Wyciągnął z lasu 2000 ciał. Samodzielnie.

Chciałbym dziś wspomnieć historię niezwykłą… historię człowieka przeklętego, który zobaczył upadek swojego świata, a następnie by nie oszaleć stał się grabarzem i cmentarnikiem tego świata. Na masową skalę… Julius Erasmus, żołnierz Wehrmachtu, który sam jeden wyciągnął z lasu Hurtgen prawie 2000 ludzkich ciał, a następnie pogrzebał w miejscu, które znane jest dziś jako cmentarz wojenny Vossenack.

Julius miał 44 lata, gdy wybuchła wojna. Gdy się kończyła, w stopniu kapitana walczył pod rodzinnym Aachen (Akwizgran), a następnie w krwawej, nieludzkiej i niepotrzebnej bitwie w lesie Hurtgen, który Amerykanie nierozsądnie postanowili przejść środkiem. Pnie drzew, błotowiska, wzgórza i niedostępny teren spowodowały, że ugrzęźli na wiele dni, podczas których obie strony zadawały sobie koszmarne ciosy. Ten las i ta bitwa przez ocalałych z obu stron wspominana jest jako najgorszy horror: piekło, śmierć, zgroza… Wśród gęstych zarośli wojna pozostawiła nie tylko kilkadziesiąt tysięcy trupów, ale także tysiące ton wojskowego sprzętu, min, niewybuchów, granatów, czołgów i wszystkiego, co może czyhać na życie ludzkie jeszcze lata po nastaniu pokoju. Złe miejsce.

Po zwolnieniu z obozu jenieckiego Julius wrócił do Aachen, gdzie odkrył, że cała jego rodzina poniosła śmierć w działaniach wojennych, jego dom został zniszczony i zrabowany, a on pozostał sam wśród popiołów. Zagubiony i złamany, na granicy szaleństwa Julius uciekł do lasu, tego lasu, w którym walczył, w którym stracił towarzyszy, w którym doświadczył upadku i zagłady swojego kraju, jego struktury i ideologii. Wszystko zasłane trupami.

I Julius zaczął te trupy zbierać. Sam, na własną rękę, lawirując wśród min i niewybuchów, znosił ciała na skraj lasu, gdzie próbował ustalać personalia tych ludzi, a następnie grzebał ich w kopanych przez siebie dołach. Kopce oznaczał wykonywanymi własnoręcznie krzyżami, na których wypisywał nazwiska. Do końca 45 roku zebrał 120 osób. Przez pierwszy rok pracował sam, mieszkając w szałasie. Można sobie tylko wyobrazić ponurą rzeczywistość jego pracy i życia.

Wesprzyj #Medium

Lokalna ludność dostrzegła jego wysiłki i w kolejnych latach zaczęli do niego dołączać ochotnicy, po jednym dwóch, a w 1952 roku zarząd landu przyznał Erasmusowi działkę z przeznaczeniem na cmentarz, miejsce znane z map wojskowych jako wzgórze 470. Tam, w ciągu następnych 15 lat Erasmus własnoręcznie pochował prawie 2000 żołnierzy.

I nagle, w połowie lat 60tych ten niemiecki Antygon zniknął bez uprzedzenia, porzucając cmentarz Vossenack. Jego zniknięcie spowodowało poruszenie w Niemczech i owiało jego postać dodatkową aurą tajemniczości. Ale zniknął z radaru. Zmarł samotnie i w zapomnieniu w 1971 roku w pobliskim Abenden.

Co za postać! Julius uświadamia, że na poziomie ludzkim nie ma Niemców, Amerykanów czy Polaków. Są ludzie. Jest życie i śmierć, które pozostają tajemnicą dla wszystkich tak samo, a wojna zadaje ból i rani po każdej stronie konfliktu. Julius przypomina mi postać kambodżańskiego zbieracza min Aki Ra, ale o nim w jakąś inną niedzielę…

Zdjęcia pochodzą z filmu dokumentalnego Hurtgen forest and the end of WWII