Wszyscy jesteśmy bluźniercami

Marsz Ateistów wpisał się na stałe w krajobraz wiosennej Starówki. Barwny korowód postaci przebranych w historyczne szaty przeszedł 2 kwietnia spod pomnika Kopernika na Rynek Starego Miasta. To jednak tylko skromny, zewnętrzny akcent Dni Ateizmu, które są niemal trzydniowym maratonem wykładów, paneli i spotkań.

Zanim ruszyliśmy zwróciłam uwagę policjanta na harcerza z plecakiem, który wydał mi się podejrzany. Policjant za to zwrócił uwagę na dziwnie poprzebieranych ludzi i spytał, jakąż to imprezę ochrania. Wyjaśniłam skwapliwie, że stale przypominamy o Kazimierzu Łyszczyńskim, szlachcicu polskim, który za napisanie traktatu filozoficznego pt. „O nieistnieniu Boga” (oryginalnie: De non existentia Dei) został uśmiercony przez pozbawienie głowy. Przed dekapitacją ucięto mu język, aby z plugawych ust jego nie padło już żadne bluźnierstwo. Spalono też rękę, którą spisał heretyckie myśli. Niestety ogień strawił też jego dzieło. O ironio – ocalały jedynie fragmenty cytowane w procesie inkwizycyjnym.

Kazimierz Łyszczyński – Pierwszy znany ateista polski, autor dzieła „O nieistnieniu Boga”. Skazany za ateizm na konfiskatę majątku i śmierć. Egzekucja odbyła się na Rynku Starego Miasta w Warszawie, 30 marca 1689 roku.

lyszczynski3

Na Rynku znowu interweniuję u ochraniających Marsz policjantów (choroba jakaś?). Tym razem bulwersuje mnie zachowanie grupy pijanych kibiców, którzy rozpoczęli libację z samego rano na drugim piętrze jednej z kamienic. Otwarli na oścież obydwa okna, wydzierają się, zakłócają nieco przebieg inscenizacji. Jeden siedzi z nogami na parapecie, drugi wychyla się przez okno z butelką w ręku. Policjanci przekonują mnie jednak, że nie mogą wkroczyć do prywatnego mieszkania a przecież nie ma ciszy nocnej, więc wolno się wydzierać do woli. No cóż – gdyby chodziło o emerytkę sprzedającą na Rynku szczypiorek z pewnością znaleźliby odpowiednie paragrafy, aby ją przegonić, a może i ukarać.

 

Współcześni bluźniercy

Łyszczyński ścięty. Grupa ca 200 osób rozchodzi się. W dwie strony niestety. Marsz Ateistów połączył na dwie godziny Fundację im. Kazimierza ŁyszczyńskiegoKoalicją Ateistyczną. Każda z tych organizacji przygotowała odrębny program z okazji Dni Ateizmu. Wybrałam panel dyskusyjny o bluźniercach, przygotowany przez Marka Łukaszewicza i Ninę Sankari z Fundacji im. Łyszczyńskiego. Zwyciężyła prywata, bo znamy się z akcji Świecka Szkoła, ale też i udział Grażyny Juszczyk w tym panelu. Grażynę poznałam osobiście na ubiegłorocznym Kongresie Kobiet i wiem, że potrafi wspaniale opowiadać swoją historię: szczerze, logicznie, z detalami, z ciekawymi dygresjami, spostrzeżeniami. Jest wspaniała i z pewnością będzie ozdobą każdej konferencji, każdego seminarium, każdego programu publicystycznego. Przemówiła też na sobotnim panelu, jako jedna z zaproszonych bluźnierców. Przemówiła i się nie zawiodłam.

Wesprzyj #Medium

Grażyna Juszczyk – nauczycielka matematyki z Krapkowic, która ośmieliła się zdjąć krzyż zawieszony w pokoju nauczycielskim przez katechetę. Wciąż trwa proces, w którym oskarża szkołę jako pracodawcę o molestowanie moralne.

Panel „Znani apostaci i bluźniercy w obronie wolności” ma iście globalny charakter. Jest tłumaczony na polski, francuski i angielski. Udział bierze Hindus mieszkający dziś w Finlandii, Palestyńczyk na wygnaniu we Francji, Algierka która przyjechała z Kanady. I nasi, polscy bluźniercy: Grażyna Juszczyk oraz Adam Cioch, zastępca redaktora naczelnego „Faktów i Mitów”. Na sali wiele osób z Francji, którzy przyjechali na Dni Ateizmu do Polski, część z nich bierze udział w innych panelach. Na papierosie dowiaduje się od Francuzek, że nie tylko w Polsce naciąga się prawo do finansowania budowli sakralnych ze środków publicznych – opowiadam im o tym, po co powstało Muzeum JP2 w Świątyni Opatrzności i że w przedwojennych planach miała być to świątynia ekumeniczna. One opowiadają mi, w jaki pokrętny sposób Sarkozy sfinansował budowę meczetu w Paryżu.

Ateiści z Algierii, z Indii i z Palestyny

Djemila chodziła do szkoły w Algierii. Tam też były lekcje religii. Religii muzułmańskiej. Poznała dobrze tę kulturę. Można przeczytać o tym w jej książce pt. „Moje życie w kontrze do Koranu”. Nie ma jeszcze polskiego przekładu. Djemila mieszka w Kanadzie. Tropi przejawy tzw. politycznej poprawności. Jest wiele do zrobienia w tym zakresie wziąwszy pod uwagę, że tamtejszy sąd na wniosek rodzica zezwala dziecku z rodziny muzułmańskich sunnitów na chodzenie do szkoły z nożem z powodów religijnych! Warto się zastanowić, czy ochrona prawna jakichkolwiek zwyczajów religijnych ma sens, jeśli prowadzi do podobnych absurdów.

Sanal mówi o tym, że wszyscy jesteśmy bluźniercami – katolicy dla muzułmanów, buddyści dla katolików, wolnomyśliciele dla wierzących, wierzący dla ateistów. Sanal pochodzi z Indii, gdzie dominującym wyznaniem jest hinduizm. Katolicy stanowią niespełna jeden procent ludności. Jednak Kościół jest tam niezwykle potężny. Sanal zracjonalizował jeden z cudów – posąg Matki Bożej płakał krwistymi łzami, dopóki nie okazało się, że z pękniętej rury wycieka rdzawa ciecz. Podczas telewizyjnej konfrontacji z biskupem przedstawiciel Kościoła twierdził, że to od tej instytucji pochodzi wszelki postęp. Sanal zapytał go wówczas, czy te słowa potwierdziliby Galileusz lub Giordano Bruno? Wkrótce Sanalowi wytoczono wiele procesów za naruszenie uczuć religijnych. Uciekł przed więzieniem ze swojej ojczyzny.

Waleed pochodzi z Palestyny. Wychowywał się w rodzinie muzułmańskiej. Jako uczeń zadawał na lekcjach religii dość trudne pytania związane z wolną wolą. Nie uzyskał zadowalającej odpowiedzi i kiedy został zganiony za to że pyta, rozpoczął poszukiwania odpowiedzi w książkach. Swoje poszukiwania publikował na blogu, za pośrednictwem którego kontaktował się z rówieśnikami. Jego poszukiwania doprowadziły go do niewiary a niewiara w Palestynie jest sprawą polityczną. Waleed trafił na kilka miesięcy do więzienia. Był torturowany, szukano organizacji dla której pracuje itp. Swoje losy opisał w książce „Bluźnierca w więzieniach Allaha” (polski przekład jeszcze nie istnieje). Obecnie mieszka we Francji, działa w organizacji wspierającej byłych muzułmanów.

Ta, która zdjęła krzyż

Po tych dość wstrząsających historiach, które każą zastanowić się, na jakim etapie jest świat poza Europą, Grażyna zaczęła z pewnym zażenowaniem: „Nie siedziałam w więzieniu, nie muszę uciekać z ojczyzny. A jednak podeptano moją godność. To, co mnie spotkało nie jest w porządku”. Wyobraźcie sobie, że nie było żadnych reakcji ze strony nauczycieli na zdjęcie krzyża. Jego brak zauważył dopiero katecheta. Jednak kiedy dyrektorka zwołała specjalną Radę Pedagogiczną w tej sprawie wszyscy uczestnicy zwrócili się przeciwko Grażynie. Nie znalazła się nawet jedna osoba, która wystąpiłaby w jej obronie. Jedna z koleżanek oskarżyła ją nawet o kradzież krzyża! Jak u Barei: „To pijak! I złodziej! Bo każdy pijak to złodziej!”.

juszczyk

Grażyna skarżyła się do burmistrza i do kuratorium. Bezskutecznie. Postanowiła wystąpić na drogę sądową, ale nie mogła znaleźć lokalnego wsparcia żadnej kancelarii adwokackiej! Uzyskała pomoc od Fundacji im. Kazimierza Łyszczyńskiego i od Fundacji Wolność od Religii. Kiedy ujawniła swoją sprawę medialnie zgłosiło się do niej Polskie Towarzystwo Prawa Antydyskryminacyjnego. Teraz w sądzie wspiera ją trzech prawników.

Chciałoby się zakrzyknąć: „W jakim kraju my żyjemy? Jakim jesteśmy społeczeństwem?”. Ano właśnie takim. Takim, w którym powoli budzi się świadomość obywatelska. Tak – są już organizacje, które niosą wsparcie odważnym, bezkompromisowym ludziom, gotowym stanąć w pełni w obronie własnych przekonań. Te organizacje bronią ich przed utonięciem w morzu konformizmu i hipokryzji.

Polski „Charlie Hebdo”

Adam opowiada o historii pisma, które początkowo miało służyć uzdrowieniu Kościoła Katolickiego w Polsce (sic!). Dość szybko jednak przekształciło się w magazyn antyklerykalny, który od początku nie miał łatwego życia. Ruch zerwał umowę dystrybucyjną, na szczęście był już Kolporter, potem zmienił się zarząd w Ruchu i pismo nie miało już problemu z dotarciem do fanów, bo tak chyba należy nazwać czytelników „Faktów i Mitów”. Padło pytanie z sali, jak wyznaczają granicę, czy stosują autocenzurę. – Nie ma na to metody – odpowiedział Adam – paragraf o ochronie uczuć religijnych jest tak pojemny, że nie sposób przewidzieć, co okaże się bluźnierstwem. Redaktor był też zaskoczony wsparciem ze strony tzw. mainstreamowych mediów oraz obydwu (sic!) stowarzyszeń dziennikarskich po wejściu śledczych do redakcji.

Widać jednoczymy się w obliczu wspólnego wroga…

The following two tabs change content below.