Był prezesem, a dziś? Przeczytaj zanim odejdziesz z korpo. Antymateria

Zanim odejdziesz z korpo i zaczniesz własny biznes, posłuchaj kogoś, kto już to zrobił. Pozwoli ci to uniknąć błędów i huraoptymizmu, ale może i ułatwić decyzję. Przemek Żebrowski był prezesem K2 Internet. A dziś?

Nieduży sklepik pod arkadami niedaleko placu Unii w Warszawie jest obstawiony rowerami. Wchodzę, ale nie żeby kupić sobie sprzęt, a po to, by spotkać się z moim starym znajomym. Muszę się trochę przygarbić, by zmieścić się przez wąskie drzwi do niewielkiego warsztatu. Dostrzegam go za sklepowym kontuarem wśród rowerowych akcesoriów, schylonego nad komputerem w niebieskiej biznesowej koszuli. Pewne przyzwyczajenia mu zostały z dużych sal konferencyjnych. Ostatnio, gdy go widziałem przy komputerze, siedział w gabinecie pięć razy większym niż ten sklep, w którym na drzwiach było napisane Prezes. Albo jakoś tak. W każdym razie poważnie. A teraz siedzi tu? Po co?

Witamy się i od razu go o to pytam:

Może zacznijmy z grubej rury: dlaczego postanowiłeś porzucić dobrą pracę, stanowisko, status społeczny, wysokie pensje oraz firmę, którą zbudowałeś razem ze wspólnikami?  Miałeś pod sobą 400 ludzi!

Jeśli miałbym się zdobyć na szczerość to powiedziałbym, że z głupoty. Albo jak wolisz by było bardziej poetycko, to mogę to określić jako nadmierną wiarę we własną omnipotencję.

Pozostańmy przy szczerości. Proszę prostym językiem. Wyjaśnij mi, jak się czułeś przed odejściem z K2. Chcę zrozumieć twoją motywację.

Wesprzyj #Medium

Czułem się zakładnikiem wizerunku człowieka, który jest odpowiedzialny, racjonalny i ugodowy.

Przychodząc do K2, które raczkowało w 2000r w malutkim segmencie na Wilanowie, uwalniałem się od wielkiej korporacji. Przy czym od razu zastrzegam, że nie będę uciekał się do wyświechtanych opinii dotyczącymi zła, za które wielkie korpo odpowiadają. Podobnie jak nie będę utyskiwał na branżę marketingową. Po prostu chciałem robić coś innowacyjnego, w nowej, technologicznej jak mi się wtedy wydawało, branży. Zupełnie nie brałem pod uwagę tego, że nasza mała agencja rozrośnie się do blisko 400 osobowego zespołu, do spółki notowanej na GPW. Ze wszelkiego z tego tytułu wynikającymi konsekwencjami. Tak dobrymi jak i niekoniecznie najfajniejszymi. Od dłuższego czasu przed odejściem czułem, że nie jestem najlepszą osobą na fotelu prezesa. Raz nawet rozpocząłem negocjacje  dotyczące odejścia ale zostałem skutecznie powstrzymany. Kolejna większa różnica zdań w kierownictwie dała mi pretekst by się wycofać. Ale nie przestałem wierzyć w firmę, nadal jestem jej znaczącym akcjonariuszem i staram się wspierać jej rozwój. Jak mi koledzy pozwalają (śmiech).

Czy mógłbyś zebrać w punktach powody, dla których odszedłeś z firmy, z którą zbudowałeś rynkowy sukces? Pytam o to, gdyż wiele osób pracujących na co dzień w dużych firmach myśli o odejściu. Ciekaw jestem czy z tych samych powodów. 

Jak dobrze wiesz większość, jeżeli nie wszystkie, z naszych decyzji jest nieracjonalna i emocjonalna. Choć oczywiście lubimy sądzić, że jest inaczej.

Także zastanawiam się jaka może być wartość takiej wyliczanki. Ale jeśli się upierasz to na takiej liście były na pewno po prostu zmęczenie, frustracja związana z powtarzalnością problemów, rosnące poczucie nieposiadania potrzebnej energii i motywacji, bo rolą lidera jest przede wszystkim zarażanie entuzjazmem. Ja tego entuzjazmu miałem już coraz mniej. W modelu usług marketingowych trudno jest cały czas rosnąć i jednocześnie zwiększać marże. Wymyśliłem sobie, że pomoże nam rozszerzenie grupy o takie biznesy, które nas uwolnią od zależności od rynku reklamy. Ale skala problemów i frustracji związana z tymi nowymi biznesami, w sytuacji kiedy cały czas byłem odciągany, by rozwiązywać problemy w „starej” części holdingu, chyba mnie przerosła. Zabawne jest natomiast to, że w sumie po latach wygląda, że ten pomysł udało się jakoś zrealizować. Dziś wartość K2 jest w większym stopniu pochodną wartości tych nowych przedsięwzięć.

Ok, rozumiem że miałeś dosyć. Zapewne wiele osób znajduje się w tej sytuacji i myśli, co w takim razie można zrobić innego.  Jeden chce zakładać kawiarnie, drugi sklep ze zdrową żywnością. Jaki był twój pomysł?

Ha ha, ciekawe o co chodzi z tymi kawiarniami. To pewnie pytanie do Freuda skąd tak wiele osób wyobraża sobie, że prowadzenie kawiarni musi być stokroć fajniejsze od siedzenia w niej, zarabiając pieniądze gdzieś indziej. Mój pomysł miał w sumie dwie składowe. Pierwsza była taka, że to coś nowego musi mieć sens. Druga była taka, że chciałem robić przedmioty. To ostatnie jest w sumie też jakoś pewnie popularne wśród osób, które zawodowo zajmują się sprawami dość abstrakcyjnymi, gdzie efektem pracy jest koncepcja, pomysł, słowa innymi słowy-dokumenty, prezentacje i arkusze kalkulacyjne. Rowery wyszły dość przypadkowo.

Przyszło do mnie kilka lat temu jakieś otrzeźwienie ekologiczne i związane z tym myślenie o przyszłości transportu w mieście.

Od zawsze dużo podróżowałem i w sumie od dawna zadawałem sobie pytanie jak to możliwe, że rower jest bardziej popularny w takim Sztokholmie, który przecież nie ma lepszego klimatu niż Warszawa. Ciekawe przy tej okazji jest to, że wiele osób, i słusznie, wyobraża sobie, że Amsterdam jest jednym z najbardziej rowerowych miast na świecie. Ale zakładam, że mało osób ma świadomość, że pada tam średnio co drugi dzień a wiać potrafi też całkiem konkretnie.

I dlatego teraz siedzisz w warsztacie rowerowym?

No i tutaj dochodzimy do paradoksu. Bo pewnie bym i chciał spędzać więcej czasu w warsztacie ale zajmuje się…właściwie tym co zawsze. Siedzę głównie przy komputerze i zajmuje się wszystkim od księgowości po zamówieniach a skończywszy na marketingu

Czyli robisz to samo, tylko dla 1000 razy mniejszej firmy? Zatrudniając trzech ludzi zamiast 400? Więc na czym polega zysk?

Nie rozpędzajmy się. Zysków jeszcze nie ma.

Już mówiłeś, że zrobiłeś głupotę, ale do księgowość jeszcze dojdziemy, na razie pytam cię o zysk w sensie ludzkim. Czy jest ci lepiej jako człowiekowi? Czy odejście z korpo miało jakieś pozytywy? 

No to jest dobre pytanie. W sumie się cieszę, że ze sobą gadamy, bo się nad tym za często nie zastanawiam. Może to będzie rodzaj publicznej psychodramy. Lepiej mi jest, bo mam dużo lepszą kontrolę nad swoim czasem. Bardzo tę odzyskaną wolność lubię. Fajnie jest mieć większą sprawczość.

Tutaj efekty działań widzisz od razu. Zaniechań też. No i jest większe poczucie sensu.

Ale, żeby to było wpłynięcie na wody oceanu spokoju, miłości i pełnej satysfakcji zawodowej to zupełnie nie. Kiedyś przeczytałem o człowieku, który się bardzo cieszył na wyjazd. Dopóki nie zdał sobie sprawy, że będzie tam ze sobą. Chyba czuje się podobnie.

To pogadajmy może o tym nowym biznesie, jak ci to idzie? Jak się przygotowałeś, Co wiedziałeś wcześniej, czego musiałeś się do niej już po drodze? 

Otóż nie zrobiłem żadnych przygotowań. Czyli klasycznie, po polsku w myśl zasady jakoś to będzie.

Uznałem, że jako dyrektor z wykształcenia dam sobie radę z każdym biznesem. W oczywisty sposób nie doceniłem wiedzy czysto branżowej. Nie miałem żadnego doświadczenia w prowadzeniu firmy, w której jest i trochę produkcji i handlu detalicznego.

Skala jest też wyzwaniem. Nie miałem świadomości jak potwornie upierdliwe jest zajmowaniem się stroną administracyjno-księgowo w naszych warunkach. W sensie zajmowanie się tym wszystkim samemu. Po 3 latach myślę, że jesteśmy w połowie drogi do czegoś co bym nazwał stabilnym biznesem.

Co to znaczy „stabilny biznes”?

Coś co ma powtarzalne wyniki i pomysł na rozwój.

Ok, w takim razie, powiedz, jaki jest pomysł na ten biznes. 

No i dochodzimy do najśmieszniejszej części. Trudno w mikro skali zdobyć się na jakąś nadzwyczajną przewagę w obszarze produktu. Nasze rowery są lekkie, bardziej stylowe niż oferta większości konkurencji. Ale nie oferują niczego, czego nie może dostarczyć ktoś inny. Rower to nie jest najbardziej skomplikowana konstrukcja pod względem technicznym. A pomysł, i to jest, właśnie moim zdaniem śmieszne, jest marketingowo-internetowy. Czyli ze świata, z którego się ewakuowałem.   Branża rowerowa jest bardzo zacofana technologicznie. Gdybym jeszcze raz inwestował w Antymaterię od razu przeznaczyłbym środki na budowę narzędzi i systemów, które pozwolą zaoferować klientom większą wartość. Ta wartość to nie sam rower ale całe doświadczenie związane z szukaniem, wyborem, obsługą sprzedaży i późniejszym użytkowaniem naszych produktów.

Nie za bardzo rozumiem. Chyba musisz mi to wolniej. Potraktuj mnie jak klienta. Czyli ze co mi sprzedajesz? 

Nie chcę Ci wcisnąć po prostu roweru. Chciałbym dobrze zrozumieć czego tak naprawdę potrzebujesz. Rower niby jest prostym sprzętem ale większość klientów kompletnie nie rozumie, że większość typów rowerów ale też całe trendy są kształtowane przez marketing producentów. Jak już dostarczę Ci rower odpowiadający realnym potrzebom zadbam byś na nim dobrze czuł. Będę pilnował serwisów. Będę służył radą i pomocą jeśli będziesz chciał coś zmienić lub ulepszyć ale też po prostu w trakcie normalnego użytkowania.

Czy dobrze rozumiem, że chcesz mi sprzedać coś, o czym nie wiem, że tego chcę?

Taką mamy nadzieję. Wiedząc, ile i gdzie jeździsz, znając twój wzrost (a właściwie jak długą masz nogę) i wagę chcemy zaproponować coś co będzie ci na pewno pasować.

Czyli co np. mogę sobie dopasować?

Wszystko, począwszy od typu i wielkości ramy, jeśli się uprzesz to możemy też zaprojektować i zrobić ramę z inną geometrią i wymiarami niż dysponujemy standardowo, a skończywszy na detalach typu kolory, akcesoria itp.

A skąd bierzecie ramy?

Poza ramą dla modelu z paskiem zamiast łańcucha wszystkie są z Tajwanu.

I te ramy są w dowolnych liniach sportowych, w sensie i górskie i miejskie, czy jakieś określone, np. kolarzówki.

Mamy teraz 6 modeli czyli podstawowe ramy miejskie dla pań i panów oraz już bez różnicowania na typy ramę pod pasek, gravel, fitness (rama jak do kolarzówki ale prosta kierownica) i trekking.

Czy jest w tych rowerach coś ekstra, na co powinienem zwrócić uwagę?

Poza ramą pod pasek wszystkie są stalowe plus gravel, fitness i pasek mają karbonowe widelce. To nas odróżnia dlatego, że większość popularnych marek korzysta głownie z aluminium. A większość klientów nie wie, że aluminium jako materiał wagowo jest lżejsze niż stal ale ramy, ze względu na duże przekroje już niekoniecznie są lżejsze.

Dla kogo są te rowery, tzn kto jest Waszą grupą docelową?

Sprzedajemy pewnie więcej niż inni rowerów dla dziewczyn, ale naszą grupą docelową są osoby, które chcę mieć coś oryginalnego, zaprojektowanego dla nich.

Jak zapatrujesz się na bardziej wymagającego użytkownika, kurierów rowerowych, pasjonatów, czy miejskich sportowców, którzy chcą przycisnąć?

Obsługujemy kurierów i ludzi, którzy chcą mieć ostre koło ale poza serwisem nie dotykamy segmentu osób na serio interesujących się sportem, jazdą po górach itp. Większość naszych klientów to ludzie jeżdżący przede wszystkim w mieście.

A czemu Antymateria? Czy to ma jakieś odbicie w tych rowerach?

Antymateria to może nieoczywista ale gra słowna. Chodziło o to, by robić coś w opozycji do dzisiejszego materialnego świata.

Powiedz mi w takim razie, co okazało się największym wyzwaniem dla ciebie jako dla człowieka który sprzedaje rowery? 

Najtrudniejsze jest, jak zwykle, nie przejmowaniem się głosem „ego”, które „wie” jakie inne ważne rzeczy powinienem robić w swoim życiu.

A mniej metaforycznie? Może są jakieś problemy z lokalem, może jakiś problemy z księgowością? Jakieś praktyczne wskazówki które mógłbyś dać ludziom myślącym o własnym biznesie?

Praktyczną wskazówką będzie przyjęcie do wiadomości, że własny mały biznes to nieustający „problem”. W sytuacji kiedy nie ma procesów, kadr, pieniędzy jest to ciągłe rozwiązywanie problemów. Począwszy od klientów przez dostawców a skończywszy właśnie na wielu drobiazgach. Kilka wizyt w urzędzie skarbowym czy w ZUSie (oczywiście osobiście bo inaczej się nie da), otaczająca się zewsząd bezduszna biurokracja i trzeba mieć dużo pozytywnej energii by nie chcieć wrócić na spokojny etat. To wszystko co czytasz o kolejnych ułatwieniach dla przedsiębiorców to niestety bzdury. Mam wrażenie, że nastawienie jest wciąż takie, że jesteś podejrzany a właściwie winny jeśli nie udowodnisz inaczej. Tracisz czas i energię na kolejne kwity, zaświadczenia i dane, według zupełnego widzimisię urzędnika.

Na przykład? 

Moim ulubionym tematem jest wynajmowanie lokalu od miasta. Na wszystkie pytania i prośby jest jedna odpowiedź: nie. Ewentualnie: załatw sobie sam. Po twojej stronie jest załatwienie wszystkich zgód i uzgodnień technicznych. Zupełne kuriozum, to kwestia podatku od nieruchomości. Miasto wynajmuje ci lokal ale nie mówi, że będziesz płacić dodatkowo podatek. Ale to nie jest problem. Problem jest taki, że sam musisz sobie ten podatek wyliczyć. Znaleźć formularz, stawkę itd. Tak jakby urząd, który ci ten lokal wynajmuje, nie mógł dodać dodatkowej linijki na fakturze.

No, zaczynamy dochodzić do czegoś ciekawego. A skąd się bierze kasę fiskalną?

No kupujesz po prostu ale dalej związane są z tym przygody. Dostajesz wezwanie na pocztę. Musisz się stawić osobiście. Później osobiście jedziesz do Urzędu Skarbowego z kartą gwarancyjną z tejże kasy. Pan osobiście i uroczyście odkleja jedną naklejkę z tejże gwarancji, taką z kodem paskowym i przykleja ją do grubego zeszytu A4. Później podpisujesz się w odpowiedniej rubryce zrobionej długopisem. Nie robię sobie jaj, tak to dokładnie wyglądało.

Podsumowując: dziś jesteś bogatszy o doświadczenia prowadzenia własnego małego biznesu. Gdybyś dziś ponownie odchodził z K2, co zrobiłbyś inaczej?

Jeśli ma być na serio i szczerze to odpowiem, że…

Dziś dłużej bym się zastanawiał czy odchodzić z korporacji.

Ale jeśli decyzja byłaby na tak, to po pierwsze znalazłbym partnera, a po drugie więcej czasu przeznaczył na zbadanie branży. Pogadałbym z ludźmi, którzy w tym siedzą. Pojechał na targi, konferencje, ściągnąłbym wszystko, co jest dostępne w internecie. A jeśli miałbym mieć dla innych radę, to powiedziałbym by z dystansem traktować siebie jako potencjalnego klienta.

To, że boli cię niezaspokojona przez rynek potrzeba niestety nie jest gwarancją, że innych boli to równie mocno.

Nie ma też niestety gwarancji, że da się zaspokoić taką potrzebę w ekonomiczny sposób. Większość biznesów nie ma sensu nie dlatego, że nie ma takich potrzeb lub wystarczającej liczby klientów. Zwykle wyłożysz się na tym, że nie da się tego zrobić ekonomicznie w małej skali lub skończy ci się kasa zanim wystarczającą dużą skalę zbudujesz.

Dziękuję Przemkowi, bo to bardzo cenne uwagi. Patrząc na niego myślę, że cena za wolność jest duża. Ale też wiem, że tę cenę gotowi są zapłacić ci, którzy wolność kochają i rozumieją. I jeszcze jedno:

Na hasło „Elektron” specjalnie dla naszych czytelników Przemek ma specjalny deal. Jaki? Trzeba zapytać osobiście.

Facebook Antymateria

Antymateria
Skolimowska 6/16
00-795 Warszawa
Tel: + 48 601 296 388
NIP: 5213691315