Powiem Wam prawdę o Bartku LGBT… Jestem jego mamą.

Ta prawda sprowadza się do: Kocham Bartka i będę o niego walczyć. On jest pięknym, kolorowym motylem i nie będę go chować w szafie. Wszystkim ludziom, którzy okazali mi wsparcie, dziękuję. Jesteście wspaniali! Wszystkim hejterom, którzy obrzucają mnie obelgami i mówią na mój temat kłamstwa, wyjaśniam, co następuje:

W tej chwili pod moim blokiem na Ursynowie stoi ekipa TVP i nagabuje sąsiadów na mój temat i moich dzieci. Pytają ludzi, czy „znają mamę Zosi, która podaje się za Bartka”. Pytają, czy ludzie uważają, że moje dziecko to Zosia czy Bartek. Wczoraj nasza trójka została zaatakowana przez dziennikarza programu Alarm Piotra Sułka na terenie kebabu, który prowadzi moja przyjaciółka w galerii Ursynów. Moje dzieci były przerażone. Bartek pytał, czemu ten pan mnie napadł. Musiałam mu tłumaczyć, że wszystko jest ok. Dziennikarze nie chcieli nas zostawić, aż do momentu, kiedy wezwano ochronę. 

Niniejszym chciałam zaprotestować przeciwko takiemu traktowaniu naszej rodziny. Niczym nie zasłużyliśmy sobie na coś takiego. Ujawnienie transpłciowości Bartka nie jest „zdradą narodową” czy przestępstwem – to jest po prostu nazwanie po imieniu jego stanu i tożsamości. Nikogo w ten sposób nie atakujemy, nikogo nie obrażamy. Chciałam przy tym zaznaczyć, że jesteśmy rodziną katolicką, a dla mnie kościół jest bardzo ważny. Ale po tym, co słyszę w mediach, identyfikuję się z kościołem papieża Franciszka, a nie radia Maryja. Jeśli pani Klepacka poczuła się urażona, to ponownie zapraszam ją do bezpośredniego kontaktu. Chciałabym jej zadać następujące pytania:

Pytania do pani Klepackiej:

1. Jaką rodziną według pani jesteśmy?

2. Czy według pani moje dziecko jest pomyłką pana Boga?

3. Czy nie mamy prawa uważać się za normalną katolicką rodzinę? Ja uważam, że z Kościoła ma mnie prawo wyrzucić tylko sam Pan Bóg.

A teraz odpowiem na kłamstwa:

1. Poprzednie zbiórki. Dziecko było autystyczne, nagle jest trans.

Hejterzy twierdzą: matka jest leniwa, nie chce jej się pracować, więc organizuje zbiórki. Jeszcze miesiąc temu zbierała na dziecko autystyczne, ale to nie zażarło, więc teraz zbiera na transseksualne.

Wesprzyj #Medium

Moje wyjaśnienie: Po pierwsze, chce mi się pracować, ale nie mogłam utrzymać pracy, gdyż moje dziecko wymaga opieki, a jestem sama. Poprzednie zbiórki organizowałam z Dominikanami na Ursynowie i Fundacją In Via. W sumie zebraliśmy około 4.000, z czego część pieniędzy trafiła do mnie. Nie była to kwota wielka, ale dla mnie znacząca. Mogłam za nią kupić dziecku właściwe łóżko, czego żądała ode mnie opieka społeczna. Jestem wdzięczna Dominikanom za całą pomoc, gdyż było to dla mnie wielkie wsparcie i byli ze mną właściwie od ciąży. Jestem też wdzięczna burmistrzowi Ursynowa, który pozwolił mi kwestować na Dniach Ursynowa. Oraz pani Fudale, z In Via, która mnie wspierała. A dlaczego w tych zbiórkach mówiliśmy o autyzmie a nic o trans płciowości? No cóż, że biorę to na siebie. Wszyscy wiedzieli, jakie Bartek ma rozpoznanie. To znaczy, że ma rozpoznanie w kierunku spektrum autyzmu i trans płciowości, ale wspólnie uznaliśmy, że reakcja na taką informację ze strony publiczności mogłaby być wroga, co zresztą teraz się potwierdza. Ja sama nie byłam gotowa, by o tym mówić. Jeszcze. Nie chciałam też stawiać Dominikanów i pani Fudały w kłopotliwej sytuacji, gdyż trans płciowość Bartka nie zgadza się z ich światopoglądem. Oto i cała prawda.

2. Jaki trans, skoro miesiąc temu był autyzm!?

Hejterzy twierdzą: matka wymyśliła sobie trans płciowość dziecka, bo chce mieć chłopca i chce naciągać na kasę. Miesiąc temu był autyzm.

Moje wyjaśnienie: Do psychiatry dziecięcego staram się dostać od wrześnie 2018 roku. Na Sobieskiego gdzie jest bardzo dobry oddział zaproponowano mi 2021 rok. Próbowałam się więc dostać do psychiatry dziecięcego w klinice Psychomedic, gdzie czekałam dwa miesiące na wizytę, którą odwołano. Pech. Więc zaproponowano mi wizytę u profesora Dulko. Byliśmy u pana profesora 6 grudnia. Pan profesor orzekł, że podejrzewa transseksualizm i że znaczna część objawów u Bartka według niego wynika właśnie z transseksualoności, co nie wyklucza autyzmu. Po tej wizycie dostaliśmy się do szpitala w Dziekanowie Leśnym, do pani doktor Chmury, która zaopiekowała się Bartkiem. W pierwszym rozpoznaniu wpisano autyzm dziecięcy, całościowe zaburzenia rozwojowe i podejrzenie transseksualizmu. Tam dziecko miało wiele różnych badań. W tym badanie hormonalne, oraz dostaliśmy skierowanie na badanie genetyczne.Zakończyło się rozpoznaniem autyzmu i transseksualności. Później doktor Chmura zorganizowała nam wizytę w Centrum Zdrowia Dziecka. Tam trafiliśmy do doktor Szarras, która jest endokrynolożką, oraz do doktor Kotoro i Bajszczak, które są psychoseksuolożkami. Pani Szarras postanowiła przeanalizować sprawę autyzmu. Dziecko w poradni Sotis było diagnozowane przez dwóch psychologów, dwóch psychiatrów, neurologa. Przeprowadzono badanie intelektu Bartka, oraz obserwację przez panią dr. Urszulę Gałkę w przedszkolu, w jego grupie. 24 lipca mamy umówioną finalizującą wizytę w Sotisie, z panią doktor psychiatrą. Wtedy zostaną wydane ostateczne zalecenia. Wiem już jednak, że nie jest to zespół Aspergea, nie jest to autyzm całościowy, jest to autyzm atypowy.

Wiem, że od września Bartek zostanie objęty całościową opieką pod kierunkiem pani dr. Katarzyny Bajszczak w Centrum Zdrowia Dziecka.

Mamy też dokumenty w poradni na Narbutta celem orzeczenia o kształceniu specjalnym oraz o niepełnosprawności. Do wydania orzeczenia był już przeprowadzony wywiad z Bartkiem. Potrzebne jest jednak jeszcze orzeczenie z Sotisu. Zrobiliśmy więc wszystko, co się dało.

3. Film w internecie, zrobiony przy basenie.

Hejterzy twierdzą: Miesiąc temu widać było, że mama zwraca się do Zosi Zosia i nie ma problemu.

Moje wyjaśnienie: Ten film został zrobiony rok temu w wakacje 2018 roku. Zresztą widać po Bartku, że jest dużo mniejszym dzieckiem. Rok to sporo. Proszę zauważyć, że po prostu jest dużo mniejszy. Ten film wrzuciła do sieci moja córka, Marysia, która chciała być youtuberką. Nie wiedziałam nawet, że tam jest. Dowiedziałam się od „tropicieli prawdy” i „demaskatorów szwindli”. No i tyle, cała tajemnica.

4. Pani w przedszkolu ma rację.

Hejterzy twierdzą: Dyrektorka przedszkola ma rację, że nie ulega zachciankom Zosi, powinna poczekać na orzeczenie sądu.

Moje wyjaśnienie: W mojej ocenie pani dyrektor przedszkola numer 400 podważyła opinie lekarskie, które zalecają traktować Bartka jako chłopca, i zlekceważyła opinię pana profesora Dulko, które zostało wydane specjalnie dla przedszkola. Jednocześnie pan profesor Dulko poinformował mnie, że jeżeli pani dyrektor nie zastosowała się do jego zalecenia przez okres przekraczający 7 miesięcy pani dyrektor naraziła Bartka na uszczerbek na zdrowiu i życiu. Podkreślam: i życiu. Moim obowiązkiem jako mamy jest zgłoszenie sprawy do rzecznika spraw obywatelskich. Pani dyrektor nie tylko, że zignorowała zalecenia lekarskie, ale nie przekazała także informacji na ten temat pracownikom przedszkola, którzy bezpośrednio pracują z dziećmi. Czy powinna poczekać na orzeczenie sądu? Można sobie wyobrazić odpowiedź na to pytanie przyjmując, że np. twoje dziecko ma nietolerancję laktozy. Jednak w przedszkolu ignorują zalecenia lekarzy i karmią dziecko zupą mleczną, bo jest zdrowa.

Pani dyrektor tłumaczy, że nie wie, bo nie ma szkoleń, bo ma pierwszy raz taką sytuację. A jednak od jednej z mam wiem, że przedszkole numer 400 miało już takie dziecko. Wtedy pani dyrektor też nie zrobiła nic. Postanowiła ignorować. Zamiast zadzwonić po prostu do jakiegoś specjalisty, lub doczytać w internecie, ona woli iść za swoją intuicją. Błędną i szkodliwą.

W dodatku, pani doktor Blanka Kotoro poinformowała mnie, że osobiście szkoliła pracowników przedszkola numer 400 w zakresie postępowania z dziećmi trans płciowymi, ale jej szkolenie na nic się zdało.

5. A gdybym chciał być psem albo meblościanką?

Hejterzy twierdzą: Dziecko weszło w rolę chłopca, dzieci wymyślają, a gdyby chciało być psem, to czy dostawałoby karmę itd.

Moje wyjaśnienie: Takie podejrzenie było brane pod uwagę. W poradni Sotis zastanawiano się nad taką możliwością, ale została ona wyeliminowana. Ale nawet gdyby tak było, przemoc nie jest odpowiedzią. Nie da się dziecka przywiązać do łóżka i mu pasem wytłumaczyć. Nie tędy droga.

6. Mama chce chłopczyka. To ona wmówiła Zosi, że jest Bartkiem.

Moje wyjaśnienie: Chciałabym, żeby ktoś postawił się w mojej sytuacji, jeśli wyobraża sobie, że taka sytuacja jest łatwa do zaakceptowania. Pierwsze objawy niezgodności płciowej, czyli że mam syna, nie córkę, zauważyłam gdy Bartek nie chciał zakładać ubrań żeńskich, czyli po trzecim roku życia. Z początku je bagatelizowałam. To się jednak nasilało. Bartek nie chciał nosić spinek, ubrań, zaczął być agresywny. Nie chciał wchodzić do miejsc publicznych, gdzie było więcej niż kilka osób, płakał w sposób nieuzasadniony. Po atakach agresji niejako cofał się w rozwoju. Zaczynał raczkować na przykład. Przestawał mówić. Zamiast słów, było gu gu, a to już było dziecko przedszkolne. Moje metody wychowawcze przestały działać. Podejście: „samo przejdzie” nic nie dawało. Musiałam poszukać pomocy specjalistycznej. Po prostu nie wiedziałam, jak dziecku pomóc.

Gdy dowiedziałam się, że to jest transseksualizm, byłam w szoku. Nie od razu zastosowałam się do zaleceń profesora Dulko. Próbowałam się przełamywać i używać na zmianę imion Zosia i Bartek. Często zwyczajnie się myliłam, bo przez trzy lata „miałam dziewczynkę”. Bartek reagował płaczem. Gdy mówiłam do niego Zosiu, Bartek reagował płaczem i stwierdzał, że go nie kocham. Przestawienie się na syna zajęło mi pewnie jakieś dwa do trzech miesięcy. Pierwsze dwa tygodnie były bardzo trudne. Ale z czasem było lepiej, gdyż po prostu Bartek był szczęśliwszy i ustępowały u niego niepokojące objawy.

7. W tak młodym wieku nie można określić trans płciowości.

Moje wyjaśnienie: Objaśnił mi to profesor Dulko, że pierwsza silna identyfikacja z płcią jest między trzecim a piątym rokiem życia. Głównie objawia się to przez włosy, imię i strój. Dla dziecka wtedy to jest wyznacznik. No i zabawki. Bartek bawi się w Spajdermena. Kolejny etap jest na dwa lata przed okresem dojrzewania, a później już w dorosłości, po 35 roku życia. Wtedy często dochodzi już do dramatów, jeśli płeć nie jest uzgodniona.

Ważne jest, by zrozumieć, że nam nie chodzi o żadne leczenie, operacje, czy coś w tym stylu. Chodzi nam o to, by do Bartka mówić Bartek. Chodzi wyłącznie o imię i traktowanie go jako chłopca. Nic więcej. Wszelkie inne kroki mogą być podjęte w wieku późniejszym. Wcale nie jest powiedziane, że Bartek będzie chciał skorygować płeć hormonalnie i operacyjnie. Po prostu nie chcemy, by cierpiał, a cierpi, jeśli mówić do niego Zosia.

8. Nie powinno się ujawniać tożsamości dziecka dla kasy.

To jest wyjątkowo krzywdzący komentarz. Chciałabym, żeby powstrzymali się państwo przed tak łatwymi i bezdusznymi ocenami, jakie serwują mi państwo w internecie, jakie powtarza prawicowa prasa. Proszę o więcej wyczucia i zaufania, że robię wszystko, co w mojej mocy dla dobra dziecka. Bartek jest wspaniałym, kolorowym dzieckiem. Chcę mu dać wsparcie, dom, miłość. Wszystko czego potrzebuje, by szczęśliwie się rozwijać. Długo wahałam się, czy wychodzić z tą sprawą, wiedząc, jakie mogą być reakcje. Dlatego zresztą przy wcześniejszych zbiórkach nie było o tym mowy. Jednak kiedy pani dyrektor przedszkola postanowiła oddać sprawę do sądu i zaczęła na mnie nasyłać kuratorów, pomyślałam sobie DOŚĆ. Nie będę ukrywac mojego dziecka w szafie tylko dlatego, że dla kogoś tak jest wygodniej. Odsłaniając jego trans płciowość nie ujawniam niczego strasznego, żadnej zbrodni, żadnej tajemnicy. Po prostu głośno mówię, jakiej płci jest moje dziecko! To podstawowa informacja, jaką chwali się każda mama. Mam syna, mam córkę – to się mówi po porodzie. Mój syn urodził się niejako dwa razy. Najpierw jako Zosia, a drugi raz jako Bartek. I teraz się tym chwalę. Mam syna! Mam też nadzieję, że kiedyś mój syn będzie ze mnie dumny!

Dorota Świercz.

 

The following two tabs change content below.

Dorota Świercz

Ostatnie wpisy Dorota Świercz (zobacz wszystkie)