Zakochałam się w sobie, wyznaje Gosia Ohme. W tym roku ma 40 lat

Zakochałam się w sobie, bo jestem fajną dziewczyną. Odkryłam to niedawno, podczas imprezy, jaką przyjaciele zorganizowali mi na 40 urodziny. Przez ostatnie lata miłość dawałam innym, teraz pomyślałam, że dam ją sobie.

Spotkałem się z Gosią Ohme w restauracji Biała na Saskiej Kępie na śniadanie. Zorganizowałem sprzęt do transmisji na żywo z celem na facebooka. Pomyślałem, że popytam Gosię o sprawy sercowe, o miłość i seks, o relacje z mężczyznami, o życie i pracę. Znam ją jako żywiołową dziewczynę, śmiało opowiadającą o swoich sprawach, nie bojącą się zażartować, zakląć i nazwać rzeczy po imieniu. Ciekaw byłem ile z tej szczerości zachowa się przed włączoną kamerą…

Ja: Gosiu, jesteś moją najfajniejszą i najbardziej znaną koleżanką…

Gosia: Myślę, że jestem najcudowniejszą, ale niekoniecznie najbardziej znaną . Poza tym określenie „najbardziej znaną” może mieć wydźwięk pejoratywny.

Ja: Jak to?

Gosia: Wiesz, ktoś może być znany, bo głośno wypiął dupę na stadionie.

Wesprzyj #Medium

Ja: A kto głośno wypiął dupę na stadionie i co to w ogóle znaczy „głośno wypiąć dupę na stadionie”!? (śmiejemy się)

Gosia: No może nie głośno, a spektakularnie!

Śmiejemy się i zamawiamy śniadanie. Gosia zamawia granolę, która – jak mi tłumaczy – jest mieszanką płatków zbożowych, orzechów i rodzynek. Biorę to samo. Plus sok pomarańczowy i kawę.

Gosia: Chciałabym ci się zwierzyć, że mam swoje natręctwa i problemy psychiczne, na przykład w takich sytuacjach jak ta w kawiarni, bo nie mam kontroli nad tym, co dostanę, dlatego siedemnaście razy sprawdzam, czy dostanę to, co zamówiłam. Kawa musi być idealna. Proporcje, mleko, filiżanka, cukier itd. W moim życiu może być chaos, w pokoju może być bałagan, za to kawa musi być w sam raz. To jest taki mój test, czy wszystko jest OK. Jestem czujna, gdyż wydaje mi się, że jeśli pozwolę sobie, żeby kawa się popsuła, to to się może posunąć dalej i wszystko może się posypać.

Przypomina mi się, że Gosia wspominała mi kiedyś o tej kawie i wiązała to z mężczyznami. Że ta kawa miała być testem na mężczyzn, czy potrafią się nią zaopiekować.

Gosia: Ha! Dobrze pamiętasz! Ale to nie chodzi o to, że on ma się domyślić, jaka jest moja ulubiona kawa, tylko raczej o to, czy jak już wie, to potrafi ją zrobić. To test, czy jak facet wie, że coś jest dla mnie ważne, że to dla mnie zapamiętał, że się tego dla mnie nauczył, oznacza, że jest uważny i że mu zależy. Chyba każda kobieta chce, żeby facet się nią zajmował.

Zwracam uwagę na perfumy Gosi. Ładny kwiatowy zapach.

Gosia: Kwiatowy? Mi się wydaje, że on jest taki bardziej kościółkowy.

Zaskakuje mnie… Mówi, że przygotowała ten kościółkowy zapach specjalnie dla mnie. Rozśmiesza mnie tym, rzecz jasna. Pytam więc zupełnie bez uprzedzenia, czy ma partnera.

Gosia: Nie!

Pytam więc, czy ja miałbym szanse. Oczywiście, gdybym nie miał żony… Gosia jednak kategorycznie zaprzecza. Pytam, czemu nie. A ona wyjaśnia, że jestem osobą narcystyczną, a ona była z mężczyznami narcystycznymi i już nie chce.

Gosia: Bardzo chciałabym być z kimś, dla kogo byłabym widzialna, kto by mnie dostrzegał. Ludzie powinni być kompatybilni. Np. są tacy ludzie, którzy szukają blasku w innej osobie, gdyż nie dostrzegają tego w sobie. To się nazywa koluzja. Bardzo lubię to słowo. To jest pojęcie z teorii psychodynamicznych, które mówi o tym, że ludzie często dobierają się ze sobą w kontekście braków, a nie zasobów. Czyli że szukam kogoś, kto uzupełni moje braki.

Tu Gosia uderza w dłuższy wywód z teorii psychologicznych, ja natomiast śledzę jej wesołe oczy i żywe usta. Mówię jej to. Cieszy się.

Gosia: Teraz już jestem w stanie przyjąć ten komplement i myślę, że to jest we mnie taka nieustająca miłość do życia. Mam w sobie nadzieję i optymizm.

Pojawia się śniadanie, którym jest rzeczona granola. Granola okazuje się suchym jak wiór owsem, niemożliwym do skonsumowania, w którym na szczęście leżą kawałki owoców. Żuję to z rosnącym rozczarowaniem, ale ech… co zrobić? takie czasy. Na szczęście mogę powybierać pomarańcze i popić kawą.

Gosia: Ja robię wspaniałą granolę. W piekarniku. Jem takie rzeczy, gdyż się nieustająco odchudzam. Jestem raczej osobą grubokościstą, jestem potężna i szybko tyję. Mogłabym być sportsmenką, pływać lub grać w tenisa.

Patrzę na tę drobną kobietę i jakoś nie dostrzegam w niej bułgarskiej zapaśniczki. Wiem, że jej syn gra w tenisa. Ale Gosia ma szlaban na rozmowy o synu. Od syna. Nie daję się jednak zwieść tematom zastępczym, jak granola i tenis i pytam, czy szuka chłopaka.

Gosia: Nie, nie szukam. Ponieważ ja zakochałam się w sobie. Skończyłam 40 lat w zeszłym tygodniu, 16tego maja. I bardzo się tego bałam, bo życie nie poukładane i coś tam coś tam, ale to był najpiękniejszy dzień w moim życiu. Byłam w Szkocji z moimi przyjaciółkami, gdzie wspinałam się po górach, byłam dumna, że mi się udało. I to było fantastyczne, ale okazało się, że w Polsce trwała konspiracja. Moi przyjaciele nagrali dla mnie piękny filmik, w którym moim przyjaciele życzą mi miłości do siebie, a dziewczyny do mnie zadzwoniły, że mam sesję wizerunkową dla TVNu i muszę tam jechać zaraz z lotniska… ja im uwierzyłam, że to prawda, odebrały mnie, umalowały, ubrały, była stylistka i tak odpicowaną zawieźli mnie do domu, mojego domu, gdzie czekało na mnie trzydzieści osób, moich najbliższych przyjaciół i rodziny, i wyobraź sobie, że zrobili mi ogród wokół domu. Nigdy nie byłoby mnie na to stać. Ten ogród był bidny, płot złamany, drzewo takie bidne i oni mi to wszystko zrobili włącznie ze schodkami, alejkami i hamakami.

To był tak piękny prezent, że poczułam, że świat mnie kocha. Poczułam to nie tylko w tym geście, ale także w tym, co oni mówili. Pomyślałem, że naprawdę muszę robić coś tak fajnego, że ludzie to mi to oddają. Że ludziom na mnie zależy.

Pomyślałam, że jestem spoko. Pomyślałam sobie, że jestem naprawdę fajną dziewczyną. I się w sobie zakochałam. I od tego czasu funkcjonuję w tej miłości do siebie.

To jest taki czas, którego potrzebuję. Dla siebie. Przez ostatnie dwadzieścia lat ciągle kogoś kochałam, a teraz chcę pokochać siebie. Ja miałam 22 lata, jak wyszłam za mąż. Potrzebuję czasu, by pogadać ze sobą, zapytać się sama siebie, co tam słychać.

Po ostatnim rozstaniu miałam uczucie pustki. To była pustka po kimś, kto tę pustkę wypełniał. Więc nagle poczułam lęk, że muszę to czymś wypełnić. Ale powiedziałam sobie halo! Gdzie są twoje pasje? Gdzie są książki, które czytasz. Zobacz, tyle razy proponowałeś mi pójście na jakąś wystawę, a ja nigdy nie miałam czasu. Nie miałam czasu dla siebie. Myślę, że zaniedbałam i ludzi, i rzeczy, i doświadczenia.

Ja: A jesteś na tinderze?

Gosia: Nie!

Akurat, myślę sobie, ale przyjmuję to za dobrą monetę. Pytam jednak, czy gdyby pojawił się jakiś przystojny mężczyzna, to by poszła na randkę. Wije się i kręci. Pytam, czy gdyby podjechał na hulajnodze na przykład, to dałaby się wyciągnąć. Mówi, że tak, ale musiałby być inteligentny, inteligentniejszy niż ona.

Gosia: Mało tego, myślę że byłabym fajną partnerką. Że ten ktoś będzie miał wielkie szczęście.

Teraz ja się trochę śmieję. Myślę, że tak będzie. Ale dociskam temat. Pytam, czy uprawia seks. Czy miała kiedyś one-night-stand.

Gosia: Oczywiście, że tak. Ja jestem kobietą czterdziestoletnią! Ale taki przypadkowy seks to nie dla mnie. Ja wolę seks z miłości.

Ja: A czy ta miłość może się objawić szybko? W piętnaście minut na przykład?

Gosia się śmieje, ale przyznaje, że tak.

Rozmawiamy jeszcze przez czterdzieści minut i wszystko to mam na filmie. To wielki pożytek z nowoczesnej technologii. Dziękuję, Gosiu.