Syryjscy „lekarze bez granic” w Muzeum Holocaustu (WIDEO)

ONZ szacuje, że w Aleppo, w jakiś sposób, uwięzionych jest około 250 tysięcy osób potrzebujących pomocy. Rebelianci są już w mniejszości, to mudżahedini lub skrajni fanatycy zajęli miejsce niedawnych rewolucjonistów. Nie ma ani jednej flagi oponentów Asada, ale kilkanaście wrogich sztandarów, które uwięziły cywilów w zamkniętym mieście. Nie ma ani jednej wolnej armii, która miała przynieść wolność od klanowości, za to wiele bojówek, które zaczęły walczyć dla samej walki, szlachtując cywilów bez opamiętania. Nie ma planu pokojowego, są za to ginący z jego braku ludzie.

Muzeum Holocaustu w Waszyngtonie rozszerzyło w ostatnich dniach swoją działalność o nietypowy projekt. By podtrzymać żywotność debaty o Syrii, a przede wszystkim o tragedii Aleppo, pracownicy przygotowali wideo-apel. Decyzja szefostwa muzeum o bardziej aktywnej roli instytucji w syryjskim konflikcie była uwarunkowana nie tyle chęcią przypomnienia po raz kolejny decydentom i światu o rzezi tego miejsca (choć ostatnio częściowo przełamano blokadę Aleppo), ale rodzajem przewrotnego lobbingu, by działania zmierzające do zatrzymania masakry, były bardziej skuteczne niż są teraz. Muzeum Holocaustu jest wprawdzie ośrodkiem finansowanym ze środków federalnych i raczej do tej pory unikało zabierania głosu z jednoznacznej pozycji politycznej. Tym razem postanowiono inaczej.

Wideo #SaveSyria składa się na prosty i banalny w formie apel pracowników organizacji humanitarnych (amerykańsko-syryjskich lekarzy, którzy niosą pomoc rannym w miejscu, gdzie dostęp do zaplecza medycznego jest bardziej niż tragiczny; występuje tam m.in. Mohammed Sahloul, przewodniczący Amerykańsko-Syryjskiego Stowarzyszenia Medycznego), wzywający do utworzenia strefy zakazu lotów lub specjalnego korytarza humanitarnego, którym można by dostarczać żywność i inne niezbędne do życia rzeczy, do niszczonego przez Damaszek i rebeliantów Aleppo.

Aleppo po bombardowaniach fot. AP
Aleppo po bombardowaniach fot. AP

Ta propozycja, choć już wielokrotnie dyskutowana, równie często przez partykularyzm polityczny była odrzucana, także przez prezydenta Obamę. W ostatnią środę Rosjanie, jako wsparcie dla Asada, zaczęli przygotowywać się do kolejnej tury nalotów nad Aleppo. Tak głosił oficjalny komunikat.

Skuteczna ofensywa ze strefą zakazu lotów/bezpieczną stałą strefą dla cywilów mogłaby się jednak równać konieczności zestrzelenia rosyjskich samolotów. Tego amerykańska administracja obawia się jeszcze bardziej niż kandydaci na nowego prezydenta USA. Hilary Clinton popiera to rozwiązanie. Oczywiście jako kandydatka może mówić i obiecywać więcej niż urzędujący prezydent. Ale i ona na tym samym oddechu dodaje, że razem z Putinem chce współpracować w celu zwalczenia ISIS.

Sytuacja lekarzy w Syrii to materiał na dramat z iście szekspirowskim zakończeniem. Odkąd zaczęła się wojna, personel medyczny z terenów poza kuratelą Asada traktowany jest jako pierwszorzędny target do likwidacji. Od marca 2012 roku przynajmniej 739 lekarzy i członków personelu medycznego zostało zabitych przez siły Asada lub inne, które wzięły ich za sprzymierzeńców prezydenta. To okrucieństwo spowodowane jest przemyślaną polityką – brak szpitali równa się większej śmiertelności oblężonych, nawet jeśli osobiście nie biorą udziału w walkach. Dane podaję za Physicians for Human Rights (PHR). Szacują oni, że za 90% ataków na lekarzy stoją siły Asada i Rosji. Robią to po wcześniejszym wywiadzie wskutek przemyślanej strategii.

Wesprzyj #Medium

To jest wprawdzie rodzaj zbrodni wojennej zgodnej z prawem międzynarodowym, ale kto się tym tak naprawdę przejmuje? Nie może być szacunku dla etosu pracy lekarzy, jeśli wojsko/wojna nie szanuje życia jako takiego. Aż 95% personelu medycznego w Aleppo od początku wojny zginęło, wyemigrowało lub uciekło na bardziej bezpieczne tereny Syrii. Są też tacy, którzy za nic na świecie nie opuszczą tego piekła na ziemi lub wrócą z emigracji z USA czy Arabii Saudyjskiej, by leczyć w ojczyźnie. Są to jednostkowe przypadki, ale są. Choć „leczyć” to za dużo powiedziane. Mowa przecież o partyzanckich szpitalach umieszczonych w podziemiach, często bez stałego światła czy prowizorycznej wentylacji – tak by zmniejszyć możliwość potencjalnego ataku. Brak też odpowiedniej ilości leków, w tym koniecznych do przeprowadzenia operacji środków znieczulających. To o nich i ich pracę upominają się pracownicy muzeum w Waszyngtonie.

Jeden z tych cichych bohaterów, Khaled Omar Harrah , zginął 12 sierpnia, podczas kolejnego bombardowania Aleppo. Zdążyliśmy go poznać już wcześniej jako wolontariusza Cywilnej Obrony Syrii, kiedy na nagraniu, które obiegło świat, udzielał pierwszej pomocy zaledwie dwutygodniowemu maleństwu.

Taka większa Srebrenica w HD

Cameron Hudson, reżyser wideo, powiedział: „Jeśli miasto będzie nadal niszczone i zapanuje nad tym cisza, to będzie zwiastunem czegoś znacznie gorszego niż nasza indolencja polityczna”.

Hudson uważa, że to co dzieje się w Aleppo, to nie zwykłe mordy i zbrodnie wojenne, ale nowy, prowadzony przez Państwo Islamskie rodzaj ludobójstwa, pierwszorzędnie skupionego na jazydach (ten wątek dotyczy bardziej Iraku) i chrześcijanach, a dalej na niewiernych muzułmanach. Dlatego priorytetem powinno być, jego zdaniem, zagwarantowanie jak największej liczbie ludności dostępu do pomocy humanitarnej, ochrona cywilów, tak by straty w ludziach były mniej masowe. Teoretycznie jest to możliwe, ale praktycznie nie ma w tym momencie nikogo zdolnego i chętnego, by przekuć to w praktyczną wolę polityczną.

Stąd też współpraca Syryjczyków z miejscem do tej pory kojarzonym raczej z pamięcią o Żydach, aniżeli z bieżącymi działaniami i komentarzami politycznymi. Miejscem na tyle chętnie odwiedzanym, że mogącym jeszcze raz (może już ostatni) skierować nasze spojrzenie na Syrię i szlachtowane każdego dnia Aleppo. Powoli zmierzamy w tym przypadku w kierunku syndromu Srebrenicy. Kiedy,jeżeli w ogóle, sytuacja zostanie opanowana, zdamy sobie sprawę, jak wiele mogliśmy zrobić.

Działać razem – wszystko co możemy, by ocalić dziś cokolwiek

Wszyscy, tutaj, jesteśmy obywatelami najbardziej wolnych ze społeczeństw i mamy ten obowiązek, by patrzeć krytycznie na to co, dzieje się zarówno blisko nas, jak też setki kilometrów dalej. I działać. Chociaż znajdujemy się w takim momencie historii, kiedy nagromadzenie złych wydarzeń następuje jedno po drugim w zbyt szybkim tempie i jesteśmy tym przytłoczeni. To nie może być powodem, przez który zaniechamy działań. Nawet jeśli scenariusz przygotowany nam na przyszłość jest tym z rodzaju najgorszych.

A kiedy, jak dziś, stoimy na krawędzi przerażającego świata, współdziałanie jest lepsze, niż trwanie w rzeczywistości jako zakładnicy przeszłości. Tak często zdarza się, kiedy dochodzi do współpracy między Żydami i Arabami. Sytuacja szybko nabiera nieprzyjaznego tempa. Pojawiają się oskarżenia o przygotowane z premedytacją działania, obliczone na medialny skutek i poprawę wizerunku, a z drugiej (u Arabów) o zdradę ideałów i Palestyńczyków, nawet jeśli wątek absolutnie ich nie dotyczy. Muzeum Holocaustu nie jest żadną hasbarą, a lekarze w Syrii działaczami politycznymi.

Jakiś czas temu Lee Habeeb, amerykański dziennikarz z arabskimi korzeniami, napisał:

Na świecie istnieją dwa rodzaje Arabów. Nienawidzący Żydów i pozostali. W swoim życiu spotkałem więcej Arabów z tej pierwszej grupy. Nie jestem z tego powodu dumny. Arabom nie spodoba się to, że to przyznaję. (…) Zadziwiła mnie ostra reakcja Arabów. (…) Jeden z przyjaciół nazwał mnie nienawidzącym swojej tożsamości Arabem. Tłumaczył mi, że wykorzystywałem moje dziedzictwo kulturowe by przypodobać się białej Ameryce i Żydom kontrolującym białą Amerykę.

Od czasu tego tekstu sytuacja nie zmieniła się diametralnie – antysemityzm arabski nie zniknął z dnia na dzień. Jednak dzięki zaistniałym okolicznościom częściowo wyszliśmy z gettoizacji cierpienia na rzecz dużo bardziej holistycznego podejścia. Oczywiście, w tym samym czasie, zaistniały grupy ludzi zaciekle i zawzięcie zwalczających takie inicjatywy. Ale warto je zignorować i pokazać, że nie ma czegoś takiego jak uniwersalna tożsamość społeczności, która nie pozwala wyciągnąć ręki do innego. Tak w Aleppo, tak w Muzeum Holocaustu.

Jak chce tego Lee Habeeb piszący dalej: „Możliwe, że Arabowie przestaną postrzegać Żydów jako wrogów, a zaczną jako sąsiadów czy partnerów handlowych. I możliwe, choć tylko możliwe, że zaczną ich postrzegać jako przyjaciół. Jest jeden Arab, który się o to modli”.

W taki sposób syryjscy lekarze mogli stać się częścią działań Muzeum Holocaustu w Waszyngtonie i przypomnieć wyraźnie, że wojna w Syrii ciągle trwa, nawet jeśli mniej jej w mediach lub zwyczajnie bardziej irytuje, niż budzi współczucie.


Główne zdjęcie artykułu pochodzi z portalu www.flickr.com
Autor: Freedom House
The following two tabs change content below.

Natalia M. Kamińska

Dziennikarka-freelancerka, absolwentka UMCS, pisząca o Izraelu i Bliskim Wschodzie.