Poezja Jarosława Mikołajewskiego – jeśli jest piękne słowo, to miedzy ludźmi jest dobro

Możemy wszyscy takimi słowami, taką mową, życzliwą, ładną, zadbaną mówić, do siebie nawzajem. Wtedy świat będzie lepszy, ludzie będą dla siebie lepsi, życzliwsi. Bo jeśli na początku jest słowo… piękne słowo… to między ludźmi jest dobro.

Poezja Jarosława Mikołajewskiego jest niezwykłą ucztą dla duszy. Ten mądry, zabawny i wzruszający człowiek mówi słowami, które są piękne i wcale nie trudne. Możemy wszyscy takimi słowami, taką mową, życzliwą, ładną, zadbaną posługiwać się wobec siebie nawzajem. Wtedy świat będzie lepszy, ludzie będą dla siebie lepsi, życzliwsi. Bo jeśli na początku jest słowo… piękne słowo… to między ludźmi jest dobro, jest serdeczność. Dość proste, prawda? W sumie tego możemy sobie życzyć czy z okazji 100-lecia odzyskania przez Polskę niepodległości, czy zwyczajnie na co dzień, bez okazji.

I to tylko pozór, że sformułowania w poezji są abstrakcyjne i trudne. Tak naprawdę są bardzo precyzyjne i oddają istotę tego, co w duszy gra, tylko trzeba to w sobie odkryć. Zwolnić tempo, poddać refleksji to, co się dzieje w środku ciebie np. gdy jesteś zakochany albo zupełnie zniechęcony polityką, wściekły na kraj i ludzi, gdy z jakiegoś powodu przeżywasz ogromną radość lub wręcz przeciwnie – gniew, który niszczy cię od środka. Odkrywa tę miłość, na którą tak czekasz, a która jest pod twoim nosem – bo jest wszędzie, wydarza się każdego dnia. Odkrywa wdzięczność. I wiele innych rzeczy… Ta precyzja poetyckiego języka to właśnie dokładne opisanie w sposób wysublimowany tych nieoczywistych i zniuansowanych emocji, myśli, uczuć, nastrojów, które zderzają się w nas samych i w kontakcie ze światem. Ta precyzja to kojące w efekcie oddanie istoty rzeczy nawet nie w jednej zwrotce, co w dwóch słowach, na które można wyszeptać: „Ja też tak mam.”

Zawsze bardzo lubiłam jej słuchać, czytać ją i śpiewać, choć z poezją nie zawsze było mi po drodze – być może z powodu mojego temperamentu. Lecz zawsze, gdy po nią sięgałam, robiła mi dobrze.   Nawet, gdy budziła niepokój i nie dawała od razu ukojenia.

W przededniu obchodów 100-nej rocznicy niepodległośc Jarosław Mikołajewski przeczytał następujący wiersz na wieczorze poetyckim w Big Book Cafe:

Wesprzyj #Medium

A gdyby tak spróbować innego języka,
innego w znaczeniu „całkiem odmiennego”
jak wszystko, co odmienne jest w każdej osobie
przy tym, że jak woda w rozmaitych rzekach,
podlega tym samym prawom parowania.

Gdyby tak użyczyć sobie mowy wiersza,
gdyby tak rozmawiać skupieniem poezji,
jej lękiem o nadmiar, pragnieniem milczenia,
dobrocią płomienia i siłą czułości
do świata nawet kiedy ten zwraca się przeciw?…

Być nieoczywistym ale od niechcenia,
mówić pauzami, zawieszeniem głosu
tylko w miejscach gdzie nie ma znaków przestankowych,
tylko kiedy serce odbiera przytomność.

Mówić nazywając rzeczy po imieniu
z poczuciem, że imię nie jest przeznaczeniem,
tylko nową rzeźbą pod dawną postacią,
nowym ożywieniem archaicznej gliny.

Ale do rzeczy… O co chodzi temu
co myśląc o kraju, który chce być Bogiem
tylko dlatego, że jest katolicki,
życzy mu by pragnął być kruchym człowiekiem,
dostrzegając w innych okruchy boskości.

To proste: on pragnie… Ja pragnę, ty pragniesz…
Przecież społeczność to jest koniugacja
w całej rozciągłości losów i przypadków,
reguł i wyjątków, form ułomnych i pełnych…
Tak więc pragnie ten człowiek, ten koń, który mówi,
by nowe stulecie zaczęło się w mowie –
choćby nieporadnej, lecz zawsze uważnej.

Żeby dom miał każdy, a wyjściu każdego
z domu towarzyszył wers Pasoliniego:
jesteśmy siostrami w przeciwstawnych pasjach.
Siostrami lub braćmi, to całkiem nieważne…

Co z tego, że mamy różne interesy,
ważne jest, że każdy umrze w samotności,
tej, która nigdy od nas nie zależy,
lecz wynika z samych reguł umierania,
tym większa więc troska przynależy ludziom,
których spotykamy w wędrówce istnienia.
Ludziom i zwierzętom, powietrzu i wodzie.
Byśmy usłyszeli w łamanych gałęziach
skargę „czemu ranisz?” z piekła samobójców.

Życzę, by w szkołach najpierwszym przedmiotem
była niezależność: sztuka wybierania
w poczuciu wolności od wszelkich nacisków
tłumu i rodziny. Przed każdym wyborem
jak mieć odwagę by zejść na dno siebie
i ujrzeć tam światło, poczuć własny oddech
nietłumiony uciskiem żadnych oczekiwań.

Pragnę, pragniesz, pragnie… Pragną one i oni…
Pragnie ono – to które, podobnie jak ryby,
ma głos zawstydzony morzem mowy-trawy.

Życzę by w stuleciu, które się zaczyna,
każdy zrzucił z siebie stare etykietki
albo poczuł w sobie, co o sobie mówi.
Każdy by się odchrzcił, by się odczłowieczył,
a potem się ochrzcił słowem, w które wierzy.
By się przeczłowieczył, czyli wszedł w człowieka,
którym nigdy nie był, którego nie szukał.
Żeby dostrzegł w sobie przybysza w łachmanach,
a w przybyszu tego, którym sam był w czasach
kiedy wiatr inaczej wiał nad jego morzem…

Nie powiem wszystkiego. Nie powiem połowy.
Nie nazwę zasady, nie dotknę pragnienia.

Cicho wszędzie, głucho
wszędzie i nie będzie
inaczej dopóki nie zmienimy mowy
na czystą, uprzejmą, wzajemnie serdeczną.
Która nie wymusza, nie manipuluje,
nie obraża, nie karci, wspiera, nie zawstydza.

Czy do takiej mowy potrzebne jest wnętrze
słoneczne, gotowe? Nie wiem. Często myślę,
że na samym początku powinno być Słowo.
Choćby zwykłe pytanie „jak ci jest, przyjacielu?”.
I od tego słowa w kościach i kościołach
rozejdzie się ciepło nowego stulecia.

 

The following two tabs change content below.
mm

Natalia Wilk-Sobczak

Absolwentka studiów pedagogicznych i filozoficznych na Uniwersytecie Warszawskim, studiowała też dziennikarstwo i pedagogikę teatru na UW oraz filozofię edukacji na Uniwersytecie w Glasgow. Właścicielka szkoły językowej. Nauczyciel angielskiego z powołania i z przypadku. Globtroterka backpackerka. Czuła mama dwojga małych bliźniąt i jeszcze mniejszej córeczki. Przyjaciółka mistycznie odratowanej ze śpiączki cudownej suki o imieniu Maja.