Kocha Polskę choć przeszła piekło. Czarna patriotka.

Polska to moja ojczyzna. Tu się urodziłam. Tu byłam prześladowana ze względu na kolor mojej skóry, tu dowiedziałam się, czym jest rasizm. Stąd uciekłam, gdy miałam 11 lat, uciekłam przed piekłem rasizmu i molestowania. Ale wiem, że jestem stąd. Dziś rasistom patrzę w oczy i mówię: no i co?

Na Aleksandrę Tillman wpadam całkiem przypadkiem, gdy odwiedzam otwierający się pensjonat gay-friendly w Chwaszczynie, obok Gdańska. Widzę ją śmiejącą się i beztroską pośród innych ludzi. Jej pięcioletni synek biega wesoło z dziećmi. Ola zwraca uwagę, gdyż jest Czarna.

(Poniżej znajdziesz zapis wideo tej poruszającej rozmowy. Zdjęcia: Paweł Jarzyna. Pomóż nam realizować takie rozmowy wpłatą na PayPal – klikając w ten link. działamy niezależnie.)

Trudno nie zwrócić na to uwagi. Ona, jej mąż i ich synek to jedyni czarni ludzie na imprezie. No a że jesteśmy w Chwaszczynie, nie w Warszawie, widać ich jakby wyraźniej. Przy jakiejś okazji zagadujemy, a gdy Ola zauważa, że mówię płynnie po angielsku, otwiera się i chętnie podtrzymuje konwersację. Jest Polką, urodzoną w Gdańsku, co odkrywam z radosnym zaskoczeniem – ciągle trudno się oswoić, że osoby czarnoskóre to też mogą być Polacy – i Ola po polsku też mówi, ale ostatnie 20 lat spędziła w USA i ciągle jeszcze nie ma językowej wprawy. Poza tym jej mąż to rodowity Amerykanin, więc łatwiej nam rozmawiać po angielsku.

Ola Tillman i jej przyjaciółka Kasia

Pytam więc zaciekawiony co i jak, a gdy oni widzą, że jestem przyjazny, zaczynają coraz chętniej opowiadać. Dowiaduję się, że oboje byli w amerykańskiej armii, gdzie się poznali i to w najgorętszych misjach, także w tej irackiej.

– Widzieliśmy wojnę i wszystko, co jest wojną – mówi mi Christopher, mąż Oli – jeśli pomyślisz wojna i coś sobie wyobrazisz, to myśmy to przeżyli.

– Byłam sanitariuszką – mówi Ola – Kiedyś musiałam ratować kobietę, która była w dziewiątym miesiącu ciąży. Szrapnel uderzył ją w bok i przeciął powłoki brzucha. Ze szczeliny wystawała nóżka… Na zajęciach nie uczą, jak się zachować w takiej sytuacji. Powiem tylko tyle: pępowinę zacisnęłam żyłką plastykowych kajdanek…

Wesprzyj #Medium

Wyznają, że oboje mają zdiagnozowane objawy stresu pourazowego i wszystko to, co wiąże się z obecnością w obrębie działań wojennych. Nie drążę tematu, gdyż nie chcę wdepnąć w ból, nie chcę urazić, poza tym sam jestem pacyfistą i mam negatywny stosunek do amerykańskich wojen. Wolałbym szukać punktów styku.

Kiedy zapada wieczór, już wiem, że w Oli odnajduję osobę niezwykłą, z którą będę chciał porozmawiać przed kamerą. Mówi mi o swoim ojcu, Nigeryjczyku, który musiał wyjechać z Polski, gdy Ola miała zaledwie cztery dni. Została ze swoją mamą, a później jeszcze z ojczymem. Opowiada mi o swoim trudnym dzieciństwie i o mamie, która nigdy nie zaakceptowała jej koloru skóry.

Christopher, mąż Oli podczas spotkania w pensjonacie Pokoje Kwiatowe Chwaszczyno.

– Jak to? – pytam ze zdziwieniem.

– Tak to. Moja mama mnie nie chciała. Wpadła ze mną. Tak jak i jej rodzina… wtedy… trzydzieści pięć lat temu. Wtedy dziadkowie się od mamy odcięli… a gdy sobie o nas przypomnieli, to mogliśmy się spotykać tylko w Gdańsku, gdyż na wieś, gdzie mieszkali dziadkowie, wstyd było zabrać takie dziecko… Mama mieszkała w akademiku, nie potrafiła sobie poradzić, oddała mnie do domu dziecka.

Nie wierzę własnym uszom. Czyżbym miał przed sobą osobę, którą matka odrzucała ją ze względu na kolor skóry!? To się w głowie nie mieści! Co może czuć taki człowiek w takim domu? Jak to musi działać na psychę? Ale wkrótce się okaże, że to dopiero początek rewelacji, które odkryję już następnego dnia, gdy spotkamy się u Oli w domu, w gdańskiej Osowie, gdzie mieszka z rodziną.

– Czy twoja mama jest rasistką? – pytam, choć dociera do mnie cała groza tego pytania. Całe zawarte w niej kuriozum.

– Rasista to ciężkie słowo. Trudno je użyć wobec matki. Nie chciałabym jej obrazić, ale z drugiej strony, chciałabym wypowiedzieć swoją prawdę. A było jak było.

– A kto to jest rasista?

– To ktoś, kto ma problem z innymi ludźmi, gdyż są odmiennej rasy, koloru skóry.

– Czy to określenie pasuje do twojej mamy?

– Tak.

– A więc boisz się użyć tego określenia wobec matki, gdyż w Polsce słowo „rasista” odbierane jest jak obelga, czy tak?

– Tak. Może odpowiem inaczej, mój rodzony ojciec, Nigeryjczyk uważa, że moja mama jest rasistką. Nie ma żadnych wątpliwości. Mówi mi także, że powinnam to przyjąć i się z tym pogodzić, że wtedy będzie mi łatwiej. Ale matka to matka… jest tylko jedna. Wiele kobiet później w moim życiu próbowało mi matkę zastąpić, ale bez powodzenia.

– Na moją mamę to spadło. Ja byłam takim niechcianym prezentem. Moja mama myślała, że się zabawi z Czarnoskórym chłopakiem, miała 20 lat, ale został się jej prezent. Urodziła mnie. Choć nigdy nie zaakceptowała mojego koloru skóry. Myślę, że dla niej to jest kara. Ona czuje, że mój kolor skóry to jest dla niej kara. Chciałaby, żebym była biała. Chce, żebym wpisywała w formularze: rasa biała, ale ja wszystko robię po czarnemu…

Nauczycielka, która nienawidzi

Ola się śmieje, ale po jej policzkach płyną łzy. Pytam Olę o jej wspomnienia z polskiej szkoły. Tu otwiera się kolejna czarna skrzynka z zapisem katastrofy.

– W zabawach niby było ok, ale zawsze się okazywało w końcu, że wszystko się sprowadza do mojego koloru skóry. Gdy coś poszło nie tak, słyszałam: ty Czarnuchu, ty Murzynko! Zawsze była moja wina. Kiedyś chłopcy z ósmej klasy gonili mnie w drodze do domu, bo chcieli zobaczyć, jaka jest w dotyku taka czarna cipka… Gdy dostałam okulary, kolega zepchnął mnie ze schodów, bo „małpy nie noszą okularów”, obrzucano mnie jajkami. Na ulicy byłam wytykana palcami, wszyscy się ciągle na mnie lampili. W sklepie ludzie się odsuwali z obrzydzeniem. Moja mama nie potrafiła mnie bronić.

Z trwogą myślę o tym, czym jest takie dzieciństwo w otoczeniu, które patrzy z obrzydzeniem. Przeraża mnie to, a serce zalewa fala wstydu. Znowu muszę się wstydzić za tej kraj, za moich ziomków. Dlaczego tak tu jest? Skąd w nas takie niewyczerpane pokłady okrucieństwa? Przypomina mi się Malowany ptak, Kosińskiego.

– Szkoła to był ciężki czas. Mieszkaliśmy na Niedźwiedniku, na osiedlu pielęgniarskim. Stanowiłam tam niezdrową sensację. To były inne czasy, a Polska była w zupełnie innym miejscu. Gdy się poskarżyłam nauczycielce, że koledzy mi dokuczają, to usłyszałam od niej, że słusznie, że w ogóle nie powinno mnie tam być. Nigdy jej tego nie zapomnę. Odnosiła się do mnie z nienawiścią.

– Nauczycielka odnosiła się do ciebie z nienawiścią? – upewniam się, czy dobrze usłyszałem.

– Tak. Tak to pamiętam. Ona twierdziła, że do niczego nie dojdę. Że będę nikim.

– Jak ona się nazywała?

– No nie wiem, czy powinnam mówić.

– Powiedz, minęło 30 lat. Może spróbuję do niej zadzwonić, zapytać, co ma na swoje usprawiedliwienie, co o tym teraz sądzi.

– Anna Labuda. Nigdy jej nie zapomnę. To była podstawówka numer siedem w Gdańsku, Stara Karczma.

Doprawdy ciekaw jestem, co pani Anna Labuda powiedziałaby dzisiaj Oli Tillman, która ma dwójkę dzieci, szczęśliwą rodzinę, dom w Osowie pod Gdańskiem, była w amerykańskiej armii, gdzie ratowała życie rannych. Czy tłumaczyłaby się, że to były inne czasy, że nie wiedziała, jak się zachować, czy uderzyłaby się w piersi? Czy też machnęłaby ręką i zbyła wzruszeniem ramion? Może ktoś ją zna i zapyta?

Aleksandra Tillman (już po publikacji tego tekstu): Serdecznie dziękuję wszystkim za wysłuchanie mojej historii i za wsparcie, które do mnie płynie po tym wywiadzie. Cieszę się, że temat rasizmu został zauważony i mam nadzieję, że moja historia spowoduje, że ludzie zaczną traktować się z szacunkiem bez względu na kolor skóry. Chciałabym żeby takich dyskusji na temat rasizmu w Polsce było więcej i żeby Polska była krajem gdzie to przykre zjawisko przestanie istnieć. Należy pamiętać, że Polak też może być innego koloru skóry.

Mama rasistka, rodzina się odwróciła, biologiczny ojciec musiał ją zostawić i wyjechać z Polski. A mała Ola musiała jakoś żyć w tym dziwnym kraju nad Wisłą, gdzie każdy kto wygląda inaczej skazany jest na piekło. Pytam więc o ojczyma i tu kolejny Zonk.

– Mój ojczym składa się dla mnie z dwóch ludzi. Jeden to zwyczajny tata, mąż mojej mamy, który bronił mnie przed rasistowskimi napaściami i zmieniał mi pieluchy. Ale drugi… ten drugi to mężczyzna, który po alkoholu… dotykał mnie tak, jak się nie powinno dotykać dziecka.

Mrozi mnie w fotelu.

– W domu było krucho z pieniędzmi, czasami nie było co jeść. Ale były libacje, był alkohol. Najgorzej po wypłacie. Wtedy modliłam się, żeby nie wrócił do domu pijany. Pierwszy raz, gdy mnie zgwałcił, byłam w szoku. Nie poskarżyłam się mamie, bo bałam się o młodszego brata. Że jemu też coś takiego zrobi. Mama wkurzyła się na mnie, bo jej zakrwawiłam ręcznik. Nie rozumiała, co mogło się stać. Miałam siedem lat…

Nie chcę drążyć tego tematu. Każdy może sobie dopowiedzieć resztę. Moim zdaniem ten człowiek powinien siedzieć w więzieniu, ale boję się nawet zapytać, czy żyje. Patrzę na tę uśmiechającą się przez łzy kobietę i zadziwia mnie jej niezwykła wręcz witalność. Siła optymizmu i przebojowości. Przeżyła piekło rasizmu i odrzucenia, nawet ze strony własnej matki, piekło przemocy i molestowania, a jednak siedzi tu przede mną, na gdańskiej Osowie, we własnym domu. W Polsce. Trudno nie zapytać, dlaczego? Dlaczego Ola wróciła do kraju, w którym spotkało ją tak wiele przykrości. Przecież tylu Polaków stąd ucieka w poszukiwaniu lepszego życia, a już Stany są marzeniem. Jej odpowiedź mnie zaskakuje i onieśmiela.

– Bo to jest moja ojczyzna. To jest mój kraj. Tu się urodziłam. Kocham Polskę. Chcę, by mój syn otrzymał dar polskiego języka. Polacy są znani na całym świecie ze swojej pracowitości, mają wspaniałą historię. Tyle przeszliśmy jako naród. Uciekłam stąd, ale nie chciałam, by moja historia z Polską się na tym skończyła. Chciałam tu wrócić i odważnie spojrzeć w oczy rasistom. No i co, że jestem Czarna? A ty jesteś Biały! I co z tego!? Liczy się, jakim kto jest człowiekiem. Uważam, że więcej takich ludzi jak ja, powinno zostawać w Polsce, żeby walczyć o lepszy kraj.

Patrzę na nią z podziwem i czuję łzę wzruszenia w gardle. Oto mam przed sobą człowieka, który nie zgodził się przegrać. Wrócił, by stanąć z dumą i powiedzieć: jestem Polką. Nie złamaliście mnie. O ile to trudniejsze niż założyć koszulkę z orłem i paradować w niej po ulicach w tłumie poklepujących się po plecach bolków. Łatwo być patriotą, gdy to nic nie kosztuje, gdy nie trzeba za to nic płacić, gdy można się stroić w dumę wypracowaną przez kogoś innego. Trudniej natomiast stanąć oko w oko ze swoimi prześladowcami i powiedzieć z podniesionym czołem: tu jest Polska.

Pomóż nam realizować takie rozmowy wpłatą na PayPal – klikając w ten link.