Polacy wysysają antysemityzm z Youtuba

Kiedy 10 lat temu zabierałem się za malowanie napisów „Tęsknię za Tobą, Żydzie”, robiłem to z nadzieją, że ta tęsknota może w nas Polakach zaistnieć. Kiedy w 2011 r. symbolicznie spaliłem w stodole samego siebie, jako „polskiego ignoranta”, miałem nadzieję, że wychodzimy z pomroków rasistowskich urojeń i idziemy w kierunku ozdrowienia. Myliłem się. Dziś jest sto razy gorzej. Dziś jest Youtube.

Polska wstaje z kolan i domagają się uznania. A w istocie z kolan wstaje polski konwencjonalizm czyli polska „normalność”, to wszystko co wypływa z polskiej „głębi”. Razem z tym polska ciemnota i prymitywny rewanżyzm z dumą prezentują swoje oblicze. Mówię to z przykrością, gdyż wolałbym chleb z solą i serdeczny uśmiech. Dzięki unijnym dopłatom do hektara, programowi 500+ i rzeczywistej przedsiębiorczości polska prowincja podniosła głowę, wstawiła sobie sztuczne zęby i sięgnęła po władzę. Andrzej Lepper to przy tym był pikuś. Dziś mamy u rządu prawdziwą ludową partię, która czerpie swą energię z niewyczerpanego źródła polskich lęków i zabobonu. Polscy nacjonaliści wespół z polskim rządem organizują oficjalne przemarsze przez Warszawę, co jeszcze kilka lat temu nie mieściłoby się nam w głowach. Polski „patriota” z dumą deklaruje, że jest rasistą, oraz że nacjonalizm nie jest niczym złym i domaga się Polski dla Polaków, a śmierci dla jej wrogów. A gdzieniegdzie, jak ostatnio w Częstochowie, jakiś radny PiS oczarowany ćwiartką zrobioną w słońcu wrzaśnie bez ogródek: jestem faszystą!

(Robię te zapiski tydzień po wizycie w Węgrowie, który jest miastem Holocaustu, gdzie próbowałem na ścianie namalować napis „Tęsknię za Tobą, Żydzie” z myślą o osiemnastoletniej Racheli, dziewiczej miłości Szragi Fajwla Bielawskiego, która została pokonana strzałem w głowę oddanym przez polskich prześladowców i wrzucona do bezimiennego dołu, nad którym dziś stoi hurtownia. Napisu mi się wykonać nie udało, gdyż powstrzymała mnie w tym policja i niechętny tłum oskarżający mnie o wandalizm. To miał być wspólny wysiłek, ale nikt się nie włączył. Bezcenna ściana stoi pusta.)

Jeśli chciałbyś wesprzeć projekt Tęsknię… kliknij w ten link: paypal.me/betlejewski

 

Wesprzyj #Medium
Ściana w Węgrowie pozostała pusta.

Potęga internetu.

Od dziesięciu lat właściwie codziennie czytam o sobie w internecie najgorsze plugastwa i z zapałem pisane obelgi. Proszę to sobie wyobrazić… codziennie. Nowością w tych listach jest fakt, że wielu z tych natchnionych bojowników o dobre imię Polski pisze do mnie wprost, że są rasistami. Rasistami, patriotami i precz z pedałami. Od pewnego czasu mam wrażenie, że największym osiągnięciem internetu jest to, że każdy cham może do mnie napisać bezpośrednio, co mu ślina na język przyniesie. A niesie mu rzeczy brzydkie. Kiedyś musiałby wykaligrafować na kartce, znaleźć na chacie kopertę, zaadresować, przykleić znaczek w cenie piwa i udać się na pocztę. No a list trafiłby do jakiejś redakcji a nie do mnie bezpośrednio. Dziś dowolny obszczymur chwyta za komórkę i jeśli ma jeszcze impulsy pisze do mnie na feju lub jutubie to, co bałby się nawet wykrzyczeć przez płot, gdyby mnie zobaczył przechodzącego przez jego ulicę.

No i kiedyś, żeby się antysemicko umocnić, trzeba było jednak coś przeczytać, albo przynajmniej obejrzeć obrazki, a posłuchać to można było co najwyżej księdza. Dziś można sobie odpalić film na Youtube, w którym jeden czy drugi „znawca” wyłoży wszystko od a do zet. Powie, jak jest. Prześwietli spisek i wyjawi prawdę. Wypowie w mądrze brzmiących zdaniach, tak mądrze jak u księdza, wszystkie te przeczucia, które samemu się ma. Czyli że wszyscy kłamią, że nas okradają, że chcą z nas zrobić parobków, że jest spisek, a Żydy to wiadomo.

Za pomocą internetu polscy antysemici uzyskali dostęp do setek tysięcy uszu, w które sączą jad starych przesądów, przekłamań, półprawd i otwartych oszczerstw, dając tlen prawdziwemu antysemickiemu zapałowi. Dziś antysemityzm nie jest folklorem, jest mainstreamem. Wystarczy przywołać takie nazwiska jak Michalkiewicz, Rola, Braun, Karoń, Cejrowski, Kruk i wiele innych, a każdy większy patriota od drugiego. W necie pojawiła się „telewizja narodowa”. Neo-faszystowska partia pod nazwą Konfederacja otwarcie głosi poglądy antysemickie i zdobywa 5% poparcia w wyborach do Europy! A zdobyłaby więcej, gdyby reszta antysemitów nie głosowała na bardziej realną opcję polityczną czyli PiS. Gdy w zeszłym roku umieściłem w sieci film przedstawiający mój protest przeciwko antysemityzmowi dostałem setki, albo tysiące wiadomości z życzeniami śmierci oraz żebym wyp…ł.

Dziś niczym niezwykłym w internecie jest opinia, że „Żydzi sami spalili się w stodole w Jedwabnem, gdyż wstydzili się swojej współpracy z Sowietami, dlatego teraz blokują ekshumacje w Jedwabnem”. Dziś youtubowi „patrioci” prześcigają się w tropieniu „żydowskich kłamstw i roszczeń wobec Polski” oraz jawnie i bez obaw rozpowszechniają kłamstwa oświęcimskie, czyli nieprawdę na temat Holocaustu bez jakichkolwiek obaw o następstwa prawne, choć kłamstwo oświęcimskie jest w Polsce przestępstwem. Nikt jeszcze w Polsce nie spotkał się z karą za te przestępstwa, a gdy youtube w wyjątkowych przypadkach zamknie jakiś kanał lub zdejmie jakieś rasistowskie oszczerstwa z emisji, podnoszą się lamenty o „wolność słowa”. Tak! Dziś polscy kłamcy oświęcimscy uważają, że ich kłamstwa powinny być chronione prawnie w ramach ochrony wolności słowa.

Grupa widzów podczas spektaklu w Węgrowie.

Przeglądając polski internet, a w szczególności ten „oddolny”, tworzony przez tzw. youtuberów, można stwierdzić, że my, Polacy, nie wiemy nic na temat Holocaustu, nie rozumiemy ani jego przebiegu, ani natury, ani znaczenia, ani wpływu na współczesność. Tkwimy w przedziwnym ale uporczywym urojeniu co do siebie i własnej historii. Najprostszy wniosek jest taki: system edukacji zawiódł. Jeśli nawet szkoły podejmują jakąś próbę rozmowy na ten temat, ponoszą sromotną porażkę w starciu z Youtubem, który dostarcza młodym Polakom „prawdziwej wiedzy”. Trochę dalej idący wniosek będzie brzmiał tak: antysemickie kody są główną składową polskiej kultury i jako takie są nie do usunięcia w procesie edukacyjnym.

Przejrzyjmy te youtubowe mity:

Zaczyna się od mitu na nasz własny temat. Otóż Polakom się wydaje, że Polska i Polacy nigdy nie kolaborowali z Niemcami, nigdy nie dali się złamać, zawsze walczyli po właściwej stronie, aktywnie włączyli się w pomoc Żydom, a wiele osób zostało za to zabitych.

Co i rusz słychać głos, że w czasie  Wojny „byliśmy narodem, który zachował się najlepiej ze wszystkich narodów w Europie”. Dowodami na to mają być Karski, Pilecki i AK, które zastępują niejako całe polskie społeczeństwo. Urojenie polega na tym, że osiągnięcia nielicznych przypisujemy wszystkim. Polska to Pilecki, Karski i AK. Niezależnie od tego, gdzie wskazać palcem na wojenną mapę, zawsze pojawią się te nazwiska, jakby oni byli wszędzie.

Od lewej Dawid i ja na lapidarium węgrowskim – to kupa macew zepchniętych w róg miasta pomiędzy hurtownie na miejscu byłego rozległego cmentarza.

Prawda jednak jest w tym względzie dość uboga w heroizm: w aktywnym ruchu oporu, w konspiracji i w oporze zbrojnym uczestniczyła garstka śmiałków – to były beztlenowe Himalaje dla większości z nas. Większość próbowała żyć w nizinach, chcąc po prostu jakoś przeżyć, kładąc uszy po sobie, co zresztą było najmądrzejszym możliwym wyborem. Postawa znakomitej większości Polaków nie ma nic wspólnego z pomnikowymi nazwiskami ani komiksowym bohaterstwem. Inna sprawa, że przez lata okupacji wielu Polaków nie widziało Niemca na oczy, prowadząc swoje gospodarstwa daleko od szosy. Sołtys nadal był sołtysem, a sprawę załatwiało się w gminie, do której trzeba było się udać. Nie jest tak, jak myśli wielu z nas, że Hitlerowiec siedział każdemu na karku i patrzył na ręce. Po prostu zmieniła się władza gdzieś tam, w mieście. Problemem bardziej realnym raczej był bandytyzm i różnego rodzaju partyzantka, która mogła ogołocić spichlerz. W takim Węgrowie i okolicach, oprócz Zagłady Żydów która była realnym kataklizmem, wojna właściwie nie zniszczyła nic. Domy jak stały tak stały. Pola jak rosły tak rosły, a na targ jeździło się jak zwykle we wtorki i piątki. Jak się jeździ i dziś. Oczywiście nasilił się strach i niepewność jutra, co doskonale opisuje Zaremba w Wielkiej Trwodze, można było dostać bilet na przymusowe roboty, a wiele osób poszło na tułaczkę, ale dla większości wojna okazała się życiem w wymuszonej ciszy.

Zresztą wystarczy się rozejrzeć dookoła siebie, spojrzeć krytycznym okiem na rodaków i zadać sobie pytanie: czy naprawdę uważamy, że otaczają nas nieskazitelni bohaterowie, którzy dadzą sobie prędzej zedrzeć paznokcie z palców zanim wydadzą nasz numer telefonu? Czy zdaje nam się, że nasi sąsiedzi, pani ze sklepu, fryzjerka z rynku, czy pan z targu to herosi oporu wojennego? I czy to są kandydaci na ludzi bezinteresownie ratujących Żydów z narażeniem życia?

A skoro już o tym mowa, to nawet odważnie szacowane dane dotyczące ilości Polaków, którzy zginęli z rąk hitlerowców za pomoc Żydom określają tę liczbę na około 1000. Przy ogólnych stratach polskiej ludności cywilnej w czasie okupacji to jest liczba znikoma. I nie chcę przy tym umniejszać tego wysiłku i heroizmu tych ludzi. Chodzi mi o skalę. Dodatkową sprawą jest to, że osoby te zazwyczaj doznały represji, gdyż wydał ich ktoś z polskich sąsiadów.

Prawda jest też taka, że większość ocaleńców z Holocaustu wspomina Polaków jak najgorzej, jako największe bezpośrednie zagrożenie dla swojego przeżycia. Można tu zacytować samego Jana Karskiego, który w 1940 roku raportował, że: „Stosunek Polaków do Żydów jest przeważnie bezwzględny, często bezlitosny”.

No i w końcu prawda jest taka, jeśli mówimy o kolaboracji, że donosicielstwo wśród Polaków na siebie nawzajem było olbrzymie, o czym świadczą ostatnio opublikowane archiwa Gestapo, Polacy uczestniczyli w administracji niemieckiej w Generalnej Guberni, tworzyli oddziały granatowej policji, wstępowali do Wermachtu, podpisywali listę folksdojczów, na której znalazło się ponoć 3,5 miliona naszych rodaków. Co groteskowe, wielu z tych ludzi wykorzystało później ten fakt, by się na niego powołać przy ucieczce z komunistycznej Polski do RFN.

Nowe zjawisko: otwarte i agresywne oskarżanie Żydów o kolaborację.

Po pierwsze, polski internet jest przekonany, że Żyd słowa prawdy nie powie. Żyd kłamie! – oto mit numer jeden. Żyd kłamie, a w ślad za żydem kłamią wszystkie opanowane przez Żydów instytucje światowe, od ONZ, przez WHO po Unię Europejską. W Polsce będą to „łże-elity”, czyli przesiąknięte Żydami media, lewacy, inteligencji itd. Kłamie rzecz jasna Centrum Badań nad Zagładą Żydów, kłamie Tomasz Gross, kłamie Barbara Engelking i w zasadzie wszyscy historycy, którzy zajmują się Zagładą i są uznani za autorytety światowe. Prowadząc akcję Tęsknię… co chwilę spotykam się z zarzutem, że kłamię. Ostatnio przerabiałem to w Węgrowie.

Najgorsze i najpodlejsze jest jednak to, że według polskich patriotów kłamią ofiary Holocaustu. Kłamią Żydzi, ocaleńcy z Zagłady. Kłamią co do swojej oceny Polaków i ich roli w Zagładzie. Kłamią, bo nie mogli widzieć, bo ich tam nie było, bo za późno napisali, bo coś przekręcili, po prostu kłamią. W Węgrowie, do którego będę się odnosił ze względu na moje ostatnie doświadczenia z tego miasta, kłamie Szraga Fajwel Bielawski w swojej książce „Ostatni Żyd z Węgrowa”. Tę opinię słyszałem wielokrotnie już podczas akcji malowania napisu, jak i później w internecie. Ale mało tego, to opinia, którą wygłaszają lokalni historycy, jak Radosław Jóźwiak, i pochodzący z regionu politycy, jak wicemarszałek Senatu Maria Koc. To samo stanowisko zajmuje prezes IPN Mateusz Szpytma, co już stanowi szczególny horror. Oto instytucja państwowa, która zostaje uwikłana w zakłamywanie Holocaustu i dyskredytowanie świadectwa ocalonych. Zresztą ta sama instytucja zaangażowała środki i czas, by dokonać próby dyskredytowania Instytutu Polskiej Akademii Nauk czyli Centrum Badań nad Zagładą Żydów. To swoiste kuriozum.

Po drugie, za żydowskie srebrniki. Polski internet jest przekonany, że każdy, kto próbuje działać na rzecz holocaustowej prawdy, robi to wyłącznie z chęci zysku. Zysku lub sławy. Wiem to z własnego doświadczenia. Za wszystko i wszystkim płaci Soros. Co i rusz pojawiają się wezwania, by ujawnić, ile się dostało. Trudno nie ulec wrażeniu, że pobrzmiewa w tym stara „mądrość” wiejska, że na Żydzie można było zarobić, czy to bezkarnie rabując jego dobytek, czy to chowając go za drakońskie opłaty. Ze wspomnień Bielawskiego wynika, że zakup nawet świni do gospodarstwa wzbudzał w sąsiadach plotki, że „pewno żyda trzyma”. Ten przesąd można wyrazić tak: Polak dla Żyda za darmo nie zrobi nic. Nie ma głupich!

Po trzecie, Żydzi chcą pieniędzy. To jest według Polaków jedyna napędzająca Żydów motywacja. Od Polski chcą wyłudzić znaczne odszkodowania, albo jak to wyraził Krzysztof Karoń na YT: „dziś żydowscy bandyci chcą nas obrabować”. Polacy jednak nie są naiwni i przejrzeli tę grę na wylot. Ja w Węgrowie słyszałem to w takiej wersji: dziś nabazgrzesz coś na ścianie, a jutro Żydzi przyjadą domy zabierać. Żydów przedstawia się jako niewdzięczników i zdrajców, którzy pomimo naszego wysiłku pomocowego, kłamią teraz o nas na świecie, chcąc wyrwać dodatkowe miliardy. Zresztą pieniądze to jeden z najtrwalszych przesądów okołożydowskich. Żydzi i złoto. Złote zęby, światowa finansjera, te sprawy.

 

Po czwarte, w Polsce nie ma antysemityzmu. Polski internet jest przekonany, że to jest tylko kolejne oszczerstwo rzucane na Polskę i Polaków, żeby wyłudzić srebrniki. Oczywiście przez Żydow. Antysemityzm to pałka na krytyków żydowskiego spisku. „Powiesz coś zlego na żyda to już jesteś antysemita”. Na youtubie usłyszysz, że Żyd przejdzie bezpiecznie każdą ulicą miasta i nic mu się nie stanie (co nota bene jest prawdą). To ma być dowód, że nie ma antysemityzmu. Antysemityzm jest, ale wszędzie w Europie, nie w Polsce. Wystarczy komuś zarzucić antysemityzm, by oburzył się, jakby obrazić jego matkę. Antysemita, jak faszysta to obelga. Niezależnie od tego, czy uzasadniona. „Jak nie ma argumentów, to się łatkę antysemity przypnie” – mówią.

Krótko mówiąc, Polacy nie wiedzą, czym jest antysemityzm i jak go rozpoznawać. Nie rozumieją, że antysemityzm kryje się w powszechnych poglądach i wspólnych urojeniach, że składa się z fałszywych generalizujących przekonań i uprzedzeń, że wystarczy je powtarzać, by dołączyć do grona antysemitów. Nikt w szkole tego nie uczy. Antysemityzm jest niemiecki, nazistowski, antysemityzm to bicie Żyda. A Polacy nie biją Żydów, więc nie są antysemitami. Polacy tylko walczą o swoje. Antysemickie uprzedzenia zostały przedstawione jako zwyczajna zdroworozsądkowa krytyka.

Po piąte, na świecie istnieje antypolonizm. To być może najbardziej kuriozalne złudzenie ze wszystkich, gdyż w zasadzie kompletnie wyssane z palca. A jednak powtarzane na każdym kroku w polskim internecie. Zgodnie z tym przeświadczeniem, gdybym spróbował napisać w Izraelu na ścianie „Tęsknię za Tobą, Polaku” zostałbym ukamienowany. Ten mit wydaje mi się niezwykle perwersyjny, gdyż jest dokładnym lustrzanym odbiciem żydowskiego przekonania o powszechnym antysemityzmie, lecz tak jak Żydzi mają na to dowód w postaci olbrzymiej literatury naukowej, 2000 lat pogromów i Holocaustu, tak Polacy nie mają na to nic. Żadnego dowodu. Gdzie, ja się pytam, jest jakaś sensowna książka etnograficzna na ten temat? Ni ma. Czy ktoś słyszał o tym, by figura POLAKA służyła gdzieś do straszenia dzieci? Zresztą, wystarczy wyjechać gdziekolwiek, by się przekonać, że Polacy nie tylko są raczej lubiani, tak jak inni turyści, to jeszcze najczęściej są myleni z Holendrami. Poland Holand. Większość ludzi w ogóle nie wie, gdzie jest Polska, nie mówiąc o tym, że ma żywić wobec Polaków jakieś uprzedzenia. Często pytam, co to jest ten antypolonizm i dostaję tylko ogólne zapewnienia, że się przekonam, że jest, że nienawiść. Ten antypolonizm ma być przede wszystkim obecny w Izraelu, oraz – o dziwo – wśród polskich skorumpowanych „łże-elit”. Oba te twierdzenia są fałszywe.

A jednak można by się było nad tym zastanowić. Nie nad „antypolonizmem”, który jest mitem, ale nad realną niechęcią wielu Żydów do Polski i Polaków. Widziałem tę niechęć, była mi komunikowana. Istnieje głęboki żal do Polski i polskich sąsiadów ze strony Żydów, którzy zostali przez tych sąsiadów zdradzeni. Istnieje olbrzymia niechęć i żal do Polski i Polaków ze strony ludzi, którzy zostali stąd wygnani w 45 i 46 roku, kiedy próbowali odbudować się gdzieś na gruzach poprzedniego życia, którym ukradziono wszystko, co mieli, łącznie z rodzinami i pamięcią. Sądzę, że istnieje wielkie rozgoryczenie i niechęć do Polaków ze strony Żydów, których dotknęła antysemicka nagonka w 1968 roku i którzy zmuszeni byli porzucić swoją ojczyznę na rzecz tułaczki i emigracji. Tak wielka, jak zauważa Tomasz Żukowski z UW, że ci ludzie nie chcą nawet z nami rozmawiać. Tak, żydowska nienawiść do Polaków jest faktem. Nienawiść do Polaków ze strony Żydów, których rodziny zostały w masowych i bezimiennych grobach z winy ich polskich sąsiadów, którzy pamiętają obelgi, szpiclowanie, poniżenie i wykluczenie ze strony ludzi, którzy powinni byli ich ratować. Ta nienawiść została zabrana przez ocalonych we wszystkie strony świata i wyrażona w niezliczonych wojennych wspomnieniach. Gorący nieutulony żal i niedowierzające rozgoryczenie.

Ale ta żydowska nienawiść to nasz problem i nasze zadanie! Żydowska nienawiść do Polski i Polaków to jest wielki nierozwiązany problem Polski i Polaków. Problem, który dodatkowo pogłębia paranoiczna polityka polskiego rządu i gruboskórny, okrutny antysemityzm polskiego społeczeństwa. Rozszerzające się i gruntujące kłamstwo oświęcimskie, bezduszna próba zdyskredytowania ofiar i osób, które chcą głosić opowieść ofiar.

Podzielę się tu własnym doświadczeniem. Poznałem wielu ocaleńców z Holocaustu, wielu ludzi, którzy o współczesnej Polsce mieli jak najgorsze zdanie ze względu na własne przeżycia. Lub też ludzi, którzy dostali w spadku tę nienawiść. I wiem, że wystarczy wyciągnąć rękę. Powiedzieć: przykro mi, wiem, co się stało, znam prawdę. Wystarczy to, by otworzyć serca i zamiast niechęci otrzymać miłość. Bo oprócz tego bolesnego wspomnienia jest też wspomnienie piękna krajobrazu, piękna dzieciństwa, sielskości i frajdy z życia. Tego wszystkiego, czym Polska potrafi być.

Jednak zamiast tego Żydzi dowiadują się od Polaków, że kolaborowali z Niemcami. Że Holocaust to historia, z której to oni, Żydzi, powinni się rozliczyć. To już najbardziej agresywne polskie mity antysemickie. Żydzi współpracowali z Hitlerem, ba! Hitlerem żydem, rzecz jasna, w eksterminacji Żydów. Dziś na polskim youtubie można znaleźć dziesiątki filmów „odkrywających prawdę” o żydowskiej kolaboracji z nazistami, o Judenratach, żydowskiej policji, żydowskich zbrodniarzach, żydowskich bankierach finansujących Trzecią Rzeszę itd. Wśród polskich „patriotów” najlepiej znanym żydowskim nazwiskiem z okresu okupacji jest Chaim Rumkowski, zwierzchnik łódzkiego Getta, tylko dlatego, że jest to postać skompromitowana. Polski „patriota” nie umie wymienić żadnego innego nazwiska żydowskiego w kontekście Holocaustu.

Natomiast ten sam „patriota” będzie się domagał „wdzięczności ze strony Żydów za okazaną im pomoc”. To kolejny i niezwykle wyraźny rys polskiego antysemityzmu. Żydzi mają publicznie wyrażać wdzięczność i skruchę. Emblematem polskiego heroizmu jest tu figura Sprawiedliwych, którzy w powszechnych urojeniach reprezentują całość polskiego społeczeństwa, a przynajmniej jego zasadniczą postawę. Ten mechanizm polskiego agresywnego snu świetnie opisał w swojej wspaniałej książce „Wielki retusz – jak zapomnieliśmy, że Polacy zabijali Żydów”, Tomasz Żukowski. Ofiary mają być wdzięczne oprawcom i mają im dziękować.

Mit Sprawiedliwych jest najbardziej fałszywym mitem polskiego kłamstwa oświęcimskiego. To mit o powszechnym polskim pomaganiu.

Prawda na temat Sprawiedliwych jest jednak kolejnym oskarżeniem. To ludzie, którzy przeciwstawili się swoim sąsiadom, musieli ich codziennie na nowo oszukiwać i przez nich byli zdradzani. To ludzie, którzy nawet wiele lat po wojnie bali się choćby słowem zdradzić swoje zaangażowanie w ratowanie Żydów, a swoje medale często odbierali w całkowitej tajemnicy.

Dziś Holocaust nie tylko NIE jest częścią polskiej historii martyrologicznej, ale został zmarginalizowany jako żydowski spisek propagandowy. W polskim youtubie mówi się o „przemyśle Zagłady”, który ma być wymierzony w Polskę i nasze dobre imię. Przywołuje się tu z lubością Normana Finkelsteina oraz film Zniesławienie, Jo’awa Szamira – jako dowody, że sami Żydzi go demaskują. Polityka Izraela wobec Palestyny miesza się z doświadczeniem żydowskich sąsiadów i rozgrzesza za zagrabione mienie. W ten sposób najważniejsze wydarzenie współczesności, a może nawet kamień węgielny współczesności, jakim jest Holocaust dla historiografii światowej zmienia się dla nas w groteskę.

Dlaczego?

Po pierwsze dlatego, że nikt w tym kraju nie czyta. As simple as that. Księgarnie uginają się od książek tłumaczących w detalach zarówno morfologię polskiego antysemityzmu, jak i przebieg Zagłady. Można znaleźć wypowiedzi historyków, przedruki ze świata, jak i głos ofiar, naocznych światków historii. Mamy pod ręką cały chór wspaniałych nauczycieli historii, a jednak nikt z nich nie korzysta. Do nikogo to nie dociera. Do dziarskich chłopaków, którzy zaludniają internet i mają energię by komentować, dociera tylko głos „proroków prawdy” spod znaku Michalkiewicza, który w prostych słowach im mówi, jak są robieni w chuja, jak się na nich Żydy uwzięły i jak chcą z nich wypompować miliardy przy współudziale skorumpowanych polskich elit, lewaków i pedałów. Agentów Unii Europejskiej i generalnie „wielkiego biznesu”. Ludzie typu Karonia tłumaczą jak cepom na miedzy, że marksizm i komunizm powraca pod przebraniem LGBT i Unii Europejskiej, by zrobić z nich niewolników. Księża typu Rydzyk i Oko wykładają jak prostym chłopom, że polska wspólnota katolicka stoi solą w oku zboczeńcom z Europy, którzy chcą nas zmienić w tanią siłę roboczą. Następnie ci dziarscy chłopcy rzucają się jak ujadająca sfora na ludzi takich jak Tomasz Gross, Jan Grabowski, Barbara Engelking czy ja i z niespożytą agresją wpisują w media społeczne swoje opinie i komentarze, zmierzające do zamęczenia, odebrania nadziei i ochoty do pracy komukolwiek kto chce zająć się tematem. Prawicowe media dostarczają paliwa otwarcie kompromitując naukowe instytuty i ich pracowników „obalając ich szkodliwe teorie i ośmieszając ich osobiście”. Dziś wystarczy użyć w publicznej wypowiedzi nazwiska Gross, by zostać uznanym za skończonego. Nie ma granicy dla niewerbalnej przemocy. Nie ma epitetu, który nie może zostać użyty.

W rezultacie ciągle stoimy tyłem do samych siebie i swojej historii, zatopieni w diabelskim śnie. Skrajnie rozdrażnieni. Wystarczy słowo lub gest kwestionujący oficjalną wizję POLAKA, by wywołać skrajne emocje i radykalną złość. Przestrzeń do rozmowy jest żadna. Zadaj pytanie o polski udział zw Zagładzie, a usłyszysz, że powinieneś pytać o bohaterów, a w ogóle to kto ci płaci i wypierdalaj do Izraela. Ta sama reakcja pojawia się, gdy wspomnieć coś miłego o gejach czy uchodźcach. Polska „normalność” powraca dziś pod postacią rycerza zwalczającego potwora Amalgamata, złożonego z komuchów, nazistów, marksistów, ubeków, Wałęsów, Sorosów, masonów, agentów, Ruskich, pedałów, lesbijek, rowerzystów i wegetarian.

Ze strachu i poczucia winy nie chcemy zagłębić się w ponure odmęty własnej podświadomości, zmierzyć się z ciężarem pamięci i odpowiedzialności, nie chcemy dojrzewać. Dzisiejsza polskość jest infantylną celebrą pognębienia i chwały, wymuszonej dumy i papierowej siły w oderwaniu od tego, co w nas jest najbardziej prawdziwe. Żyjemy w anestezyjnym zapomnieniu, skazując się na to, że potwory przeszłości nieustannie gryzą nas i zatruwają jadem naszą współczesność. Niczym Zombie poruszani impulsami czarownika, co i rusz podrygujemy szaleńczo na kolejne doniesienie z zagranicy o jakiejś próbie upamiętnienia polskich Żydów, lub jakieś czyjeś przejęzyczenie. Dla nas to nie są przejęzyczenia, to śmiertelne obrazy. Dla nas to nie są upamiętniena, dla nas to kleszcze spisku, nieuchronny topór żydowskiej zemsty. Zamiast prawdy kujemy mit, a przez to żyjemy w niepojęciu kim jesteśmy. Andrzej Leder nazywa to snem. Snem uporczywym, dusznym i męczącym. To maligna.

Holocaust jako wielkie dziejowe doświadczenie ludzkości pozostaje dla nas nieistotny i nierozpoznany. Nam się zdaje, że świat powinien opowiadać o naszym bohaterstwie, a wydarzeniem dziejowym powinno być Powstanie Warszawskie, atak na Monte Cassino i Dywizjon 303. Co i rusz podnosi się jakiś „mądry” twierdząc, że przecież Holocaust nie był jedyny, że przecież był Wołyń, że przecież Turkowie mordowali Ormian, więc „o co Żydom chodzi”. Wiadomo o co chodzi, dopowie inny „mądry”, chodzi o kasę, o władzę, chodzi o religię Holocaustu, o „przemysł Zagłady”.

Trudno nawet zliczyć i wymienić wszystkie argumenty pojawiające się w polskim internecie, które relatywizują doświadczenie Holocaustu lub wprost mu zaprzeczają. Każdy taki argument ma link do tzw „źródeł”. Źródłami są książki pisane przez antysemitów i kłamców holocaustowych, z ich naczelną postacią Ewą Kurek. Czy istnieje szansa, byśmy wyszli z tego kręgu zatwardziałej głupoty i spojrzeli na historię realnie? Wydaje się, że pod rządami obecnego ministra edukacji i kontrkulturowego ministra Glińskiego szansy na to nie ma żadnej. Mało tego. Jesteśmy skazani na pogłębiającą się głupotę, której dostarcza się coraz to nowych argumentów. Nie ma nadziei. Nie umiemy opowiadać o Holocauście, nie rozumiemy Go i nie zrozumiemy, gdyż jest On zagrożeniem dla polskiego mitu bohaterskiego. Nawet wśród osób wykształconych panuje przekonanie, że Holocaust był rodzajem wybryku w historii Europy – i to podejście w zasadzie uniemożliwia dostrzeżenie Jego prawdziwej natury oraz źródeł.

Z Dawidem malujemy napis w Węgrowie

Postawmy więc to pytanie: Co różni Holocaust od innych przypadków ludobójstwa i dlaczego jest tak istotny?

Otóż Holocaust to nie jest po prostu „masowe mordowanie ludzi”, to coś dużo więcej, to długoletni projekt multimedialny: filozoficzny, etyczny, państwowy, polityczny, społeczny itd, a w końcu także przemysłowy. Co więcej, Holocaust to projekt ponadnarodowy, wielopaństwowy. Owszem, to Niemcy są inicjatorami tego „projektu”, są jego sprawnymi organizatorami, lecz włączyła się w to cała Europa, wszystkie społeczności mówiące różnymi językami, mające różne tradycje, kultury a nawet religie.

Co ciekawe, był to atak na własną tkankę społeczną, która w dużej mierze była nierozróżnialna od reszty społeczeństwa oraz która w gruncie rzeczy stanowi fundament i zaplecze Europy. To trochę tak, jakby system immunologiczny przestał rozpoznawać samego siebie. Można postawić tezę, że Holocaust to nie wybryk, a w istocie szczytowe osiągnięcie europejskiej kultury, zwieńczenie długiej historii instytucjonalnej przemocy, której epizodami były wojny religijne, święta Inkwizycja, wojny lokalne, przemoc feudalna oraz eksport przemocy w postaci wypraw krzyżowych, kolonializmu, handlu niewolnikami, mający swoje koszmarne apogeum w wymordowaniu Indian amerykańskich. W tym czasie filozofowie i etycy europejscy byli zajęci tworzeniem racjonalizacji dla tej przemocy oraz podbudowy pod misterny gmach europejskiego rasizmu. Aż w końcu, gdy kultura przemocy dojrzała do ostatecznego przesilenia, Europa dokonała agresji na samą siebie w skali zupełnie bez precedensu.

A przecież mogło być inaczej.

Po 2000 r. i publikacji „Sąsiadów” Jana T. Grossa istniała szansa na przebudzenie. Oprócz Grossa pojawiło się wśród nas wielu nauczycieli, za którymi moglibyśmy pójść, którzy pokazali nam budowę Holocaustu w metodyczny i morfologiczny sposób. Mnóstwo jest świadków i ocalałych, którzy oferują swoją pamięć. My jednak jak wariaci z podwórka wolimy ich szykanować, rzucać w nich kamieniami i wyśmiewać.

Muszę tu polecić kilka książek, gdyż być może ktoś weźmie ten tekst na poważnie: Marii Janion „Bohater spisek, śmierć”, Andrzeja Ledera „Prześnioną rewolucję”, Joanny Tokarskiej Bakir „Legendy o krwi”, „Spowiedź” Calela Perechodnika, Dalej jest noc – pracę zbiorową Centrum Badań Nad Zagładą Żydów PAN, „Wielki retusz – jak zapomnieliśmy, że zabijaliśmy Żydów” Tomasza Żukowskiego, które oferują jasną lekcję na temat styku rzeczywistości Holocaustu i uciążliwego polskiego snu o wielkości. Trzeba czytać Grossa, który zaczął polskiego dochodzenia do prawdy w 2000 roku, trzeba czytać Annę Bikont i jej My, z Jedwabnego. Chciałbym także polecić stronę tesknie.com wznowioną dziś po latach dzięki firmie Animativ.pl. Można tam znaleźć dokumentację projektu Tęsknię za Tobą, Żydzie! oraz zapis polskiej podświadomości „w temacie”.

Tyle się mówi ostatnio o mowie nienawiści. Może trzeba by się przyjrzeć ludziom takim jak Ewa Kurek, Marcin Rola, Stanisław Michalkiewicz, czy Jacek Międlar. Ludziom, którzy przestali być marginesem polskiego internetu, a wiodą prym w przekazywaniu młodym widzom łatwych recept i fałszywych snów.

Może trzeba by pomyśleć, czy należy wsadzić do więzienia ludzi, którzy 70 lat po wojnie mają czelność zaprzeczać Holocaustowi. Dziś w Polsce wyrocznią na temat Żydów dla setek tysięcy internautów są antysemici głoszący swe nienawistne idiotyzmy z salek katechetycznych prowincjonalnych kościołów, oglądani przez YouTube.

Proszę o wsparcie tego projektu. Można wpłacić dowolną kwotę klikając w ten link: paypal.me/betlejewski