Czy kozioł ofiarny i mord założycielski są koniecznie potrzebne do politycznego sukcesu?

Sytuacja powyborcza lewicy jest trudna i, rzecz jasna, wielu próbuje znaleźć odpowiedź na pytanie: dlaczego tak trudna i dlaczego tak absurdalnie trudna?

Interesujący w tej materii wydał nam się głos Edwina Bendyka, w którym autor interpretuje owe „absurdy” – z jednej strony: radość z porażki lewicy na lewicy, z drugiej: słaba propozycja polityczna – w kategoriach psychoanalitycznych. (Czytaj tekst Bendyka tutaj).

O autorach:  Beata Anna Polak i Tomasz Polak są współzałożycielami Międzywydziałowej Pracowni Pytań Granicznych UAM w Poznaniu. Lewicowcy.

Bendyk słusznie zwrócił uwagę na to, że:

Gdy na scenie pojawiają się dwie formacje, odwołujące do podobnych wartości, działać zaczyna narcyzm małych różnic. Im bardziej ZL było podobne do Razem za sprawą inkorporacji Zielonych, aktywistów i Barbary Nowackiej, tym bardziej popychało Razem do podkreślania swojej lewicowej prawdziwości i wynikającej stąd nieredukowalnej różnicy wobec ZL jako zaprzeczenia owej prawdziwej lewicowości. Nic nowego, wystarczy poczytać, co się działo na rosyjskiej scenie politycznej przed Rewolucją Październikową czy w Polsce w kontekście Rewolucji 1905 r. i późniejszych procesów.

Nam się owe absurdy zaczynają w sporej mierze objaśniać w kategoriach antropologii kulturowej, a konkretnie w ramach koncepcji kozła ofiarnego i mordu założycielskiego Rene Girada.

Koncepcja ta głosi, że gdy społeczność wchodzi w stan znaczącego kryzysu (a wybory, w których pozycja lewica była pierwszy raz w historii powojennej tak poważnie zagrożona, niewątpliwie takim kryzysem były), społeczność owa próbuje przywrócić równowagę przez siłowe (choć zarazem i wysoce symboliczne) wskazanie winnego, na którym można zdeponować całe odium sytuacyjne. Kozłem ofiarnym może być cała grupa społeczna (tu: formacja lewicowa), którą ustanawia się „całym złem”. Należy wówczas odprawić szereg „rytuałów”, które doprowadzą społeczność do poczucia utraconego w wyniku kryzysu komfortu. To nie tylko wskazywanie winnego („gdyby nie on, nie bylibyśmy jako społeczność w tak trudnym położeniu”), to także konkretna opresja („lepiej go wykluczyć z przestrzeni publicznej”) i w końcu realne usunięcie, czyli mord (tu: polityczny). Jak podaje Girard, są to mechanizmy nie do końca uświadomione, więc po dokonaniu mordu, społeczność czuje się najpierw zszokowana, że „tak dobrze wyszło”, a potem popada w stan euforii, że „udało się” (pole polityczne zostało oczyszczone) i „nastał czas na zaistnienie prawidłowych struktur” (tu: nowych „czystych” formacji politycznych, czyli w naszym konkretnym przypadku: Razem). Bogiem staje się to, co zostało zabite, bo skrewiło, ale nie usuwa się jego sedna, czyli czystej idei – tym razem: „czystej lewicowości”. I w rzeczy samej, obok widowiskowej Schadenfreude, pojawiła się retoryczna egzemplifikacja „jedynie słusznej lewicy”, którą ma być właśnie formacja Razem. Oczywiście, formacja ta, niczym Arka Przymierza ocali ideę lewicową i wykona ją w „jedynie słusznej” praktyce społecznej i politycznej.

Wesprzyj #Medium

Tyle zarysu aplikacji koncepcji do tego, co się stało niedawno. Teraz pytania i wnioski.

Powtarzalność mechanizmu

Czy tak umocniona – na tle politycznego mordu założycielskiego – formacja jest na tyle naiwna, by sądzić, że z nimi nie stanie się coś podobnego? Jeśli jest to mechanizm antropologicznie podstawowy, to najprawdopodobniej prędzej czy później obejmie również ich samych. Ponadto, efekt „świeżości politycznej” jest coraz trudniejszy do utrzymania w dzisiejszej rzeczywistości medialnej – ci, co są dziś „świeży”, jutro już takimi nie będą (a jutro nadchodzi bardzo szybko). Zapewne też znajdą się chętni, by ich w podobny sposób wykolegować z przestrzeni politycznej.

Wykluczająca lewica

Retoryka „idźcie sobie precz” (bo nie rozumiecie dzisiejszej rzeczywistości społecznej…, bo minął wasz czas …) to czystej wody ageizm pokoleniowy. Nigdy nie jest tak, że jakieś pokolenie z racji swojej wiekowości nagle przestaje być kompatybilne z rzeczywistością na tyle, by nie rozumiało z niej już niczego. Ono może rozumieć swoimi kategoriami i faktycznie trudniej chwytać kategorie młodszych pokoleń, ale nadal jest to rozumienie. Owszem, to rozumienie trzeba uzupełniać. Ale – czy należy z tego powodu aż mordować? Racje za nimi stojące, dopóki ci ludzie (pokolenia) żyją, istnieją i mają z tego tytułu racje bytu. Nie znikają ludzie, nie znikają ich uwarunkowania i nie znika wszystko to, co z tego wynika i co się z tym łączy. Oni zwyczajnie mają prawo być reprezentowani na scenie politycznej.

Lewica wykluczająca ze względu na wiek i doświadczenie pokoleniowe – to bardzo dziwny widok. Lewica o tych ludzi powinna walczyć. Tak samo, jak walczy o młodych.

Swoisty prezentyzm recepcyjny

Z powyższym łączy się kolejna niepokojąca sprawa, mianowicie ograniczona do „dzisiejszości” (dzisiejszego, oczywiście „jedynie słusznego” rozumienia) ocena działań atakowanej formacji. Oczywiście: negatywna i to w czambuł negatywna. „Młodzi” (dziwna kategoria) nie biorą pod uwagę, że „starzy” mają swoje – historyczne i nie tylko – uwarunkowania, i ocenianie ich działań z punktu widzenia „dzisiejszych młodych” to czystej wody prezentyzm (metafora). Dorobek ludzi nie znika, kiedy „idzie nowe”. Mądre nowe potrafi skorzystać z cudzych doświadczeń, bo jak powiedzieliśmy wcześniej, nigdy nie jest tak, że coś się unicestwia i traci znaczenie tylko dlatego, że „już długo żyje na świecie”.

Na grobach trudno jest budować jedność. Zwyczajnie…

Konkludując:

Zadajemy sobie podobne pytania, co Edwin Bendyk. Podzielamy dziwność odczucia (absurdalność sytuacji, nielogiczność zachowań). Nie my jedyni o to pytamy. Bo zdziwienie jest bardziej powszechne. Czy nie można było zadbać o to, żeby interes wszystkich grup wiekowych, pokoleniowych i formacyjnych w obrębie lewicy był reprezentowany? Czy trzeba było stosować grę o sumie zerowej („jeśli im ubędzie, to nam przybędzie”)? Czy nie można było zawalczyć o współpracę? Poszerzyć pole widzenia, przestać walczyć w imię mitycznej „czystości ideowej” i „jedynosłusznizmu”?

Naszym zdaniem jest to niestety brak wrażliwości. Lewicowej. To nas właśnie odrzuciło od formacji, której początkowo sprzyjaliśmy (Razem). Zobaczyliśmy brutalność, której nie jesteśmy w stanie zaakceptować. Źle się stało, że starano się unieważnić doświadczenie innych formacji lewicowych i że to się okazało w sporej mierze skuteczne.

Zatem: czy wyznaczanie kozła ofiarnego i dokonywanie na nim mordu założycielskiego było konieczne? Wierzymy, że nie. I choć to żadna nowa jakość – świat zna to od lat jako ponure zjawisko – można było je tym razem pokonać. Na tym polega naszym zdaniem progres dziejowy, że się jednak wychodzi z tak brutalnych mechanizmów, że samemu przyczynia się do tego, iż nie są one już konieczne.

Tego właśnie zabrakło.