Znam tego księdza, znam tę wieś… z filmu Sekielskich.

Kiedy ktoś (autorytet, tu: ksiądz), opierając się na boskiej mądrości, mówi albo sugeruje ci, że twoje ciało jest grzeszne, że grzeszne są twoje dłonie i myśli, a ty masz dziewięć lat i chcesz otworzyć serce dla Jezusa, ale znasz te myśli… które ktoś ci podsuwa pod hasłem “rachunek sumienia”… to już jest rana.

Spodziewałam się, że mocno mnie dotkną historie krzywdzenia dzieci przez dorosłych, do których te dzieci mają przeogromne zaufanie. Znam swoją wrażliwość i nie wszędzie z nią wchodzę. Jednocześnie wiedziałam, że po prostu mam ten film obejrzeć. Bo on po to właśnie powstał, żeby zobaczyć rzeczywistość zbyt długo już zasłoniętą.

Od początku dokumentu zrobiło się osobiście. Znam tego pierwszego księdza. Nie potrafię przywołać w pamięci twarzy, ale go spotykałam i to nie raz, przez lata.

Lepiej niż księdza znam tę wieś. Tam urodziła się moja mama. Bywałam na wakacjach. Przez wielki ogród za stodołą szło się polną ścieżką do kościoła. Ten drewniany kościół, kiedy miałam trzy lata, postawił mój dziadek. Był we wsi wójtem, pomagał budować szkołę, remizę i właśnie kościół. Znalazł budynek i przeniósł do Topoli z Kazimierzy Małej. Stary kościółek z ciemnych drewnianych desek. Mój dziadek-działacz i babcia też, byli bardzo religijni. Ja chodziłam z babcią do kościoła śpiewać. Uwielbiałam śpiewać w tym kościele. Kościołów nie lubiłam, bo zwykle w nich mdlałam. Ale kiedy mogłam śpiewać, było zupełnie inaczej.

Więc kobieta w dokumencie Sekielskiego przychodzi do księdza, który kiedyś tam stał przy ołtarzu, gdy ja – dziewczynka, lat może pięć albo sześć, z babcią i kobietami ze wsi, śpiewałam na cały głos. Kobieta w filmie mówi do księdza, który odprawiał mszę na pogrzebie mojego dziadka. Był na stypie. Później u babci chyba też.

*
To wszystko wydarza się bliżej niż myślisz. Tylko możesz nie wiedzieć, że się wydarza, dopóki ktoś nie zrobi o tym filmu. Dopóki ofiary nie odważą się wyjść z milczenia.

Wesprzyj #Medium

*
Pamiętam nazwisko tego księdza. Google wie tak dużo, że można w tym utonąć. Przeglądam dziesiątki ekranów tekstów; trafiam na forum, gdzie ludzie z tej wsi kilka lat temu piszą o kolejnym już proboszczu, o problemach w parafii, o lekcjach religii, ale też o wszystkim, co ich porusza i dotyka. Po jakimś czasie moją uwagę przyciągają nie kolejne tematy postów, ale sposób, w jaki rozmówcy się do siebie zwracają. Walczą ze sobą, tak jak ludzie potrafią walczyć. O rację, swoją, anonimowo, ostro, hejtersko. Odsłaniają mi, jak ten świat wygląda ich oczami. Czym żyją.

“A co z tymi skur**ynami, którzy zabili psy łopatą? Słyszałam, że tępe dziady ze wsi zastraszają jedynego człowieka, który zachował się godnie i zgłosił to na policję… “
W odpowiedzi: “nie wszystkich do jednego worka. nie pochwalam ich ale znam te osoby. nie są tacy źli “ (pisownia cytowanych wypowiedzi oryginalna)

Przyglądam się tym słowom: 1. psy łopatą 2. nie są tacy źli
Nie wiem, co mogę zrobić w sobie z tymi słowami. Nie mieszczą się we mnie. Obiecują przepaść.
Takie moje dziś wędrowanie po miejscach, które sięgają korzeni.

Uczę córki tolerancji. Dlatego będą miały przejeb*ne – Gorzki list matki

*
Wraca myśl o apostazji. Odejdę formalnie z kościoła, z tego miejsca, które dawno temu było moje i już nie będzie, bo to nie jest prawda o mnie.
Gdyby zdarzyło się, że proboszcz, przed którym złożę podpis w sprawie apostazji, będzie oczekiwał uzasadnienia decyzji (które nie wydaje mi się potrzebne, wystarczyłby sam akt woli), wydrukuję sobie na tę okoliczność fragment wywiadu na temat seksu i miłości, na który niedawno trafiłam w portalu deon.

Na pytanie dziennikarki:
“A co z duchowością? Mamy raczej Kościół żeńsko-katolicki. Wydaje się też, że to kobiety łatwiej nawiązują bliską relację z Bogiem, są bardziej pobożne, wrażliwe na kwestie religijne…”

… ksiądz odpowiada:
“Ktoś powiedział, że Kościół katolicki to organizacja kobiet kierowana przez nielicznych mężczyzn. To kobiety przez wiele wieków gromadziły się w kościołach, śpiewały pieśni, modliły się za mężów i synów, którzy byli gdzieś daleko na wojnie. Kobiety są rzeczywiście bardziej wrażliwe, subtelne. Idą do kościoła, jakby leciały na skrzydłach. W niedzielę mogą założyć swój piękny strój. W kościele są kwiaty, słowa o miłości, pieśni o miłości, dzieci przy ołtarzu, no i ksiądz się nieraz trafi przystojny. Natomiast dla panów nie ma żadnej z tych atrakcji.”

No więc ja już wolę śpiewać w domu. Albo na łące.

*
Po tej osobistej wycieczce wracam do oglądania dokumentu Sekielskiego. Oglądam do końca.

Trwa to długo, bo myśli wędrują, odsłaniają, przywołują obrazy z ciała, z kolektywnej pamięci kobiet i mężczyzn, z których się zrodziłam. Do tego moje osobiste doświadczenia bycia kobietą i istotą seksualną, które rezonują z myślą: kościół, religia.

Odeszłam z kościoła. To, od czego odeszłam, nie jest Bogiem. Od niego nie trzeba donikąd odchodzić. Bo nie da się odejść. Od Boga, Buddy, Bogini, Atmana, i wszystkich tych słów we wszystkich językach, które nie oddają istoty Słowa. Nie odchodzę.

Odchodzę od kościoła, który instytucjonalnie krzywdzi ludzi. Nie tylko te osoby, które zostały zranione jako dzieci złym dotykiem, gwałtem, przekroczeniem ich świętych granic, których przekraczać nie wolno (i na szczęście ta nienaruszalność jest chroniona w Polsce prawnie). Rana jest bardziej subtelna i bardziej powszechna; dotyczy obszaru seksualności i ja znam w sobie tę ranę. Kiedy ktoś (autorytet, tu: ksiądz), opierając się na boskiej mądrości, mówi albo sugeruje ci, że twoje ciało jest grzeszne, że grzeszne są twoje dłonie i myśli, a ty masz dziewięć lat i chcesz otworzyć serce dla Jezusa, ale znasz te myśli… które ktoś ci podsuwa pod hasłem “rachunek sumienia”… to już jest rana.

Taka postawa kościoła jest przekroczeniem świętej intymnej przestrzeni dziecka; jest wtargnięciem w tę przestrzeń złą myślą i złym słowem, które tę jasną świętą przestrzeń ludzkiego pięknego ciała z ludzką piękną seksualnością, przemieniają w ciemność, na długo. Dlatego zdecydowałam, że syn nie będzie chodził na lekcje religii. Bo nie nauczyłby się tam niczego o Bogu, z którego zrodziła się jego dusza. Ta dusza zna Boga i nie potrzebuje pośredników.
Na katechezie dowiedziałby się, że jego umysł i ciało mają wyjść z raju niewinności, bo ktoś ma taki pomysł, żeby wyszły.

No więc nie. Ja mam inny pomysł. Mam zaufanie do wrodzonej mądrości człowieka i przeświadczenie o nienaruszalności granic jego ciała. Granice drugiego człowieka należy uznać. Myślą, mową i uczynkiem. Ciało człowieka, ciało dziecka jest boską świątynią. Ciało dziecka przynależy do dziecka, jest jego domem. Postrzegam seksualność jako piękną i to, czego ma się nauczyć człowiek w obszarze swojej seksualności, to ją szanować i być obecnym w ciele. Tak jak uczył Jezus. Kochać siebie. Kochać tego drugiego.

*
W filmie widzimy fragment wywiadu, kiedy arcybiskup Gądecki na uwagę dziennikarza, że księża powinni być wzorem dla innych, odpowiada, że na tym świecie raju nie będzie. Nie chcę, żeby doktryna o grzechu pierworodnym miała być argumentem na rzecz unikania odpowiedzialności człowieka za popełnione przestępstwo gwałtu na dziecku.

W wymiarze duchowym każdy z nas jest odpowiedzialny za to, czy w spotkaniu z sobą, drugim człowiekiem bądź inną żywą istotą, tworzy tu raj czy piekło. I każdy z nas ponosi konsekwencje własnych działań. Również prawne konsekwencje.

*
Nazywaj rzeczy po imieniu… I jeszcze… poczuj to. To, co się wydarza, kiedy nazywasz.

*
Głęboki ukłon dla osób, które w filmie Sekielskiego zdobyły się na odwagę spotkania z własną prawdą.

Film “Tylko nie mów nikomu” jest głosem tych, którzy długo milczeli.

Jest początkiem końca milczenia.

*
#tylkoniemównikomu

#powiedzwszystkim

 

The following two tabs change content below.

Anna Chmurka Zielińska

Ostatnie wpisy Anna Chmurka Zielińska (zobacz wszystkie)