Rasizm i islamofobia, czyli Europy sposoby na politykę migracyjną

Czy nie należałoby przyjąć kryterium wyznawanych poglądów i deportować wszystkie osoby, których poglądy polityczne są rozbieżne z poglądami ustawodawców? A może trzeba usunąć z Europy również zeświecczonych katolików i protestantów, podejrzanych o kontakty i afiliacje z irlandzkimi bogobojnymi terrorystami? A co z tymi, którzy się nie ochrzcili i żyją w bezbożnych konkubinatach?!

Kilka miesięcy temu redaktor Dominik Zdort na portalu www4.rp.pl sugerował, że w obronie przed islamizacją Polski lepiej pozbyć się polskich Tatarów, deportując ich do Mongolii lub na Syberię. Nie ma to w tej chwili większego znaczenia, bo jak twierdzi redaktor Zdort: […] jak już będziemy skrajnie zdesperowani, to coś wymyślimy. Dzisiaj, złote myśli redaktora odbijają się szerokim echem. Ma on solidne wątpliwości, czy aby wspólnota w religii muzułmańskiej „nie rozsadzi’ polskim Tatarom cywilizacyjnej bliskości z naszym narodem. Podejrzewa, że islam polskich Tatarów, a tym samym bliskość ideowa z terrorystami Państwa Islamskiego (tu “islam” i tam “islam”, to nie może być przypadek!) może wziąć górę nad poczuciem przynależności do społeczeństwa polskiego. Lepiej prewencyjnie się ich pozbyć, żebyśmy potem nie musieli/ały odbijać z ich rąk polskich dzieci, kobiet i starców.

Czy to już islamofobia, czy jeszcze troska o Polskę i Europę? Nie ma znaczenia. To narodowe pomyje, mikstura
rasistowskich i nacjonalistycznych popłuczyn, których smród podtruwa naiwnych wyznawców praw człowieka,
jak pieszczotliwie redaktor Zdort nazywa osoby, zabiegające o prawa wykluczonych i pomijanych w publicznych debatach. Mało tego, pan redaktor ze śmiertelnie poważną miną Stańczyka, zastanawia się nad porządkiem i doborem kryteriów, według których mają być deportowani z Europy wyznawcy islamu – Czy samo kryterium wyznania jest wystarczające? A może należałoby usunąć z Europy także zeświecczonych muzułmanów? Co z tymi, którzy się ochrzcili, czy można im zaufać? Dokąd deportować muzułmanów, którzy od pokoleń mieszkają w państwach południowej Europy i mają paszporty Unii Europejskiej? – rozważa.

Dalej, redaktor Zdort oświadcza, że to: bardzo poważne pytania. Ja uzupełniłbym listę palących pytań kolejnymi: czy nie należałoby przyjąć kryterium wyznawanych poglądów i deportować wszystkie osoby, których poglądy polityczne są rozbieżne z tymi ustawodawców? A może trzeba usunąć z Europy również zeświecczonych katolików i protestantów, podejrzanych o kontakty i afiliacje z irlandzkimi bogobojnymi terrorystami? A co z tymi, którzy się nie ochrzcili i żyją w bezbożnych konkubinatach?! Czy możemy IM zaufać, tym osiemnastu procentom całej populacji Europy? Przecież jak by się skrzyknęli/ły, to mogliby/łyby zająć np. taką Hiszpanię! No i wreszcie dokąd deportować radykalnych chrześcijan, buddystów i wyznawców shinto, którzy od pokoleń mieszkają w Europie i mają europejskie paszporty? Na Grenlandię? Czemu nie!

Tym podobne, niedorzeczne rozważania redaktora Zdorta były zainspirowane wysiłkiem myślowym amerykańskiego analityka Georga Friedmana: Dla Europy, z jej dzisiejszą wrażliwością, jest to [deportacje muzułmanów i muzułmanek – przyp. autora] odstręczające – z pewnością jednak nie byłoby to niczym nowym w
jej dziejach. Ostatecznie więc Europa, niezdolna do odróżnienia radykalnych muzułmanów od reszty, niechętnie, lecz z narastającą szybkością, ewoluować będzie w kierunku przyjęcia takich rozwiązań.

Niestety, ów “śmiały i kuszący” pomysł Friedmana na razie rozbija się o wątpliwości i pytania sformułowane w poprzednim akapicie. Na nieszczęście, pełno mamy w Polsce i w całej Europie takich “Zdortów”, którzy chętnie sprzedaliby deportacyjnego kopa nie tylko tym muzułman(k)om, którzy/re od pokoleń zamieszkują Europę, ale i tym stale dobijającym się do wrót jej twierdzy. Nie tylko Europa  nie radzi sobie z rosnącym napływem islamistów, ale i z emigracją w ogóle. Coraz ostrzejsze dokręcanie śruby antyimigracyjnej, stawianie solidniejszych płotów i zasieków, podwajanie liczby patroli Frontexu i coraz okrutniejsze polowania na osoby, chcące przedostać się do Europy bez odpowiednich papierów, powoduje, że paradoksalnie fala emigracyjna nie zamienia się w delikatny przypływ, ale raczej w tsunami.

Wesprzyj #Medium

François Crépeau, specjalny wysłannik ONZ w zakresie praw człowieka osób migrujących, w wywiadzie dla Guardiana stwierdza: Jeśli represje i aresztowania [imigrantów i imigrantek – przyp. autora] się nie sprawdzają,
to powinniśmy się zastanowić, dlaczego, pomimo tego, ludzie emigrują. Może warto pójść po rozum do głowy i
zamiast uparcie stawiać opór emigracji, zacząć ją organizować. Zamiast spychać osoby napływające do Europy do gett i zamkniętych obozów-więzień, stwórzmy im warunki umożliwiające normalne funkcjonowanie. Europa ma takie możliwości. Zamiast dozbrajać straż graniczną w coraz wymyślniejsze drony i budować coraz wyższe mury, niech zainwestuje w wieloletnie plany osadzania i aktywizowania tych, którzy/re docierają do jej bram. W ten sposób położymy kres śmierci setek tysięcy ludzi, próbujących migrować do Europy tak okrężnymi drogami, jak i na skróty. Wreszcie, uniemożliwimy przemytnikom bogacenie się na ludzkim cierpieniu.

Nieprawdą jest, że w krajach rozwiniętych nie ma pracy dla przyjezdnych. Jest jej pełno – wystarczy spojrzeć, kto wykonuje niskopłatne prace na lotniskach, budowach, parkingach i w hipermarketach. Szybko się przekonamy, że “lokalsi” się jej brzydzą, dlatego tak chętnie jest oddawana “obcym”. Wystarczy otworzyć te rynki pracy zapewnić sprawiedliwe warunki zatrudnienia. My jednak wolimy korzystać z szarej strefy, jednocześnie ją opluwając. W tym samym wywiadzie dla Guardiana, Crépeau mówi: Odmawiamy uznania szarej strefy ponieważ podobają nam się ceny pomidorów w czerwcu; pasuje nam, że osoba która u nas sprząta, robi to za tak małe pieniądze. Osoby migrujące nie są głupie. Jadą tam, gdzie jest praca. Gdyby jej nie było w Niemczech, Szwecji, Francji, USA, czy Kanadzie, pojechałyby gdzie indziej. Nie migrują do biednych krajów, bo potrzebują pracy, która pozwoli przeżyć im i ich rodzinom. Identycznie jak Polacy/ki, którzy/re w poszukiwaniu lepszego zarobku i życia wyjeżdżają do UK, Niemiec, czy Norwegii. Nie do Rumunii, Pakistanu, ani Burkina Faso. Przestańmy wreszcie odbierać ludziom prawa do godnego życia i zamiast ich zatapiać na morzu, otwórzmy granice i nauczmy się wspólnie żyć, bo w dłuższej perspektywie wszyscy/tkie  na tym zyskamy.

The following two tabs change content below.

Łukasz Wójcicki

Edukator antyprzemocowy grupy Głosy Przeciw Przemocy, aktywista wolnościowy, redaktor portalu Codziennik Feministyczny, performer teatru Komuna/Warszawa, niezależny publicysta, instruktor samoobrony.