List otwarty do prymasa Polski od Karola Chuma, ofiary molestowania ze strony księdza

Każdej Waszej ofierze będę odradzał „pomocy” ze strony Waszej, albowiem więcej miłosierdzia, zrozumienia, zainteresowania gotowa jest spotkać ze strony policjanta i prokuratora oraz sprawiedliwości powinna szukać przed sądem państwa polskiego, bo tu istnieje większa szansa, iż doczeka się jej za swojego życia.

LIST OTWARTY DO PRYMASA POLSKI WOJCIECHA POLAKA OD KAROLA CHUMA, OFIARY MOLESTOWANIA SEKSUALNEGO ZE STRONY DUCHOWNEGO

Warszawa, 06.06.2019

Karol Chum (wł. Przemysław Kowalczyk)

Księże Prymasie!

Kieruję do Ciebie ten list otwarty w imieniu swoim i ofiar molestowanych seksualnie przez duchownych polskiego Kościoła rzymskokatolickiego na przełomie wielu ostatnich lat. Jako jedna z ofiar, upokorzona przez księdza kardynała Henryka Gulbinowicza w wieku 16 lat w mojej drodze ku kapłaństwu i w drodze ku dorosłości, mierzyłem się 30 lat z wyjaśnieniem tej sprawy. Chociaż wcześniej nikt nie wysłuchał mojego głosu, teraz wierzyłem, że dotrze do Kościoła, aby ku Prawdzie został wysłuchany i zwrócono mi należyty szacunek i honor wobec niegdyś młodego człowieka. Po raz kolejny zostałem potraktowany jak intruz, ktoś kto porywa się na „świętość”, a nade wszystko, burzy porządek chrześcijańskiego przybytku wiary i dobrego wizerunku kapłana.

Wesprzyj #Medium

Powiedziałeś: PRZEPRASZAM. Powiedziałeś wiele słów o trosce, opiece, szacunku, miłości, zrozumieniu… jakimi należy otoczyć ofiary od pierwszych chwil, gdy przyjdą opowiedzieć jedną ze swoich strasznych historii z przeszłości. Powiedziałeś za Papieżem Franciszkiem, że powołując do służby delegatów ds. pomocy ofiarom wykorzystywania seksualnego osób małoletnich będą to kapłani godni zaufania, pełni gotowości do czynienia dobra na ową okoliczność, wypełnieni empatią i zrozumieniem… Uwierzyłem Ci na tyle, aby pełen cynicznej wręcz pewności, że kościół sięgnął moralnego dna – zgłosić ową historię jednemu z owych delegatów, w tym przypadku księdzu Bartoszowi Trojanowskiemu z Kurii Archidiecezji Wrocławskiej.

Jakich delegatów powołałeś księże Prymasie? Jak dalece trzymających się od tych cech i cnót, które zakładałeś, że będą posiadali w tych pierwszych chwilach kontaktu ofiary z kapłanem? Jak wielu z nich jest niewykształconych, nieprzygotowanych i w swojej wrażliwości duchowej skostniałych. Ty, księże Prymasie, który stoisz na czele polskiego Kościoła masz tego świadomość?

Przejechałem pół kraju na własny koszt – łącznie ponad 700 km (tj. w dniu 05.06.2019r.) by przed jednym z nich stanąć i zakładając to chociaż, że zapytany zostanę o swoje samopoczucie, zdrowie, podróż, cokolwiek bym mógł zauważyć, iż Kościołowi zależy na ofiarach. Przesłuchiwano mnie prawie 3 godziny, nie zapytawszy ani razu, czy potrzebuję przerwy, czy w tym upale nie potrzebuję szklanki wody, bez emocji nawet nie zwrócono uwagi na to, gdy mówiłem do osoby mi towarzyszącej, że chciałbym to już skończyć, „Twój” delegat niemal ani razu nie spojrzał na mnie za monitora. Zachował się niczym nieczuły, mechaniczny robot przyjmujący kolejne zgłoszenie, bez cienia emocji, zainteresowania. Jak faktycznie nieczłowiek.

Jestem bardzo odpornym człowiekiem po doznanym dramacie w dzieciństwie, zawodzie na wierze i Kościele rzymskokatolickim oraz po wydarzeniu związanym z kardynałem Henrykiem Gulbinowiczem, lecz powiem Ci, księże Prymasie – w moje miejsce mogłaby być inna ofiara, bardziej wrażliwa, bardziej przeżywająca swój dramat, rozpadająca się i tego, co ja doświadczyłem oraz zauważyła osoba mi towarzysząca, nie pozwala przejść obok owego zdarzenia obojętnie. Szczytem było pytać mnie, bym zeznawał tak, abym był z tego zadowolony: „Proszę zeznawać tak by był Pan z tego zadowolony”. Szczytem było to, abym odpowiadał na pytania związane z datą odkrywania w sobie tożsamości seksualnej. Szczytem było dać mi tak swobodnie wypowiadać się, że musiałem „ciąć” wypowiedzi, aby mógł nadążyć z notowaniem. Szczytem było pytać mnie o to, czy chcę pomocy duszpasterskiej, po całym tym „spektaklu” miłosierdzia bliźniego. Wiele było tych szczytów…

Wszystko, co chciałbyś księże Prymasie uczynić dla ofiar poprzez Kościół, to fikcja.

Zmontowana na biegu komisja, delegatura, „specjaliści” od ofiar. Powiedziałem w mediach, publicznie, w Kurii: Nie oczekuję PRZEPRASZAM, zadośćuczynienia, a nawet tego, by wyjaśniać moją sprawę, bo w tym kraju już usłyszano, co uczynił kardynał i umrze już ze świadomością hańby za to, czego dopuszczał się w przeszłości, a jego przewinieniem niechaj zajmie się sprawiedliwy Bóg. I do kogo ma pójść ofiara takiego „ważnego” człowieka? Do np. księdza Trojanowskiego?

Zapewniam ten Kościół, że każdej ofierze będę odradzał „pomocy” ze strony Waszej, albowiem więcej miłosierdzia, zrozumienia, zainteresowania gotowa jest spotkać ze strony policjanta i prokuratora oraz sprawiedliwości powinna szukać przed sądem państwa polskiego, bo tu istnieje większa szansa, iż doczeka się jej za swojego własnego życia. Przesyłam Ci księże Prymasie nagranie AUDIO z całego przesłuchania, abyś nabrał wyobrażenia o swoich delegatach. O tym, co mam na myśli. O tym, że żadna ofiara nie zechce przyjść ze swoją historią, tak potraktowana i tak niezauważona. Pewnie jeszcze z większym dramatem niż mój i jeszcze mniejszą odpornością na wyczuwalny mur i niechęć z tej strony, ubranej zarazem w woal gotowości do walki z pedofilią i molestowaniem niepełnoletnich w Kościele polskim. To nagranie upubliczniam jako OSTRZEŻENIE, by zachować czujność, by nie spotykać się sam na sam z delegatem, by patrzeć Wam przebiegle na ręce i Wasze zamiary niczym żmija.

Zapewniam ten Kościół, że póki żyć będę, zawsze wspomnę kardynała Gulbinowicza, który ogrom swoich zasług dla mojego kraju przysłonił niegodziwością w tym kapłaństwie, w którym najbliżej było mu i jeszcze jest do Boga.

Żaden sąd, kara nie zmusi mnie do milczenia. Zapewniam! Kościół uczy wybaczania, Bóg uczy wybaczania. Też zrozumienia, miłosierdzia. Bóg uczy również bożego gniewu, gdyż bywa sam gniewny.

Tylko, że ja nie wierzę. Lecz nawet w tej niewierze, którą zawdzięczam właśnie Kościołowi przekonany jestem, że wołając o sprawiedliwość każdy kapłan, który zawinił wobec bliźniego, wiernego – jakkolwiek, spotka się po śmierci z karą większą niż my – „mali” ludzie…

Na końcu powiem to, co powtarzam wszędzie: nie walczę z Kościołem, wiarą, Bogiem. Walczę z konkretnym człowiekiem, patologicznymi zjawiskami, bezdusznością. Walczę ze Złem. To, czego nauczył mnie sam kościół za dziecka. Krzywdzicie mnie po raz drugi w tej Drodze ku Prawdzie. I to, księże Prymasie, niechaj Wam Bóg wybaczy sam!

The following two tabs change content below.