Clooney złamał Paragraf 22

Wczoraj globalną premierę miał wyprodukowany przez George’a Clooney’a serial na kanwie powieści Hellera. Można go obejrzeć w Polsce przez HBO GO, a jak ktoś nie ma, to polecam Hulu przez VPN.

58 lat. Tyle minęło, od kiedy Joseph Heller napisał najlepszą, jaką znam uniwersalną metaforę korporacji, biurokracji, administracji, instytucji religijnej, kulturowej i społecznej: Paragraf 22 / Catch 22. 58 lat zajęło, nim wreszcie ktoś stworzył sensowną adaptację filmową. Po drodze próbował, w 1970tym, m.in Mike Nichols, ten od Absolwenta (!), ale bez skutku.

Michał Wolniak – Załozyciel, President & Head of Advisory VML. Zajmuje sięcyfrowątransformacjąbiznesu metodąCCX. Dumny, seryjny ojciec.

Clooney miał bardzo jasną wizję i pomysł na adaptację. Można sprowadzić ją do dwóch słów: NIE SPIEPRZYĆ. Dziwię się Wojciechowi, że tego nie dostrzegł. Clooney postawił na rzetelne przełożenie oryginału na podstawowy język filmowy, uproszczenie i klarowną chronologię. Poprzestawiał wątki tak, żeby były czytelniejsze dla widza. Zmienił kolejność scen, żeby jaśniej przedstawić wszystkie postaci, którymi Heller malował przerażający obraz wojny.

Zmiany, których dokonał w oryginalnym tekście są pozornie drobne, choć – moim skromnym zdaniem – kluczowe dla odbiorcy: na przykład odsunięcie w czasie wprowadzenia Dunbara, czy inne opowiedzenie śmierci Snowdena zasadniczo poprawiają czytelność całości. Pamiętam swoje pierwsze wrażenie z zetknięcia się z powieścią jak przez mgłę, bo od tamtego czasu czytałem ją ze dwadzieścia razy, ale jednak pamiętam: musiałem wracać do tego wątku, bo po pierwszym odbiorze nie było dla mnie jasne, kim jest Snowden i jaka relacja (przed śmiercią) łączy go z Yossarianem.

Wesprzyj #Medium

Nichols wpadł w tę pułapkę, wierne odwzorowanie wydarzeń powikłało jego film, a dodanie do tego pomysłu reżyserskiego na szybką, karabinową narrację pogrążyło całość. Adaptacji z 1970 nie da się oglądać; mimo mojej bezwarunkowej miłości do książki, filmu Nicholsa chyba nigdy nie przebrnąłem dalej, niż do połowy. Clooney przyjął inną strategię. To, co się dało, postarał się opowiedzieć 1:1, a najtrudniejsze wątki uprościł. Pewnie znajdą się krytycy narzekający na taki wybór. Meh, niech się ze swoim bólem zwrócą do dr Daneeki.

Przy takich założeniach oraz dającej więcej czasu, niż kinowa fabuła formie serialu, Clooney cudownie poradził sobie z budowaniem postaci. Nawet tak efemerycznych, przemykających przez moment przez ekran, jak Nieboszczyk Mudd. Jego wątek wyjątkowo zapadł mi w pamięć, choć nigdy nie umiałem go sobie zwizualizować. Teraz już zawsze będę widział tę wystraszoną, ufną twarz.
BTW, w tym miejscu wypada pochwalić kongenialny casting. Po całości, łącznie z Hugh Laurie w roli mjr de Coverley’a, jedynego wyższego oficera ze śladami ludzkich odruchów, moim zdaniem dzięki skojarzeniom z dr Housem. Oraz z Giancarlo Gianninim w roli obleśnego starca we włoskim burdelu .

Clooney dzięki tym zabiegom osiąga to, czego Nichols nie potrafił: ekranową adaptację da się wreszcie zrozumieć. Wszystkie te hellerowskie genialne wymiany zdań brzmią znajomo i wiarygodnie (bo nie sensownie). Stykamy się z nimi codziennie w pracy, urzędzie, wspólnocie sąsiedzkiej. Łykamy je, bo musimy, przeklinając w myślach, wyśmiewając, ale poddając się poleceniom, bo inną drogę blokuje nam §22.
Dlatego właśnie Clooney rozpoczyna serial od sceny z nagim, zakrwawionym Yossarianem, która w książce pojawia się dopiero w połowie. To najmocniejsze wizualnie symboliczne przesłanie powieści. Nadaje się więc idealnie na czołówkę E1, simple as that.

Serial, mimo kilkunastu ważnych bohaterów, pozostaje doskonale Yossarianocentryczny. Patrząc w głębokie oczy Christophera Abbotta zawsze czuć, że to jego optyka, więcej, że to optyka siedzącego przed telewizorem widza. Więcej nie trzeba. Podobnie jak przy lekturze powieści, ani przez chwilę nie miałem wrażenia, że nie wiem, kto to wszystko opowiada. U Nicholsa zgubiłem się po kilku minutach.

Przy okazji: zastanawiałem się, kto z polskich reżyserów umie poprowadzić tak rzetelną, szczerą i empatyczną adaptację, z zachowaniem szacunku dla geniuszu autora. Obstawiam, że (w sprzyjających okolicznościach) Agnieszka Glińska oraz Waldemar Śmigasiewicz.

The following two tabs change content below.

Michał Wolniak

Ostatnie wpisy Michał Wolniak (zobacz wszystkie)