Strategia 1. Konsensus: kiedy wszyscy się zgadzają.

Czy lizanie bananów to sztuka, czy machanie pędzlem to sztuka, czy stanie w galerii z wiadrem na głowie to sztuka? Jak rozpoznawać czy sztuka to sztuka, czy nie sztuka.

Oto pierwsza strategia: Konsensus.

Kontynuacja poprzedniego artykułu, w którym niejaka Eva z Kanady poddała w wątpliwość pracę Natalii LL „Sztuka konsumpcyjna”. Artykuł i list pani Evy  znajdziesz tu:

„Czy lizanie banana to sztuka?” Czyli: co jest sztuką, a co nie? Trzy użyteczne podpowiedzi. 

Konsensus: Czyli jeśli wszyscy się zgadzają, że omawiane zjawisko jest sztuką, to omawiane zjawisko jest sztuką.

Konsensus wokół dzieł sztuki tworzą:

– instytucje kultury, takie jak muzea sztuki współczesnej, galerie, festiwale, przeglądy, albumy ze sztuką;

– środowisko osób profesjonalnie zajmujących się sztuką, czyli krytycy sztuki, galerzyści, handlarze, artyści;

– rynek sztuki.

O wielkiej i przemożnej sile konsensusu łatwo się przekonać spoglądając na ten obraz. Czy ktoś ma wątpliwość, że patrzymy na sztukę?

Pieter Bruegel Starszy, Przysłowia niderlandzkie, 1559

Nie. Wokół tego obrazu panuje całkowity i przemożny konsensus. Konsensus tak wielki, że uznajemy ten obraz za skarb i dziedzictwo światowej kultury. Można powiedzieć, że to jest sztuka ponad wszelkie wątpliwości.

Idąc tym tropem można powiedzieć, że jeśli coś wisi w muzeum jako sztuka, można bezpiecznie uznać, że jest sztuką. Jeśli coś jest w katalogach galerii, jest oferowane i wyceniane przez rynek, jeśli tak mówią o tym ludzie ze środowiska, to jest to sztuka. Najlepiej sprawdzić w kilku źródłach, obejrzeć albumy, zobaczyć w galerii, pogadać z kimś, kto się zna.

Wesprzyj #Medium

Sztuką jest więc pisuar Marcela Duchampa z 1917 roku, gdyż wisi w Tate Modern i wszyscy są co do tego zgodni. Sztuką będzie Gówno artysty, Piera Manzoniego, gdyż panuje wokół tego konsensus potwierdzony ceną dzieła. Rynek wycenia taką puszką na 100 000 dolarów. Gdyby więc jakiś sceptyk wszedł w posiadanie tego dzieła i chciał zerwać konsensus, otworzył puszkę, lub zniszczył, musiałby za to drogo zapłacić.

Słynna Fontanna z 1917, (replika 1964), Marcela Duchampa (1887-1968), Tate Gallery
Piero Manzoni, Gówno Artysty, 1961

Sztuką będzie więc też biały obraz Roberta Rymana, gdyż sprzedano go ostatnio za 12,5 miliona dolarów, co bardzo silnie potwierdza konsensus wokół tego dzieła sztuki.

Robert Ryman, Bez tytułu, 1965

Stosując tę kategorię oceny, od razu widzimy, że „lizanie bananów” Natalii LL jest sztuką, gdyż wokół tego dzieła sztuki panuje konsensus. Nikt poza panią Evą z Kanady, wspominaną w poprzednim artykule i kilkoma PiSowcami nie ma wątpliwości, że to jest dzieło sztuki. W dodatku prace „Sztuka konsumpcyjna” Natalii LL wisiały w Muzeum Narodowym, w dziale sztuka XX i XXI wieku, a więc w instytucji, która powinna cieszyć się najwyższym zaufaniem społecznym. Muzeum Narodowe powinno prezentować sztukę o najwyższym statusie. Ja sam widziałem pracę „Sztuka konsumpcyjna” Natalii LL na innych wystawach w innych galeriach, a więc i inne galerie uważały te pracę za sztukę. Prace te znajdują się w omówieniach, w albumach, w pracach krytycznych z zakresu sztuki. Co więcej, nawet nowy dyrektor nie zerwał konsensusu w tej sprawie, gdyż nie oświadczył przecież: zdejmuję to, bo to nie jest sztuka – tylko kazał to zdjąć, bo obciekające bananem usta na zdjęciu skojarzyły się jakiemuś nastolatkowi z pornolami, które miał na komórce.

Konsensus wokół prac Natalii LL oraz Katarzyny Kozyry jest całkowity i trwa od wielu lat.

Oczywiście będzie miał rację ten, kto skojarzy prace Natalii LL ze zwyczajnymi pornolami. Wystarczy spojrzeć:

To jest pornol:

A to jest sztuka:

Niby podobnie, tu kobieta, tam kobieta, tu i tam banany, ale jednak co innego. Oczywiście można zapytać, czym różnią się te dwa zdjęcia, dlaczego jedno jest sztuką, a drugie nie, ale to lepiej zrozumiemy czytając strategię Autorstwa i Intencji oraz Formy.

Zrywanie konsensusu wokół działania artystycznego będzie jedną ze strategii ataku na artystów i sztukę. To właśnie próbowała zrobić pani Eva z Kanady, pisząc pogardliwie o „lizaniu bananów”, oraz szantażując mnie tym, co sobie o mnie pomyśli, jeśli uznam lizanie bananów za sztukę. Pokazując ostentacyjnie, że dla niej „lizanie bananów” nie jest sztuką, stara się zerwać konsensus wokół tej pracy, a przez to podważyć jej wiarygodność – usunąć ją z pola znaczenia, z pola sztuki. Pani Eva mówi: „dla mnie to nie jest sztuka, a więc konsensus nie istnieje”. I rzeczywiście, konsensus zostaje nadwyrężony – pani Eva osiąga częściowe zwycięstwo. Na szczęście są jeszcze dwie pozostałe strategie pozwalające upewnić się, że coś jest sztuką, w oderwaniu od sabotażu pani Evy.

Ale działanie pani Evy z Kanady od razu rodzi pytanie: dlaczego właściwie pani Evie tak bardzo zależy, by zerwać konsensus wokół pracy Natalii LL?

Impuls destrukcyjny pani Evy pokazuje rzecz bardzo ważną, która będzie się jeszcze pojawiać:

Każdy z nas czuje, że sztuka niesie w sobie pewien szczególny walor, pewną wartość, że jest istotna. Miano „sztuka” podnosi przedmiot lub zjawisko, na pewien wyższy poziom, na którym osiąga szczególne znaczenie i staje się niepomijalne. Sztuka ma walor totemiczny. I etyczny.

Chciałoby się, by ten poziom był wyjątkowy, by był zarezerwowany dla rzeczy wielkich, ważnych, by był elitarny. Dlatego zresztą pani Eva w swoim liście, świadome, czy nie, przedstawia pewien program dla artystów, pewne szczególne wymagania, które powinni spełniać: „tylko ci z wyobraźnią, wrażliwością, wizją”. I w sumie zgoda, pytanie jednak, jak stwierdzić, że omawiane dzieło zostało stworzone przez kogoś o małej wrażliwości i bez wyobraźni. To zapewne będzie się wiązać z odczuciami odbiorców i wartością, jaka powstanie wokół dzieła sztuki. To oceniać będzie szeroki krąg odbiorców, którzy tworzą konsensus i wznoszą zjawiska na poziom sztuki. Ale pokusa, by ustawić się w pozycji arbitra, który ów wyższy status może wedle uznania nadawać lub odbierać jest wielka. Jest to bowiem atrybut władzy. To właśnie próbuje zrobić pani Eva. Próbuje samozwańczo zdobyć władzę nad przedmiotem, albo trafniej rzecz nazywając: nad totemem wyobraźni – jakim jest każda praca artystyczna, szczególnie ta, która jest eksponowana w Muzeum Narodowym.

Maurizio Cattelan, Untitled.

Nie tylko jednak pani Eva ma tę pokusę. Ta sama uwaga dotyczy roli instytucji i kuratora w świecie sztuki. Instytucje mogą kreować konsensus wokół pewnych zjawisk, które są dla tych instytucji najwygodniejsze, najwłaściwsze, będą więc ulegać pokusie „kreowania” trendów, „stwarzania” artystów. To właśnie instytucje wytwarzają niejako ten pieniądz jakim jest sztuka, to w ich rękach jest konsensus. Szczególnie wyraźnie widać to w krajach poddanych naciskowi ideologii, gdzie instytucje kultury mogą działać w zmowie co do polityki kulturalnej. Od razu też widać, jak ważne jest zachowanie niezależności instytucji sztuki oraz pluralizacja form budowania konsensusu, by unikać dyktatów. Także tych rozumianych jako instytucjonalne trendy.

Ocena artysty jest istotna. Ocena jego wrażliwości, wyobraźni, intencji jest ważna. To wiedzie nas w kierunku drugiej strategii oceny, czyli Autorstwa i intencji.

Kliknij:

Strategia 2. Autorstwo i intencja. Czyli: kto to stworzył i po co?