Antysemityzm polski na co dzień w YouTube

Kiedy 10 lat temu zabierałem się za malowanie napisów „Tęsknię za Tobą, Żydzie”, robiłem to z nadzieją, że ta tęsknota może w nas Polakach zaistnieć. Kiedy w 2011 r. symbolicznie spaliłem w stodole samego siebie, jako „polskiego ignoranta”, miałem nadzieję, że wychodzimy z pomroków rasistowskich urojeń i idziemy w kierunku ozdrowienia. Myliłem się. Dziś jest sto razy gorzej. 

Dziś polski konwencjonalizm, polska „normalność”, polska ciemnota i prymitywny rewanżyzm wstały z kolan i domagają się uznania. Polscy nacjonaliści wespół z polskim rządem organizują oficjalne przemarsze przez Warszawę. Polski „patriota” z dumą deklaruje, że jest rasistą, że nacjonalizm nie jest niczym złym i domaga się Polski dla Polaków, a śmierci dla jej wrogów.

Z moim przyjacielem Dawidem stoimy pod napisem Tęsknię… wykonanym w Węgrowie przy wrogiej asyście społeczności lokalnej

Za pomocą internetu polscy antysemici uzyskali dostęp do setek tysięcy uszu, w które sączą jad starych przesądów, przekłamań, półprawd i otwartych oszczerstw, dając tlen prawdziwemu antysemickiemu zapałowi. Wystarczy przywołać takie nazwiska jak Michalkiewicz, Rola, Braun, Karoń, Cejrowski, Kruk i wiele innych. Neo-faszystowska partia pod nazwą Konfederacja, która otwarcie głosi poglądy antysemickie zdobywa 5% poparcia w wyborach do Europy!  Gdy w zeszłym roku umieściłem w sieci film przedstawiający mój protest przeciwko antysemityzmowi dostałem setki, albo tysiące wiadomości z życzeniami śmierci oraz żebym wyp…ł. Dziś niczym niezwykłym w internecie jest opinia, że „Żydzi sami spalili się w stodole w Jedwabnem, gdyż wstydzili się swojej współpracy z Sowietami, dlatego teraz blokują ekshumacje w Jedwabnem”. Dziś youtubowi „patrioci” prześcigają się w tropieniu „żydowskich kłamstw i roszczeń wobec Polski” oraz jawnie i bez obaw rozpowszechniają kłamstwa oświęcimskie, czyli nieprawdę na temat Holocaustu bez jakichkolwiek obaw o następstwa prawne, choć kłamstwo oświęcimskie jest w Polsce przestępstwem. Nikt jeszcze w Polsce nie spotkał się z karą za te przestępstwa, a gdy youtube w wyjątkowych przypadkach zamknie jakiś kanał lub zdejmie jakieś rasistowskie oszczerstwa z emisji, podnoszą się lamenty o „wolność słowa”. Tak! Dziś polscy kłamcy oświęcimscy uważają, że ich kłamstwa powinny być chronione prawnie w ramach ochrony wolności słowa.

Przeglądając polski internet, a w szczególności ten „oddolny”, tworzony przez tzw. youtuberów, można odnieść wrażenie, że my, Polacy, nie wiemy nic na temat Holocaustu, nie rozumiemy ani jego przebiegu, ani natury, ani znaczenia, ani wpływu na współczesność. Tkwimy w przedziwnym ale uporczywym urojeniu co do siebie i własnej historii.

Głównym mitem jest to, że Polska i Polacy nigdy nie kolaborowali z Niemcami, nigdy nie dali się złamać, zawsze walczyli po właściwej stronie, aktywnie włączyli się w pomoc Żydom, a wiele osób zostało za to zabitych. Co i rusz słychać głos, że w czasie  Wojny „byliśmy narodem, który zachował się najlepiej ze wszystkich narodów w Europie”. Dowodami na to mają być Karski, Pilecki i AK, które zastępują niejako całe polskie społeczeństwo. Niezależnie od tego, gdzie wskazać palcem na wojenną mapę, zawsze pojawią się te nazwiska, jakby oni byli wszędzie.

Ja i Dawid na lapidarium węgrowskim – to kupa macew zepchniętych w róg miasta pomiędzy hurtownie na miejscu byłego rozległego cmentarza.

Prawda jednak jest w tym względzie dość uboga: nawet odważnie szacowane dane dotyczące ilości Polaków, którzy zginęli z rąk hitlerowców za pomoc Żydom określają tę liczbę na około 1000. Przy ogólnych stratach polskiej ludności cywilnej w czasie okupacji to jest liczba znikoma. I nie chcę przy tym umniejszać tego wysiłku i heroizmu tych ludzi. Chodzi mi o skalę. Dodatkową sprawą jest to, że osoby te zazwyczaj doznały sankcji, gdyż wydał ich ktoś z polskich sąsiadów.

Prawda jest też taka, że większość ocaleńców z Holocaustu wspomina Polaków jak najgorzej, jako największe bezpośrednie zagrożenie dla swojego przeżycia. Można tu zacytować samego Jana Karskiego, który w 1940 roku raportował, że: „Stosunek Polaków do Żydów jest przeważnie bezwzględny, często bezlitosny”.

Wesprzyj #Medium

No i w końcu prawda jest taka, jeśli mówimy o kolaboracji, że donosicielstwo wśród Polaków na siebie nawzajem było olbrzymie, o czym świadczą ostatnio opublikowane archiwa Gestapo, Polacy uczestniczyli w administracji niemieckiej w Generalnej Guberni, tworzyli oddziały granatowej policji, wstępowali do Wermachtu, podpisywali listę folksdojczów, na której znalazło się ponoć 3,5 miliona naszych rodaków. Co groteskowe, wielu z tych ludzi wykorzystało później ten fakt, by się na niego powołać przy ucieczce z komunistycznej Polski do RFN.

W aktywnym ruchu oporu, w konspiracji i w oporze zbrojnym uczestniczyła garstka śmiałków – to były beztlenowe Himalaje dla większości z nas. Zresztą wystarczy się rozejrzeć dookoła siebie, spojrzeć krytycznym okiem na rodaków i wtedy zadać sobie pytanie: czy naprawdę uważamy, że otaczają nas nieskazitelni bohaterowie, którzy dadzą sobie prędzej zedrzeć paznokcie z palców zanim wydadzą nasz numer telefonu?

Nowe zjawisko: otwarte i agresywne oskarżanie Żydów o kolaborację

W oparciu o te mity tworzone są następne, już bardziej agresywne, szkalujące Żydów jako niewdzięczników i zdrajców, którzy pomimo naszego wysiłku pomocowego, kłamią teraz o nas na świecie, chcąc wyrwać dodatkowe miliardy. Zresztą pieniądze to jeden z najtrwalszych przesądów okołożydowskich. Żydzi i złoto. Złote zęby, światowa finansjera, te sprawy. Dość nowym zjawiskiem są te już całkiem podłe oskarżające Żydów o współpracę z Hitlerem, ba! Hitlerem żydem, rzecz jasna, w eksterminacji Żydów. Dziś na polskim youtubie można znaleźć dziesiątki filmów „odkrywających prawdę” o żydowskiej kolaboracji z nazistami, o Judenratach, żydowskiej policji, żydowskich zbrodniarzach itd. Wśród polskich „patriotów” najlepiej znanym żydowskim nazwiskiem z okresu okupacji jest Chaim Rumkowski, zwierzchnik łódzkiego Getta, tylko dlatego, że jest to postać skompromitowana. Polski „patriota” nie umie wymienić żadnego innego nazwiska żydowskiego w kontekście Holocaustu.

Natomiast ten sam „patriota” będzie się domagał „wdzięczności ze strony Żydów za okazaną im pomoc”. To kolejny i niezwykle wyraźny rys polskiego antysemityzmu. Żydzi mają publicznie wyrażać wdzięczność i skruchę. Emblematem polskiego heroizmu jest tu figura Sprawiedliwych, którzy w powszechnych urojeniach reprezentują całość polskiego społeczeństwa, a przynajmniej jego zasadniczą postawę. Ten mechanizm polskiego agresywnego snu świetnie opisał w swojej wspaniałej książce „Wielki retusz – jak zapomnieliśmy, że Polacy zabijali Żydów”, Tomasz Żukowski. Ofiary mają być wdzięczne oprawcom i mają im dziękować.

Dziś Holocaust nie tylko nie jest częścią polskiej historii martyrologicznej, ale został zmarginalizowany jako żydowski spisek propagandowy. W polskim youtubie mówi się o „przemyśle Zagłady”, który ma być wymierzony w Polskę i nasze dobre imię. Przywołuje się tu z lubością Normana Finkelsteina oraz film Zniesławienie, Jo’awa Szamira – jako dowody, że sami Żydzi go demaskują. Polityka Izraela wobec Palestyny miesza się z doświadczeniem żydowskich sąsiadów i rozgrzesza za zagrabione mienie. W ten sposób najważniejsze wydarzenie współczesności, a może nawet kamień węgielny współczesności, jakim jest Holocaust dla historiografii światowej zmienia się dla nas w groteskę.

Dlaczego?

Po pierwsze dlatego, że nikt w tym kraju nie czyta. As simple as that. Księgarnie uginają się od książek tłumaczących w detalach zarówno morfologię polskiego antysemityzmu, jak i przebieg Zagłady. Można znaleźć wypowiedzi historyków, przedruki ze świata, jak i głos ofiar, naocznych światków historii. Mamy pod ręką cały chór wspaniałych nauczycieli historii, a jednak nikt z nich nie korzysta. Do nikogo to nie dociera. Do dziarskich chłopaków, którzy zaludniają internet i mają energię by komentować, dociera tylko głos „proroków prawdy” spod znaku Michalkiewicza, który w prostych słowach im mówi, jak są robieni w chuja, jak się na nich Żydy uwzięły i jak chcą z nich wypompować miliardy przy współudziale skorumpowanych polskich elit, lewaków i pedałów. Agentów Unii Europejskiej i generalnie „wielkiego biznesu”. Ludzie typu Karonia tłumaczą jak cepom na miedzy, że marksizm i komunizm powraca pod przebraniem LGBT i Unii Europejskiej, by zrobić z nich niewolników. Księża typu Rydzyk i Oko wykładają jak prostym chłopom, że polska wspólnota katolicka stoi solą w oku zboczeńcom z Europy, którzy chcą nas zmienić w tanią siłę roboczą. Następnie ci dziarscy chłopcy rzucają się jak ujadająca sfora na ludzi takich jak Tomasz Gross, Jan Grabowski, Barbara Engelking czy ja i z niespożytą agresją wpisują w media społeczne swoje opinie i komentarze, zmierzające do zamęczenia, odebrania nadziei i ochoty do pracy komukolwiek kto chce zająć się tematem. Prawicowe media dostarczają paliwa otwarcie kompromitując naukowe instytuty i ich pracowników „obalając ich szkodliwe teorie i ośmieszając ich osobiście”. Dziś wystarczy użyć w publicznej wypowiedzi nazwiska Gross, by zostać uznanym za skończonego. Nie ma granicy dla niewerbalnej przemocy. Nie ma epitetu, który nie może zostać użyty.

Grupa widzów podczas malowania napisu Tęsknię… w Węgrowie.

W rezultacie ciągle stoimy tyłem do samych siebie i swojej historii, zatopieni w diabelskim śnie. Skrajnie rozdrażnieni. Wystarczy słowo lub gest kwestionujący oficjalną wizję POLAKA, by wywołać skrajne emocje i radykalną złość. Przestrzeń do rozmowy jest żadna. Zadaj pytanie o polski udział zw Zagładzie, a usłyszysz, że powinieneś pytać o bohaterów, a w ogóle to kto ci płaci i wypierdalaj do Izraela. Ta sama reakcja pojawia się, gdy wspomnieć coś miłego o gejach czy uchodźcach. Polska „normalność” powraca dziś pod postacią rycerza zwalczającego potwora Amalgamata, złożonego z komuchów, nazistów, marksistów, ubeków, Wałęsów, Sorosów, masonów, agentów, Ruskich, pedałów, lesbijek, rowerzystów i wegetarian.

Ze strachu i poczucia winy nie chcemy zagłębić się w ponure odmęty własnej podświadomości, zmierzyć się z ciężarem pamięci i odpowiedzialności, nie chcemy dojrzewać. Dzisiejsza polskość jest infantylną celebrą pognębienia i chwały, wymuszonej dumy i papierowej siły w oderwaniu od tego, co w nas jest najbardziej prawdziwe. Żyjemy w anestezyjnym zapomnieniu, skazując się na to, że potwory przyszłości nieustannie gryzą nas i zatruwają jadem naszą współczesność. Niczym Zombie poruszani impulsami czarownika, co i rusz podrygujemy szaleńczo na kolejne doniesienie z zagranicy o jakiejś próbie upamiętnienia polskich Żydów, lub jakieś czyjeś przejęzyczenie. Dla nas to nie są przejęzyczenia, to śmiertelne obrazy. Dla nas to nie są upamiętniena, dla nas to kleszcze spisku, nieuchronny topór żydowskiej zemsty. Zamiast prawdy kujemy mit, a przez to żyjemy w niepojęciu kim jesteśmy. Andrzej Leder nazywa to snem. Snem uporczywym, dusznym i męczącym. To maligna.

Holocaust jako wielkie dziejowe doświadczenie ludzkości pozostaje dla nas nieistotny i nierozpoznany. Nam się zdaje, że świat powinien opowiadać o naszym bohaterstwie, a wydarzeniem dziejowym powinno być Powstanie Warszawskie, atak na Monte Cassino i Dywizjon 303. Co i rusz podnosi się jakiś „mądry” twierdząc, że przecież Holocaust nie był jedyny, że przecież był Wołyń, że przecież Turkowie mordowali Ormian, więc „o co Żydom chodzi”. Wiadomo o co chodzi, dopowie inny „mądry”, chodzi o kasę, o władzę, chodzi o religię Holocaustu, o „przemysł Zagłady”.

Trudno nawet zliczyć i wymienić wszystkie argumenty pojawiające się w polskim internecie, które relatywizują doświadczenie Holocaustu lub wprost mu zaprzeczają. Każdy taki argument ma link do tzw „źródeł”. Źródłami są książki pisane przez antysemitów i kłamców holocaustowych, z ich naczelną postacią Ewą Kurek. Czy istnieje szansa, byśmy wyszli z tego kręgu zatwardziałej głupoty i spojrzeli na historię realnie? Wydaje się, że pod rządami obecnego ministra edukacji i kontrkulturowego ministra Glińskiego szansy na to nie ma żadnej. Mało tego. Jesteśmy skazani na pogłębiającą się głupotę, której dostarcza się coraz to nowych argumentów. Nie ma nadziei. Nie umiemy opowiadać o Holocauście, nie rozumiemy Go i nie zrozumiemy, gdyż jest On zagrożeniem dla polskiego mitu bohaterskiego. Nawet wśród osób wykształconych panuje przekonanie, że Holocaust był rodzajem wybryku w historii Europy – i to podejście w zasadzie uniemożliwia dostrzeżenie Jego prawdziwej natury oraz źródeł.

Z Dawidem malujemy napis w Węgrowie

Postawmy więc to pytanie: Co różni Holocaust od innych przypadków ludobójstwa i dlaczego jest tak istotny?

Otóż Holocaust to nie jest po prostu „masowe mordowanie ludzi”, to coś dużo więcej, to długoletni projekt multimedialny: filozoficzny, etyczny, państwowy, polityczny, społeczny itd, a w końcu także przemysłowy. Co więcej, Holocaust to projekt ponadnarodowy, wielopaństwowy. Owszem, to Niemcy są inicjatorami tego „projektu”, są jego sprawnymi organizatorami, lecz włączyła się w to cała Europa, wszystkie społeczności mówiące różnymi językami, mające różne tradycje, kultury a nawet religie.

Co ciekawe, był to atak na własną tkankę społeczną, która w dużej mierze była nierozróżnialna od reszty społeczeństwa oraz która w gruncie rzeczy stanowi fundament i zaplecze Europy. To trochę tak, jakby system immunologiczny przestał rozpoznawać samego siebie. Można postawić tezę, że Holocaust to nie wybryk, a w istocie szczytowe osiągnięcie europejskiej kultury, zwieńczenie długiej historii instytucjonalnej przemocy, której epizodami były wojny religijne, święta Inkwizycja, wojny lokalne, przemoc feudalna oraz eksport przemocy w postaci wypraw krzyżowych, kolonializmu, handlu niewolnikami, mający swoje koszmarne apogeum w wymordowaniu Indian amerykańskich. W tym czasie filozofowie i etycy europejscy byli zajęci tworzeniem racjonalizacji dla tej przemocy oraz podbudowy pod misterny gmach europejskiego rasizmu. Aż w końcu, gdy kultura przemocy dojrzała do ostatecznego przesilenia, Europa dokonała agresji na samą siebie w skali zupełnie bez precedensu.

A przecież mogło być inaczej.

Po 2000 r. i publikacji „Sąsiadów” Jana T. Grossa istniała szansa na przebudzenie. Oprócz Grossa pojawiło się wśród nas wielu nauczycieli, za którymi moglibyśmy pójść, którzy pokazali nam budowę Holocaustu w metodyczny i morfologiczny sposób. Mnóstwo jest świadków i ocalałych, którzy oferują swoją pamięć. My jednak jak wariaci z podwórka wolimy ich szykanować, rzucać w nich kamieniami i wyśmiewać.

Muszę tu polecić kilka książek, gdyż być może ktoś weźmie ten tekst na poważnie: Marii Janion „Bohater spisek, śmierć”, Andrzeja Ledera „Prześnioną rewolucję”, Joanny Tokarskiej Bakir „Legendy o krwi”, „Spowiedź” Calela Perechodnika, Dalej jest noc – pracę zbiorową Centrum Badań Nad Zagładą Żydów PAN, „Wielki retusz – jak zapomnieliśmy, że zabijaliśmy Żydów” Tomasza Żukowskiego, które oferują jasną lekcję na temat styku rzeczywistości Holocaustu i uciążliwego polskiego snu o wielkości. Chciałbym także polecić stronę tesknie.com wznowioną dziś po latach dzięki firmie Animativ.pl. Można tam znaleźć dokumentację projektu Tęsknię za Tobą, Żydzie! oraz zapis polskiej podświadomości „w temacie”.

Tyle się mówi ostatnio o mowie nienawiści. Może trzeba by się przyjrzeć ludziom takim jak Ewa Kurek, Marcin Rola, Stanisław Michalkiewicz, czy Jacek Międlar. Ludziom, którzy przestali być marginesem polskiego internetu, a wiodą prym w przekazywaniu młodym widzom łatwych recept i fałszywych snów.

Może trzeba by pomyśleć, czy należy wsadzić do więzienia ludzi, którzy 70 lat po wojnie mają czelność zaprzeczać Holocaustowi. Dziś w Polsce wyrocznią na temat Żydów dla setek tysięcy internautów są antysemici głoszący swe nienawistne idiotyzmy z salek katechetycznych prowincjonalnych kościołów, oglądani przez YouTube.

Proszę o wsparcie tego projektu. Można wpłacić dowolną kwotę klikając w ten link: paypal.me/betlejewski