Podział Afryki przy Wilhelmstrasse

W polskim internecie można przeczytać teksty pisane na fali nowego polskiego rasizmu, które sugerują, że ludy afrykańskie nie są zdolne do wytworzenia sprawnie funkcjonujących państw oraz cywilizacji technicznej.

15 listopada 1884 roku przy Wilhelmstrasse w Berlinie Otto von Bismarck, pierwszy kanclerz Niemiec, przywitał w swojej rezydencji przedstawicieli wszystkich europejskich państw (z wyjątkiem Szwajcarii) plus przedstawiciela USA i Imperium Otomańskiego, by porozmawiać o przyszłości Afryki. W ten sposób zaczęła się być może najbardziej zawstydzająca dla Europy konferencja bezceremonialnie dekretująca europejski kolonializm na tym kontynencie i eksploatację ekonomiczną właściwie bez limitów.

Rzecz jasna wszyscy uczestnicy byli biali. Na konferencję próbował się dostać Sułtan Zanzibaru ale został zabity śmiechem. Panom przy stole trudno było sobie wyobrazić, by jakikolwiek przedstawiciel Afryki miał cokolwiek interesującego do powiedzenia. Zadanie polegało bowiem na tym, by jak najlepiej uregulować istniejące już interesy europejskich potęg, podzielić wpływy, by nie dochodziło do niepotrzebnych konfliktów i wprowadzić do gry Niemcy, które jeszcze nie miały udziału w afrykańskim torcie i czuły się pominięte. W największym skrócie mówiąc ustalono, że każde państwo ma prawo kraść tyle ile zdoła, tak szybko jak uzna za właściwe pod warunkiem, że będzie potrafiło narzucić i utrzymać skuteczny administracyjny (czytaj wojskowy) protektorat nad terenem z którego kradnie. Z takich ciekawostek: wtedy właśnie oficjalnie uznano że Kongo jest prywatną własnością króla Belgii, Leopolda II, a on z tej własności zrobił właściwy użytek, zaganiając cały naród do niewolniczej roboty przy zbiorach kauczuku i kości słoniowej, gromadząc niewyobrażalny majątek i zabijając przy okazji kilka milionów ludzi w kilkanaście lat!

Warto sobie uświadomić, że choć rabunek Afryki trwał w najlepsze już dużo wcześniej, przed konferencją tylko 10% obszaru Afryki było pod administracją europejską. Po konferencji w kilkanaście lat całe terytorium kontynentu zostało podzielone, a ludność lokalna zagoniona do roboty na rzecz swoich nowych panów. Wtedy to za pomocą linijek wyznaczono granice nowych państw, nie pierdoląc się zbytnio tym, co i kogo dzielą. Wcześniej Afryka była zamieszkana przez miriady małych społeczności, mówiące tysiącami języków, czyli społeczeństwem o tak zwanej płynnej tożsamości etniczno-religijnej, połączonej więzami rodzinnymi, plemiennymi i klanowymi, po konferencji natomiast nagle się okazało, że jedni są własnością Włochów, a inni Francuzów. Czy może dziwić fakt, że panowie przy Wilhelmstrasse zdecydowali o zniesieniu niewolnictwa i handlu ludźmi? Zrozumiałe, że nie chcieli, by ktoś im kradł ludzi z ich wielkich afrykańskich plantacji. Teraz przecież wszyscy byli ich niewolnikami.

Warto sobie także uświadomić, że na europejskie bogactwo i dostatek przez kilkaset lat pracował właściwie cały świat, od Azji przez Afrykę do obu Ameryk, a fakt, że dziś puste europejskie kościoły ociekają złotem bierze się z niewolniczej pracy setek milionów ludzi, także tych w Afryce. Może taka ciekawostka: Brytyjczycy doprowadzili do ogołocenia całego obszaru lesistej Kenii z drzew. Do dziś POŁOWA herbaty pitej w Wielkiej Brytanii pochodzi z kenijskich upraw.

W polskim internecie można przeczytać teksty pisane na fali nowego polskiego rasizmu, które sugerują, że ludy afrykańskie nie są zdolne do wytworzenia sprawnie funkcjonujących państw oraz cywilizacji technicznej. Według nowych polskich rasistów (nazwę ich rasistami-racjonalistami, gdyż swój rasizm próbują ubierać w pseudonaukowe argumenty) w Afrykanach musi być zaszyta jakaś niemoc organizacyjna, jakaś obiektywna przyczyna ich ekonomicznych porażek. Czytając to, warto wspominać konferencję w willi Bismarka oraz zastanawiać się nad tym, jak miał wyglądać rozwój Afryki skoro od 200 lat ci ludzie pracują na naszych polach. „Naszych” czyli europejskich. Można sobie też przypomnieć, że w tym samym czasie my także byliśmy kolonią europejskich potęg i pracowaliśmy na ich plantacjach. Sami doświadczyliśmy co to znaczy być narodem podbitym i zniewolonym. Czy może nas dziwić, że wśród Niemców i Austriaków powszechna była opinia, że ludy wschodu (czytaj: my) nie są zdolne do stworzenia cywilizacji i należy ich cywilizować siłą? Dokładnie tak myślał Leopold II.