Tego nikt nie wytknął partii Biedronia…

Problem z Wiosną Biedronia jest taki, że ta partia stylistycznie naśladuje partię już istniejącą, choć nie istnieje. Patrzy się na Wiosnę i ma się wrażenie, jakby Wiosna już istniała… lecz czuć, że to tylko wrażenie.

W swoim spektaklu politycznym Biedroń powiela wizualne wzorce znane z TV, z kongresów partii amerykańskich i polskich – tyle tylko, że są to gesty teatralne, zawieszone w próżni. Nie stoi za nimi ani polityczna droga, ani doświadczenie, ani osiągnięcia. Biedroń zaczerpnął gesty. Dziś chyba do nikogo lepiej nie pasuje określenie „teatru politycznego”, gdyż jest to teatr par excellence.

Kiedy patrzy się na Biedronia powielającego Obamę, czy Tuska, patrzy się na baudrillardowską symulakrę. Taką „niby rzeczywistość”, coś co wygląda jak rzeczywistość, pachnie jak rzeczywistość, chce być rzeczywistością ale rzeczywistością nie jest. Symulakra – odwzorowanie rzeczywistości, hiperrzeczywistość. Wiosna nie jest rzeczywistością, gdyż nie stoi za tym żaden ruch, żadna realna siła polityczna, albo mówiąc teatralnie, żaden dramat. Biedroń niejako wychodzi zza kulisy „poza obsadą”, tzn. poza rzeczywistością i stara się „skraść szoł” w przerwie, albo obok, na własną rękę.

Gdyby przyrównać to do świata kultury gejowskiej, można by powiedzieć, że mamy do czynienia z typowym drag, czyli występem w przebraniu. Aktor przebiera się za piosenkarkę i porusza ustami w rytm słów, których nie śpiewa. To rodzaj rozrywki, pastiszu, to konwencja sprawiająca radość widzom. Biedroń w ten sposób „odgrywa kogoś ważnego”, odgrywa polityka. Aktor drag utożsamia się ze swoim pierwowzorem i nawet ma wrażenie, że jest nim. Ale nie jest. Zresztą Biedroń może to robić całkiem nieświadomie (w co wątpię), wchodząc w rolę zupełnie uczciwie. Biedroń może wierzyć w to, co mówi, oraz w to JAK mówi, może mu się wydawać, że jest szczery. W tym zresztą tylko jeszcze bardziej przypomina aktora drag.

I mówię to wszystko bez złośliwości. Jako obserwację, której być może nikt jeszcze nie wyraził, albo nie wyraził językiem krytyki kultury. Bo zapewne można usłyszeć komentarze typu: on ściemnia, udaje itd. Krytycy wyrażają tu swoje niedowierzanie w prawdę, swoją intuicję symulakry. W tym też kryje się tajemnica porażki Biedronia. (Choć broń Boże nie twierdzę, że prawda jest w polityce pożądaną drogą. Wręcz przeciwnie. Symulakra to jednak coś więcej niż nieprawda. To udawanie prawdy bez prawdy.)

Wesprzyj #Medium

Takich symulakr jest oczywiście więcej. Mówiąc pobłażliwie, można powiedzieć po prostu, że jest to każde działanie zgodne z konwencją. Ja np. tę samą obserwację mam na temat sztuki współczesnej. Tym, co mi się w niej wydaje najbardziej podejrzane, to właśnie działanie zgodne z konwencją – sztuka musi wyglądać jak sztuka inaczej sztuką nie jest. Mnie najbardziej interesuje sztuka zgodna z prawdą. Jak wszystkich.