Pobili nas, bo jesteśmy gejami. Masakra!

W zeszłą niedzielę o drugiej w nocy zostaliśmy pobici – ja i mój partner Hubert. Zaczęło się od tego, że wracając z parapetówki, wystąpiliśmy do sklepu monopolowego po wodę. Było to w Krakowie na ulicy Krakowskiej niedaleko naszego mieszkania.

Przed sklepem stało dwóch facetów ale nie zwracaliśmy na nich uwagi. Hubert wszedł do środka, a ja stałem na zewnątrz i paliłem papierosa. Pan w sklepie nie miał jak wydać, więc Hubert wyszedł i zapytał mnie „Misiek, masz może drobne” i to wzbudziło ich zainteresowanie. I wtedy się zaczęło.

Jesteście pedałami? Lubicie rżnąć się w dupsko?

Po tym „zagajeniu” Hubert próbował z nimi rozmawiać, że po co te wyzwiska, że przecież możemy spokojnie rozmawiać. Ja natomiast wyczuwając zagrożenie zabrałem Huberta na na drugą stronę ulicy, mówiąc „chodź idziemy do domu”, a w duchu: „byleby tylko jak najszybciej się tam znaleźć!”

Niestety tyle co przeszliśmy na drugą stronę, gdy jeden z nich podbiegł do nas i nas zaatakował. Miał około 170 cm wzrostu, czarne włosy i ciemną karnację – określił bym to jako typ urody romskiej. Ale z jednym sobie poradziliśmy. Niestety, widząc to, przebiegł z odsieczą drugi, powiedziałbym taki „brysiu”, większy, wyższy i silniejszy.

Daniel Galos
Daniel Galos

Widząc, że podbiega zdążyłem wykręcić numer 112 i wykrzyczeć, że biją nas i że potrzebna jest policja w Krakowie na krakowskiej.

Ten wielki złapał mnie z tyłu za szyję i próbował wyrwać telefon, broniłem się jedną ręką, ale udało mi się wyrwać i chyba nakrzyczałem na panią dyżurną: „gdzie ta policja!?”, bo nie rozłączałem się ze 112.

Wesprzyj #Medium

Pani dyżurna w słuchawce prosiła o adres, więc podałem numer 20, który zauważyłem na kamienicy po przeciwnej stronie ulicy. Napastnicy słysząc, że policja ma dokładny adres zaczęli się wycofywać i uciekać. Ja ponownie zadzwoniłem na 112, informując panią – cały czas była to ta sama koordynatora, która odbierała moje zgłoszenia – że napastnicy uciekli, a ja rozpoczynam pościg za nimi.

Pościg

Będąc cały czas na linii informowałem na bieżąco, gdzie uciekają – a uciekli Krakowską w Dietla, z Dietla w Augustiańską i z Augustiańskiej w Meiselsa. Tam mi zniknęli z oczu. Podejrzewam, że ukryli się w kamienicy pod numerem 2 i taką informację przekazałem pani na 112.

Kazała czekać.

Ja zadzwoniłem na wszystkie domofony i jakiś pan wychylił się z okna, pytając co się dzieje. Powiedziałem mu, co się działo, to stwierdził, że jeżeli tak było, to jest monitoring w kamienicy. Czekając na policję wypaliłem ze 4 papierosy. Zadzwoniłem ponownie na 112, pytając gdzie policja, pani kazała dzwonić na 997. Zadzwoniłem na policję i powiedziałem że zgłaszałem na 112 pobicie i jestem na Meiselsa 2, ale pan dyżurny stwierdził, że nie ma takiego zgłoszenia. Zadzwoniłem znowu na 112 i zapytałem jak to możliwe, że policja nic nie wie o zgłoszeniu, na co pani dyżurna (wciąż ta sama) powiedziała, że przecież zgłaszałem pobicie na krakowskiej 20 i tam zostali wysłani i nawet dzwonili do mnie. Na co ja powiedziałem, że przecież informowałem ją na bieżąco, co się dzieje, z myślą o tym, by policja dotarła jak najszybciej.

Na posterunku.

Owszem dzwonili do mnie, miałem w nieodebranych, próbowałem oddzwonić ale bez skutku. Pani na 112 powiedziała, żebym udał się na szeroką 35 na komisariat. Poszedłem tam. Hubert w tym czasie pozbierał nasze rzeczy i zaniósł do mieszkania. Gdy dotarłem na komisariat nie zastałem nikogo. Pukałem w okna, gasiłem światło, zero reakcji.

Wtedy wyszedłem na zewnątrz i zrobiłem sobie zdjęcie… wtedy pierwszy raz zobaczyłem jak wyglądam.

Daniel Galos
Daniel Galos

Zadzwoniłem do Huberta, by przyjechał do mnie, to razem złożymy zeznania. Skończyłem palić i wszedłem do środka, czekając na kogokolwiek. Wtedy z piętra (i przez przypadek chyba) zszedł jakiś pan i zobaczył mnie, i zapytał, co się stało. Powiedziałem, że mnie pobili.

Kazał czekać.

Wszedł do pokoju i w tym czasie dotarł Hubert. Pan policjant wyszedł, pytając czy to ja zgłaszałem pobicie na Krakowskiej 20. Powiedziałem, że tak, na co pan policjant powiedział, że przecież tam byli i nikogo nie było, i nawet dzwonili do mnie. Wyjaśniłem, że informowałem na bieżąco panią na 112. Widocznie nie przekazała.

Panowie wzięli nas do poczekalni, wysłuchali i wypytali o wygląd napastników i jak to się zaczęło i jeden z nich wyjął notesik zapytał o dane kontaktowe i osobowe… i tyle.

Kazali nam wrócić do domu i powiedzieli, że patrol przejedzie jeszcze raz i w razie czego da nam znać to wszystko.

Wróciliśmy taksówką do domu.

Co czuję?

Nie było obdukcji. Wczoraj było tylko badanie i potwierdzenie tego, że mam złamany nos. Zresztą mogę przesłać kartę informacyjną…

A jak się z tym czuję… cóż, nie sądziłem, że kiedykolwiek mi się to przydarzy… a jednak.

Czuję bezsilność… Pomimo starań przekazania jak najbardziej aktualnych i dokładnych informacji nie udało się ich ująć. Te rozmowy ze 112 na zmianę z 997 to był tracony czas. Zero synchronizacji informacji.

Po powrocie do domu nerwy puściły i z tej bezsilności po prostu popłakałem się.

The following two tabs change content below.

Daniel Galos

Ostatnie wpisy Daniel Galos (zobacz wszystkie)