O kondycji polskiej (nie)demokracji

https://www.flickr.com/photos/volunteermatch/

Strategie ukrywania swojej tożsamości, lęk przed napiętnowaniem czy przemocą fizyczną, świadomość, że ważne instytucje życia publicznego dokonują symbolicznego oczyszczania narodowej tożsamości z obcych elementów, nie pozwalają na konstruktywne włączenie się w budowanie sfery publicznej, konstytutywnej dla państwa demokratycznego.

Czytaj List otwarty do arcybiskupa łódzkiego Marka Jędraszewskiego Marcina M. Bogusławskiego

Zwracam się z prośbą o wyjaśnienie, czy Ksiądz biskup reprezentuje Chrystusa, czy instytucję polityczno-religijną? Proszę także o wyjaśnienie, czy związki Księdza biskupa z określonym polskim środowiskiem politycznym oznacza, że bycie członkiem Kościoła łódzkiego jest równoznaczne z określeniem polityczno-partyjnym?

Zgadzam się z Mariolą Kuszyk-Bytniewską, której poglądy referuję w tym akapicie, że pojawienie się demokracji nierozerwalnie wiąże się w naszej kulturze z wynalezieniem „słowa (logos), obiegającego jawnie przestrzeń publiczną” (podkreślenie autora). Wywołało to istotne zmiany w stosunkach społecznych — to demos, a nie władca religijny czy świecki, stał się „siłą ustalającą reguły gry życia społecznego i intelektualnego”. Tym samym słowo straciło moc magiczną, która wynikała z tego, kto je wypowiadał — to nie pozycja społeczna kapłana czy władcy decydowała, że rzeczywistość społeczne jest taka, jak oni mówią, ale ciężar argumentów, który stał za tezami wysuwanymi przez obywateli zaangażowanych we wspólne życie w polis. Autorytet zatem przestał być gwarantem prawdy, a regułami gry politycznej i intelektualnej stały się dyskusja, argumentacja i polemika.

Podobnie rzecz miała się w nowożytności. Jürgen Habermas pokazał, w jaki sposób narodziny nowoczesnej demokracji wiążą się z powstaniem sfery publicznej i jak problemy z funkcjonowaniem sfery publicznej rzutują na złe funkcjonowanie demokracji. Arlette Farge dokonała korekty poglądów Habermasa pokazując, że narodziny nowoczesnej sfery publicznej mają źródła bardziej egalitarne — udział w jej budowaniu miały nie tylko elity i burżuazja, ale także lud – tu konkretnie – lud paryski.

Sądzę, że narastający w Polsce konflikt jest efektem tego, że po transformacji ustrojowej zlekceważyliśmy konieczność zbudowania sfery publicznej. Przykładów na poparcie tej tezy jest bez liku, symbolicznie wspomnę tylko o niejawnym charakterze pracy nieistniejącej już Komisji Trójstronnej ds. Społeczno-Gospodarczych — nie godzono się ani na rejestrację ani na transmisję jej obrad, choć o to drugie w 2013 r. zabiegał OPZZ. A także o problemie z dostępem do informacji publicznej, który z zasady jest formą kontroli obywateli nad działaniami instytucji publicznych.

Mając to wszystko na względzie chciałbym poddać pod refleksję Czytelników trzy tezy.

I. Źródłem kryzysu naszej demokracji jest to, że w życiu publicznym kluczową rolę pełni „słowo magiczne”, a nie debata publiczna.

Jak pisałem wyżej, słowa stają się „magiczne” ze względu na to, że związane są z osobami czy instytucjami, które pełnią w społeczeństwie funkcję wyróżnioną. Bo słowo nabiera „mocy sprawczej” ze względu na to, kto je wypowiada. Myślę, że wskazać można trzy źródła „magicznych słów” w Polsce. Myślę, po pierwsze, o ekonomistach, którzy począwszy od transformacji ustrojowej przyjęli za dogmat założenia Szkoły Chicagowskiej.

Wesprzyj #Medium

Po drugie, myślę o licznych przedstawicielach Kościoła rzymskokatolickiego, którzy dokonują nacisków politycznych i społecznych przemawiając do społeczeństwa z pozycji osób, które rozpoznały jedyną i uniwersalną prawdę. W końcu myślę o politykach i związanych z nimi akademikach, którzy traktują społeczeństwo i państwo jak swoją własność, zaprowadzając własny porządek per fas et nefas. Z każdą z tych grup dialog społeczny jest praktycznie niemożliwy. Doskonałym przykładem jest Leszek Balcerowicz, który swoją „misję” na Ukrainie rozpoczął od deklarowania, że trzeba prywatyzować i deregulować, tak jakby po ostatnim kryzysie ekonomicznym nie pojawiły się żadne opracowania wskazujące na fundamentalną słabość ekonomii neoliberalnej. Przedstawiane przez Balcerowicza z pozycji autorytetu zagadnienia ekonomiczne są niewywrotne, co jawnie wskazuje na ich nieakademicki, a ideologiczny charakter.

Podobnie ma się rzecz z Jarosławem Gowinem, który do rzekomo prospołecznego rządu PiS wniósł swoją dogmatyczną wiarę w mechanizm deregulacji i urynkowienia szkolnictwa wyższego. Kolejnym przykładem jest Marek Jędraszewski, arcybiskup łódzki, zastępca przewodniczącego Konferencji Episkopatu Polski, a z nominacji Franciszka — członek Kongregacji ds. Edukacji Katolickiej. Za jego rządów w archidiecezji łódzkiej dokonało się jawne powiązanie instytucji religijnej z neofaszystowskimi i antydemokratycznymi ruchami narodowymi jak ONR. Mimo listów otwartych i innych form krytyki, główna działalność kościoła łódzkiego skierowana jest na tępienie rzekomego lewactwa, popieranie religijnym autorytetem tez o zamachu smoleńskim czy legitymizowanie działalności ONR — ten nie tylko zaangażowany był w organizację marszu z okazji tzw. święta trzech króli, ale paradował (niekiedy w krótkich spodniach!) z oznakami ruchu w archikatedrze w trakcie uroczystości mających upamiętnić Witolda Pileckiego. Przykładem jest także obóz aktualnie rządzący wraz z reprezentującymi go mediami, którzy magiczną mocą słów powołali do życia nową Targowicę i w swoim przekazie jednoznacznie dyskredytują wszelkie działania opozycyjne.

II. Źródłem kryzysu naszej demokracji są nierówności społeczne i bieda.

Musimy zdawać sobie sprawę, że śmieciowe umowy o pracę, rozpowszechnione niskie płace połączone z dużymi nierównościami itd., w znaczący sposób wpływają na jakość demokracji. Powołując się na badania empiryczne Sendila Mullainathana oraz Eldar Shafir, Joseph E. Stiglitz pisze:

Wyniki prostego badania pokazują, że ubodzy zużywają na codzienne przeżycie zasoby poznawcze, których ludzie będący w lepszej sytuacji finansowej nie muszą zużywać. […] Zasoby poznawcze jednostki są ograniczone. Stres związany z brakiem pieniędzy na zaspokojenie podstawowych potrzeb może w istocie obniżyć zdolność jednostki do podejmowania decyzji, które mogłyby poprawić jej trudną sytuację.

Wiemy dziś także, że teoria skapywania okazała się fundamentalnie nieprawdziwa, badania pokazują za to, że ważną rolę odgrywa poczucie sprawiedliwości, które jest ważnym elementem teorii płacy efektywnościowej. Chodzi o rzecz wręcz oczywistą — „sposób, w jaki firmy traktują pracowników — w tym także, ile im płacą — wpływa na ich wydajność”.

Z całą pewnością wydajności pracy nie podniesie np. outsourcing czy deregulacja — mechanizmy od dawna stosowane w Polsce, także przez instytucje publiczne. Wystarczy wspomnieć o TVP, gdzie w 2014 r. dokonano outsourcingu pracowników do firmy LeasingTeam. Jak pisze Wiktor Raczkowski:

W maju 2014 r. z TVP do agencji zatrudnienia LeasingTeam przeniesiono w ramach outsourcingu 411 pracowników. Dzisiaj, trzy miesiące przed wygaśnięciem umowy, w LT pozostało 88 osób – i wszystkie niedługo stracą pracę. W ten sposób spełnia się scenariusz, o którym przeniesieni mówili od początku. «Chcą nas wszystkich ZWOLNIĆ i to nie ulega najmniejszej wątpliwości», równo rok temu pisali telewizyjni związkowcy.

Ostatnio publikacje dotyczące zagrożeń związanych z outsourcingiem pojawiły się na profilu społecznościowym NSZZ Pracowników Kultury i Sztuki przy Teatrze Wielkim w Łodzi, z czego można wnosić, że pojawiły się tam plany przeniesienia pracowników do zewnętrznych firm. Warto przypomnieć, że związki zawodowe TWŁ były w ostrym konflikcie z poprzednim dyrektorem i — siłą rzeczy, bo TWŁ podlega Marszałkowi województwa łódzkiego — związanymi z PO władzami województwa, niemniej wśród zgłaszanych problemów nie pojawił się outsourcing. Czyżby problem ten pojawił się w momencie, gdy zmieniły się polityczne barwy władz, w tym częściowo władz wojewódzkich? (Łódzkie wymieniane jest wśród województw, w których brakuje pieniędzy na obsługę programu 500+, co może oznaczać nieplanowane oszczędności i przesunięcia środków). Co do deregulacji, Stiglitz twierdzi, że „Deregulacja była kluczową przyczyną obecnej niestabilności w Stanach Zjednoczonych i wielu innych państwach”. Wiąże się to m.in. z tym, że służy ona nadmiernej swobodzie korporacji i nie sprzyja zachowaniu reguł konkurencyjności. W sprawach szczegółowych, odsyłam do książki.

III. Źródłem kryzysu naszej demokracji jest reifikowanie tożsamości narodowej i niechęć do pluralizmu.

Tu ręka w rękę idą ze sobą Kościół rzymsko-katolicki, ONR, PO, PiS czy tacy działacze SLD jak Leszek Miller. W deklaracji ideowej ONR czytamy: „Młode pokolenie Polek i Polaków zrzeszone w ONR i przekonane o słuszności obranej drogi ku Wielkiej Polsce, które dąży do urzeczywistnienia tej idei poprzez pracę wychowawczo-ideową pośród całego Narodu, postanawia za swój ideowy fundament przyjąć: […] Odrzucenie demokracji liberalnej jako reżimu wrogiego Cywilizacji Europejskiej, który za miernik prawdy przyjmuje wolę większości kierującej się najczęściej niskimi pobudkami. Tym samym opowiadamy się przeciwko wszelkim formom totalitaryzmów (komunizm, narodowy socjalizm, faszyzm), jako systemom obcym Polskiej tradycji. […] Oparcie pojęć Sprawiedliwości, Moralności, Sumienia i Honoru na doktrynie Chrześcijaństwa jako religii objawionej, a przez to wykluczenie oświeceniowej ideologii praw człowieka, które stały się świeckim wyznaniem i źródłem mnożących się absurdalnych roszczeń społeczeństw, a w szczególności tzw. dyskryminowanych mniejszości. […] Opowiedzenie się za koncepcją Narodu organicznego i hierarchicznie zorganizowanego, w przeciwieństwie do zmitologizowanego dziś egalitaryzmu, który przyniósł rozkład tradycyjnych wspólnot i naturalnego porządku”.

Miller mówił ostatnio: Lewica w Europie zaczęła się kojarzyć z lewicowością kulturową niż socjalną. Za to dziś lewica płaci. Płaci za kwestie typu multi-kulti, kwestie dotyczące ruchów homoseksualnych, równości płci, a dla większości obywateli ważniejsze są sprawy bytowe. A prawica właśnie skupia się na tych kwestiach.

Posłowie PO dość gremialnie opowiedzieli się w maju 2015 r. przeciw wprowadzeniu do porządku obrad Sejmu ustawy o związkach partnerskich. Przeciw byli m. in. Jacek Rostowski, Marek Biernacki czy Elżbieta Radziszewska. Wstrzymali się m. in. Radosław Sikorski. Premier Ewa Kopacz nie wzięła udziału w głosowaniu.

W psychologii mówi się obecnie o tzw. stresie mniejszościowym, który, jak pokazuje Grzegorz Iniewicz, przypomina stres przeżywany przez migrujące mniejszości etniczne (jakby na potwierdzenie tych słów — w ramach protestów antyimigracyjnych łączono na plakatach wypowiedzi homofobiczne z antyislamskimi). O ile jednak migranci przybywają w nowe miejsce ze swoją tożsamością i muszą konfrontować się z zespołem obcych dla siebie norm, o tyle osoby LGBT najpierw nabywają stereotypowe role społeczne, żeby następnie próbować się z nich uwolnić, by stać się sobą. Obie sytuacje generują jednak czynniki stresu i skutecznie zakłócają spokojne funkcjonowanie. W tym — podobnie do stresu związanego z biedą — zużywają zasoby poznawcze, które w społeczeństwie otwartym mogą być wykorzystywane w innych celach. Strategie ukrywania swojej tożsamości, lęk przed napiętnowaniem czy przemocą fizyczną, świadomość, że ważne instytucje życia publicznego dokonują symbolicznego oczyszczania narodowej tożsamości z obcych elementów, nie pozwalają na konstruktywne włączenie się w budowanie sfery publicznej, konstytutywnej dla państwa demokratycznego.

O ile Polska ma stać się państwem demokratycznym, a więc — w myśl Konstytucji „dobrem wspólnym wszystkich obywateli” i „demokratycznym państwem prawnym, urzeczywistniającym zasady sprawiedliwości społecznej” — konieczne są radykalne zmiany, prowadzące do zbudowania dobrze działającej sfery publicznej. Oznacza to, między innymi, konieczność odejścia od „słowa magicznego”, skuteczne przeciwdziałanie nierównościom społecznym i biedzie, a także obywatelskie upodmiotowienie grup społecznych, wykluczanych z życia obywatelskiego przez strukturalną reprodukcję stresorów. Najwyższy czas zauważyć, że skompromitowała się strategia przyznająca bezwzględną dominację interesom inwestorów, przyzwalająca na niczym niezakłócone nasilanie się społecznych nierówności, powstawanie prekariatu, ubóstwo wśród dzieci, niski poziom płac i temu podobne zjawiska, strategia, która przez swe szaleństwo prywatyzacji podkopuje rdzenne funkcje państwa, która deliberatywne resztki politycznej sfery publicznej jest gotowa zbyć zwiększającym dywidendy finansowym inwestorom, a kulturę i edukację podporządkować interesom i kaprysom uzależnionych od koniunktury sponsorów (Habermas). Czas też zauważyć, że Wielka Polska białych, heteroseksualnych, rzymskokatolickich Polaków nie jest wyjściem z sytuacji, ale narzędziem dobijania demokracji.

Główne zdjęcie artykułu pochodzi z portalu www.flickr.com
Autor: VolunteerMatch.org
The following two tabs change content below.
mm

Marcin Maria Boguslawski

Marcin M. Bogusławski — rocznik ’82. Meloman, doktor filozofii. Interesuje się filozofią humanistyki, filozofią polityczną i współczesną epistemologią. Miłośnik czarnego feminizmu, gotowania i Alaina Touraine’a.
mm

Ostatnie wpisy Marcin Maria Boguslawski (zobacz wszystkie)