomione frustracje i pragnienia dotyczące marzeń, aspiracji, pracy i poczucia wykonywania czegoś ważnego i wartościowego w swoim życiu nie są oczywiście typowe dla lat 50-tych w USA, lecz dotyczą wszystkich niezależnie od płci, miejsca i czasów, jakie mamy. Praca lub jej brak mogą być narzędziem opresji, lecz praca może być także realizacją siebie nie tylko jako mężczyzny czy jako kobiety, lecz realizacją siebie jako człowieka.

I to właśnie uświadamia sobie Jeanette. Pomimo wspaniałych kwalifikacji z trudem obejmuje wolny wakat, ale zaczyna w końcu pracować, co dodaje jej pewności siebie i rozbudza inne pragnienia. Na oczach własnego syna wdaje się w romans, ma także ochotę przypomnieć sobie siebie jako uśmiechniętą i energiczną dziewczynę, i z tej strony pokazać się także własnemu synowi. Kieruje w jego stronę mniej więcej takie słowa:

„Wyobraź sobie, że kiedyś twoi rodzice nie byli twoimi rodzicami.”

Jest wobec niego brutalnie szczera, relacjonując mu na bieżąco swoje przemyślenia, uczucia, nastroje, dzięki czemu jej syn zdaje się rozumieć ją doskonale, rozumieć jej dylematy i wybory, choć przy takim tempie zmian i dostarczanej wiedzy o życiu przeżywa dyskretnie swój własny, wewnętrzny kryzys.

I taki to film. Wybitne kino, świetne kadry, wspaniała gra aktorska (znakomicie w roli nastolatka wystąpił młodziutki aktor Ed Oxenbould), muzyka Davida Langa buduje dramatyczne napięcie. Na takie kino trzeba pójść. Trzeba wyjsć z dresa.

Natalia Wilk-Sobczak

red. Natalia Wilk-Sobczak
Chcesz napisać polemikę? Wyślij swój tekst na kontakt@mediumpubliczne.pl
Czy zgadzasz się z tezą artykułu? NieTak (brak ocen)
Loading...
The following two tabs change content below.
mm

Natalia Wilk-Sobczak

Absolwentka studiów pedagogicznych i filozoficznych na Uniwersytecie Warszawskim, studiowała też dziennikarstwo i pedagogikę teatru na UW oraz filozofię edukacji na Uniwersytecie w Glasgow. Właścicielka szkoły językowej. Nauczyciel angielskiego z powołania i z przypadku. Globtroterka backpackerka. Czuła mama dwojga małych bliźniąt i jeszcze mniejszej córeczki. Przyjaciółka mistycznie odratowanej ze śpiączki cudownej suki o imieniu Maja.