Nowa fala krytyków sztuki – katechetów

W roli głównej pani Karolina Staszak, krytyczka sztuki z arteonu, która, jak sama o sobie mówi, ma korzenie chrześcijańskie. W pozostałych rolach ludzie zajmujący się sztuką i ja. Zgroza.

30 października na wydziale Rzeźby ASP odbyła się debata, nazwijmy to tak, na temat granic w sztuce. Poszedłem na nią ze względu na Andrzeja Dragułę, którego lubię i szanuję, choć często się z nim nie zgadzam. Jest księdzem, więc wicie-rozumicie trudno się z nim we wszystkim zgadzać a nawet w ogóle w czymkolwiek. Dostępna obecnie postawa to pełne wyrozumienia współczucie. Taki job, wiadomo ksiądz, oby chociaż nie gwałcił dzieci i nie ganiał LGBT. No ale Andrzej zachowuje poziom. Wysoki. Choć czasem musi wspomnieć Jezusa.

Tego samego niestety nie można powiedzieć o prowadzącej tę debatę Karolinie Staszak z arteonu, która działając z ramienia centrum myśli Jana Pawła, wystąpiła w roli ideologicznego KaOwca i zaczęła od jednostronnego ustalenia jakim Wielkim Człowiekiem i artystą był JP2, a nawet odczytując Jego Słowa, co zebrani w sali zacni paneliści przełknęli jako rodzaj koniecznego bolszewizmu. Próbowali przemilczeć ten wstęp mając chyba nadzieje, że później uda się już porozmawiać z sensem. Naiwni!

W pewnej chwili prowadząca jako argumentu użyła stwierdzenia, że ma korzenie chrześcijańskie. Poczułem się jak w Korei. Jak Boga kocham! Zadrżałem, że patrzę na jakiś nowy sort krytyków sztuki rozsiewanych hojną ręką po instytucjach kultury przez Wodza Słońce. Może to nie wybryk, a nowa fala?

Tymczasem Straszak cisnęła temat godności człowieka w sztuce, czyli ideologiczny program jej środowiska, wytrych, którym tacy jak ona będą teraz artystom wykuwać oczy. „Ty, a gdzie w tych twoich bohomazach jest kurwa godność człowieka co?” Z wielką cierpliwością wysłuchiwali tego ludzie, którzy na sztuce się ewidentnie znają, choć może rzadziej są w kościele i na zebraniach aktywu. Ze zgrozą patrzyłem na Małgorzatę Ludwisiak, szefową CSW, która właśnie co została podmieniona na swoim stanowisku przez takiego właśnie katolickiego agenta. Co musiała czuć słuchając osoby, która mówi do niej z fotela na ideologicznym walcu miażdżącym jej karierę w CSW? Prof. Andrzej Szczerski został natomiast postawiony w konieczności tłumaczenia dlaczego koło jest okrągłe, a nie jest krzyżem. W rezultacie ta tak zwana debata zeszła do poziomu szkolnej katechezy na przykładach ze sztuki krytycznej lat dziewięćdziesiątych, które zostały omówione szeroko 40 lat temu. Najciszej w tym siedział ksiądz, chyba równie zażenowany jak ja. Z pewnym wigorem próbował opanować jedynie artysta, czyli Norbert Delman, ale on był młody, więc mógł nie wiedzieć jeszcze na co się porywa. Po prostu i zwyczajnie po ludzku chuj go strzelał.

Co ciekawe Straszak przyczepiła się do klasycznej pracy Zbigniewa Libery pt. Obrzędy intymne, a tym co najbardziej ją rozwaliło, był widok starej waginy. Ta stara wagina miała być tu argumentem przeważającym i bezdyskusyjnym. Jest wagina, nie ma godności. Wiadomo, ze starej waginy trzeba się spowiadać, a w jej świetle godność Straszak jest zagrożona. No i jak do niej pasuje Jan Paweł? Straszak jak i polscy księża, w śmierci i rozkładzie, w rozpaczliwym podwiązywaniu życia do ostatnich iskier, widzi tylko starą waginę. Jak w dialogach Kociniaka i Zaorskiego: a momenty były? Następnie kato-krytyczka przyczepiła się do pracy Łukasza Surowca pt Dziady, gdyż na wideo relacji z tej sytuacji dostrzegła sikającą kobietę. To było dla niej tak poniżające, że ja pierdolę.

Wesprzyj #Medium

Obrzędy intymne zobaczysz tu.

Mniej więcej w tym samym momencie i ja uznałem, że ta rozmowa jest zbyt poniżająca dla wszystkich uczestników a także dla słuchaczy. Odebrałem to osobiście i wyszedłem. Wyszedłem mając w uszach ostatnie akordy, w których nauczycielskim tonem Straszak instruowała wszystkich – ale umówmy się! – że kościół Katolicki zrobił bardzo dużo dla ratowania uchodźców.

W sumie może powinienem był z drzwi chociaż przypomnieć fenomenalny performens katolicki, jedną z najmocniejszych prac ostatnich lat jaka wyszła z Polski i rozsławiła nas na świecie, taką „sztukę bez autora” za to na wielką skalę i o gigantycznym ładunku symbolicznym, czyli Różaniec do granic. Ciekaw jestem czy Straszak to pamięta. Miliony wiernych z różańcami strzegące Polski przed najeźdźcami ze wschodu i południa, genialnie sfotografowani na tle morza, w którym toną kobiety i dzieci (pozbawieni godności przez wojnę, biedę i inną religię). Moim zdaniem to najlepsza praca ostatnich lat na temat godności człowieka.