Dlaczego nacjonalista to nie patriota?

Dziś Naród i nacjonalizm to żądze samounicestwienia. To ten słynny „antypolonizm”. 

To będzie krótka instrukcja dla tych, którzy widząc zamaskowanych kiboli z flagami, czują, że im ręce opadają i nie wiedzą, co powiedzieć, oraz dla tych kiboli właśnie, jeśli się im wydaje, że nacjonalizm to taki „ekstremalny patriotyzm”.

Piszę ten tekst, mając w pamięci łzę w oku Antoniego Huczyńskiego vel Dziarski Dziadek, pseudonim Burza, lat 97, Powstańca Warszawy, który miał odwagę podłożyć bombę pod jadący niemiecki czołg. Ta łza pojawiła się, gdy patrzył na tłum „dziarskich młodzieńców” odpalających race i wrzeszczących „śmierć wrogom ojczyzny” 1 sierpnia w centrum Warszawy. I nie była to łza dumy, a wstydu. Zapytałem Dziarskiego Dziadka, co sądzi o tym „patriotyzmie”. A on na to głosem zmęczonym i zniechęconym odpowiedział, że im się coś pomyliło, a gdyby przyszło co do czego, większość z tych „patriotów” pochowałaby się po piwnicach. Tak jak i wtedy, w 44. 

Na FB i na YT „patrioci” piszą do mnie setkami. Każdy przypakował na siłowni, więc z odwagą deklaruje, że mnie zajebie, jak mnie spotka. Na łapach mają dziary z orłem, lubią pozować przy sztandze lub z mieczem w lesie, generalnie w męskim towarzystwie najlepiej bez koszulek, określają mnie mianem lewaka, bo im tak wytłumaczyli Rydzyk i Michalkiewicz.

Michalkiewicz, nota bene, jest dla niech „najwybitniejszym publicystą”, a ci bardziej zorientowani powiedzą Wolniewicz. Bardzo cenią Jaoka z pyta.pl ale lubią też Gadowskiego i „media narodowe”. Każdy to ma przez youtuba na dłoni na swoim telefonie. Może sobie wrzucić w przerwie między seriami na ławeczce. Niektórzy z nich, jak ich trochę pogooglować, cenią sobie dokonania Wermachtu w walce z Komunistami. No bo oczywiście wszyscy oni są antykomunistami. Wielu z nich deklaruje się z dumą jako nacjonaliści i rasiści. Dla takich, pedałów, jak ja mają tylko pogardę i pięść. I są ich tysiące. Jeden dzielniejszy od drugiego. 

Ostatnio jeden z nich zapytał mnie tak: „a od kiedy to, panie betlejebski, nacjonalizm jest czymś złym?” Odpowiadam więc uprzejmie: od kiedy skompromitował się w czasie II WŚ, od kiedy niemieccy nacjonaliści zrzucali bomby na głowy polskich patriotów, od kiedy ukraińscy nacjonaliści mordowali wołyniaków, od kiedy Ruscy nacjonaliści kazali nam uczyć się w szkołach rosyjskiego. Od wtedy. Czy to jest takie skomplikowane?

Powiem za wszystkimi Powstańcami Warszawy, jakich poznałem, a poznałem ich wielu: Nigdy polski patriota nie będzie nacjonalistą, nigdy nie obwoła się rasistą. W Polsce po Hitlerze i Stalinie to po prostu wstyd. 

Marsz niepodległości 2015, foto: Betlej

A teraz instrukcja:

Otóż patriotyzm odnosi się do słowa patria, ojczyzna. Nacjonalizm natomiast odnosi do słowa naród. Te dwa słowa tylko pozornie mają cokolwiek ze sobą wspólnego. 

Wesprzyj #Medium

Ojczyzna to dom, rodzina, pejzaż, język, kultura, obyczaj, sentyment, nastrój. Ojczyznę mogą zaludniać różne narody, różne religie. Babcia może być Niemką, tata może być luteraninem, sąsiad Żydem. Ojczyzna dopuszcza różnorodność. Ojczyzna istniała dla ludzi zawsze. To dom. 

Naród natomiast to nowe pojęcie, stworzone na potrzeby rewolucji dziewiętnastego wieku przez Niemca, Johanna Herdera a wdrożona następnie w praktykę polityczną przez rewolucjonistów od Garibaldiego przez Hitlera, Stalina po Radovana Karadźicia. Po rewolucji industrialnej Europa dojrzała do obalenia dyktatury kilku arystokratycznych rodzin, które rządziły Europą, skazując 95% ludzi na realne niewolnictwo i potrzebowała idei, która może zastąpić „Króla z Bożej Łaski”. Ta idea miała się stać podstawą dla nowego państwa o masowej reprezentacji. Ta idea musiała być „większa” niż każdy z nas i wystarczająco czytelna, by za nią umierać. Tą ideą stał się Naród. Naród czyli nowa transcendencja, nowa naczelność – suweren, jak to się dziś mówi w polityce, czyli coś co nie istnieje, a istnieje, czego nie ma, a jest. Jak Bóg.

To co było przydatne w dziewiętnastym wieku uległo całkowitej kompromitacji w wieku XX, pokazało swoją niszczycielską siłę w Auschwitz i dziś jest nie do odgrzania. 

W ojczyznę człowiek się wradza i wrasta, jest dla niego naturalnym punktem orientacyjnym. W ojczyźnie ma się ziomków, rodaków, kolegów, znajomych. Ojczyzna przemawia przez matkę i ojca, przez tradycje świąteczne, przez smaki i zapachy, które zna się z dzieciństwa. W ojczyźnie nie ma wodza i nie ma ideologii, bo i po co. Naród natomiast zostaje człowiekowi narzucony jako forma grupowej (politycznej) identyfikacji, czyli jako wyznanie – dlatego zresztą religia i nacjonalizm mają ze sobą tyle podobieństw: obie domagają się miłości i wierności, obie tworzą liturgie. Naród ma być czymś szerszym niż mała ojczyzna, tak szerokim, jak morze głów w Norymberdze w 33 roku. W narodzie ma się tylko masę, wodza i symbole narodowe. Naród nas przerasta, jest ważniejszy niż interes jednostki. 

Bardzo trudno zdefiniować naród, gdyż Naród próbuje narzucić jednowymiarową definicję dla rzeszy bardzo odmiennych od siebie ludzi. Dlatego naród wymaga arbitrażu, kogoś, kto stwierdza kto „jest narodem” a kto nie, kogo wykluczyć. Naród stwarza sztuczną wspólnotę z ludźmi, z którymi nie ma się nic wspólnego, którzy reprezentują odmienne a nawet wrogie opinie. Dlatego w obrębie narodu tak łatwo dochodzi do wrogości i wzajemnego wykluczania, oskarżenia o zdradę. Przez swoją efemeryczność Naród poszukuje wodza, który mógłby stać się narodowym wzorcem, mógłby naród scalić i arbitralnie decydować o narodowej przynależności, mógłby nadać narodowi kształt. 

Marsz niepodległości 2015, foto: Betlej

Ojczyzny nie da się porzucić. Ojczyzna jest w nas. Zabieramy ją ze sobą na koniec świata i do trumny. Naród natomiast wymaga bezwzględnej wierność, a odstąpienie od narodu jest formą zdrady, która podlega karze. Nacjonalizm poszukuje wroga, gdyż wróg nadaje narodowi kształt poprzez odróżnienie od „obcego”. Przez to musi być agresywny. Doskonale to czujemy, gdy spotykamy się z nacjonalizmem innych, wymierzonym w nas, jak choćby banderowski nacjonalizm ukraiński, czy nacjonalizm niemiecki. Naród ma też wroga wewnętrznego – piątą kolumnę. Dziś tym wrogiem jest „lewak”, „żyd”, „postkomunista”, „wegetarianin”. Ojczyzny wywołuje tęsknotę zwaną nostalgią. Naród natomiast wywołuje złość. Naród wzywa – a to w szeregi, a to na defiladę, a to do wierności. Naród potrzebuje sztafażu, hymnu. 

Naród jest doskonałą protezą dla tych, którzy znienawidzili ojczyznę. Mogą się obwoływać gorącymi patriotami, uruchamiając w sobie pod tym płaszczem instynkty zemsty i rewanżu za nieudane dzieciństwo w ojczyźnie. Dlatego nacjonalizm jest tak zapalczywy. Dlatego kojarzy się z żądzą. Nacjonalizm nie jest „radykalnym patriotyzmem”, ale jest wentylem dla indywidualnej frustracji i niemocy. Nacjonalizm scala grupy nieudaczników w sprawne bojówki. 

Zresztą świetnie tę różnice widać, gdy będąc za granicą tęsknimy do ojczyzny, jednocześnie przechodząc na druga stronę ulicy, gdy natkniemy się na przedstawicieli naszego „narodu”.

Nie dajmy się zwieść. Dziś Naród i nacjonalizm to żądze samounicestwienia. To ten słynny „antypolonizm”.