Ulisses: To jest zajebiste, czy ktoś nas zrobił w balona?

Tak jak zapowiadałem jakiś czas temu, podjąłem kolejną rozpaczliwą próbę, by przebrnąć przez to irlandzkie morze słów, bez wielkiej nadziei, że dotrę do drugiego brzegu. No i mam pytania oraz wątpliwości, potrzebuję nadziei.

Rozbiłem się już o to ze 30 lat temu, choć ruszyłem wtedy przez strony na Młodzieńczym Entuzjazmie i sam nie wiem czemu teraz jako doświadczony pływak wskoczyłem znowu do tego roztworu zielonych alg, i czytam, choć raczej mam wrażenie że moje oczy przebiegają po słowach, które nie sklejają mi się za bardzo w jakąś koherentną całość. Jak nadęty spławik unoszę się po powierzchni i nijak nie potrafię zanurkować, bo mnie ciągle wypycha na powierzchnię, staram się skupić, ale coś mnie rozprasza, to brzęczy mucha, to ktoś w kawiarni za głośno mędzi o wyborach, po każdych trzech zdaniach orientuje się, że myślę o czymś zupełnie innym i muszę wracać, czytać od nowa, nie wiem kto jest kto, kto co mówi, gdzie to się dzieje, kto jest głównym bohaterem, kto jest tym Ulissesem tytułowym nawet nie wiem, więc czytam na głos i wtedy trochę lepiej jakby, ale ile można mamrotać pod nosem jak pierwszoklasista. I nie wiem w sumie, czy to ja zidiociałem, czy zawsze byłem głupi, czy też ta książka jest o niczym? Wolałbym te drugą opcję, choć może trzeba będzie uznać pierwszą. Niech rzuci obelgą, kto sam przeczytał!

Bloom lubił orzechokształtne żołądki ptasie

Od samego początku tej „ponurej rozkoszy”, że posłużę się cytatem z tegoż, mam niegasnącą nadzieję, że ktoś zwyczajnie zrobił mnie w chuja. Nas w chuja. Świat w chuja. I z tą podłą nadzieją czytam, jak pisowski hejter, który czeka tylko na potwierdzenie swoich przesądów, lub że ktoś mu rzuci koło ratunkowe jakiejś teorii spiskowej. Soros za to zapłacił by pogrążyć porządną europejską literaturę i zatkać jej rurę taką pakółą. No i tak to idzie mozolnie strona za stroną, ale co to, proszę? o dziwo udało mi się przeczytać pierwszy rozdział, czyli 66 stron, a co za tym idzie poczuć pewien sukces, choć może stwierdzenie „przeczytać” jest tutaj na wyrost. Mogę jednak solennie przysiąc, że obejrzałem przynajmniej każde z tych słów po kolei, a nawet po dwa razy, jakbym przyglądał się obłym kamieniom na dublińskiej plaży. No nic. Brnę dalej.

Słowa otuchy miłe widziane.

Więc jak to jest z tą książką?

The following two tabs change content below.