To nie chrześcijaństwo a gejoza jest fundamentem Europy – pokazują badania.

W Polsce co chwilę podnoszony jest argument, że „Europa wyrosła na chrześcijańskich korzeniach” oraz, że religia jest „podstawowym gwarantem moralności”, że bez religii (w domyśle: bez Kościoła katolickiego) nastąpi upadek obyczajów. Oba te twierdzenia są nieprawdziwe i może należałoby przestać je powtarzać?

Po pierwsze, nie ma żadnego dowodu na to, żeby człowiek musiał być chrześcijaninem. Przeciwnie. Jest wiele dowodów, że nie musi być chrześcijaninem, w dodatku przed Chrystusem ludzie nie mogli być chrześcijanami. Natomiast są bezsprzeczne naukowe dowody na to, że człowiek musi być homoseksualny, przynajmniej w jakimś swoim procencie, oraz że generalnie jest płynny w swojej tożsamości seksualnej i gdyby tak nie ciśnieniował, to mógłby dużo więcej przyjemności czerpać z seksu. Szczególnie poblokowani w tym zakresie są faceci, którym homofobiczni ojcowie wcisnęli homofobiczne przesądy. Im większa homofobiczna zaciekłość, tym gorętsze skrywane nadzieje i pragnienia. Tym czarniejsza rozpacz.

Po drugie, wcale nie jest powiedziane, że chrześcijaństwo i homoseksualizm stoją w sprzeczności – to raczej paranoiczne deklaracje propagandystów kościelnych, najczęściej zakamuflowanych gejów. Kościół wpuścił się trochę w ślepą uliczkę z prześladowaniem homoerotyzmu i teraz nie wie, jak się z tego wyplątać, choć nieśmiałe próby się pojawiają. Problem polega na tym, że Kościół zdążył już sobie wychować pokolenia homofobicznych wiernych, którzy łatwo im nie popuszczają. Natomiast, jak pokazuje fenomenalna praca dziennikarska Federica Martela, Kościół jest organizacją homoseksualną, a im wyżej w hierarchii i im ostrzej w deklaracjach, tym większa gejoza. Z ostatnich pięciu papieży trzech było gejami. Obecny papież nie jest gejem, ale już ten ustępujący, który żyje i przechadza się po ogrodach Watykanu, jak prześwietlony światłem elf, już najbardziej. Jego, Benedykta XVI, liryczna miłość do zabójczo przystojnego Georga Gänsweina przejdzie do legend Watykanu i będzie jeszcze opiewana w pieśniach poetów.

Krótko mówiąc, Kościół katolicki tworzą homoseksualiści i było tak od zawsze, jeśli więc ktoś twierdzi, że Europa ma korzenie chrześcijańskie, udowadnia tylko tezę z tytułu.

Metafora lirycznej miłości męskiej. Pocz. XXI wieku.

Po trzecie, Europa współczesna jest wynikiem mieszaniny wpływów. Można śmiało powiedzieć, że wyrosła na fundamencie Imperium Rzymskiego, które dało nam prawo i sztukę, albo na fundamencie starożytnej Grecji, która dała nam matematykę, filozofię, materializm, teatr itd. I homoseksualistów. Badania historyczne pokazują, że kultura homoseksualna w Starożytnej Grecji była dużo bardziej znacząca niż nam się to teraz wydaje, niż chcielibyśmy rozumieć. Ci wszyscy Euklidesi, Eurypidesi, Arystotelesi, Sokratesi i Platonowie wywodzili się z pięknych i wesołych chłopięcych zabaw w kozła. Model był taki: dorastający chłopak łączył się z dojrzałym kochankiem by wejść w świat erotyczno męskich doznań, a gdy dojrzał i się ożenił, by płodzić dzieci, stawał się kochankiem i mentorem dla jakiegoś młodzieńca. Dziś ten model kultywowany jest w seminariach duchownych i klasztorach, może z wyjątkiem żenienia się. No ale środowisko katolickich duchownych jest dużo bardziej homoseksualne niż starożytna Grecja.

Grecka waza z wizerunkiem mężczyzny i młodzieńca

Kiedy patrzy się na Benedykta XVI i Georga Gänsweina przychodzą na myśl tak piękne mity, jak o Apollinie i Hiacyncie, lub o Zeusie i Ganimedesie, najpiękniejszym chłopcu Grecji, którego Zeus porwał na Olimp pod postacią orła. Dla pięknego Georga Joseph jest takim właśnie orłem porywającym na olimp, takim królem świata, który nie zawaha się dla swojego chłopca wyprawić trzygodzinnej mszy wyświęcającej go na biskupa, w najpiękniejszym rytuale, z chórami chłopięcymi, pochodami, kwiatami, pod najpiękniejszym stropem świata.

Ta msza to apoteoza męskiej miłości. Istnie rzymskie zaślubiny.

Wesprzyj #Medium

 

Chrześcijaństwo było tylko jednym z elementów kształtujących Europę.

Równie poważny wpływ miało pogaństwo – w rozumieniu wiary wieloboskiej, przedchrześcijańskiej, która dała nam wszystkie święta związane z naturą, okultyzm i mistycyzm, parcie do podróżowania i podboju, albo na fundamencie handlu i żeglugi, albo na fundamencie wojny, albo na fundamencie rewolucji, albo w końcu na fundamencie oświecenia i nauki. Poznania. Można też powiedzieć, że głównym elementem kształtującym Europę było dążenie społeczeństw i ludzi do wolności. Oczywiście Europa ma też silny pierwiastek judaistyczny i muzułmański.

Jako źródło moralności religia katolicka zawsze stała na wyjątkowo chwiejnym gruncie, zazwyczaj przyznając rację bogatym i możnym, usprawiedliwiając niewiarygodny wyzysk ubogich. Moralność to zasadniczo nie jest mocna strona katolicyzmu, przede wszystkim dlatego, że katolicyzm od 1700 lat jest religią władzy, a władza – jak wiadomo – jest niemoralna. Lub amoralna, czyli poza moralnością. Utrzymanie władzy wymaga każdej dowolnej podłości i do każdej dowolnej podłości się w tym celu posunięto. Katoliccy hierarchowie nie są tu wyjątkiem. Religia katolicka była i jest źródłem niewyobrażalnych zbrodni, poczynając od wojen religijnych, prześladowania czarownic, heretyków, po wyprawy krzyżowe, pogromy Żydów, aż do nieustannej seksualnej przemocy. Mało tego. Katolicyzm nie tylko nie stał na straży moralności, ale w dodatku przez setki lat sankcjonował zachowania skrajnie niemoralne, jak choćby niewolnictwo. Lub przemoc wobec kobiet. Lub wyzysk chłopów. Posiadaczami niewolników – czy to czarnych, czy to białych, jak choćby w Rzeczypospolitej, byli ludzie bardzo religijni, chrześcijanie, których religia w żaden sposób nie uchroniła przed tą zbrodnią. Chrześcijanami byli także mordercy Indian w Ameryce Północnej i Południowej, oraz polscy chłopi tropiący Żydów po lasach w czasie II Wojny Światowej.

Holocaust przeprowadzili chrześcijanie.

Doprawdy trudno pojąć, w jaki sposób religia miałaby w tym świetle być źródłem moralności. Nie mówiąc już o tym, że sama Biblia jest pełna sprzeczności w tym zakresie, a dekalog jest moralnie dość ubogi. „Nie kradnij i nie zabijaj” są dość oczywistą przestrogą w każdej ludzkiej kulturze i trudno ich odkrycie przypisać Bogu. Nie kradnij i nie zabijaj wynikają z dość oczywistej dynamiki ludzkich społeczności opartych na wzajemności – choć i tak nigdy nie udało się ich wprowadzić w życie. Natomiast zalecenia typu „kamieniuj żonę, gdy cię zdradzi” czy „nie dotykaj kobiety miesiączkującej” uznajemy wprost za niemoralne i choć są w Biblii zwyczajnie ignorujemy jako folklor.

Można też zapytać, co moralnego jest w powstrzymywaniu aspiracji ludzi w dążeniu do wiedzy, tłumieniu aspiracji wolnościowych u kobiet, co jest moralnego w zakazie używania prezerwatyw w Afryce, co jest źródłem cierpienia i śmierci milionów ludzi, co jest moralnego w wieloletnim procederze hamowania nauki, który dziś objawia się choćby w formie sprzeciwu wobec in-vitro, czy protestom przeciwko teorii ewolucji.

I w końcu, co jest moralnego w duchownych, którzy na masową skalę wykorzystują seksualnie dzieci.