Wakacje tuż tuż. A w wakacje można sobie cyknąć fotkę z odurzonym lwem

W kwietniu tego roku ukazał się w internecie przerażający filmik, na którym widać totalnie odurzonego lwa, zmuszonego do pozowania do zdjęć z szeroko uśmiechniętymi turystami. Film, który miał 1,6 miliona odsłon w mediach społecznościowych, pokazuje makabryczny obraz: odurzony król dżungli, którego głowa co raz opada, wydaje się kompletnie nieświadomy tego, co się z nim dzieje. Do lwa podchodzą kobieta i młody chłopak, dotykają go, głaszczą. Gdy pozują do zdjęć – treser, szturchając lwa niebieskim biczem, zmusza go do podniesienia głowy, tak by wyglądał na aktywnego i łagodnego kociaka.

 

 

Ta okrutna scena została zarejestrowana w Taman Safari w Indonezji. Po serii telefonów i oskarżeń organizacja Scorpion Wildlife Trade Monitoring Group toczy śledztwo przeciwko sanktuarium.

Ale nie jest to jedyne miejsce, gdzie hordy turystów przyjeżdżają, by zrobić sobie zdjęcie z dzikim i odurzonym od narkotyków zwierzęciem.

Wesprzyj #Medium

Wat Pha Luang Ta Bua – lepiej znana w środowisku podróżników jako „Świątynia Tygrysów” – jest prawdopodobnie najbardziej kontrowersyjną świątynią w południowo – wschodniej Azji.

Widzieliście pewnie zdjęcia ludzi pozujących obok majestatycznie wyglądającego tygrysa: odważnie trzymają go za ogon, uśmiechają się szeroko i dumnie albo przystawiają butelkę mleka do pyska tygrysiątka. Zdjęcia w  sam raz na Facebooka.

Turner Barr pracował jako wolontariusz w Świątyni Tygrysysów w Tajlandii w sierpniu 2013 roku. Miał pracować przez 30 dni. Wyjechał po 18. Dlaczego?

To, co zobaczył przekroczyło jego najśmielsze wyobrażenia. Sądził, że buddyjski klasztor, w którym znajduje się Świątynia Tygrysów to miejsce, gdzie ludzie opiekują się tygrysami, a nie wykorzystują je brutalnie do zarobienia pieniędzy. Podaje 7 powodów, które mają zniechęcić podróżnika/ turystę, któremu przyjdzie do głowy odwiedzić klasztor i zrobić sobie zdjęcie z tygrysem.

  1. Po dwóch tygodniach od urodzenia tygrysiątka są zabierane matkom i pokazywane hordom turystów, którzy mogą je karmić mlekiem z butelki i bez końca dotykać i głaskać. Wyobraź sobie, że ciebie ktoś tak molestuje NON STOP. Tygrysy to zwierzęta lubiące samotność, ale jako młode zostają z matką do 2 lat. Nie 2 tygodni.
  2. Młode kociaki są karmione z butelki codziennie – bez końca… Turysta podchodzi, karmi z butelki, robi sobie zdjęcie, potem podchodzi kolejny i robi to samo, a po nim kolejny, i kolejny, itd. W pewnym momencie możesz zobaczyć, jak mleko wylewa się z pyska tygrysiątka, bo po prostu nie jest w stanie tyle wypić.

Świątynia zarabia najwięcej pieniędzy właśnie na kociakach. Normalką jest długi program porannego karmienia i molestowania przez turystów, powtórzony jeszcze cztery razy po południu.

drugged tiger

  1. Gdzie jest reszta tygrysów? Turner Barr mówi, że podczas pracy wolontariackiej widział dwu-, sześcio- czy szesnasto – tygodniowe kociaki. Świątynia ich potrzebuje, żeby zarabiać kasę. Ale zakładając normalny wskaźnik urodzeń świątynia powinna mieć więcej niż 122 tygrysy pod swoją „opieką”. Gdzie są te pozostałe tygrysy? Wskazówką w tej zagadce niech będzie fakt, że wiele sąsiednich krajów wierzy w medyczne właściwości róznych części ciała tygrysa… W tym kontekście odsyłam do lektury Tomka Michniewicza „Gorączka” o polowaniach na słonie i nosorożce. Niektórzy ludzie na świecie- i jest ich bardzo dużo, choćby spory rynek azjatycki, który ciężko jest zaspokoić- wierzy w takie bzdury, że sproszkowane kły i rogi dodają potencji, a maść z tłuszczu tygrysa działa jako afrodyzjak i leczy wiele chorób. Badania naukowe dowiodły, że nie mają żadnych właściwości. (By zapobiec polowaniom np. na nosorożce, wycina im się rogi już za młodu, by były mniej atrakcyjne dla poachersów. Ale zdarza się tak, że tacy myśliwi w końcu wytropili zwierzę , a tu okazuje się , że nie ma co wycinać. Wściekli zabijają zwierzę i tak. Ze złości. Trzeba było nie wycinać. A tak zginął bez sensu.)
  2. Nie wiem, jak wy, ale ja potrzebuję ruchu i ćwiczeń, jeśli ich nie mam, rozleniwiam się, tyję i łatwo dopada mnie irytacja. W Świątyni Tygrysów możesz zobaczyć turystów, którzy „bawią się” z tygrysami, drażniąc je kijem z zamocowanymi na końcu torbami. Wbrew opinii krytyków to rodzaj ćwiczenia, jakiemu poddawane są tygrysy – ćwiczenia, którego te zwierzęta tak desperacko potrzebują. Problemem jest jednak to, że jedynie mniej więcej 20 tygrysów ćwiczy w taki sposób, pozostałe są uwięzione w klatkach – czasem po 6 wielkich kotów w jednej klatce. A więc ruchu tam nie uświadczysz.
  3. Zawsze istnieje niebezpieczeństwo wynikające ze zbyt bliskich spotkań z tymi nieprzewidywalnymi, dzikimi w swojej naturze zwierzętami. Każdego roku, jak w zegarku, jakiś tygrys napada na zaskoczonego turystę. Nawet wówczas, gdy tygrysy są uwięzione na krótkich łańcuchach (a są), nawet jeśli są odurzane narkotykami (a są), nawet jeśli są wychowywane przez ludzi od urodzenia – zawsze istnieje ryzyko, że tygrys pokaże swoją dziką i niepokorną naturę. Wówczas taki atak 400 – funtowego, działającego instynktownie zwierzaka może zakończyć się poważnymi obrażeniami, a nawet śmiercią.
  4. Tygrysy w świątyni żywią się tak, jak Amerykanie na swojej wysoko tłuszczowej, fast – foodowej diecie. Codziennie są karmione gotowanym kurczakiem, wiele z nich jest otyłych, ma niewykształcone mięśnie. To, czego tygrysy potrzebują najbardziej to regularna porcja czerwonego mięsa, z którego czerpią taurynę i inne witaminy konieczne do rozwoju mięśni i zachowania zdrowia. Pracownicy świątyni twierdzą, że czerwone mięso jest „zbyt drogie”… Zbyt drogie?! Przecież zarabiają kupę szmalu.
  5. Darowizny od turystów tak naprawdę nie idą na Świątynię Tygrysów. Nie idą też na pomoc tygrysom żyjącym na wolności. Ten biznes jest tak skonstruowany, że masz myśleć, że twoja darowizna idzie na pomoc tym kociakom. To, że świątynia jest prowadzona przez buddyjskich mnichów, nie oznacza od razu, że jest święta czy coś. Gdzie idzie kasa? Wskazówka: popatrz na inne bogato zdobione świątynie, które wyglądają, jakby były oblane złotem.

Od turysty też wymaga się myślenia. To, że płacisz, nie znaczy, że wszystko ci wolno. Pomyśl dwa razy, zanim wybierzesz się do takiego miejsca, aby zrobić sobie lub swojego dziecku zdjęcie z odurzonym lwem, tygrysem czy jakimkolwiek innym zwierzęciem. Można stworzyć dziecku fantastyczne wspomnienia zabierając je gdzie indziej i nie wywołując niepotrzebnego cierpienia innym istotom.

Kiedyś na wyspie Gili Island zbliżyłam się do otwartego akwarium z malutkimi żółwiami. Już miałam zanurzyć rękę w wodzie, by pogłaskać któregoś z nich…Zatrzymał mnie napis:

„Zanim je dotkniesz, wyobraź sobie, że co 5 minut w ciągu dnia podchodzi do ciebie ktoś, by cię pogłaskać, dotykać, gilgotać. Możesz się wkurzyć i może cię to boleć.”

The following two tabs change content below.
mm

Natalia Wilk-Sobczak

Absolwentka studiów pedagogicznych i filozoficznych na Uniwersytecie Warszawskim, studiowała też dziennikarstwo i pedagogikę teatru na UW oraz filozofię edukacji na Uniwersytecie w Glasgow. Właścicielka szkoły językowej. Nauczyciel angielskiego z powołania i z przypadku. Globtroterka backpackerka. Czuła mama dwojga małych bliźniąt i jeszcze mniejszej córeczki. Przyjaciółka mistycznie odratowanej ze śpiączki cudownej suki o imieniu Maja.