„Czy lizanie banana to sztuka?” Czyli: co jest sztuką, a co nie? Trzy użyteczne podpowiedzi. 

Co jest sztuką, a co nie? Czy czasami masz problem z oceną? Może czasami czujesz frustrację, bo masz wrażenie, że ktoś Cię robi w bambooko? Oto trzy proste sposoby, by odpowiedzieć sobie na pytanie, czy to, na co patrzysz, to sztuka czy nie. Także w przypadku lizania bananów.

Piszę ten tekst w odpowiedzi na list, jaki otrzymałem od pewnej pani na FB, zupełnie mi nieznanej. Owa pani zaczyna tak…

Przyczepiliście do mojego kraju i tak bez końca będziecie Polskę niszczyć!

A więc od ustawienia patriotycznego. Od razu wiadomo, że ta pani jest patriotką, bo martwi się o ojczyznę, czyli działa w imię wyższych celów. Uważa, że jestem Żydem, choć nie jestem. Sporo takich listów dostaję i najczęściej je lekceważę. Ten pewnie też bym zlekceważył, gdyby pani Eva z Kanady nie przeszła zaraz do uwag z zakresu krytyki sztuki:

A jeśli chodzi o sztukę, to kiedyś nie każdy mógł być artystą, a tylko ci z wyobraźnią, wrażliwością, wizją… ja jeszcze do niedawna byłam nieudaną artystką, bo JADŁAM banany, a nie LIZAŁAM. Teraz wiem, że jak zacznę lizać banana i dam się z tym bananem sfotografować, to będę artystką i modelką.

Wiele tu ciekawych wątków w sumie, trochę perwersyjnych, trochę ironicznych, wiele w tym złości, jest i program dla artystów. Rzecz jasna pani Eva,  nawiązuje w ten sposób do wypadków, które rozegrały się w Muzeum Narodowym, którego nowy dyrektor zbyt pospiesznie usunął z wystawy stałej trzy prace autorstwa czterech kobiet: Natalii LL, Katarzyny Kozyry oraz Sędziego Głównego (dwie autorki). Idę o zakład, że pani Eva z Kanady ani nie widziała tych prac nigdy, ani nie zna ich kontekstu. Pewnie się nie domyśla, że to „lizanie bananów” w wykonaniu Natalii LL nastąpiło w 1973 roku, a więc – jak sądzę po zdjęciu pani Evy – właśnie w owym mitycznym KIEDYŚ, kiedy artyści mieli jeszcze wrażliwość, a ona, Eva, jadła banany zgodnie z zasadami dobrego wychowania, nie lizała. Choć ciekaw jestem, skąd je brała, bo w naszym sklepie wtedy nie było. Mam z tym zresztą związaną anegdotę, ale opowiem ją na koniec. No więc idę o zakład, że pani Eva płonie tylko patriotycznym oburzeniem, dlatego jej te banany nie w smak. Domyślam się, że dla pani Evy każdy kto stanie na drodze rządzącej partii i miażdżącego wszystko katolickiego walca zasługuje na pogardę i odrzucenie, a już z pewnością nic na tej drodze nie może się okazać sztuką. Zresztą Pani Eva zaraz daje upust swemu oburzeniu w formie warunkowego moralnego napomnienia:

Jeśli dla Pana autorytetem jest Gross to się nie pomyliłam co do Pana. Jeśli dla Pana lizanie banana na wszystkie sposoby jest sztuką, to się nie pomyliłam.

Natalia Lach Lachowicz, Sztuka konsumpcyjna.

Jak widać od mojej decyzji, czy uznam prace Natalii LL za sztukę, zależy ocena mojego patriotyzmu. Nie jest to więc decyzja, którą można brać lekko. Postanowiłem się więc chwilę namyślić i zadać sobie to pytanie na poważnie: czy to jest sztuka, czy nie sztuka? Swoją odpowiedź sformułowaną po zastanowieniu, zgodnie z najlepszą wolą i rozeznaniem, chciałem przekazać pani Evie, ale to się okazało niemożliwe, gdyż pani Eva, jak wiele jej podobnych osób w mediach społecznościowych, piszących do mnie na patriotyczną nutę, zastosowała  taktykę, którą dość nieelegancko nazywam taktyką kundla: wyskoczyć z nienacka, ugryźć i uciec. Natychmiast po zadaniu pytania pani Eva zablokowała mnie na FB, by odebrać mi szansę odpowiedzi. Zostałem więc z tą odpowiedzią sam, jakby mi odjechał autobus, chcąc więc nie chcąc muszę ją przekazać światu. Może z tego będzie jakiś pożytek, gdyż pytanie jak rozpoznać co sztuka, co nie, od czasu do czasu wraca.

Będą to trzy (albo cztery) szybkie i sprawdzone strategie umożliwiające rozpoznanie, czy omawiane zjawisko jest sztuką, czy sztuką nie jest. Pytania  o granice sztuki, twórczości, kreatywności, o prawo do tworzenia, o status artysty, rolę instytucji i odpowiedzialność widza są naprawdę ciekawe. Pani Eva zapytała przecież o lizanie bananów, ale gdybyśmy poszli ostrzej i zapytali, czy sztuką jest Gówno Artysty zapakowane w puszkę? A tak się przedstawia praca Piero Manzoniego z 1961 roku. To puszka zawierająca, jak informuje etykieta, kupę Piera.

Wesprzyj #Medium
Piero Manzoni, Gówno Artysty, 1961

Sztuka czy nie? I jak to uzasadnić? W gównie artysty można przecież natychmiast wyczuć prowokację. Gówno w puszce to przecież właśnie pytanie zadane nam wszystkim: czy uznacie moje gówno za sztukę?

Można znaleźć przykłady subtelniej testujące nasze wyczucie granic sztuki: Czy sztuką jest zwyczajne płótno zamalowane przez artystę na biało? Obrazek, który nic nie przedstawia poza kolorem i który każdy mógłby wykonać sam?

Robert Ryman, Bez tytułu, 1965

Sztuka to czy nie? Jakich specjalnych umiejętności malarskich wymaga zamalowanie kawałka płótna? A czy sztuką jest tatuowanie świń?

Ferma sztuki, Art Farm, Wim Delvoye

No i jak uzasadnić odpowiedź? Czy wsadzenie rekina w formaldehyd to sztuka?

Damien Hirst, Getty Images, Fizyczna niemożliwość śmierci w umyśle kogoś żyjącego. 1993

Te przykłady można mnożyć. Czy sztuką jest facet stojący w wiadrze na głowie?

Erwin Wurm, Dwa wiadra, One Minute, performance, 1998

Erwin Wurm nota bene też robił hece z bananami.

Erwin Wurm, Banany, One Minute Performance.

Ale granicę można posunąć dalej i zapytać, czy sztuką jest wymazanie gumką obrazu innego artysty i przedstawienie czystej kartki papieru jako swojego dzieła.

Wymazany rysunek de Kooninga przez Roberta Rauschenberga, 1953

Zgodnie z zasadą zbiorów: jeśli coś uznajemy za sztukę, to musi istnieć coś, co za sztukę nie uznajemy. Czyli muszą istnieć jakieś zasady, które pozwalają nam stwierdzić, że coś jest lub nie jest sztuką. Jeśli nie ma zasad, to wszystko jest sztuką, lub nic nią nie jest, wszystko jest wszystkim, a nawet niczym. Lub odwrotnie.

No bo czy sztuką jest to słynne krzesło Hansa Wegnera?

Hans Wegner, Shell chair

Oczywiście chodzi mi o zdefiniowanie tego, co uważamy jako „sztukę współczesną” a nie sztukę w ogóle, czyli np. sztukę mięsa, albo sztukę zdobniczą. Chodzi mi o działalnością podejmowaną przez przeróżnych twórców mniej więcej od początku 20 wieku, gdyż wtedy to wszystko się zagmatwało i skomplikowało i nic nie jest już tym, czym było kiedyś. Rozpoznanie sztuki klasycznej dla większości z nas raczej nie przedstawia trudności i nie wzbudza kontrowersji, choć inna sprawa, że wielu z nas, gdy widzi klasyczną sztukę, albo w ogóle jakąkolwiek sztukę, robi w tył zwrot. Ale jak jest ładnie namalowane na płótnie, albo wyrzeźbione albo ludzie ładnie tańczą i śpiewają, to wszyscy wiemy, że „artyści”. A jak nieładnie i ktoś gluta z nosa toczy, to się gubimy… Dziś po prostu jest trudniej, gdyż nie wiadomo, czy w kulki lecą, czy o drogę pytają.

I tu właśnie z nieocenioną pomocą przychodzą moje kategorie… kategorie będące wynikiem moich własnych wieloletnich przemyśleń i zmagań w tym zakresie. To raczej osiągnięcia praktyka niż teoretyka, niekoniecznie zgodne z ustaleniami krytyków sztuki na ten temat. Za to mogę zapewnić, że lepsze, prostsze i sprawdzońsze.

Kategorie pozwalające ocenić, czy coś jest sztuką, czy nie:

1. Konsensus
2. Autorstwo i intencja.
3. Forma.

Kolejność jest dowolna i wszystkie te kategorie mogą się przenikać, a najważniejszą jest Autorstwo i intencja. Do rozpoznania przedmiotu można zastosować jedną z nich, ale lepiej przelecieć przez wszystkie, zanim się człowiek upewni.

Kolejne artykuły zawierają trzy kolejne strategie oceny. Trzeba klikać.

1. Konsensus: kiedy wszyscy się zgadzają.

2. Autorstwo i intencja. Czyli: kto to stworzył i po co?